wtorek, 3 maja 2016

Sigma Brilliant & Spellbinding

     Nie dalej niż dwa miesiące temu pisałam o palecie Warm Neutrals marki Sigma KLIK. Powtórzę raz jeszcze, że jest to jedna z najlepszych palet cieni, jakie przeszły mi przez ręce. Był to jeden z powodów, dla których zaczęłam przyglądać się uważnie pozostałym paletom. W oko wpadła mi kolejna i dzisiaj to ona będzie bohaterką wpisu: Brilliant & Spellbinding.





     Urzekła mnie ciepłą kolorystyką i jasną tonacją. Mój gust w odniesieniu do cieni uległ dość drastycznej zmianie i tak jak kiedyś optowałam za ciemnymi makijażami, tak teraz skłaniam się ku jaśniejszym i dużo delikatniejszym niż wcześniej.

Dostępność
Sklepy internetowe

Cena
Około 158 zł

Pojemność
0.43 oz. / 12 g.





Trwałość
Brak danych

Opakowanie
Palety Sigmy z tej konkretnej linii mają identyczne opakowania: smukłe, czarne, kartonowe pudełeczko zamykane na magnes. W wieczku znajduje się lusterko. Opakowanie jest porządne, proste i nieprzegadane. Zawiera rozpiskę cieni, wraz z ich nazwami. Rozprowadzane jest w kartonowym "rękawie", jednak zazwyczaj pozbywam się opakowań krótko po zakupie. Wspominam o tym pod kątem osób, które chciałyby podróżować z paletą - taki rękaw zdecydowanie przydaje się w podróży.




Wykończenie
✯ 3 maty: Hiatus, Balmy, Sensational
✯ 2 maty z drobinakmi: Radiant, Bloom
✯ 7 pereł: Solstice, Healthy, Languid, 10, Spellbinding, Fey, IG2




Aplikacja i działanie
Poprzednio zachwycałam się niesamowitą pigmentacją. Tutaj również jest się czym zachwycać, chociaż nie ukrywam, że mój zachwyt jest mniejszy niż w przypadku Warm Neutrals. Ma to związek z zestawieniem kolorów: WN to mój ideał, który skomponowano tak, że sama nie zmieniłabym w nim niczego. B&S traktuję jak uzupełnienie kolekcji. Nie jest to paletka, którą samodzielnie, bez wspomagania się innymi cieniami dałoby się wykonać kompletny makijaż oczu. 

Tutaj dominują cienie "główne", które można aplikować na ruchomą część powieki, mamy też kilka kolorów akcentujących, 1 - 2 odcienie, którymi można wycieniować zagłębienie powieki, jednak brakuje mi matowego rozświetlacza. Cień o nazwie "10" rozczarowuje słabą w porównaniu z pozostałymi cieniami w palecie pigmentacją, jednak cała reszta zdecydowanie trzyma poziom! Patrząc globalnie, jest to solidny, względnie łatwy w obsłudze zestaw ciepłych, słonecznych kolorów idealny do makijażu dziennego. 





Czy polecam
Owszem, zwłaszcza tym z Was które szukają palety do makijażu dziennego. Wystarczy że dobierzecie do niej matowy beż, a otworzy się przed Wami masa możliwości.


Pozdrawiam ciepło!
Kat :*




niedziela, 1 maja 2016

Co rozświetlaczem być miało... Makeup Academy Undress Your Skin Illuminating Liquid Glow

     Postaram się, by tym razem było krótko i zwięźle... Od dłuższego czasu polowałam na rozświetlacz w płynie. W przeszłości marka Benefit miała w swojej ofercie Moon Beam, który był równie jasny jak High Beam i równie ciepły jak Sun Beam. Idealnie uzupełniał kolekcję, niestety marka przestała go produkować. Jako że High Beam kojarzy mi się z perłową świnką, a Sun Beam jest dla mnie zbyt ciemny i za mało rozświetlający, szukałam alternatywy. 
     W trakcie poszukiwań trafiłam na bohatera dzisiejszego wpisu, czyli Makeup Academy Undress Your Skin Illuminating Liquid Glow. Kupiłam, bo miał odpowiedni odcień, obiecywał rozświetlenie i był na tyle tani, że ewentualne rozczarowanie nie byłoby dotkliwe dla mojej kieszeni.




Dostępność
Sklep internetowy Cocolita

Cena
19,90 zł

Pojemność
20 ml




Trwałość
12 miesięcy

Opakowanie
Miękka, zakręcana tubka, z wygodnym dozownikiem - dzióbkiem. Ogólnie bez zastrzeżeń, choć szału nie robi.




Konsystencja
Lekki krem

Zapach
Delikatny, kosmetyczny




Aplikacja i działanie
     Bez niepotrzebnych wstępów, bo już kilka wpisów wcześniej "spaliłam" niespodziankę - nie tego się spodziewałam. Zależało mi na zakupie rozświetlacza, a dostałam beżową emulsję naszpikowaną brokatem. Dostępny jest w kilku wersjach kolorystycznych, ja wybrałam beżowy Champagne.




     Próbowałam używać go jak klasycznego rozświetlacza i nałożyć na szczyty kości policzkowych po podkładzie - nie zadziałało. Efekt był kompletnie niewidoczny. Próbowałam zmieszać go z podkładem - wyszło perłowate, brokatowe brzydactwo. Solo na ciało - brokat. Nie chcę pastwić się nad tym kosmetykiem, więc po prostu powtórzę, że nie o to mi chodziło.

Czy polecam
Nie. Chyba, że szukacie beżowego kremu z brokatem.


Pozdrawiam majówkowo,
Kat :*


sobota, 30 kwietnia 2016

Podsumowanie zakupowe: Sephora -40%

     Sezon kosmetycznych wyprzedaży trwa w najlepsze. Z dużym prawdopodobieństwem większość z Was skorzystała z upatrzonych zawczasu promocji. Sama z największym utęsknieniem wyczekiwałam słynnej akcji stare za nowe -40% w Sephorze.

     To prawdopodobnie moja ulubiona promocja, ponieważ umożliwia mi zrobienie zapasów wypróbowanych i ulubionych produktów, do których wracam od lat. Z drugiej strony, daje mi możliwość sprawdzenia nowości, które intrygują, jednak nie zawsze zachęcają ceną. 

     Również sama forma akcji promocyjnej jest dość ciekawa. Stwarza nam okazję do wymiany starych, lub nietrafionych kosmetyków na nowe, w dodatku mamy możliwość kupić do 5 nowych produktów za jeden "stary", a i to nie zawsze. Z moich doświadczeń wynika, że ekspedientki częściej niż rzadziej dopytują po wielokroć, czy może jednak wolałybyśmy zatrzymać przeznaczone do wymiany fanty.




     Tak przedstawiają się pokrótce moje tegoroczne zakupy w ramach wspomnianej promocji. 
Zdecydowałam się na:
✵ Podkład beztłuszczowy 10HR wear perfection foundation - produkt, który znam i lubię
✵ Podkład w kompacie 8HR wear mattifying compact foundation - kupiłam aż 3 sztuki, ponieważ wracam do tego pudru od wielu, wielu lat. To sprawdzony ulubieniec, którego ciężko zdetronizować
Beauty Amplifier, baza która w założeniu ma działać jak Porefessional Benefitu. Sprawdzę ;)
Wonderful Cushion natural glow face luminizer - nowość, która po naręcznych testach w sklepie bardzo mnie zainteresowała
24HR waterproof colorful eyeliner - fioletowy liner w płynie. Znam, lubię, wybrałam głęboki fiolet
Crayon Gel Intense Gel Pencil - wybrałam dwa kolory kredek żelowych z nowej linii. Generalnie uwielbiam żelowe kredki z Sephory, a po pierwszych testach mogę powiedzieć, że te są jednymi z najlepszych, jakie wypuściła Sephora. Z pewnością jeszcze o nich napiszę
Contour eye pencil 12HR wear Waterproof - kolejna kredka żelowa. Sprawdzona, lubiana, polecam
✵ Atramenty do ust z serii Rouge Infusion - bardzo dobre pomadki o przedłużonej trwałości, dostępne w szerokiej gamie kolorystycznej
Wonderful Cushion matte lip cream - kolejna nowość bazująca na "poduszce". Pigmentacja rzuca na kolana!


     Z pewnością w przyszłości będę pisała szerzej o wielu z tych kosmetyków. Jeśli któryś z nich wzbudził Wasze zainteresowanie, dajcie znać - wezmę to pod uwagę ustalając kolejność recenzji.


A czy Wy skorzystałyście z promocji w Sephorze? Na co się zdecydowaliście?

Pozdrawiam,
Katalina :*


niedziela, 24 kwietnia 2016

ZOYA Flora - idealnie wiosenna

     Poprzednim razem pokazałam Wam piękną czerwoną Blair o metalicznym wykończeniu. I jakkolwiek nie sposób odmówić jej uroku, tak czasami wiele kobiet ma ochotę na coś spokojniejszego, bardziej stonowanego. I wtedy do gry wchodzi kolor stereotypowo postrzegany jako najbardziej "dziewczyński", mianowicie róż.




Dostępność
Oficjalny sklep marki

Cena
43 zł

Pojemność
15 ml




Trwałość
Na moich paznokciach Flora trzymała się calutki tydzień, bez jakichkolwiek odprysków. Podejrzewam, że mogłabym ponosić ją dłużej, ale z zasady co weekend zmieniam lakier.

Opakowanie
Jak poprzednio, buteleczka jest prosta i zgrabna. Wygląda elegancko i nie zajmuje wiele miejsca.




Wykończenie i krycie
Klasyczne, kremowe wykończenie. Do pełnego krycia nakładałam dwie warstwy.

Wysychanie
Nie liczyłam dokładnie, jednak trwało to mniej niż 10 minut ;)

Aplikacja i zmywanie
Pod tym względem jest bardzo przyzwoicie. Nakładanie lakieru nie przysparza żadnych problemów. Nie zauważyłam smużenia, czy rozlewania się koloru na skórki. Pędzelek jest wygodny. Również zmywanie przebiega sprawnie, nie trzeba spędzać nad tą czynnością przesadnie długiego czasu, a sam lakier nie ma tendencji do brudzenia (jak to miało miejsce w przypadku Blair).




Czy polecam
To jeden z tych lakierów, które nie przyśpieszają bicia serca i nie powodują niekontrolowanych westchnień. To typowy "zwyklaczek", jednak wyjątkowo ładny zwyklaczek, trzeba dodać. Sprawdzi się wtedy, kiedy chcemy by dłonie wyglądały ładnie, kobieco, ale bez szaleństw. Kupiłam go z myślą o wiośnie i sądzę, że idealnie wpasuje się w tę porę roku.


Nosicie różowe lakiery? A może, jak ja jeszcze niedawno, uważacie, że prędzej piekło zamarznie niż sięgniecie po podobny kolor?

Pozdrawiam,
Katalina :*



niedziela, 17 kwietnia 2016

ZOYA Blair - moja idealna czerwień!

     Od pewnego czasu jestem zafascynowana lakierami marki Zoya. Póki co mam pięć różnych kolorów i nie wykluczam, że w przyszłości zdecyduję się na kolejne. Dzisiaj chciałabym pokazać Wam jeden z nich: przepiękną, głęboką ciemną czerwień o nazwie Blair. Podobno każda kobieta ma swój idealny odcień czerwieni - tak wygląda moja.




Dostępność
Sklep internetowy marki

Cena
43,00 zł

Pojemność
0.5 fl. oz. / 15 ml




Trwałość
To jeden z powodów, dla których tak bardzo lubię lakiery Zoya! Utrzymują się na paznokciach bardzo wiele dni. Ten konkretny wytrzymał 5 dni, przy czym odpryski zauważyłam tylko w miejscach mikro uszkodzeń paznokci. W pozostałych jedyne ślady zużycia odnotowałam na czubkach paznokci.




Opakowanie
Buteleczka jest w zasadzie bardzo prosta, ale przy tym urocza i przemyślana. Podoba mi się to, że jest względnie wąska, bo dzięki temu idealnie mieści się do przegródki lakierowej w szufladzie mojej toaletki. Opływowy kształt i czarna nakrętka nadają lakierowi elegancki wygląd. Pędzelek jest raczej klasyczny, optymalnej wielkości. Wygodnie się z niego korzysta.

Wysychanie
Dość szybkie - kilka minut.




Wykończenie i krycie
Jest to dobrze kryjący lakier o metalicznym wykończeniu. Na dużego upartego wystarczyłaby w jego przypadku jedna warstwa, mimo to polecam nałożyć dwie. Kolor wygląda pięknie, równo, nie tworzy smug, nie bąbelkuje. 

Aplikacja i zmywanie
Nakłada się bezproblemowo, natomiast nieco brudzi przy zmywaniu. To niestety problem w przypadku większości ciemnych lakierów, jednak kosztem zużycia jednego dodatkowego wacika można sobie z tym szybko i skutecznie poradzić.




Czy polecam
Zdecydowanie tak. Lakiery Zoya, z którymi miałam dotąd do czynienia spowodowały, że marka ta błyskawicznie wspięła się na szczyt mojej listy ulubieńców, pozostawiając większość innych marek w tyle. Jeśli szukacie lakieru, który poza pięknym kolorem zapewni Wam wysoki komfort noszenia, niesamowitą trwałość, a przy okazji całkiem estetyczne i wygodne opakowanie, wówczas serdecznie polecam Wam Zoyę.


Pozdrawiam ciepło,
Katalina

sobota, 9 kwietnia 2016

Zoeva Luxe Cream Lipstick "Faith & Love"

     Większość z Was nie wie, ale testowaniem zarabiam na życie, przy czym przedmiotem moich zawodowych testów jest oprogramowanie. 
     Tym, co pozostaje niezmienne niezależnie od przedmiotu testów jest krytyczne podejście do niego. Być może właśnie dlatego tak często jestem niezadowolona z kosmetyków, które wpadają mi w ręce - w większości przypadków jestem w stanie znaleźć w nich coś, co mi się nie podoba i w efekcie zniechęca do używania danego produktu.




     Po tym optymistycznym wstępie przejdę bezpośrednio do sedna: pomadka Luxe Cream Lipstick marki Zoeva w kolorze Faith & Love. Wpadła mi w oko jakiś czas temu. Przez dłuższy czas zastanawiałam się nad zakupem, aż wreszcie przełamałam się i...

Dostępność
Sklepy internetowe




Cena
44,90 zł

Pojemność
3,8 g / 0,13 us oz

Trwałość
36 miesięcy




Opakowanie
Zachwyciło mnie. Metalowe, stalowoszare, magnetycznie zamykane, z estetycznie zaprezentowanym logo. Naprawdę godne pochwały! 

Konsystencja
Produkt reklamowany jest jako kremowa, nawilżająca szminka. Roztarty na skórze dłoni ma przyjemną, masełkowatą konsystencję, jednak nałożony na usta nie wygląda najlepiej. W moim przypadku sprawia nieco "plastelinowate" wrażenie. 




Zapach
Niby kremowy, ale w odrobinę chemiczny sposób.

Aplikacja i działanie
     Bez owijania w bawełnę: nie jestem zadowolona. Pomijając kolor, który jak się okazało nie pasuje do mojej karnacji, formuła pomadki przywodzi mi na myśl drogeryjne szminki z lat 90tych. Podkreśla każdą niedoskonałość moich ust: wszelkie suche skórki, osadza się w bruzdach i zagłębieniach, przez co sam kolor wygląda nierówno. W dodatku po nałożeniu szminki, mam wrażenie, jakbym na ustach miała plastelinę. Wygląda w miarę akceptowalnie jeśli nałożę na usta minimalną jej ilość i użyję bardziej jak "cień koloru", dokładnie wcierając w skórę. Użyta w typowy sposób wygląda na mnie plastikowo, sztucznie i po prostu brzydko. 
     Jedyne co ją ratuje, to używanie jej w charakterze kremowego różu do policzków. W takiej wersji wygląda całkiem przyzwoicie. Jako szminka niestety nie znajdzie u mnie zastosowania.




Czy polecam
Nie wiem jak zachowują się na ustach pozostałe kolory, jednak ten konkretny odradzam.


Miałyście do czynienia z pomadkami Zoevy? Jesteście w stanie powiedzieć coś o pozostałych kolorach  kolekcji?





Pozdrawiam,
Kat :*


sobota, 2 kwietnia 2016

O co tyle hałasu?: Chłodzący balsam po goleniu Nivea Men Sensitive

     Bywam ciekawska. Zwłaszcza jeśli temat dotyczy czegoś, co przedstawiane jest jako nowe, rewolucyjne, niecodzienne rozwiązanie, a jednocześnie wspaniała alternatywa dla tradycyjnych, często droższych produktów.




     Tak właśnie było w przypadku bohatera dzisiejszego wpisu, a jest nim chłodzący balsam po goleniu Nivea Men Sensitive. Jest to kosmetyk, o którym mówi się, że z racji swojego składu (gliceryna na drugim miejscu) jest idealnym zamiennikiem dla baz pod makijaż. Gliceryna ma jakoby wpływać pozytywnie na przyczepność makijażu nałożonego na balsam. Czy jest tak w istocie?

Dostępność
Produkt ogólnodostępny.




Cena
Od 20zł

Pojemność
100ml

Trwałość
12 miesięcy




Opakowanie
Prosta, dość ciężka buteleczka z białego matowego szkła. Zakręcana, z dużym wlotem, bez jakiegokolwiek dozownika. Ponieważ opakowanie nie jest przejrzyste, nie mamy bieżącej kontroli nad zużyciem.

Konsystencja
Rzadka, lejąca emulsja

Zapach
Intensywny zapach wyraźnie męskich perfum. Wyczuwalny jeszcze długo po nałożeniu.




Aplikacja i działanie
     Brak dozownika przekłada się na konieczność zachowania uwagi przy nakładaniu. Butelka ma swój ciężar, jest gładka, więc może ślizgać się w dłoniach - warto mieć to na uwadze. 
     Czy istotnie działa jak baza pod makijaż? Czy przedłuża jego trwałość? Tyle się nasłuchałam na ten temat, że czuję się w tej chwili tak, jakbym miała kosmiczną twarz - u mnie nie działa

     Robiłam wiele, wiele podejść do tego balsamu. W słońcu i w deszczu. Nakładałam go na całą twarz i nosiłam makijaż tak jak robię to zazwyczaj - nie zauważyłam żadnej różnicy. Wtedy w akcie desperacji nałożyłam balsam tylko na połowę twarzy, a całą resztę makijażu wykonałam jak zwykle. Na zakończenie dnia usiadłam przy lusterku powiększającym i zaczęłam studiować dokładnie obie strony mojej twarzy. Wyglądały identycznie. 
     Warto w tym miejscu przypomnieć, że mam mieszaną cerę, zatem mogłam porównać jak balsam radzi sobie na moim przetłuszczającym się czole i przesuszonych policzkach. 




     Zupełnie szczerze - nie widzę jakiejkolwiek różnicy. Jedyna nowość polega na tym, że moja twarz pachnie mężczyzną. Jakkolwiek lubię męskie zapachy, tak ten nie za bardzo mi odpowiada, poza tym nie przepadam za intensywnie perfumowanymi kosmetykami do twarzy. Nie zauważyłam by mój makijaż trzymał się dłużej / lepiej / mniej się rozwarstwiał etc.

Czy polecam
W tej sytuacji - nie bardzo. Oczywiście jeśli jesteście równie ciekawskimi istotami jak ja, pewnie będziecie chciały przekonać się osobiście co do tego, czy balsam będzie dla Was odpowiedni. Dla mnie niestety nie zrobił nic. Z ulgą zostawiam mężczyznom to, co męskie ;)


Pozdrawiam ciepło,
Katalina :*


poniedziałek, 28 marca 2016

Bath & Body Works: Amber Blush body lotion

     Pamiętam, że kiedyś, dawno temu, udzielałam odpowiedzi na jakiś tag. Jedno z pytań dotyczyło kosmetyku, za używaniem którego specjalnie nie szaleję, zaś w innym miałam powiedzieć jakiego produktu mogłabym mieć nawet kilka sztuk. W obu przypadkach jako odpowiedź podałam balsam do ciała, co wywołało zaskoczenie jednej z komentujących osób. Usłyszałam, że przeczę sama sobie. 

     Być może dla niektórych takie zestawienie jest zaskakujące, jednak dla mnie jest ono logiczne. Jak każdy miewam takie dni, gdy staram się ograniczyć wszelkie pielęgnacyjne zabiegi do minimum i nie spędzać nad nimi ani minuty dłużej niż to absolutnie konieczne. Jednym z najbardziej skutecznych dla mnie sposobów na zachowanie systematyczności w takich przypadkach jest stosowanie kosmetyków, których używanie jest czystą przyjemnością. Banał? Być może, jednak jak dotąd nigdy mnie nie zawiódł.




     W tym miejscu przechodzę do sedna (nareszcie!). Jakieś 2-3 miesiące temu dostałam w prezencie od Słomki balsam do ciała Amber blush firmy Bath & Body Works. Marka jest mi znana z nazwy, jednak jak dotąd nie miałam okazji przetestować żadnego produktu z jej oferty. Wystarczyło mi raz zaciągnąć się zapachem otrzymanego balsamu, bym zrozumiała skąd wzięła się popularność marki. Wiedziałam również, że tym razem nie będę miała jakichkolwiek problemów z zachowaniem systematyczności w używaniu balsamu.

Dostępność
W Polsce jedyne sklepy BBW są w Warszawie, także z dostępnością jest marnie.




Cena
59 zł

Pojemność
236 ml / 8 fl oz

Trwałość
12 miesięcy




Opakowanie
Przejrzysta i giętka plastikowa butelka. Nakrętka butelki ma charakterystyczny "wcisk", po naciśnięciu którego ukazuje się dozownik.

Konsystencja
Śmietankowa, lejąca się. Dzięki temu łatwo jest wycisnąć właściwą ilość produktu.




Zapach
Zapach mnie kupił! Opisany jest jako malinowy szampan, płatki gardenii, magnolia, wanilia i bursztyn. Sama opisałabym go jako zapach kremowych kwiatów - kremowych w rozumieniu zapachu, nie koloru. Najbardziej wyczuwam w nim magnolię. Kwiaty nie są tu typowo kwiatowe i nie mają tendencji do atakowania nosa świdrującym zapachem. Są subtelne, właśnie jakby kremowe, delikatnie piżmowe, bliskie ciału. Zapach jest bardzo zmysłowy, ponadto dość długo utrzymuje się na skórze, co mnie osobiście pasuje, ponieważ czuję się jakbym idąc do łóżka użyła dobrych perfum.

Aplikacja i działanie
Aplikacja jest niesamowicie prosta - ułatwia ją miękkość butelki, dozownik, jak i sama konsystencja balsamu. Szybko się wchłania, przez co już w kilka chwil po wtarciu w ciało kosmetyku można się ubrać. 
Zawartość masła shea, witamin E, B5 i aloesu ma sprzyjać utrzymaniu właściwego stopnia nawilżenia skóry przez kolejnych 16 godzin. Przyznam, że nigdy nie weryfikowałam tej obietnicy z zegarkiem w ręku, jednak faktem jest, że moja skóra jest miękka, odżywiona i w dobrej kondycji przez cały dzień.




Czy polecam
Jeśli macie dostęp do kosmetyków BBW, wówczas polecam. Moment wcierania wspomnianego balsamu w ciało jest jedną z przyjemniejszych i bardziej zmysłowych chwil mojego dnia, a uważam, że każda kobieta zasługuje na taką chwilę rozpieszczenia. Wielka szkoda, że jedyne dwa sklepy w Polsce są w Warszawie.


Pozdrawiam,
Katalina :*



czwartek, 24 marca 2016

Marcowe zakupy kosmetyczne

Witajcie po krótkiej przerwie...

     Ciężko mi ostatnio zmobilizować się do blogowania, chociaż miałam kompletnie inny plan. Szalejąca za oknem pogoda postanowiła przetestować odporność mojego organizmu i okazało się, że nie najlepiej z tym u mnie. W efekcie ostatnie dwa tygodnie doświadczam po kolei coraz to nowych symptomów chorobowych i nic nie wskazuje na to by ów stan miał się w najbliższym czasie zmienić.

     Uznałam więc, że w pierwszej kolejności po przerwaniu milczenia podzielę się z Wami ostatnimi poczynionymi przeze mnie zakupami kosmetycznymi. Część z tych rzeczy miałam na oku od jakiegoś czasu, część "przytrafiła się" przypadkowo.


     Jednym z takich przypadków był cień Catrice #020 Gold n' Roses z serii Liquid Metal. Produkt, który już kiedyś miałam, zużyłam i później bezskutecznie poszukiwałam w drogeriach. Jest to chyba jedyny kolor z tej serii, który wpadł mi w oko - jeden z tych, który wszędzie rozchodził się na pniu i teraz zdobycie go niemal graniczy z cudem. Tak się złożyło że pewnego dnia robiłam na poczekaniu zakupy w jednej z "Natur" i przechodząc obok szafy Catrice rzuciłam okiem na to co znajduje się na samym tyle stojaków z cieniami. Dostrzegłam coś, co wyglądało jak rzeczony Gold n' Roses ale za nic nie mogłam tego "wytrząsnąć" - zaklinowało się! Z pomocą przyszła mi uczynna pani ekspedientka i wspólnymi siłami wydobyłyśmy gagatka, z czego bardzo się cieszę.




     Drugie w kolejności były zakupy w sklepie Cocolita. Wypatrzyłam... w zasadzie sama nie wiem co - chyba najbliżej temu do bazy rozświetlającej - Makeup Academy Undress Your Skin Illuminating Liquid Glow. Miałam nadzieję, że będzie to produkt, który będzie można stosować jako rozświetlacz w płynie, niestety pomyliłam się. Na szerszy opis tego kosmetyku jeszcze przyjdzie pora, w każdym razie nieco mnie ów rozczarował, bo nie tego się spodziewałam.




     Kupiłam również róż #937 Flamingo marki Sleek i już teraz wiem, że to będzie trudny zawodnik, bo zabija pigmentacją, przez co wymaga naprawdę lekkiej ręki i odpowiedniego pędzla. Tak czy inaczej spróbuję wydobyć z niego to co najlepsze.




     Wizyta w drogerii Hebe to był czysty przypadek, ale zaowocował takimi oto fantami: korektorem / kamuflażem Catrice, który od dłuższego czasu miałam ochotę przetestować, kolejnym balsamem do ust, tym razem od Nacomi, w kompletnie niepraktycznym, za to uroczym opakowaniu oraz olejem kokosowym, również marki Nacomi.




     Planowanym dla odmiany zakupem były dwa produkty od Zoevy: pędzel #116 Teardrop Cover oraz pomadka Luxe Cream w kolorze Faith & Love. Tak na marginesie, sklep Minti pakuje zakupy w absolutnie przeuroczy sposób!!!





     Na deser pozostały mi trzy lakiery Zoya, które zdecydowałam się kupić po przetestowaniu dwóch pierwszych. Obawiam się, że będzie z tego obsesja... 





     Znacie któryś z wymienionych produktów? A może i Wam wpadło ostatnio w ręce coś wartego polecenia?

Pozdrawiam ciepło,
Katalina :*



sobota, 12 marca 2016

Sigma Warm Neutrals

Hej Misiaki!

     Jakieś dwa lata temu, jedną z najbardziej eksponowanych na Youtube marek była Sigma. Mówiono o ich pędzlach i paletach cieni na większości kanałów urodowych. Z biegiem czasu sytuacja uległa znacznej zmianie, jednak chciałabym tym wpisem niejako "odkurzyć" w Waszej pamięci wspomnianą markę, ponieważ uważam że warto.

     Mniej-więcej przed rokiem wpadła mi w oko paleta Warm Neutrals Sigmy. Kupiłam ją jak tylko nadarzyła się okazja, niestety sklep za pośrednictwem którego dokonałam zakupu już nie istnieje, także nie mogę go Wam polecić. Sama paleta jednakże... 




Dostępność
Sklepy internetowe

Cena
Swoją kupiłam za 145 zł, jednak obecnie z tego co widziałam ceny zaczynają się od 155 zł.

Pojemność
Paleta liczy sobie 12 cieni
0.43oz. / 12g





Opakowanie
Smukłe, czarne, kartonowe pudełeczko zamykane na magnes. Wieczko ma wbudowane lusterko. Opakowanie jest schludne i przyjemne dla oka. Zawiera rozpiskę cieni, wraz z ich nazwami, co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem. Nie zwiera natomiast żadnych dodatkowych pędzelków czy pacynek, za co jestem w sumie wdzięczna, bo i tak nigdy z nich nie korzystam, a to tylko dodatkowe miejsce i wydatek.




Wykończenie
✯ 4 maty: Sugar Milk, Cinnamon, Innocent, Cozy
✯ 2 maty z drobniutkim brokatem: Russet, Warm Stone
✯ 1 satyna duochrome: Oyster Sand
✯ 1 metalik: Fawn
✯ 4 perły: Mild Mannered, Dove, Balanced, Optimistic




Aplikacja i działanie
     Pigmentacja tych cieni jest po prostu powalająca. Za każdym razem gdy wracam do nich po przerwie, jestem zszokowana tym, że wystarczy dosłownie musnąć je pędzlem i mamy PIGMENT. Są miękkie i delikatne w dotyku, bardzo łatwo się je rozciera i łączy ze sobą. Minimalnie się osypują, ale wierzcie mi, gdy piszę minimalnie, dokładnie to mam na myśli. Utrzymują się na powiekach praktycznie cały dzień od nałożenia aż do demakijażu. W zasadzie nigdy nie doświadczyłam z nimi problematycznych sytuacji, chociaż całkiem możliwe że ciemniejsze kolory mogłyby się okazać kłopotliwe dla początkujących - właśnie z uwagi na ogromną pigmentację. 




     Patrząc ogólnie, Warm Neutrals jest paletą idealną do makijażu dla osoby, która zasadniczo sięga po cienie neutralne, ale od czasu do czasu ma ochotę na odrobinę koloru. Nasycenie kolorów zadowoli najbardziej wymagającego gracza. Kombinacja wykończeń zapewni Wam wiele możliwości: w makijażu dziennym, wieczorowym, imprezowym, no makeup, okolicznościowym... 





     Teraz, kiedy to piszę aż wierzyć mi się nie chce, że pominęłam tą paletę w moich ulubieńcach - to ogromne niedopatrzenie z mojej strony. Z pełną odpowiedzialnością mogę Wam ją polecić. Co więcej, na mojej chciej-liście jest jeszcze co najmniej jedna paleta: Brilliant and Spellbinding, którą mam już upatrzoną i tylko czekam kiedy ponownie pojawi się w sprzedaży.




Znacie cienie Sigmy? Jakie macie z nimi doświadczenia?

Pozdrawiam serdecznie,
Katalina :*