środa, 27 kwietnia 2011

Echa przeszłości - Makijaż w Stylu lat 80-tych

Hej, Kochani!

     Co powiecie na małą makijażową podróż w czasie? Zapraszam Was z powrotem do lat 80-tych, kiedy królem wszechrzeczy był kicz i pstrokacizna. To bodaj najmniej lubiana przeze mnie dekada minionego wieku, jednak jak widać ostatnimi czasy, inspiruje bardzo wielu twórców i - jak to mawiam - powraca jak zły sen ;). Miałam niemały kłopot z tym, by wczuć się w klimat, bo i jak wczuć się w coś, czego się nie lubi... Inspiracje nie moje, muzyka nie moja, a jednak podjęłam wyzwanie Actimela i powstało z tego to oto kolorowe "coś". 
     Uznałam, że najłatwiej będzie mi zainspirować się muzyką, jako że jest to mój osobisty narkotyk, jednak wybrane przeze mnie wokalistki są kompletnie nie po drodze z moimi gustami muzycznymi. Nie mniej nie można im odmówić indywidualnego, charakterystycznego stylu, który na zawsze zmienił wizualną stronę sceny muzycznej (i nie tylko). Aby jeszcze bardziej wczuć się w temat, pobawiłam się trochę również moimi włosami... Efekt macie przed oczyma :) Zapraszam zatem do oglądania i komentowania :)
Jak zawsze, bardzo serdecznie pozdrawiam!!!






1. Zaczynam od nakreślenia konturu miękką czarną kredką. Będzie to swoisty szablon dla dalszej części rysunku. Kredkę delikatnie rozcieram. Na tym etapie całość nie musi być super porządna, ponieważ będziemy ją kolorować cieniami. Rozpoczynam cieniowanie ruchomej powieki nakładając kolejno: cytrynowy pigment na wewnętrznej 1/3 ...



2. ... następnie intensywną żółć na środek, wykańczając ciepłym, miedziano-złoty cieniem w zewnętrznym kąciku.



3. Intensywnym, liliowo-fioletowym cieniem utrwalam nakreślony uprzednio kontur z roztartej czarnej kredki. Rozcieram czarną kredkę na dolnej powiece. Zewnętrzną połowę dolnej powieki podkreślam użytym wcześniej fioletem.



4. Wybieram intensywny odcień chłodnego różu i nanoszę go na wewnętrzną połowę dolnej powieki. Ten sam cień nanoszę również na wewnętrzną połowę górnej powieki - od zagłębienia aż po brew. Cieniem w morskim kolorze cieniuję granicę fioletu na zewnętrznej połowie powieki.



5. Jasnobłękitnym cieniem rozcieram turkus na zewnątrz, powyżej brwi, w kierunku skroni. Cieniem w kolorze fuksji nakreślam linię poniżej fioletu, od połowy dolnej powieki i wyciągam ją daleko w kierunku skroni. Rozpoczynam cieniowanie policzków. Użyłam w tym celu dwóch odcieni różu. Jaśniejszym podkreśliłam całe skronie w okolicy oczu oraz wstępnie zeszłam na policzki.



6. Ciemniejszym kolorem pogłębiłam efekt w zewnętrznych partiach twarzy.



7. Wodoodporną fioletową kredką przyciemniam linię wodną oraz górną linię rzęs. Aby kredka się nie rozmazała, utrwalam ją cieniem w podobnym kolorze.



8. Na koniec tuszuję rzęsy oraz maluję usta szminką w kolorze fuksji. Makijaż gotowy!








Użyte produkty:
Twarz
- korektor w kremie Inglot AMC #64
- podkład Revlon PhotoReady #002 Vanilla
- puder transparentny MUFE HD
- róż – cień z palety 88 Ultra Shimmer Coastal Scents
- bronzer Sephora Bush Me Twice #01
- rozświetlacz Sephora #I20 Pink
Oczy
- cienie z palety Coastal Scents 88 Ultra Shimmer
- baza pod cienie Sephora
- czarna kredka Inglot #101
- fioletowa kredka MUFE #4L
- biało-żółty pigment Virtual Just Loose
- złoty pigment Max Factor #01 Ibiza Sunrise
- tusz Max Factor False Lash Effect
Usta
- szminka Sephora Lip Attitude #C06 Glory Rose
Włosy
- Mascara Virtual Smoky Glam Color Lash

czwartek, 14 kwietnia 2011

Are You Curious?

Witajcie ponownie, Kochani!!!

     Dzisiaj będzie znowu o kosmetykach ^__^ I to jakich! Firmy Sleek nie muszę chyba przedstawiać nikomu, ponieważ sieć pęka w szwach od recenzji, swatchy, ochów i achów pod adresem tejże marki. Również na blogach wielu z Was widziałam różniste paletki Sleeka i za każdym razem miałam identyczne myśli: "MUSZĘ TO MIEĆ!"
     No i się doczekałam :) Swoje cudo wygrałam w konkursie i tak naprawdę do ostatniej chwili nie wiedziałam co właściwie dostanę. W puli było kilka różnych paletek marki Sleek i NYX, jednak żadna ze zwyciężczyń (a było ich 5) nie wiedziała do końca którą z palet otrzyma. Nie wiem jak pozostałe uczestniczki, jednak ja jestem przeszczęśliwa :). Tak jak głosi tytuł mojej notki, paletka nazywa się "Sleek Divine Curious" i wygląda następująco:



      Nie ma większego sensu rozpisywać się na temat tego jaka jest fajna, bo doskonale same o tym wiecie. Już sam fakt, że markę polecają siostry Pixiwoo, czy Wayne Goss wystarczy z nawiązką za najlepszą reklamę :)
      Jedną z głównych cech tych cieni jest ich niesamowita pigmentacja, jak również bardzo ciekawa, nieco kremowa faktura. Cienie są oczywiście pudrowe, jednak jeśli rozetrzecie odrobinę między palcami, same zauważycie, że są niezwykle jedwabiste i mają w sobie coś lekko kremistego. Pragnę jednak od razu zaznaczyć, że w niczym to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie! Sprawia to, że cienie Sleek nakładają się niejako same, bez jakiegokolwiek problemu. Wiem że kilka dziewczyn zwracało uwagę na to, że momentami niektóre kolory ciężko się rozciera i łączy z innymi oraz że ciemniejsze odcienie lubią się osypywać. Przyznam jednak szczerze, że ja nie zauważyłam u siebie niczego takiego - przynajmniej na razie.


     Tutaj możecie zobaczyć jak każdy z kolorów prezentuje się na skórze - w świetle sztucznym i dziennym. Kolory są w większości perłowe. Jedynie czerń jest matowo-satynowa z naprawdę bardzo subtelnym połyskiem. Drugim wyjątkiem jest żółć - cudownie intensywna, matowa, jednak zawierająca wyraźne, drobno zmielone srebrne cząsteczki (nie brokat, a raczej drobniutkie iskierki). Moim faworytem jest kolor brązowo-rdzawy (drugi od prawej w górnym rzędzie), który przepięknie opalizuje na powiece brązem, odcieniem bordo, rudością i sama nie wiem czym jeszcze. Generalnie uważam ten zestaw za bardzo udany. Mogę się co najwyżej przyczepić do tego że trzy kolory z grupy błękitno-seledynowej są do siebie bardzo podobne i na powiece wyglądają niemal identycznie, zatem mogłyby być spokojnie zastąpione w palecie innymi odcieniami.
     Oprócz paletki w paczce przywędrowały do mnie również pędzelki: dwa z nich są marki NO7, z którą współpracuje niesamowita Lisa Eldridge i jeden nieopisany, więc nawet nie wiem cóż to takiego, jednak wszystkie one super się sprawują.



      Jak widzicie, pędzelki NO7 są dużo mniejsze od tradycyjnej wielkości pędzli. Mają rączkę krótszą o jakieś 4cm, jednak w gruncie rzeczy nie przeszkadza to w aplikacji cieni. Ja otrzymałam maleńką kuleczkę - mój ulubiony typ pędzelka - która świetnie sprawdza się do cieniowania dolnej powieki, rozcierania kredek, lub też definiowania załamania powieki.
     Dostałam też pędzelek do rozcierania, który niestety ma nieco obluzowana skuwkę. Będę musiała jakoś go reanimować, bo cieniuje wspaniale. Bardzo fajne w nim jest to, że nie jest jednostajnie okrągły. Możecie zobaczyć na zdjęciach, że jest lekko spłaszczony. Dzięki temu mamy możliwość cieniować oko jednym pędzlem na wiele sposobów.

     Ostatni z pędzli jest już typowych rozmiarów i jest to nieco grubszy, bardziej puszysty płaski pędzelek do typowego cieniowania powieki. Jak wspomniałam, przetestowałam już wszystkie i jak na razie nie mam im nic do zarzucenia, poza tą felerną obluzowaną skuwką.
     
     Bardzo się cieszę że mogłam w końcu przetestować paletkę Sleek. Dzięki temu nabrałam jeszcze większego apetytu na inne warianty kolorystyczne. Marzy mi się jeszcze Storm i Bad Girl   ^__^
     A jakie są Wasze doświadczenia z produktami Sleek? Która z palet podoba się Wam najbardziej? Jest ich wiele, więc jest w czym wybierać!

Buziaki serdeczne, Kochani!!! :*