środa, 2 lutego 2011

Makijaż: Alichino, czyli Zachwycające Demony

Witajcie!

źródło
     Wyobraźcie sobie świat, w którym możecie spotkać na swojej drodze istoty niezwykłej, nieziemskiej wręcz urody. Co więcej, istoty te są w stanie spełnić każde Wasze życzenie! Nie musicie nawet ich szukać, ponieważ to one wyczuwają kiedy i przez kogo są wyczekiwane, komu potrzebne... Wspaniale, prawda? Owszem, jeśli jesteście gotowi zapłacić za Wasze życzenie swoją duszą. Alichino są bowiem demonami. Pięknymi, to prawda, nie mniej nie znają litości przy egzekwowaniu swojej zapłaty.
     Alichino to bodaj najpiękniejsza manga, jaką kiedykolwiek miałam okazję oglądać! (tak, mam na koncie ogromną fascynację mangą ) Każdy kadr wchodzący w skład trzech kolejnych, niedokończonych niestety tomów opowieści autorstwa Kouyu Shurei jest prawdziwą ucztą dla oczu! Przebogata, elegancka, barokowa niemalże kreska, niesamowita porażająca dokładność. Olśniewające i piękne postaci. Nigdy, powtarzam, nigdy nie widziałam równie pięknej mangi!!! Jak wspomniałam, seria zawiera trzy tomy i niestety jak dotąd nie doczekała się kontynuacji, a szkoda, bo opowieść ta ma przeogromny potencjał!





     Poszukując inspiracji do mojego kolejnego makijażu poświęconego tematyce bohaterów i złoczyńców, zależało mi na tym, by dla odmiany wykazać się czymś niesztampowym, świeżym i niecodziennym. Właśnie wtedy przypomniałam sobie o tej serii.
     Głównymi cechami demonów Alichino są ich zjawiskowe, delikatne twarze, przywodzące na myśl porcelanowe lalki. Ich oczy są duże, smutne i tajemnicze, sprawiają wrażenie nieco zapadniętych i nieobecnych. Tym właśnie kierowałam się tworząc ten wizerunek. Zapraszam Was serdecznie do obejrzenia mojej propozycji, jak również do komentowania :) Mam nadzieję, że się Wam spodoba.





 1. Zaczynam od podkreślenia brwi i nałożenia bazy na powieki. Za pomocą miękkiej brązowej kredki podkreślam linię zagłębienia powieki. Kreskę delikatnie rozcieram.



2. Sięgam po cień w kolorze szampana i nakładam go na całą powiekę. Ciepłym, złoto-brązowym cieniem cieniuję zagłębienie powieki.



3. Miodowo-brzoskwiniowym kolorem rozcieram brąz ku górze, niemal pod samą brew. Pod samą brwią dodaję matowy cielisty kolor jako rozświetlacz. Bardzo ciemnym brązem pogłębiam cień w zagłębieniu powieki. Dzięki temu stworzę iluzję zapadniętych, głęboko osadzonych oczu.
 


4. Ponownie sięgam po kredkę, podkreślam nią dolną linię rzęs, następnie rozcieram ją. Chcę, aby kolor w zewnętrznym kąciku naśladował naturalny kształt oka i był skierowany nieco w dół. Podkreśli to "smutny" wyraz twarzy i dołoży się do iluzji głęboko osadzonych oczu. Mieszanką użytych wcześniej cieni - złotego brązu i miodowej brzoskwini, utrwalam roztartą na dolnej powiece kredkę.



5. Pora na eyeliner. Sięgam po brązowy w żelowej formie i rysuję nim linię wzdłuż górnej linii rzęs, naśladując naturalny kształt oczu, przedłużając kreskę ku dołowi w zewnętrznym kąciku. Dodaję trochę również w zewnętrznym kąciku dolnej powieki. W ten sposób łatwo zasymuluję efekt o jaki mi chodzi.



6. Linię wodną podkreślam cielistą kredką, dzięki czemu oczy staną się optycznie większe. Na zakończenie sztuczne rzęsy - krok absolutnie konieczny w tym makijażu.



7. Usta powinny być niewielkie. Zaczynam od rozjaśnienia ich konturu przy pomocy cielistej kredki. Brązową kredką nadaję ustom nowy, nico lalkowaty kształt i wypełniam go. Na zakończenie dodaję odrobinę pomadki w ciepłym, brązowym kolorze. Makijaż skończony.


 






Użyte produkty:
Twarz
- Revlon ColorStay #150 Buff
- korektor Inglot AMC #64
- Sephora compact powder foundation #D10
- róż Vipera Collage #401
- rozświetlacz i bronzer – paleta Sephora
Oczy:
- ołówek do brwi Yves Rocher Couleurs Nature #02 Cendre
- cienie: brązowy Manhattan #90 brown temptation duo; Virtual trio baked #92
- eye liner pencil Inglot #102
- eye khol MaxFactor #090 Natural Glaze
- brązowy eyeliner w żelu Inglot AMC #90
- sztuczne rzęsy Inglot #44s
Usta:
- Astor Soft Sensation #425
- eye liner pencil Inglot #102
- eye khol MaxFactor #090 Natural Glaze


Pozdrawiam,
Katalina :*

8 komentarzy:

  1. kochana a alichino nie jest moze rysowane przez CLAMP? bo uwielbiam clampa i ich styl rysowania. PIEKNY makijaz:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, w żadnym razie!!! Clamp nie przyłożył ręki do Alichino. Fakt, ta grupa ma swój niezwykły styl, jednak powiem szczerze że bardziej lubię oglądać ich tła, oczy, włosy... Same postaci sa na mój gust zbyt chude i wyciągnięte. Chociaż to też zależy od konkretnej ich mangi i która osoba z grupy była głównym rysownikiem. Nie mniej jak powiedziałam Alichino bije na głowę WSZYSTKO to co kiedykolwiek widziałam. Dzięki, Kochana :***

    OdpowiedzUsuń
  3. tez uwielbiam mangi !! moge Ci jeszcze polecic death note czyli notatnich smierci i chobits :D

    OdpowiedzUsuń
  4. O widzisz! Jak sie czlowiek pomylic moze.... teraz tylko musze zabrac sie za dokladne obejzenie alichino:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Farizah - naprawdę polecam, bo w Alichino każdy jeden kadr jest dopieszczony i dopracowany jak tylko się da.

    Naatajla - Znam obie te serie, a Death Note jest po prostu obłędny! :D Choć końcówka mnie nieco rozczarowała - myślałam, że L wytrzyma do końca ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. mnie tez koncowka zaskoczyla dziwnie sie skonczylo ale to nic bo wszystkie odcikni byly genialne :D

    OdpowiedzUsuń
  7. No i tu mamy dylemat, czy mangi ogląda się, czy czyta. :)))

    Wsamym makijazu nie widzę niczego demonicznego, ale pięęęęęęęęęęęęękny jest. Piękny. No!
    I fenomenalnie pasuje do Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jedno i drugie, Sabb ;) Ale w przypadku Alichino... ech kreska, kreska i jeszcze raz kreska! Bardzo się cieszę, że makijaż się podoba, mimo braku demoniczności :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.