niedziela, 27 marca 2011

Pamiętniki Wampirów, część 1.

Witajcie!

     Ostatnio zasygnalizowałam chęć recenzji pierwszej części powieści "Pamiętniki Wampirów" i dzisiejszy mój wpis tego właśnie będzie dotyczył. Poprzednio wspomniałam zdawkowo, że nie tego spodziewałam się sięgając po te książki i dzisiaj zamierzam rozwinąć to stwierdzenie.
     Przede wszystkim chciałabym wspomnieć o czymś, co dla mnie jako czytelnika, a także absolwentki studiów dziennikarskich jest niezmiernie ważne, mianowicie styl pisania. Na wstępie pragnę podkreślić, że bynajmniej nie twierdzę, że pozjadałam wszystkie rozumy, lub że sama mogę pochwalić się błyskotliwym i lekkim piórem, bo z pewnością tak nie jest, jednak nie jestem pisarką. Uważam, że jeśli już ktoś zabiera się za pisanie, powinien mieć w sobie coś takiego, co zawładnie czytelnikiem - nie chodzi mi o górnolotny język, poetyckie przenośnie, czy kwieciste porównania. Mam na myśli... nie wiem jak to ująć... pewną wiarygodność, indywidualny styl, umiejętność "malowania słowami" tak, że czytelnik zatraca się bez reszty w treści, czuje ją, identyfikuje się z nią - nawet jeśli dotyczy kompletnie abstrakcyjnych tematów - wierzy jej.
     Tego szukam w książce. Tymczasem w przypadku pierwszej części "PW" pierwszą myślą jaka przemknęła mi przez głowę było "jakie to naiwne!".

filmweb
     Przeczytawszy kilka początkowych rozdziałów zaczęłam się zastanawiać kim jest autorka serii. Gdybym miała określić ją wyłącznie na podstawie treści jej książki, byłabym święcie przekonana, że mam do czynienia z nastoletnią dziewczyną, zakochaną w romansach, odmalowującą na kolejnych kartach obraz swojego wymarzonego i wyidealizowanego zauroczenia. Kompletnie pozbawionego jakiegokolwiek realizmu, naiwnego do granic możliwości, w dodatku z mizernie opisanymi - przynajmniej w początkowej fazie - bohaterami. Jakież było moje zaskoczenie, gdy po "zgooglowaniu" autorki okazało się, że Lisa Jane Smith ma 46 lat i całkiem sporo publikacji na swoim koncie... 
     Póki co mam za sobą jedynie pierwszą część "Pamiętników Wampirów", zatem nie mam porównania z resztą jej książek, nie mniej to, co rzuciło mi się w oczy już na wstępie, to brak konkretnego punktu zaczepienia, który w naturalny sposób wzbudziłby sympatię względem bohaterów. Bo i kogóż my tu mamy?

     Główna bohaterka, Elena Gilbert wita nas jako osierocona niedawno starsza siostra czteroletniej Margaret. Większość jej uwagi zaprząta jednak szkoła i bycie jej królową. Jest przyzwyczajona do uwielbienia i podziwu jaki wzbudza, odbiera to jako coś zupełnie naturalnego, coś co jej się należy. Kiedy w jej szkole pojawia się nagle przystojny nieznajomy, który wydaje się być nią kompletnie niezainteresowany, Elena staje na głowie, by go zdobyć, uciekając się przy okazji do różnych (niekoniecznie w stu procentach fair) metod. Na szczęście z biegiem czasu staje się coraz mniej zapatrzona w siebie.

     Ów przystojny nieznajomy to Włoch, Stefano Salvatore. Moje subiektywne odczucia w stosunku do jego postaci są delikatnie mówiąc niezbyt przychylne. Ok, autorka opisała nam jak wygląda, co nosi, czym jeździ, super, ale co z tego? Pisała również dość szczegółowo o jego wewnętrznych rozterkach związanych z byciem "łowcą, drapieżnikiem, bestią", z tym że czytając to wszystko miałam wrażenie, że mam do czynienia nie z pełnokrwistym złoczyńcą, lecz z biednym, rozklejonym ciapkiem, albo moim "ulubieńcem", cierpiącym Werterem, który za punkt honoru postawił sobie odczuwanie żalu i cierpienia niezależnie od tego co i kiedy robi. Taki emo-wampir. W tym miejscu zwracam honor Edwardowi Cullenowi ze "Zmierzchu", albowiem przy Stefano Salvatore jest stuprocentowym macho. 

     Miłość Eleny i Stefano jest moim zdaniem jednym z najsłabszych ogniw całej książki. Dlaczego? Cóż, mogłabym ją streścić mniej więcej tak: "Och, Stefano! Jesteś taaaaki przystojny! Czemu mnie nie wielbisz?! Masz mnie wielbić! Zmuszę cię byś mnie wielbił. Och, jakiś ty biedny i cierpiący! Och, kocham cię!"
     Zero jakiegoś wiarygodnego opisu rodzącego się uczucia. To zupełnie jakby ktoś ni stąd ni zowąd kliknął przełącznik "kaprys" i zastąpił go "wielką, szaloną miłością bez końca". Dla mnie to niewiarygodne, płytkie, naiwne, zbyt "nastoletnie" mentalnie. No dobrze, część z Was może w tym momencie stwierdzić, że przecież Elena jest nastolatką, więc czego się właściwie czepiam? Cóż... być może się nie znam, może rzeczywiście szukam dziury w całym, jednak mnie osobiście ten opis zwyczajnie nie przekonuje i tyle.

     Brat Stefano, Damon, jest opisany nieco lepiej i bardziej interesująco, jednak w zestawieniu ze swoim serialowym odpowiednikiem wypada bardzo blado. Owszem, jest sardoniczny, jednak odzywa się bardzo rzadko. Jego cięte riposty znane z serialu w książce niemal nie występują.

     Wampirzyca Katherine... to było dla mnie bodaj największe zaskoczenie. Katherine w niczym nie przypomina postaci znanej z serialu! Jest tak niesamowicie dziecinna i naiwna (to słowo klucz, które ciśnie mi się na usta raz po raz w odniesieniu do tej książki), niesamodzielna, niezdecydowana, nieżyciowa... Jak dla mnie kompletnie płaska i niewiarygodna postać.

     Jaka jest sama akcja książki? Cóż, nie zamierzam Wam jej streszczać, bo może akurat mimo moich zastrzeżeń zechcecie po nią sięgnąć. To, co mogę powiedzieć, to to, byście nie oczekiwali serialowego dubla. Kupując tę serię wiedziałam że jej treść znacznie różni się od akcji serialu, jednak mimo to byłam bardzo zaskoczona, ponieważ sformułowanie to jest dużym niedopowiedzeniem. Książka i serial to dwie kompletnie odmienne całości. Różnią się pod niemal każdym możliwym względem. To, co je łączy, to główny miłosny trójkąt: Stefano-Elena-Damon. Zgadza się również osoba Matta, byłego chłopaka głównej bohaterki oraz postać jednej z przyjaciółek Eleny, Bonnie. Jest też oczywiście wspomniana Katherine, wampirzyca, która zapoczątkowała cały łańcuch zdarzeń. Na tym jednak podobieństwa się kończą. 

filmweb
     W książce występuje kilka postaci, które widzowie serialu będą kojarzyli, jednak występują w innych rolach. Wspomnę choćby o Vickie Bennett, która w serialu jest siostrą Matta. W książce jest jedynie jedną z dziewczyn chodzących do tej samej szkoły. Również pada ofiarą ataku wampira, jednak cała reszta przedstawiona jest inaczej.
     W książce Elena ma czteroletnią siostrzyczkę Margaret, natomiast w serialu zamiast siostry, ma nastoletniego brata Jeremiego, borykającego się z rozmaitymi problemami, że wspomnę tylko o narkotykach.
     Serialowa przyjaciółka Eleny Caroline, w książce jest jej byłą przyjaciółką, która przez większość akcji spiskuje przeciw niej, praktycznie stając się jej wrogiem.
     W książce mamy postać Meredith, czyli kolejna przyjaciółkę Eleny, bardzo jej bliską. Swoisty głos rozsądku całej grupy. Ona niezależnie od okoliczności jest jedyną, która zawsze jest w stanie zachować zimną krew i trzeźwość osądu. W serialu została pominięta.
     To tylko niektóre przykłady różnic, a jest ich dużo więcej. Bohaterowie w większości wyglądają inaczej niż ich serialowi odpowiednicy. Mają inne charaktery. 99% wydarzeń w książce jest zupełnie inna od tych, które mogliśmy oglądać w serialu. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że książkę i serial należy odbierać jako odmienne, niezwiązane ze sobą całości. Dopiero wówczas, gdy tak do tego podeszłam, lektura książki zaczęła sprawiać mi przyjemność. Bo w gruncie rzeczy książka nie odrzuca, może się podobać, po prostu trzeba podejść do niej z dużym przymrużeniem oka. Jeśli tylko usuniecie z myśli wszystkie serialowe naleciałości i nastawicie się na odbiór wyłącznie treści książkowej, czeka Was całkiem znośna lektura. Nie oferuje żadnych zagadek, czy tajemnic - choć nie mogę oprzeć się wrażeniu, że autorka zawzięcie próbowała  je tutaj zawrzeć ;). Nie jest to super ambitne dzieło, jednak sprawdzi się jako lektura relaksacyjna, dająca odpocząć umysłowi od skomplikowanych procesów myślowych ;).

     Reasumując, w zestawieniu książka-serial, jak dla mnie zdecydowanie i bezkonkurencyjnie wygrywa serial.

9 komentarzy:

  1. Nowy komentarz do posta "Pamiętniki Wampirów, część 1." dodany przez aberracja :

    "oj tak. Ja próbowałam przebrnąć przez pierwszą cześć i odłożyłam bo mnie wkurzyła, tak bardzo była płytka i naiwna. Potem przez długi czas zastanawiałam się czy w ogóle brać się za serial, bo bałam się straty czasu. Ale obejrzałam i mnie wciągnął. Serial wygrywa :D"

    Aberracjo, wybacz że dodaję Twój komentarz w ten sposób, ale niechcący omsknęła mi się ręka i zamiast zaakceptować usunęłam Twoją wiadomość. Mam nadzieję, że się nie obrazisz :***

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja nie lubie "rromantycznych wampirow" jedyne co mnie wciagnelo to kroniki Anne Rice ale po ktorejs ksiazce zaczelam sie gubic...... A Cierpienia Mlodego Wertera uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja właśnie "Cierpień Młodego Wertera" nie trawię... Większość utworów epoki romantyzmu przyprawiała mnie o mdłości, a że byłam w klasie humanistycznej musiałam niestety bardzo dokładnie je analizować :/ Romantyczne, ciapowate i zatracone w bólu istnienia wampiry to dla mnie też pomyłka, stąd właśnie moja niechęć do postaci Stefano Salvatore. Nie lubiłam go w serialu, a po przeczytaniu książki to już w ogóle jestem na "nie"...

    OdpowiedzUsuń
  4. tez bylam w klasie humanistycznej:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyli serial wygrywa? To nawet nie biorę się za książkę. A Damona (Ian Somerhalder <3) uwielbiam... ściska mnie w dołku jak go widzę... i te oczyyy... aaa mogłabym pisać godzinami jak bardzo sprawia, że się rozpływam ;) A Stefan nie robi na mnie wrażenia... ani trochę... No cóż... zawsze wolałam takich charakternych chłopców :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Serial wygrywa bezkonkurencyjnie! A Ian w roli Damona powala na kolana - jestem nim zachwycona! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hm ... mam do ciebie tylko jedno małe pytanko. Przeczytałaś książkę PW prawda , mam na myśli pierwszą część. No niestety mam do ciebie banalne pytanie , w książce na końcu piszą że Elena Gilbert zostawiła Stefano Salvatore samego , to znaczy że umarła . Ale nie rozumiem w jaki sposób. Jestem od Ciebie młodsza i wszystkiego nie rozumię więc proszę was żebyście się z mojego pytania nie śmiali.
    Wracając do książki. Myślę że Elena umarła dlatego ponieważ rzuciła się na Katherine a ta padła prosto na słońce . Wcześniej było pisane że elena nie miała obrączki od Stefano który ochraniał ją przed słońcem . Dobrze myślę ? :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze myślisz. Elena była wampirzycą, a bez ochrony lapis lazuli słońce było dla niej zabójcze. Poza tym była wyczerpana torturami, które zafundowała jej, Damonowi i Stefano Katherine.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.