niedziela, 19 października 2014

Ekscytująca kosmetyczna nowość

Hej Misiaki!

     Weekend naszykował mi tym razem urozmaicenie w postaci jęczmienia na oku, zatem nie czułam się jakoś specjalnie zainspirowana do korzystania z niedzieli, ani rozpisywania się. Pomyślałam jednak, że to wyśmienita okazja, żeby podziękować Angel za przesyłkę, którą otrzymałam od Niej jakiś czas temu. Mowa o serum Gracia Hyalu-Forte, które wygrałam x czasu temu w jednym z Jej rozdań.





     Pisała o nim w samych superlatywach, przez co bardzo mnie zaciekawiła. Serum to ma działać wygładzająco, odmładzająco, nawilżać, jak również wpływać pozytywnie na głębsze warstwy skóry. Lepszej rekomendacji mi nie trzeba. Mam nadzieję, że będę z niego równie zadowolona :)

Angel, pięknie dziękuję! :*

Katalina

środa, 15 października 2014

Makijaż inspirowany: Arabian Oud Donna

Hej Misiaki!

     Inspiracją do powstania tego makijażu były perfumy Arabian Oud Donna. Jest to zapach, który od pierwszej chwili mocno zaznacza swoją obecność bardzo intensywną, perfumeryjną różą, złamaną odrobinę nutami owocowymi. W miarę upływu czasu minimalnie się ociepla i wysładza, jednak to kwiaty wiodą prym w tej kompozycji – róża i konwalia wzbogacone jaśminem. Jak dla mnie, to trio wybija się najintensywniej. Donna kojarzy mi się z kobietą dojrzałą, która miała już okazję doświadczyć tego i owego w swoim życiu. Kobietą odważną, świadomą swoich atutów i słabości, zdecydowaną i silną. Raczej bizneswoman niż domatorką. Jest to zapach ekspansywny i wyrazisty, który z dużym prawdopodobieństwem przypadnie do gustu wielbicielkom intensywnych kwiatowych pachnideł. 


 


     W swoim makijażu postanowiłam połączyć zarówno delikatne kwiaty, jak również siłę z jaką zapach ten zaznacza swoją obecność. Stąd pastelowe tło skontrastowane z bardzo wyrazistą kreską i mocno podkreślonymi ustami.

















     Przyznam, że noszenie Donny wymagało ode mnie wyjścia poza moją "strefę bezpieczeństwa", ponieważ jest to zapach dość mocno odbiegający od moich zwyczajowych wyborów - bardzo perfumeryjny i wybitnie kwiatowy. Jednak właśnie to stanowi dla mnie wyzwanie - zinterpretowanie czegoś wykraczającego poza zakres moich upodobań.







Użyte produkty:
Twarz
- Revlon Colorstay cera mieszana #180 Sand Beige
- Collection concealer #2 light
- Sephora 8hr wear mattifying compact foundation #10 light ivory
- Sephora Shimmering bronzing powder #1 light
- MAC Bronzing Powder #Bronze
- The Balm Mary-Lou Manizer
Oczy
- Brwi: cienie Inglot: #358M, #378M
- Maybelline Color Tattoo 24H #15 Endless Purple
- Blue Heaven Herbal Kajal
- Inglot Konturówka do powiek w żelu #77
- Cień #Bow z palety Sleek „Oh So Special”
- Paletka L’Oreal Color Riche #S3 Disco Smoking
- Cień MAC #Shale
- Cień Inglot #346
- Yves Rocher 360 Length Mascara
Usta
- Estee Lauder Pure Color Long Lasting Lipstick #Abstract Violet


     Jako rekwizyt do zdjęć wykorzystałam flakon perfum Rasasi Dhan Al Oudh Al Nokhba. Zarówno flakon, jak i próbki perfum otrzymałam dzięki uprzejmości perfumerii Yasmeen.


Pozdrawiam serdecznie,
Katalina :*


niedziela, 12 października 2014

Collection EXTREME 24 hour felt tip liner

Hej Misiaki!

     Każda kobieta ma jeden taki kosmetyk, który nieodmiennie będzie przyciągał jej uwagę w każdej drogerii, czy perfumerii, do której wejdzie. I oczywiście w swoim makijażu może polegać na wielu produktach, jednak ten jeden będzie dla niej wyjątkowy. Niekoniecznie niezbędny, być może obiektywnie mniej ważny od innych, jednak to właśnie on będzie decydował o tym, że poczuje się wyjątkowo. Dla mnie takim kosmetykiem jest eyeliner. Miałam ich masę w różnych wersjach - żelowe, kredki, flamastry, kałamarze... wszystko to przeszło mi przez ręce i pomogło sprecyzować moje preferencje w tej kwestii.

     Jakiś czas temu, przy okazji prezentacji kosmetyków z Soap&Glory wspominałam także o linerze marki Collection - EXTREME 24 hour felt tip liner. Odkąd go mam, sięgam po niego bardzo często, testując w rozmaitych sytuacjach. Wspomnieć muszę również o tym, co podkreślam każdorazowo opisując jakikolwiek liner - moje oczy są problematyczne. Mają tendencję do łzawienia, przez co w zasadzie żaden eyeliner nie wytrzymuje na nich całego dnia. Mając to na uwadze, zapraszam na moją recenzję.





Dostępność: 
W Polsce są trudno osiągalne. Najłatwiej je zdobyć za pośrednictwem zagranicznych znajomych.

Cena: 
£2.99

Kolor: 
Brązowy

Trwałość:
6 miesięcy


 


Opakowanie:
Typowe dla linerów w formie flamastra - czarny pisak, srebrne, dość trwałe napisy. Opakowanie jest proste, ale funkcjonalne - u dołu znajduje się oznaczenie kolorystyczne, co ułatwia sprawę, np wówczas gdy staramy się zlokalizować liner w stosie innych.

Zapach:
Słabo wyczuwalny, tuszowy.




Aplikacja i działanie:
     Linery-flamastry są jak dla mnie najłatwiejsze w obsłudze spośród wszystkich. Precyzyjna końcówka umożliwia wykonanie idealnej linii, dowolnej grubości, o doskonale ostrym zakończeniu. Intensywność koloru można budować, ponieważ mamy do czynienia z tuszem. Kreskę maluje się zatem szybko i w zasadzie bez wysiłku - idealna sprawa kiedy trzeba przygotować się rano do pracy. 
     Brązowy kolor ma tę przewagę, że mogę użyć tego linera również do wypełniania brwi. Sprawdza się tu idealnie, choć trzeba mieć do tego ostrożną rękę i sporo wyczucia, inaczej karykaturalny efekt murowany.
     A jak z trwałością? Na moich oczach, jak wspomniałam żaden liner nie wytrzymuje całego dnia. Ten nie jest wyjątkiem. Ma tendencję do lekkiego wypłukiwania się przy zewnętrznych kącikach oczu, jednak muszę dodać, że nie robi kleksów, za co daję plus.
     W pewnym stopniu barwi skórę. Spotkałam się z tym przy kilku innych tuszowych linerach, więc to zapewne typowa przypadłość produktów występujących w tej formie. Można na to patrzeć rozmaicie. Jeśli krecha Wam nie wyjdzie, to na koniec dnia będziecie musiały bardziej przyłożyć się do demakijażu. Jeśli natomiast wszystko pójdzie OK - będziecie miały coś na kształt "zgapy" przy kolejnym makijażu ;)




Czy polecam:
Polecam, bo jestem z niego zadowolona. Ideałem nie jest, ale działa jak należy. Małe niedogodności, które ze sobą niesie umiem obrócić w atuty. No i podoba mi się, że wersja brązowa może być używana również do wypełniania brwi. Fajna sprawa.


Pozdrawiam serdecznie,
Katalina :*




piątek, 10 października 2014

Małe podsumowanie

Hej Misiaki!

     I znów mniej mnie w blogosferze. Tym razem winowajcą jest brak motywacji. Postanowiłam jednak się zmobilizować i przerwać ciszę w sposób jaki bardzo lubię, to znaczy miksując to i owo. W ostatnim czasie wzbogaciłam się o kilka rzeczy, ale dla równowagi pozbyłam się jeszcze większej ich ilości. Ale po kolei.

     Na pierwszy ogień - rzut oka na moje Pandoro-podobne bransoletki. Mam dwie. Noszę głównie tę na czarnym pasku. Ostatnio dokupiłam sobie kilka koralików ze szkła weneckiego. Teraz jestem na etapie zastanawiania się czy podoba mi się efekt ;)




     Kupiłam też ostatnio kilka czasopism, co jest o tyle warte wspomnienia, że nie zdarza mi się zbyt często. Ale zrobiłam wyjątek m.in. dla Zwierciadła, ponieważ dołączono do niego kalendarzyk. Miałam już taki dwa lata temu i wówczas bardzo mi przypasował. Rok temu odpuściłam sobie z uwagi na marną szatę graficzną. Tegoroczna wersja wpadła mi w oko, zatem...




     Do wyboru była wybrana przeze mnie wersja błękitna, przywodząca na myśl bliskowschodnie klimaty oraz prosta i klasyczna czerń w białe kropki. Jako wielbicielka szeroko pojętego około-arabskiego wzornictwa sięgnęłam po tę pierwszą.

     Znowu miałam okazję spotkać się z Kingą i Słomką. Jak zwykle było świetnie! Dużo śmiechu, nadrabiania zaległości i rozmów o życiu ;) Znów zostałam obdarowana przez Kingę, tym razem moim najulubieńszym pod słońcem korektorem i dwoma lakierami do paznokci, które marzyły mi się od dawna.




     Z korektorem Collection mam przyjemność od dawna (z resztą poznałam go właśnie dzięki Kindze). Znam go jeszcze z czasów gdy marka nazywała się Collection 2000. Niestety wszystko kiedyś się kończy - mój poprzedni dogorywa. Wydrapuję jego resztki z opakowania, więc poprosiłam Kingę o kolejny. Tym razem zdecydowałam się na inny numer.





     Dotąd używałam 2 Light, który był odpowiednio jasny, jednak różowy w tonacji. Jako że z moją karnacją lepiej komponują się ciepłe tony, tym razem zdecydowałam się na 3 Warm Medium. Na oko jest minimalnie ciemniejszy, za to zdecydowanie cieplejszy, co bardzo mi odpowiada. Poniżej możecie zobaczyć jak wyglądają obie wersje obok siebie w świetle dziennym.




     Lakiery, o których wspomniałam pochodzą z kolekcji Revlon Parfumerie - jednej z moich ulubionych kolekcji ostatnich czasów. Z tego co się zorientowałam, ma ona tyleż zwolenniczek, co przeciwniczek. Ja bardzo je lubię i jak zaraz zobaczycie, skompletowałam całkiem sporą ich gromadkę. Kolory, o które wzbogacił się mój zbiór to czarny Espresso i miedziano-rudy Autumn Spice.





     Espresso ma kremowe wykończenie i wygląda obłędnie na paznokciach! Super elegancko i bardzo wyrafinowanie (przynajmniej moim zdaniem). Pachnie, jak nietrudno się domyślić, kawą.




     Autumn Spice czeka na swoją kolej do następnego malowania. Pachnie jak pierniki. Rewelacja! A tak wygląda cały mój perfumeryjny zbiór:





     Jak widzicie, mamy tutaj dość sprecyzowaną rodzinę kolorów. Do takich ciągnie mnie najbardziej. W ostatnim czasie dokupiłam sobie dwa kolejne piaski. Na przestrzeni minionych tygodni najczęściej sięgałam po lakiery o takim właśnie wykończeniu. Mam ich kilka na podorędziu, głównie w jasnych kolorach. Wybrałam znane mi i sprawdzone w boju BarryM. 




     Złocisty róż to #337 Princess, natomiast biel to #333 Lady. Oba noszą się rewelacyjnie. Generalnie jestem zdania, że piaski BarryM są jednymi z lepszych, jakie powstały, a miałam już okazję przetestować wersje rozmaitych firm. Na ten moment mam cztery lakiery z serii:





     A oto jak wygląda na paznokciach biały piasek. Jeszcze niedawno nie przyszłoby mi do głowy kupno białego lakieru. Tym bardziej piasku.




     Aby przełamać tę lakierową dominację, wspomnę o włosach. Przeprosiłam się z olejem. Kupiłam łopianowy z Green Pharmacy i używam co kilka dni. Ponadto kupiłam dwie wcierki, które weszły na stałe do mojej włosowej pielęgnacji.




     Wspomagam się również suplementami. Wróciłam do Skrzypo Vity. Tak szczerze to nie wiem czy to jakkolwiek pomaga, ale z drugiej strony - nie szkodzi. Tutaj otrzymałam zestaw z turbanem. Póki co go nie używam, ale nigdy nie wiadomo kiedy się przyda.




     Na zakończenie: rupieciarnia. Po raz kolejny przetrzepałam swoją szafę i tym razem zrobiłam w niej konkretną rewolucję. Ponieważ wcześniej pozbyłam się kilku innych worów ubrań/butów/torebek, to co pozostało było naprawdę w dobrym stanie - niekiedy nie noszone ani razu (!). Skąd zatem decyzja o rozstaniu? Po prostu zrobiłam dokładny rachunek sumienia. Co lubię, a czego nie. Co mam ochotę nosić, a na widok czego wykręca mnie na podszewkę. Co odpowiada mojemu stylowi a co podoba mi się na innych a niekoniecznie na sobie. 




     Przy okazji udało mi się dookreślić samej przed sobą swój styl. Zawsze wzbraniałam się przed wszelkimi próbami nazwania go twierdząc, że... nie mam żadnego, jednak po głębszym zastanowieniu wyodrębniłam kilka kluczowych dla mnie elementów i od teraz będę się ich trzymać przy kolejnych zakupach. Paradoksalnie to niesamowicie ułatwia życie, że nie wspomnę o ograniczeniu wydatków na nietrafione zakupy.

     Zrobiłam też porządki w kuferkach z biżuterią. Część rozdałam, część sprzedam. Zostawiłam sobie to co noszę i nosić będę. Reszta nie jest mi potrzebna do szczęścia. Dojrzewam też powoli do decyzji pozbycia się kilku par butów. Są śliczne, seksowne, kobiece, ale... niewygodne. Co mi po ślicznych, ale niewygodnych butach? Jak wreszcie przetrawię tę myśl pozbędę się kilku pudełek.

     Co jeszcze? Hmmm... w życiu czeka mnie kolejna nieprzyjemna rewolucja, ale o tym akurat nie mam ochoty nawet myśleć, a co dopiero pisać. 
     Z banalnych spraw - zapomniałam swojego hasła do panelu Discus, przez co przestałam udzielać się na kilku blogach. W sumie nie ma tego złego - zaprocentowało mi to wolnym czasem. Z resztą sam panel drażnił mnie od początku i nie bardzo widzę sens w jego dodawaniu na blogach. Tak czy inaczej w moim przypadku brak hasła jest równoznaczny z brakiem problemu. Nie przewiduję zakładania nowego konta.


To by było na tyle jeśli chodzi o moje małe podsumowanie.
Pozdrawiam Was serdecznie i do usłyszenia!

Katalina