wtorek, 18 listopada 2014

TAG: Perfekcyjna Pani Domu

Hej, Misiaki!

     Jak widzicie po tytule, zostałam otagowana przez tę oto Marokańską wielbicielkę kotów, dziergania i wszystkiego co wiąże się z retro-klasyką lat czterdziestych. Wszystko pięknie, tylko że tag jak widać dotyczy perfekcyjnej pani domu... Wiele można o mnie powiedzieć, jednak akurat tego sformułowania nie powiązałabym ze sobą nawet w dniach największego optymizmu. Pewnie dlatego odpowiedź zajęła mi jakiś miesiąc z okładem... Ale cóż, stało się - tag jest, więc równie dobrze mogę zaprezentować się Wam w całej swojej nie-perfekcyjnej okazałości. 

Do dzieła!

1. Dwa obowiązki domowe, które lubisz robić w domu.
     Już na wstępie mamy problem, bo generalnie wyznaję zasadę, że nie żyje się po to żeby robić wokół domu - dom jest dla nas, a nie my dla niego. Grunt, żeby było czysto, miło i przyjemnie, ale nie ma sensu zabijać się z tego powodu. Sprzątam, bo chcę zachować porządek, ale żebym od razu uwielbiała to robić? Nie, raczej nie. 
     Ale OK, niech będzie, że lubię porządkować szafy i szafki. Sprawia mi przyjemność ogarnianie rupieciarni i pozbywanie się zbędnych rzeczy. Oczyszczanie przestrzeni wokół siebie.
     Mogę również robić pranie. W sumie... jasne, czemu nie ;)

2. Dwa obowiązki domowe, których nie lubisz robić w domu.
     Tutaj sprawa jest zdecydowanie łatwiejsza! Nienawidzę wprost odkurzania! Nie przepadam również za rozmrażaniem lodówki (czego na szczęście od dawna nie muszę już robić).

3. Czy lubisz gotować? Jeśli tak to jaka jest twoja popisowa potrawa?
     Mój związek z gotowaniem przebiega rozmaicie. W telegraficznym skrócie opisałabym siebie jako osobę, która gotować potrafi, ale nie robi tego często. Jeśli mam wenę kucharzę to czy tamto, jednak najbardziej lubię potrawy proste, swojskie i nieudziwnione. Jedną z moich ulubionych są jajka w sosie musztardowym. Uwielbiam je - zarówno przyrządzać, jak i jeść ;). Drugie w kolejności jest spagetti w sosie bolognese.

4. Podziel się dwoma trickami a'la Perfekcyjna Pani Domu.
     Nie są to tricki, jednak z mojej perspektywy oba te warunki są niezbędne przy krzątaniu się. Przede wszystkim muzyka! Bez muzyki w tle nie będzie ani gotowania, ani sprzątania, ani czegokolwiek innego. Druga sprawa to spokój - jeśli sprzątam, wolę być sama w domu. Mogę wówczas zrobić wszystko po swojemu, bez kogokolwiek wiszącego mi nad głową.

5. Wymień dwóch ulubieńców pani domu.
     Cytując klasyka: "Nie wiem, nie znam się, zarobiona jestem. Przyjdź pan jutro."

6. Mieszkanie czy dom?
     Jako dziecko marzyłam o domu, lub wręcz o ogromnym dworze otoczonym ogrodem. Jednak zostałam skutecznie odwiedziona od tych marzeń jednym zdaniem wypowiedzianym lata temu przez moją mamę, a zaczynało się ono od słów "Moglibyśmy zamieszkać razem w dużym domu, jak jedna wielka rodzina." Mieszkania też są fajne.

7. Kto prowadzi budżet domowy?
     Powiedzmy, że na budżet domowy składa się "praca zespołowa".

8. Pedantka czy bałaganiarz?
     Nigdy nie byłam pedantką. Jestem od tego BARDZO daleka. Byłam za to bałaganiarą, jednak wyrosłam z tego. Nazwałabym się raczej osobą roztrzepaną, wykazującą skłonności do umiarkowanego, artystycznego nieładu.

9. Jak wyglądałby Twój wymarzony dom?
     Mój wymarzony dom jako całość nigdy nie został jasno dookreślony w moich myślach. Wiem natomiast, że chciałabym mieć w nim wielki, masywny kominek oraz... schody. Schody zawsze mnie fascynowały, stąd też chciałabym aby mój dom lub mieszkanie był(o) dwupoziomowe. I obowiązkowo musi po nim biegać jakiś Mrauczun.

10. Tradycja wyniesiona z domu, którą praktykujesz do dziś?
     Rodzinna Wigilia.


     Oto moje odpowiedzi. Jak widzicie, do perfekcyjnej pani domu wiele mi brakuje. Zdecydowanie wolę wkładać parę w inne sprawy. 
     Nie będę nikogo tagowała, ale oczywiście jeśli macie ochotę podzielić się własnymi odpowiedziami - śmiało.


Pozdrawiam serdecznie,
Katalina :*


niedziela, 9 listopada 2014

Miszmasz listopadową porą

Hej Misiaki!

     Zacznę od banału. Nie mogę uwierzyć w to, że ten rok już prawie dobiega końca! To, co działo się do tej pory, było istnym wariactwem. Nie pamiętam już ile razy miałam o tak:





      Ten rok był szkołą. Uświadomił mi wiele. Lekcje, jakich mi udzielił często były gorzkie. I wiem, że to wciąż nie koniec. Wciąż wiele zmian przede mną. O niektórych wiem, inne wciąż stoją pod znakiem zapytania. Wiele ku mojemu zaskoczeniu udało mi się... przewidzieć? Czasem dochodzę do wniosku, że jestem jakąś wiedźmą. Gdyby jeszcze udało mi się wywróżyć jedną - dwie, mogłabym powiedzieć z pełnym przekonaniem, że było warto.

     Ale póki co przejdźmy do tego, co będzie dla Was ciekawsze od mojego ględzenia o trudach życia ;) Pora pomiksować. Moim mottem przewodnim w tym roku było (między innymi) rozpieszczać się. Dlatego ilekroć splot okoliczności zasadzał mi solidnego kopa, w moich rękach pojawiało się coś, co miało umilić mi żywot w taki lub inny sposób. Do tych najbardziej podstawowych umilaczy muszę zaliczyć Magnum Almond.




     Kolejnym niekwestionowanym ulubieńcem jest strona zalukaj.tv, dzięki której mogłam obejrzeć kilka zapomnianych filmów i odkurzyć fascynację niektórymi serialami.




     Kosmetycznie również działo się całkiem intensywnie. Miałam na przykład okazję wypróbować wreszcie słynne skarpetki złuszczające jednej z firm. Nie wiem czy jest sens rozpisywać się na ten temat. Zaspokoiłam ciekawość i przełamałam swoje obawy związane z nałożeniem owych. Ponosiłam, odczekałam przepisowy czas, zrzuciłam skórę jak jaszczurka. Coś zeszło i owszem, jednak miejsca wymagające najintensywniejszej uwagi odnotowały poprawę w zaledwie minimalnym stopniu. To potwierdza moją teorię, że bez konsekwencji i nieustannej uwagi, naszym stopom nie pomogą żadne magiczne skarpetki. Fajny z nich gadżet, jednak nie sprawią one że nasze stopy staną się gładkie jak pupa niemowlaka.




     Wykończyłam sporo kosmetyków kolorowych, jednak o tym też nie będę się rozpisywać, bo sama uważam denka za zbędne. Pochwalę się tylko, bom dumna, że w poczet chlubnych wykończeń wpisały się dwie palety Sleek, tusz do rzęs, kilka kredek, a nawet lakiery. A propos lakierów.

     Wiecie, że lakier jest dobry, jeśli zużyjecie go do cna, po czym... pójdziecie do sklepu po kolejną buteleczkę. Tak było z Golden Rose Holiday #63.




     Miałam również farta, bo udało mi się dopaść listkowy puder z ostatniej limitki Essence. Inne kosmetyki wchodzące w skład tej serii mnie nie zainteresowały, jednak ten puder chciałam ustrzelić i udało się.





     Powiększyłam również swoją kolekcję balsamów Baby Lips, które uwielbiam. Mam nadzieję, że ich nie wycofają, bo fajnie mi się ich używa. Są super praktyczne!




     Mam Wam do pokazania jeszcze jedną pomadkę, ale tutaj historia jest inna. MAC Pro Longwear w kolorze "Goes and Goes" posiadam od kilku dobrych lat i w tym czasie niemal po nią nie sięgałam. Jej kolor jest tak specyficzny i tak nie mój, że nie miałam jakiejkolwiek ochoty jej używać i trzymałam ją wyłącznie w celu wymiany w przyszłości w ramach programu Back 2 MAC.




     Ale ostatnio przyszło olśnienie. Przecież nie muszę jej stosować jako szminki! Mogę zrobić z niej róż w kremie! I tak właśnie zaczęłam jej używać i powiem Wam, że w tej formie sprawdza się fantastycznie. 

     Na deser zostawiłam sobie kilka perełek, ale zacznę od tego, czego nie polubiłam i czego się pozbędę:




     Postanowiłam odświeżyć swoje zbiory pędzli. Zastanawiając się nad markami najpierw zdecydowałam się na pędzle Kozłowskiego i... okazały się pomyłką. Nie przypominam sobie bym miała wcześniej do czynienia z pędzlami, które aż tak gubiły i łamały włosie. Od pierwszego użycia (a mam je już kilka miesięcy) starałam się wymyślić na nie jakiś sposób, jednak nie udało się. Ostatecznie doszłam do wniosku, że albo trafiłam na marne sztuki, albo po prostu renoma marki jest mocno przesadzona i sztucznie rozdmuchana. U mnie w każdym razie pędzle te się nie sprawdziły i nie zamierzam sprawdzać innych modeli.
     Po Kozłowskim sięgnęłam po Maestro. Tutaj było już lepiej. Jakość tych pędzli jest naprawdę wysoka, jednak... przyznać muszę, że nie okazały się dokładnie tym, co miałam na myśli dokonując zamówienia. 
     Wtedy podjęłam decyzję - chcę Zoevy! Zrobiłam szybkie rozpoznanie terenu i mój wybór padł na jeden z różowych zestawów. Nie chciałam różowego, broniłam się przed nim, ale tylko ten wariant miał w składzie dokładnie te modele, które chciałam sprawdzić. Dobrałam do nich jeszcze kulkę do korektora i... 




... Mam je od niedawna, ale z pełnym przekonaniem i świadomością powiadam, że to najlepsze pędzle jakich kiedykolwiek używałam! Najlepsze! I zdecydowanie zamówię kolejne. 

     Zamówiłam też dwa kosmetyki, na które od dawna miałam ochotę. Oba kultowe, doskonale znane entuzjastom makijażu na całym świecie. Pierwszym z nich jest podkład Estee Lauder Double Wear.




     Nosi się bardzo dobrze. Pod wieloma względami przypomina mi Revlon ColorStay, który uwielbiam. Denerwujący jest brak pompki, ale cóż.

     Wreszcie wisienka na czekoladowym torcie:






     Cóż mogę powiedzieć, lubię czekoladę. Jestem sroką na metalowe opakowania (metal jak wiadomo rządzi!). Czekoladowy zapach cieni jest odczuwalny, choć nie onieśmielający. Mi osobiście jest obojętny, jednak wiem, że wiele osób się nim mocno emocjonuje ;). Cienie są świetnej jakości - używa mi się ich fantastycznie. Odkąd mam tą paletę wszystkie inne poszły w odstawkę na pewien czas. Wespół z pędzlami Zoeva tworzą grupę trzymającą niepodzielną władzę w moich zbiorach.

Tyle w temacie. Pozdrawiam ciepło i do następnego!

Katalina :*

poniedziałek, 3 listopada 2014

Konkurs! Wygraj kohl arabski

Hej Misiaki!

     Tym razem mam dla Was - mam nadzieję - ekscytującą wiadomość. W ciągu minionych kilku miesięcy dzieliłam się z Wami makijażami inspirowanymi Wschodem. Makijażami wykonanymi przy użyciu różnych typów kajali arabskich. 
     Perfumeria Yasmeen postanowiła obdarować kilku spośród moich obserwatorów różnymi wersjami kajali, uchylając przed Wami w ten sposób rąbka tajemnicy perfekcyjnego makijażu kobiet Wschodu.




Co trzeba zrobić, aby wziąć udział w rozdaniu? To proste! Wystarczy że wskażecie spośród zaprezentowanych makijaży, które przygotowałam przy okazji współpracy z perfumerią Yasmeen ten, który spodobał się Wam najbardziej, oraz powiecie mi dlaczego chcecie wypróbować kajal. Szczegółowe zasady prezentuję poniżej.


Arabski Opal KLIK

Dietetyczny Arabic KLIK

Powiew wschodniej klasyki KLIK

0
Arabian Oud Donna KLIK


Zasady konkursu:
1. Polubienie profilu Perfumerii Yasmeen na FB KLIK.
2. Bycie publicznym obserwatorem bloga Sugar & Spice.
3. Jeśli chcecie przystąpić do konkursu, wskażcie spośród wymienionych makijaży ten, który spodobał się Wam najbardziej. Proszę Was również o krótkie uzasadnienie dlaczego chcielibyście wypróbować kohl.
4. Proszę, byście w komentarzu napisali pod jaką nazwą obserwujecie bloga oraz stronę FB Yasmeen, jak również abyście podali adres mailowy, pod którym mogę się z Wami skontaktować w przypadku wygranej.
5. Nagrodami są cztery kajale zaprezentowane na zdjęciach: w proszku, w paście, w sztyfcie i w ołówku.
6. Czas trwania konkursu – tydzień począwszy od dzisiaj, do północy w niedzielę 09.11.2014.
7. Opcjonalnie możecie opublikować informację o konkursie na swoim blogu. Nie jest to warunek konieczny, jednak będzie mi miło jeśli to zrobicie ;).


KLIK


Proste? Myślę że tak :)
Zachęcam Was serdecznie do wzięcia udziału, jak zwykle serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia!


*** AKTUALIZACJA***

     Czas rozdania dobiegł końca, a laureatki otrzymały powiadomienie na swoje skrzynki mailowe. Są nimi:
Sabi S.
Śnieżkiraj
Ive n' roses
Monika Kosmetyka

Gratuluję!


Katalina


niedziela, 26 października 2014

Nowy nabytek: Maybelline Color Tattoo #87 Mauve Crush

Hej Misiaki!

     Moje uwielbienie dla Color Tattoo Maybelline nie jest niespodzianką dla nikogo, kto zagląda do mnie od dłuższego czasu. W przeszłości pokazywałam Wam dziewięć kolorów, które mam w swoich zbiorach - zainteresowanych odsyłam TUTAJ. Nie są to oczywiście wszystkie dostępne w sprzedaży kolory, jednak te co bardziej jaskrawe odpuszczałam sobie już na wstępie, ponieważ realnie patrząc wiedziałam, że nie będę z nich miała wiele pożytku. 
     Był jednak pewien odcień, który zainteresował mnie od pierwszej chwili - #87 Mauve Crush, czyli przepiękna opalizująca mieszanka lodowego błękitu z liliowym fioletem. Oczywiście jak większość interesujących kolorów MCT - niedostępna w Polsce inaczej niż za pośrednictwem internetu.





     Raz jeszcze z pomocą przyszedł serwis Allegro. Powyższego gagatka upolowałam za 23,99zł, plus koszty wysyłki. Łącznie wyszło mniej-więcej tyle ile musiałabym zapłacić w drogerii, gdybym miała możliwość zakupić Mauve Crush stacjonarnie. 
     To prawdopodobnie najbardziej unikalny kolor w mojej kolekcji i bardzo się cieszę, że udało mi się go wreszcie upolować.




     Czy zaspokoiłam swój apetyt? Hmmm... chyba wciąż nie. Jeśli w grę wchodzą MCT, jestem nienasycona, mimo że w swoim codziennym makijażu częściej sięgam po Paint Poty (głównie z powodu ich neutralnej kolorystyki). Niezależnie od wszystkiego, uważam że Color Tattoo w niczym nie ustępują kremowym cieniom MAC! Przeciwnie, jakościowo są fantastyczne, a niska cena czyni je bardzo konkurencyjnymi.




      Cieszę się niezmiernie z mojego nowego nabytku i wciąż mam nadzieję, że natrafię w sieci na kolejne perełki podobne do Mauve Crush. 
     Z tego co widziałam, najciekawsze odcienie w szeregach Maybelline pojawiają się przy okazji edycji limitowanych, co jest dość marną wiadomością, ponieważ oznacza, że prawdopodobieństwo ustrzelenia konkretnego wariantu jest ograniczone praktycznie do zera. Oczywiście zależy co kto uważa za ciekawy odcień. Ja zezuję zazwyczaj na opalizujące wersje, takie jak bohater dzisiejszego wpisu, albo na wszelkie nudziaki. Dlatego tak bardzo cieszę się z posiadania takich kolorów jak choćby #100 Barely Beige, #05 Eternal Gold, #65 Pink Gold, czy #35 On and on Bronze (u nas dostępny jest niestety tylko ten ostatni).
     Mam nadzieję, że kiedyś doczekamy się reedycji dwóch limitek MCT. Pierwsza, Gilded in Gold, grupowała trzy całkowicie matowe odcienie, które - gdyby weszły na stałe do kolekcji - przyniosłyby firmie Maybelline krocie KLIK. Druga, Dare to go Nude KLIK, składała się głównie z kolorów ziemi i zawierała najpiękniejszą miodową miedź jaką widziałam - Caramel Cool.

     Na zakończenie pozostaje mi tylko polecić Wam zarówno Mauve Crush w szczególności, jak i ogólnie Color Tattoo jako takie - są zdecydowanie warte wypróbowania!

Pozdrawiam serdecznie,
Katalina


niedziela, 19 października 2014

Ekscytująca kosmetyczna nowość

Hej Misiaki!

     Weekend naszykował mi tym razem urozmaicenie w postaci jęczmienia na oku, zatem nie czułam się jakoś specjalnie zainspirowana do korzystania z niedzieli, ani rozpisywania się. Pomyślałam jednak, że to wyśmienita okazja, żeby podziękować Angel za przesyłkę, którą otrzymałam od Niej jakiś czas temu. Mowa o serum Gracia Hyalu-Forte, które wygrałam x czasu temu w jednym z Jej rozdań.





     Pisała o nim w samych superlatywach, przez co bardzo mnie zaciekawiła. Serum to ma działać wygładzająco, odmładzająco, nawilżać, jak również wpływać pozytywnie na głębsze warstwy skóry. Lepszej rekomendacji mi nie trzeba. Mam nadzieję, że będę z niego równie zadowolona :)

Angel, pięknie dziękuję! :*

Katalina

środa, 15 października 2014

Makijaż inspirowany: Arabian Oud Donna

Hej Misiaki!

     Inspiracją do powstania tego makijażu były perfumy Arabian Oud Donna. Jest to zapach, który od pierwszej chwili mocno zaznacza swoją obecność bardzo intensywną, perfumeryjną różą, złamaną odrobinę nutami owocowymi. W miarę upływu czasu minimalnie się ociepla i wysładza, jednak to kwiaty wiodą prym w tej kompozycji – róża i konwalia wzbogacone jaśminem. Jak dla mnie, to trio wybija się najintensywniej. Donna kojarzy mi się z kobietą dojrzałą, która miała już okazję doświadczyć tego i owego w swoim życiu. Kobietą odważną, świadomą swoich atutów i słabości, zdecydowaną i silną. Raczej bizneswoman niż domatorką. Jest to zapach ekspansywny i wyrazisty, który z dużym prawdopodobieństwem przypadnie do gustu wielbicielkom intensywnych kwiatowych pachnideł. 


 


     W swoim makijażu postanowiłam połączyć zarówno delikatne kwiaty, jak również siłę z jaką zapach ten zaznacza swoją obecność. Stąd pastelowe tło skontrastowane z bardzo wyrazistą kreską i mocno podkreślonymi ustami.

















     Przyznam, że noszenie Donny wymagało ode mnie wyjścia poza moją "strefę bezpieczeństwa", ponieważ jest to zapach dość mocno odbiegający od moich zwyczajowych wyborów - bardzo perfumeryjny i wybitnie kwiatowy. Jednak właśnie to stanowi dla mnie wyzwanie - zinterpretowanie czegoś wykraczającego poza zakres moich upodobań.







Użyte produkty:
Twarz
- Revlon Colorstay cera mieszana #180 Sand Beige
- Collection concealer #2 light
- Sephora 8hr wear mattifying compact foundation #10 light ivory
- Sephora Shimmering bronzing powder #1 light
- MAC Bronzing Powder #Bronze
- The Balm Mary-Lou Manizer
Oczy
- Brwi: cienie Inglot: #358M, #378M
- Maybelline Color Tattoo 24H #15 Endless Purple
- Blue Heaven Herbal Kajal
- Inglot Konturówka do powiek w żelu #77
- Cień #Bow z palety Sleek „Oh So Special”
- Paletka L’Oreal Color Riche #S3 Disco Smoking
- Cień MAC #Shale
- Cień Inglot #346
- Yves Rocher 360 Length Mascara
Usta
- Estee Lauder Pure Color Long Lasting Lipstick #Abstract Violet


     Jako rekwizyt do zdjęć wykorzystałam flakon perfum Rasasi Dhan Al Oudh Al Nokhba. Zarówno flakon, jak i próbki perfum otrzymałam dzięki uprzejmości perfumerii Yasmeen.


Pozdrawiam serdecznie,
Katalina :*


niedziela, 12 października 2014

Collection EXTREME 24 hour felt tip liner

Hej Misiaki!

     Każda kobieta ma jeden taki kosmetyk, który nieodmiennie będzie przyciągał jej uwagę w każdej drogerii, czy perfumerii, do której wejdzie. I oczywiście w swoim makijażu może polegać na wielu produktach, jednak ten jeden będzie dla niej wyjątkowy. Niekoniecznie niezbędny, być może obiektywnie mniej ważny od innych, jednak to właśnie on będzie decydował o tym, że poczuje się wyjątkowo. Dla mnie takim kosmetykiem jest eyeliner. Miałam ich masę w różnych wersjach - żelowe, kredki, flamastry, kałamarze... wszystko to przeszło mi przez ręce i pomogło sprecyzować moje preferencje w tej kwestii.

     Jakiś czas temu, przy okazji prezentacji kosmetyków z Soap&Glory wspominałam także o linerze marki Collection - EXTREME 24 hour felt tip liner. Odkąd go mam, sięgam po niego bardzo często, testując w rozmaitych sytuacjach. Wspomnieć muszę również o tym, co podkreślam każdorazowo opisując jakikolwiek liner - moje oczy są problematyczne. Mają tendencję do łzawienia, przez co w zasadzie żaden eyeliner nie wytrzymuje na nich całego dnia. Mając to na uwadze, zapraszam na moją recenzję.





Dostępność: 
W Polsce są trudno osiągalne. Najłatwiej je zdobyć za pośrednictwem zagranicznych znajomych.

Cena: 
£2.99

Kolor: 
Brązowy

Trwałość:
6 miesięcy


 


Opakowanie:
Typowe dla linerów w formie flamastra - czarny pisak, srebrne, dość trwałe napisy. Opakowanie jest proste, ale funkcjonalne - u dołu znajduje się oznaczenie kolorystyczne, co ułatwia sprawę, np wówczas gdy staramy się zlokalizować liner w stosie innych.

Zapach:
Słabo wyczuwalny, tuszowy.




Aplikacja i działanie:
     Linery-flamastry są jak dla mnie najłatwiejsze w obsłudze spośród wszystkich. Precyzyjna końcówka umożliwia wykonanie idealnej linii, dowolnej grubości, o doskonale ostrym zakończeniu. Intensywność koloru można budować, ponieważ mamy do czynienia z tuszem. Kreskę maluje się zatem szybko i w zasadzie bez wysiłku - idealna sprawa kiedy trzeba przygotować się rano do pracy. 
     Brązowy kolor ma tę przewagę, że mogę użyć tego linera również do wypełniania brwi. Sprawdza się tu idealnie, choć trzeba mieć do tego ostrożną rękę i sporo wyczucia, inaczej karykaturalny efekt murowany.
     A jak z trwałością? Na moich oczach, jak wspomniałam żaden liner nie wytrzymuje całego dnia. Ten nie jest wyjątkiem. Ma tendencję do lekkiego wypłukiwania się przy zewnętrznych kącikach oczu, jednak muszę dodać, że nie robi kleksów, za co daję plus.
     W pewnym stopniu barwi skórę. Spotkałam się z tym przy kilku innych tuszowych linerach, więc to zapewne typowa przypadłość produktów występujących w tej formie. Można na to patrzeć rozmaicie. Jeśli krecha Wam nie wyjdzie, to na koniec dnia będziecie musiały bardziej przyłożyć się do demakijażu. Jeśli natomiast wszystko pójdzie OK - będziecie miały coś na kształt "zgapy" przy kolejnym makijażu ;)




Czy polecam:
Polecam, bo jestem z niego zadowolona. Ideałem nie jest, ale działa jak należy. Małe niedogodności, które ze sobą niesie umiem obrócić w atuty. No i podoba mi się, że wersja brązowa może być używana również do wypełniania brwi. Fajna sprawa.


Pozdrawiam serdecznie,
Katalina :*