niedziela, 19 kwietnia 2015

Makijaż: w kolorach zachodzącego słońca...

Hej Misiaki!

     Dzisiejszy makijaż postanowiłam niejako zachować na deser, chociaż wykonałam go już jakiś czas temu. To jest to, co w swoim czasie uwielbiałam, czyli dość ekstremalny arabic, w dodatku przy użyciu jednej z moich ulubionych kombinacji kolorystycznych. Mam świadomość, że raczej mało prawdopodobne, by ktokolwiek z Was miał ochotę go odtworzyć, nie mniej jednak jest to jeden z takich projektów, które chciałam wykonać ot tak, dla siebie ;)
     Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Zapraszam do oglądania!






1. Zaczynam od nakreślenia fałszywej linii załamania powieki. Ten trik pozwoli stworzyć optyczną iluzję większych oczu. Kreskę delikatnie rozcieram ku górze.


2. Utrwalam roztartą czerń fioletowym cieniem. Dokładam też odrobinę oberżyny. Kolory powinny płynnie się przenikać.


3. Jeszcze wyżej nakładam żółć. Umiejętnie roztarte kolory samoistnie stworzą dodatkowy, pomarańczowy kolor.



4. Pod samą brwią nanoszę matowy beż.



5. Na całą ruchomą część powieki, aż do nowego załamania nakładam srebrny, połyskujący cień.



6. Teraz pozostaje tylko dodać kreskę. Możecie poprowadzić ją jak chcecie, ja zdecydowałam się na bardzo wyrazistą, znacznie przedłużoną w wewnętrznym i zewnętrznym kąciuku. Kreską obwiodłam całe oczy wzdłuż gónych i dolnych rzęs.



7. Przyciemniłam również linie wodne oczu za pomocą kajala.



8. Zewnętrzną połowę dolnej części kreski rozcieram dokładnie za pomocą fioletowego cienia. Zdecydowałam się wyciągnąć kolor dość nisko. To dodatkowo stworzy iluzję jeszcze większych oczu.



9. Na koniec oczywiście tusz i jeśli macie ochotę - sztuczne rzęsy. Makijaż gotowy!









Użyte produkty:
Twarz
- Bourjois Healthy Mix #54 Beige
- Revlon Colorstay cera mieszana #180 Sand Beige
- Collection concealer #2 light
- Sephora Shimmering bronzing powder #1 light
- MAC Bronzing Powder #Bronze
- MakeUpStore blush #complex
Oczy
- Brwi: cienie Inglot: #358M, #378M
- baza Urban Decay #Eden
- Blue Heaven Herbal Kajal
- Cień Inglot: 354M,
- L’Oreal Color Roche #S3 Disco Smoking
- Cień Urban Decay #Verve
- Rimmel Gel Eyeliner #001 Black
- Bourjois Volume 1 seconde mascara Waterproof
Usta
- Catrice Pure Shine Color Lip Balm #030 Don’t Think Just Pink


Pozdrawiam,
Katalina :*


sobota, 11 kwietnia 2015

Makijaż: Arabska Smoky Kotka

Hej Misiaki!

     Dzisiejszy makijaż zmalował się sam. Po prostu usiadłam, wyciągnęłam to, czego chciałam użyć, a potem ręce poszły w ruch na autopilocie i stworzyły coś takiego:





     Zielony, co w moim przypadku jest rzadkością, bo i zazwyczaj nie używam zieleni w makijażu. Z resztą sami zobaczycie że w przypadku tego konkretnego malunku musiałam nieco pooszukiwać, bo nie miałam zielonego cienia do powiek.

     Bez zbędnego gadania, zapraszam Was do oglądania i komentowania.



1.  Po uprzednim przygotowaniu powieki przez nałożenie bazy pod cienie, podkreślam dość wyraziście zewnętrzny kącik oka za pomocą czarnej kredki.
Kredkę rozcieram - głównie w zewnętrznej części, aby pozbyć się zbyt ostrych krawędzi i stworzyć miękką bazę dla cieni, które nałożę za chwilę.



2.  Czarną "bazę" rozcieram również na dolnej powiece, mniej-więcej na zewnętrznej połowie jej długości. Resztę ruchomej części górnej powieki pokrywam seledynową kredką do oczu.



 3. Kredkę utrwaliłam bardzo jasnym, niemal białym cieniem. Można zamiast tego zastosować po prostu seledynowy cień do powiek, jednak ja żadnego nie miałam, więc zastąpiłam go w ten sposób.



4.  Analogicznie, utrwaliłam czarną kredkę za pomocą czarnego matowego cienia. W środkowej części powieki zamiast typowego rozcierania i połączenia kolorów stworzyłam wyraźne, ostre granice.



5.  Czystym pędzelkiem - kulką rozdymiłam granice czerni na górnej i dolnej powiece.



6. Ciepłym matowym różem dodatkowo roztarłam i złagodziłam zewnętrzne krawędzi czerni. Kolor jest na tyle subtelny, by kompletnie nie rzucał się w oczy, a jednak robi co do niego należy, czyli rozmywa brzegi czerni.



7.  Cielistym, matowym cieniem rozświetlam łuk brwiowy.



8.  Żelową kredką w głębokim, szmaragdowo-zielonym kolorze podkreślam kącik oka i wewnętrzną połowę dolnej powieki. Za pomocą skośnie ściętego pędzelka nadaję kresce odpowiednio zaostrzony kształt. Linię wodną oczu przyciemniam kajalem.



9. Wzdłuż górnych rzęs rysuję wyrazistą, ostro zakończoną czarną kreskę. Na koniec dokładnie tuszuję rzęsy i makijaż oczu jest gotowy.





Użyte produkty:
Twarz
- Bourjois Healthy Mix #54 Beige
- Collection concealer #2 light
- Soap & Glory One Heck of a Blot Super-Translucent Mattifying Powder
- MAC Bronzing Powder #Bronze
- The Balm Mary-Lou Manizer
Oczy
- Brwi: kredka Essence #05 soft blonde, cienie Inglot: #358M, #378M
- Hashmi Kajal (w kremie)
- Blue Heaven Herbal Kajal
- Catrice Kohl Kajal #180 Too Cool For Pool
- Bourjois Contour Clubbing Waterproof #50 Loving Green
- L’Oreal Color Roche #S3 Disco Smoking
- Cień KOBO #102
- Cienie Inglot #354M, #361M
- Rimmel Gel Eyeliner #001 Black
- Bourjois Volume 1 seconde mascara Waterproof
Usta
- Catrice Pure Shine Color Lip Balm #030 Don’t Think Just Pink


Pozdrawiam serdecznie!
Katalina


sobota, 4 kwietnia 2015

Klasyk na tapecie: Estēe Lauder Double Wear

Witajcie raz jeszcze!

     Długo zastanawiałam się czy napisać tą recenzję, czy nie. Możecie mi wierzyć, że już parę razy chciałam się do tego zabrać, ale zawsze kończyło się na tym, że uznawałam, iż zwyczajnie nie ma sensu. A jednak ostatecznie postanowiłam wspomnianą recenzję popełnić.

     Po raz kolejny zabrałam się za produkt kultowy, który doczekał się wielu, naprawdę wielu bardzo pozytywnych recenzji na całym świecie. Mowa o podkładzie Estēe Lauder Double Wear. Tyle się o nim nasłuchałam, że w końcu postanowiłam sprawdzić go na własnej skórze.






Dostępność: 
Produkt łatwo dostępny - stacjonarnie w  drogeriach Sephora i Douglas oraz internetowo.

Cena: 
Wygląda to bardzo różnie z miejsca na miejsce, ale średnia cena to 120zł

Pojemność: 
30ml

Trwałość:
24 miesiące




Opakowanie:
Eleganckie, ale niepraktyczne. Oryginalnie podkład zapakowany jest w ładną, prostą buteleczkę z lekko mrożonego szkła ze złotą nakrętką. Brak pompki przy podkładzie z tej półki cenowej jest moim zdaniem dużym minusem. Jeśli już firma każe wykosztować się klientom na swój produkt, powinna uczynić go możliwie przystępnym i łatwym w obsłudze. We własnym zakresie zadbałam po rzeczoną pompkę, kupując ją w sklepie MAC. Pasuje, trzeba jedynie przyciąć odrobinę rurkę.




Konsystencja:
Półpłynna, lejąca. Zdecydowanie przydaje się posiadanie pompki!

Zapach:
Lekki, typowo podkładowy.

Aplikacja i działanie:
     Przy braku pompki aplikacja jest mówiąc krótko słaba. Podkład jest dość lejący, a z racji przeogromnej pigmentacji łatwo z nim przesadzić, jeśli nie mamy jakiegokolwiek dozownika. Za to również przyznaję ze swojej strony minusa. Podkład tak drogi jak Double Wear powinien trafiać do konsumenta jako kompletny zestaw - wymuskany i idealny. Brak pompki jest z mojego punktu widzenia dużym niedopatrzeniem. 
     Podkład ten pod wieloma względami przypomina mi Revlon ColorStay, przy czym z zaskoczeniem muszę powiedzieć, że Revlon w tym zestawieniu zdecydowanie wygrywa. 
     Double Wear jest szaleńczo wprost napigmentowany, co jest genialną sprawą, jednak jednocześnie wymaga od użytkownika wypracowania odpowiedniej techniki nakładania i noszenia. 
     Z racji pigmentacji potrzeba go zaledwie odrobinę. Jeśli przesadzi się z ilością, będzie widoczny na twarzy. Zastyga dość szybko, podobnie jak ColorStay,  przez co wymaga zdecydowania przy aplikacji. Również z tego powodu uważam, że początkujący nie do końca dadzą sobie z tym podkładem radę. Po zastygnięciu dają hiper matowe wykończenie, które w skrajnych przypadkach może podkreślać wszelkie suche partie twarzy, stąd też odradzałabym go osobom o suchej cerze. Sama mam mieszaną cerę i całkiem niezłe umiejętności jeśli chodzi o nakładanie makijażu, a mimo to muszę się przyłożyć i skupić w trakcie aplikacji DW. 
     Z moich obserwacji wynika, że aby podkład wyglądał na skórze dobrze, należy nanieść jego minimalną ilość, najlepiej na skórę ze świeżo zaaplikowanym kremem nawilżającym. Można też wymieszać go z jakimś nawilżaczem, w każdym razie stosowany solo daje dość suchy efekt. Plus jaki z tego wynika jest taki, że w przypadku pewnych typów cery podkład nie będzie wymagał ugruntowania pudrem - to zawsze jedna warstwa tapety mniej.
     Gdybym miała podsumować go jednym zdaniem, stwierdziłabym, że jest kłopotliwy, wymagający i... nie wart swojej ceny.




Czy polecam:
     To jak zwykle najtrudniejsza część recenzji, ponieważ każdy kosmetyk będzie zachowywał się różnie z twarzy na twarz. Mogę jedynie podzielić się własnymi refleksjami, a niestety nie są one tak różowe jak można by przypuszczać.
     Szczerze mówiąc czuję się rozczarowana tym podkładem. Za taką cenę spodziewałam się DUŻO więcej! Owszem, umiem i mogę zrobić tak, by Double Wear wyglądam na mnie bardzo dobrze, jednak wymaga to ode mnie dodatkowych zabiegów, na które nie zawsze mam ochotę. Jak dla mnie podkład kosztujący 120zł powinien być bliski ideałowi, niestety nie mogę tego powiedzieć o Double Wear. Zwłaszcza, że jestem w stanie podać na poczekaniu dwa inne podkłady, które wyglądają u mnie o niebo lepiej a kosztują 30zł...
     Moja odpowiedź brzmi zatem: polecam, ale tylko jeśli możecie wypróbować go za mniejsze pieniądze. Sprawdzić go zawsze warto, bo a nóż okaże się tym, czego potrzebujecie. Tak czy inaczej wiem na pewno, że jak już go zużyję, to do niego nie wrócę.


Pozdrawiam serdecznie,
Katalina :*

Makijaż: Wyraziście w świetle dnia

Hej Misiaki!

     Przygotowałam dla Was kolejną względnie spokojną propozycję makijażu. Oczywiście "spokojny" jest pojęciem względnym i z pewnością znajdą się wśród Was takie osoby, dla których proponowany makijaż będzie z ledwością akceptowalny, a nawet jeśli to tylko na większe wyjścia... W każdym razie mam nadzieję, że chociaż część z Was znajdzie w nim coś interesującego i wartego wypróbowania na sobie.






     Zaczęłam od podkreślenia brwi i nałożenia bazy pod cienie na całą powiekę. Następnym krokiem było delikatne rozświetlenie łuku brwiowego za pomocą jasnego, matowego cienia.



     Matowym cieniem w kolorze ciepłego, średniego różu zaakcentowałam wewnętrzną i zewnętrzną 1/3 ruchomej części powieki.



     Środkową część powieki pociągnęłam perłowym cieniem w nieco różowo-miedzianej tonacji. Dzięki temu światło skupiać się będzie w jednym punkcie a całość nie będzie jednoznacznie różowa i "słodka".



     Matowym cieniem w kolorze średniego brązu podkreśliłam załamanie powieki. Jest na tyle jasny, że nie będzie rzucał się w oczy, za to ładnie połączy ze sobą wszystkie dotąd użyte kolory.



     Wracam do użytego na początku matowego różu i nanoszę go wzdłuż dolnej linii rzęs.



     Za pomocą ciemnego, bakłażanowego cienia do powiek naszkicowałam wstępny zarys kreski. Nie jest to typowa "jaskółka", ponieważ schodzi dość nisko w zewnętrznym kąciku, jednak daje równie ciekawy efekt.



     Wypełniam wszelkie luki, a następnie przeciągam kolor również na dolną linię rzęs, wyciągając kolor ostro w wewnętrznym i zewnętrznym kąciku.



     Tuż przy samych rzęsach dodaję odrobinę czerni dla pogłębienia efektu.



     Przyciemniam kajalem górną i dolną linię wodną, tuszuję rzęsy i podstawowa wersja makijażu oczu jest gotowa.



     Jeśli macie ochotę na mocniejszy efekt możecie dodać sztuczne rzęsy jak ja powyżej. Makijaż uzupełniłam naturalnie wyglądającymi ustami.





Użyte produkty:
Twarz
- Revlon Colorstay cera mieszana #180 Sand Beige
- Collection concealer #2 light
- Sephora Shimmering bronzing powder #1 light
- MAC Bronzing Powder #Bronze
- Bourjois Blusher #33 Golden Lilac
Oczy
- Brwi: kredka Essence #05 Soft Blonde, cień Inglot: #358M
- Baza pod cienie: Urban Decay Eyeshadow Primer Potion #Eden
- Hashmi Kajal – wersja w kremie
- Inglot Konturówka do powiek w żelu #77
- Sleek „Oh So Special”: Bow, Ribbon, Gift Basket, The mail, Celebrate, Noir
- Rzęsy ES #A812
- Yves Rocher 360 Length Mascara
Usta
- Astor Soft Sensation Lipcolor Butter #008 Hug Me

Co sądzicie o podkreślaniu oczu w ten sposób?

Pozdrawiam serdecznie,
Katalina :*


sobota, 28 marca 2015

Lekki, wiosenny makijaż z kolorowym akcentem

Hej Misiaki!

     Gotowi na zmianę z czasu zimowego na letni? Prywatnie cieszę się niesamowicie, że przypada to na weekend, bo perspektywa uszczknięcia godziny z i tak już skąpego w sen tygodnia wydaje mi się niemal dramatyczna.
     No ale dość dygresji! Tym razem, proponuję Wam makijaż dużo lżejszy niż kilka poprzednich. Doszłam do wniosku, że przyda się jakieś urozmaicenie. Będzie również akcent kolorystyczny. Wszystko po to, by udowodnić, że da się wpleść nawet najbardziej zwariowany kolor w makijaż dzienny. Gotowi? W takim razie serdecznie zapraszam!





     Ile z Was byłoby skłonnych nosić na co dzień neonowo różową kredkę do oczu? Na pierwszy rzut oka wygląda przerażająco, a jednak przy odrobinie inwencji można za jej pomocą urozmaicić makijaż, który w innym wypadku wypadłby dość nudno.



Zaczynam od najjaśniejszych kolorów, czyli złamanej bieli i beżu. Mieszam je i nakładam pod brwią.



Matowym chłodnym brązem o lekko różowym podbiciu akcentuję załamanie powieki.



Efekt pogłębiam dodając ciut ciemniejszą wersję poprzedniego cienia dokładnie na linii załamania.



Coś, czego zazwyczaj nie robię, a co w niektórych przypadkach może dać całkiem interesujący efekt - nałożenie lekko połyskującego cienia powyżej linii załamania. Użyty z umiarem i dokładnie roztarty ku górze nie razi perłowym wykończeniem i subtelnie wkomponowuje się w pozostałe kolory.



Na dolnej powiece nakładam ciepły, brzoskwiniowy róż.



Srebrem o dość ciepłej tonacji rozświetlam ruchomą część górnej powieki.



Pora na nasz akcent! Wściekły róż nałożony solo wydaje się przytłaczający i zdecydowanie nieodpowiedni na dzień, jednak stonowany cienką czarną linią nałożoną tuż przy rzęsach prezentuje się zupełnie inaczej.



Kolejnym krokiem, który pomoże ugruntować całość jest czarny kajal nałożony na górną i dolną linię wodną. Jeszcze tylko odrobina tuszu na rzęsach i voila!

     Jak widać, można stworzyć całkiem akceptowalny makijaż dzienny nawet z domieszką iście jadowitych kolorów :) Mam nadzieję, że moja propozycja spodoba się Wam na tyle, by przetestować ją na sobie, do czego oczywiście gorąco zachęcam.








Użyte produkty:
Twarz
- Bourjois Healthy Mix #54 Beige
- Revlon Colorstay cera mieszana #180 Sand Beige
- Collection concealer #2 light
- Soap & Glory One Heck of a Blot Super-Translucent Mattifying Powder
- Sephora Shimmering bronzing powder #2 medium
- MAC Bronzing Powder #Bronze
- MAC Blush #Well Dressed
Oczy
- Brwi: cienie Inglot: #358M, #378M
- baza Urban Decay #Eden
- Bourjois Contour Clubbing Waterproof #58 pink about you
- Cień Inglot: #354M
- Cień UD Naked 2 Verve
- Cienie UD Naked 3 Burnout, Nooner, Limit, Factory
- Cień Catrice „Gold’n Roses
- Rimmel Gel Eyeliner #001 Black
- Hashmi Kajal – wersja w kremie
- Bourjois Volume 1 seconde mascara Waterproof
Usta
- Catrice Pure Shine Color Lip Balm #030 Don’t Think Just Pink


Pozdrawiam ciepło,
Kat :*