niedziela, 22 maja 2011

MaxFactor Xperience - krótko i subiektywnie

Cześć wszystkim :)

     Tym razem zdecydowałam się opisać dla Was w kilku słowach trzy produkty MaxFactor z serii Xperience, które miałam okazję ostatnio używać. W zasadzie jeden z nich już kiedyś tutaj przedstawiłam. Mam na myśli pomadkę, a właściwie balsam koloryzujący, o którym możecie poczytać TUTAJ, jeśli będziecie zainteresowani.
     Wtedy pisałam na temat balsamu w kolorze, który jak się później dowiedziałam, nie był dostępny w Polsce, co do tej pory trochę mnie zaskakuje, bo skoro wprowadza się do nas daną linię kosmetyków, to logika i sprawiedliwość nakazują, by udostępnić ją w całości... No ale niestety nie mam na to wpływu. 

     Tym razem w moje ręce trafiła pomadka w przepięknym, żywym i intensywnym czerwonym kolorze. Ma numer 04 i nazywa się Red Garnet Sheer Gloss Balm. Nie chciałabym się powtarzać z moim opisem, zatem przypomnę tylko, że jest to koloryzujący balsam do ust o silnie nabłyszczających i nawilżających właściwościach. Z racji intensywnego koloru sądzę że sprawdzi się zarówno teraz jak i w okresie letnim. To, co odróżnia tę pomadkę od poprzedniczki to jej zapach. Jak pamiętacie, tamta pachniała nieco chemicznie i nasuwała mi skojarzenia z babcinymi szminkami starego typu. Ta ma śliczny, słodkawo-owocowy zapach, który bardzo mi się podoba! Nałożona na usta nie jest tak intensywna jak w opakowaniu, co prywatnie uważam za jej atut.

     Tusz do rzęs MaxFactor Xperience Volumising Mascara.  
 
     Z tym tuszem miałam dylemat: wypróbować go, czy puścić w świat bez otwierania. Zastanawiałam się nad tym z powodu mało pochlebnych recenzji na stronie "wizaż.pl". Wiele dziewczyn otwarcie odradzało ten produkt, mówiąc że za taką cenę efekt powinien być bardziej spektakularny, rzęsy bardziej podkreślone, wydłużone, pogrubione, podkręcone etc. Powiem tak, nie wiem jakie obietnice składa producent względem tego tuszu, nie wiem też ile ów kosztuje, bo ja swój wygrałam w kolejnym konkursie. Cieszę jednak że nie  zawierzyłam ślepo opiniom z wizażu i zdecydowałam się wypróbować te maskarę, ponieważ jak dla mnie sprawuje się bardzo przyzwoicie. Owszem, próżno oczekiwać po niej efektu sztucznych rzęs, ale bądźmy szczere, czy naprawdę którakolwiek z Was patrząc na telewizyjne reklamy wierzy, że modelka czy aktorka w nich przedstawiona nie ma doklejonych lub domalowanych w photoshopie rzęs, a efekt jest zasługą wyłącznie tuszu?
     Osobiście uważam ten tusz za całkiem udany. Nie jest to, co prawda, najlepszy produkt z jakim miałam okazję się zetknąć, jednak zdecydowanie nie rozczarowuje. Pozwala na uzyskanie przyzwoitego stopnia wydłużenia i pogrubienia rzęs. Nie skleja ich, nie osypuje się. Tworzywowa szczoteczka eliminuje możliwość sklejania się włosków aplikatora, co w przypadku niektórych tuszy jest prawdziwą plagą. Jeśli wykażecie się cierpliwością i wprawną ręką, otrzymacie naprawdę bardzo twarzowy rezultat. Jeśli jednak pragniecie kolosalnych rzęs przy minimum wysiłku, cóż, wtedy szukajcie innego produktu.




Podkład MaxFactor Xperience Weightless Foundation

     Najlepsze zostawiłam na deser ;). Podkład, o którym mogę zupełnie szczerze powiedzieć, że bardzo przypadł mi do gustu! Chociaż lubię podkłady raczej treściwe i kryjące niż lekkie, ten bardzo mi odpowiada! Zapewnia średni stopnień krycia, choć o dziwo przy okazji pięknie wyrównuje koloryt skóry, dzięki czemu wszelkie niedoskonałości naprawdę stają się mniej widoczne. Jego konsystencja jest bardzo ciekawa, bo w zasadzie jest płynna, jednak mnie osobiście nasuwa skojarzenia z miksturą fluidu z musem. Jest w istocie bardzo lekki, łatwo rozprowadza się na buzi, przy czym - i tu moje największe zaskoczenie - jest to bodaj najbardziej niewidoczny na skórze podkład, z jakim miałam dotąd do czynienia! Jestem nim naprawdę bardzo przyjemnie zaskoczona i chociaż nie jest to kosmetyk z gatunku długotrwałych, pozostających na skórze przez naście godzin, to jednak zdecydowanie stał się jednym z moich faworytów w kategorii podkładów.

     Reasumując, mam bardzo pozytywne odczucia w związku z kosmetykami z serii Xperience i zachęcam Was do ich wypróbowania jeśli będziecie miały taką okazję. A tym czasem pozdrawiam serdecznie i do usłyszenia niebawem!

19 komentarzy:

  1. zostaals wyrozniona!
    http://martaluizat.blogspot.com/2011/05/top-10-award-czyli-10-moich.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej. Ładne usta:)). Efekt mi się podoba. :)) Kamcia z woman-revolution.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi się bardzo podoba podkład satin smooth z max factor;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z chęcią kiedyś wypróbuję ten podkład, czytałam wiele pozytywnych opinii :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Polecam, bo to naprawdę dobry podkład.

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz bardzo kształtne usta <3

    A tak w ogóle to mam pytanie co do tuszu - znasz jakiś średniopółkowy tusz dający efekt sztucznych rzęs - taki teatralny? Najlepiej nie z silikonową szczoteczką :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję :) Spośród tuszy, których używałam pierwszy do głowy przychodzi mi Max Factor 2000 kalorii, ale nie wiem czy mieści się on jeszcze w kategorii średniopółkowej. Wiem, że wiele dziewczyn chwali sobie tusz z Essence multi action, ale nie używałam go, więc nie mogę mówić we własnym imieniu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Testowałam podkład z tej serii, ale nie przypadł mi do gustu. Pierwszy efekt - WOW, pięknie zmatowił i wyrównał cerę, faktycznie nie było go widać, ale po 3 godz. twarz świeciła się jak psu... ;))
    Jestem na tak, jeśli chodzi o pierwszy efekt, ale mimo zmatowienia pudrem miałam po kilku godz. efekt żarówy, oleju...
    Pozostaję przy ulubionym Revlonie CS :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Revlon ColorStay to mój zdecydowany ulubieniec, jednak na lato moim zdaniem za ciężki. Jak pisałam, MaxFactor nie jest podkładem długotrwałym i nie nadaje się do matowienia skóry, no i oczywiście na każdej twarzy może reagować inaczej. Z oczywistych powodów mogę się wypowiadać tylko we własnym imieniu ;) U mnie na szczęście nie spowodował świecenia :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Podklad jest swietny,bardzo go polubilam i na pewno zostane przy nim na jakis czas tzn.do momentu kiedy znajde godnego nastepce;)

    Tusz kusil mnie,dostalam do testow i...odpadlam,podraznil mnie wiec nawet nie bralam go pozniej pod uwage.Efekt taki sobie,spodziewalam sie czegos wiecej ale wiadomo,ze to juz kwestia rzes...

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Podkład jest wyjątkowo udany :) Przykro mi ze tusz Cię podrażnił. Niestety nigdy nie wiadomo jak zareagujemy na dany kosmetyk...

    OdpowiedzUsuń
  12. co jak co, ale usta to Ty masz pierwszorzędne do pokazywania pomadek :) Całusy :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj żebyś Ty wiedziała ile razy muszę próbować żeby wyłapać jedną fotkę dobrą do publikacji :D

    OdpowiedzUsuń
  14. bardzo lubie twojego bloga, mysle ze jestes zajebista dziewczyna:)

    zapraszam na
    aleksandra-fortuna.blogspot.com

    calusy

    OdpowiedzUsuń
  15. HEj, wiesz może coś o tuszu MF 2000calorie?

    kiss L:*

    OdpowiedzUsuń
  16. Kochana tylko ja mieszkam w Lubinie koło Wrocławia a nie w Lublinie koło Warszawy;) ale fakt oszustwo straszne;(

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj nie mam nic z tej seri Experience:(

    Ale Max Factora generalnie lubię:)) Ja tam od żadnego tuszu cudów nie oczekuję. Chyba żeby od razu nakładał sztuczne rzęsy i przyklejał:P
    Ach te wymagania :D

    OdpowiedzUsuń
  18. To by był niezły patent z tym samoistnym przyklejaniem :D Chętnie bym skorzystała!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. u mnie ten błyszczyk koloryzujący się nie sprawdził :( strasznie nierównomiernie schodził :( mimo, że kolor był piękny (idealny czerwony) nie kupię jej ponownie :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.