czwartek, 23 czerwca 2011

Bogini Słońca

Nie, nie mam na myśli siebie. Bywam próżna, ale nie aż tak ;)

     Tytułowa bogini słońca to nazwa rozświetlacza marki Sleek, jaki ostatnio nabyłam. Pobawiłam się nim trochę, a ponieważ wiem, że kosmetyk ten odbierany jest z mieszanymi uczuciami (z przewagą negatywnych), pomyślałam, że swoim zwyczajem zabiorę głos w dyskusji.

     Jak wspomniałam, rozświetlacz nazywa się Sun Goddess i ma numer #492. Podobnie jak paletki z cieniami Sleek zamknięty jest we właściwym dla marki prostym, czarnym opakowaniu z wytłaczanymi literami. Eleganckie, minimalistyczne, z wygodnym zamknięciem, dużym lusterkiem zajmującym całą powierzchnię wieczka. 
     Tak prezentuje się w środku.

     Jak widać, rozświetlacz zajmuje tylko połowę pudełeczka. Druga połowa jest przegródką na niewielki, przyjemny dla oka pędzelek. Szkoda tylko, że pędzelek jest kiepskiej jakości. Od lat słyszałam z rozmaitych źródeł opinię, że pędzelki i aplikatory zwyczajowo dołączane do kosmetyków typu róże, pudry i bronzery są nic niewarte. I chociaż zdarzyło mi się parokrotnie trafić na wyjątek, niestety w tym przypadku mamy do czynienia z bublem. 
     Włosie pędzelka jest cudownie mięciutkie i delikatne! Tylko co z tego, skoro wypada jak szalone? Wystarczy je lekko złapać - kompletnie nie trzyma się ramy. W dodatku kształt i forma pędzelka jest kompletnie niedostosowana do formuły kosmetyku. Włosie choć miękkie, okazuje się wciąż zbyt twarde i zwarte względem miękkiego kosmetyku. Zobaczcie co się stanie, kiedy przesunę lekko palcem po powierzchni rozświetlacza:

     Wyraźnie widać zagłębienie jakie powstało w ten sposób w rozświetlaczu, natomiast na moim palcu została ilość kosmetyku, która spokojnie wystarczyłaby na jednorazową aplikację we wszystkich strategicznych punktach twarzy.
     A teraz powiem coś, czemu zapewne wiele z Was się sprzeciwi. Otóż... bardzo lubię ten kosmetyk! Pomimo tego wszystkiego, co przed chwilą napisałam, wbrew mojemu początkowemu negatywnemu nastawieniu przekonałam się do rozświetlacza Sleek. Owszem, jest trudny, jednak zdecydowanie do oswojenia! 

     W zasadzie każda dziewczyna, która opowiada o cieniach Sleeka zachwyca się ich miękkością. Rozświetlacz im nie ustępuje, zatem dlaczego to co tam uznawane jest za atut tutaj miałoby być wadą? 
     Jak wspomniałam, poeksperymentowałam troszkę i okazało się, że kluczem do sukcesu jest po prostu odpowiedni pędzel. Jeśli do nałożenia użyjemy większego i jak najbardziej miękkiego pędzla, efekt jaki uzyskamy będzie więcej niż zadowalający! W moim przypadku owym magicznym przyrządem okazał się skośnie ścięty pędzel do różu od Elite o którym napiszę niebawem, bo zasługuje na osobny wpis.
     Tak wygląda skóra muśnięta rozświetlaczem, bez zastosowania jakichkolwiek wspomagaczy. Chcę Wam udowodnić, że można tym produktem uzyskać naturalny, delikatny i subtelny efekt złocistej poświaty.
     Oczywiście, jeśli do aplikacji użyjemy pędzla zwartego, o sztywniejszym włosiu, zrobimy sobie na policzku kulę dyskotekową, ponieważ nabierzemy zbyt wiele produktu.

     Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć nieco podrasowany rezultat. Uzyskałam go spryskując całą twarz mgiełką utrwalającą, która dodatkowo podbiła moc działania rozświetlacza. 

     Dla wielu z Was może to już być ciut zbyt wiele, jednak osobiście uważam, że wygląda to całkiem fajnie. Teraz, po kilku dniach testów mogę zatem spokojnie stwierdzić, że "odczarowałam" tę słoneczną boginkę i mogę zupełnie szczerze wystawić jej pozytywną notę. Może nie 5, jednak przy odrobinie dobrej woli wyszłaby z tego solidna 4. Lubię ten kosmetyk za miękką fakturę, za słoneczną poświatę, jaką zostawia na skórze. Zależało mi na ciepłej tonacji bez różowych pigmentów, ponieważ różowości na mojej skórze mogą niekiedy nasuwać skojarzenia z Miss Piggy ;). Choć jeśli miałabym być zupełnie szczera, wolałabym, gdyby był bardziej brzoskwiniowy niż żółty.
     Kończąc dodam tylko, że produkt jest względnie łatwo dostępny, można zamówić go drogą internetową w kilku sklepach. Ja akurat dostałam go jako gratis do zamówionych w drogerii paatal.pl paletek Sleek i przyznaję, że był jednym z powodów, dla których zamówiłam dwie sztuki ;). Zakupu nie żałuję, co więcej, polecam, gdyż sądzę, że mimo pewnych wad wart jest polecenia. Przy czym raz jeszcze podkreślam, że bez ultra miękkiego pędzla stosowanie tego rozświetlacza grozi karykaturalnym, przesadzonym efektem.

Pozdrawiam serdecznie! :***

niedziela, 19 czerwca 2011

KKCENTERHK Review / Recenzja

Witajcie, Kochani!

     Zapewne zauważyliście, że od jakiegoś czasu na wielu blogach pojawiły się recenzje, lub zwiastuny recenzji produktów pochodzących z internetowego sklepu o nazwie KKCENTERHK. Dzisiaj przyszła pora bym i ja dodała kilka słów od siebie.
     Jak wspomniałam przed momentem, kkcenterhk to sklep internetowy, który - o ile się nie mylę - ma swoją siedzibę w Hong Kongu. Mają w swojej ofercie całkiem sporo produktów urodowych, od kosmetyków do makijażu, przez produkty do pielęgnacji paznokci, na perukach skończywszy. Jeśli jesteście zainteresowani ich dokładną ofertą, zajrzyjcie na ich stronę ☞

     Jakiś czas temu skontaktował się ze mną przedstawiciel tego sklepu i zaproponował współpracę. W tym miejscu pragnę podkreślić, że niezależnie od oferty jaką otrzymałam, moja opinia nie będzie w żaden sposób "lukrowana". Dostałam paczuszkę zawierającą dziesięć par sztucznych rzęs, których rodzaj mogłam sobie sama wybrać. Zdecydowałam się na model ES A500 , z uwagi na to, że każda z par rzęs, która wchodzi w jego skład jest inna. Mamy tutaj rzęsy bardzo wyraziste, dramatyczne, jak również niemal zupełnie naturalne. Gęściejsze i rzadsze. Z włoskami dłuższymi i krótszymi, prostymi i przeplatanymi ukośnie, słowem wszystko to, o czym możecie pomyśleć.

     Paczka przyszła do mnie całkiem szybko, zważywszy na odległość, bo mniej więcej w tydzień. Zaskoczeniem była dla mnie koperta, w jakiej znajdowały się rzęsy. Nie była zaklejona. Jedynym zabezpieczeniem były dwa nity, wokół których okręcony był sznureczek. Podejrzewam, że przesyłkę doręczał kurier, jednak mimo wszystko wolałabym aby była lepiej zabezpieczona przed "światem".

     Jeśli mogę zatem coś zasugerować sklepowi, to zdecydowanie to, by poprawili formę zabezpieczenia paczki. Przecież nigdy nie wiadomo, czy osoba, przez ręce której będzie przechodziła przesyłka nie zechce - choćby z ciekawości - zajrzeć do środka...
     Co do samych rzęs, to przychodzą one do nas w czarnym, tekturowym pudełeczku ozdobionym logo firmy. Wewnątrz pudełka znajduje się plastikowa tacka z przytwierdzonymi do niej rzęsami. Zestaw nie zawiera kleju, co może przeszkadzać niektórym z Was. Powiem Wam, że chociaż nie jestem jakąś wielką fanką sztucznych rzęs, te bardzo mi się spodobały. Głównym powodem była zadziwiająca łatwość ich aplikacji! W przeszłości zdarzało się, że miałam problemy z nałożeniem rzęs, że nie chciały się trzymać, nie były wystarczająco elastyczne itd. W przypadku tych, wystarczyło nałożyć klej, odczekać jakieś pół minuty, przykleić pasek u nasady własnych rzęs i ewentualnie poprawić ich linię eyelinerem. Ot i wszystko! Chociaż podejrzewam, że osoby kompletnie początkujące w kwestii sztucznych rzęs mogą napotkać początkowo pewne trudności w aplikacji. 
     Włoski miękkie, choć jakby lekko usztywnione, dzięki czemu zachowują swój kształt i sprężystość. Pasek z kolei jest już bardziej usztywniony, przez co jest nieco wyczuwalny po przyklejeniu do powieki. Jest to jednak normalna sprawa, bądź co bądź przyklejamy do powieki ciało obce. Producent obiecuje, że o ile będziemy obchodzić się z nimi delikatnie, będziemy mogły używać ich ponownie. Mogę to potwierdzić, bo jedną z par nosiłam już dwa razy i mimo to wygląda bardzo dobrze i zachowała swój kształt.
     Ceny bywają różne, w zależności od modelu. Moje kosztowały niespełna 8$. O ile wiem, za zamówienie można płacić za pośrednictwem PayPal.

     A tak prezentują się rzęsy na oczach:
Tutaj wybrałam model średnio intensywny o prostych, wywiniętych włoskach.


Tu z kolei wybrałam parę najbardziej wyrazistą z całego zestawu:


To tylko dwie propozycje spośród wielu, jakie oferuje wybrany przeze mnie zestaw. Generalnie jestem z niego bardzo zadowolona, choć, jak wspomniałam przeszkadza mi to, że paczka, którą otrzymałam była praktycznie rzecz biorąc otwarta i niezabezpieczona przed potencjalnymi ciekawskimi. Kolejna rzecz to anglojęzyczne tłumaczenie na opakowaniu i na stronie internetowej. Szczerze mówiąc pozostawia ono wiele do życzenia, momentami jest niezrozumiałe i odnoszę wrażenie, że ktoś po prostu skorzystał z internetowego tłumacza.
     Poza tym nie mam zastrzeżeń.

                                                                          ~~~~~~~~~~~~~

Hello everyone!

     As you probably noticed some of the bloggers have recently posted their reviews or announcements of upcomming reviews on KKcenterHK products. Today I want to share with you my opinion on their false lashes that I recieved a few days ago.
     kkcenterhk is a webshop based in Hong Kong that offers all sorts of beauty products: makeup, eyeshadows, nail stuff, false lashes, wigs and many more. You can check it out here  ☞

     A while ago a kkcenterhk's representative asked me if I would be interested in recieving some of their products for a review.  I agreed, but let me assure you that my opinion on those products is 100% honest. The fact of recieving something for free had no influence on the outcome of my review. I recieved a package containing 10 pairs of falsies of my choice. The model that I have chosen was ES A500 , because of the vairety of styles it had to offer. Each of the pairs is different. There are dramatic, as well as quite natural ones. Thick and fine. Long and short bristled - you name it! 
     I recieved my package quite fast - in a week or so. What really surprised me was the packaging. The envelope wasn't sealed with glue or anything like it. The only protection was a piece of twine wrapped arround two rivets. I assume that my package was delivered by a messenger and not a local postman, nonetheless I would prefer to recieve it sealed and well protected. So if I could suggest something to KKcenterHK it would definitely be the improvement of package protection!
    The lashes themselves come in a black cardboard box with a company logo on it. Inside you have a plastic tray with the falsies attached. The set doesn't contain any adhesive, which might be a downside for some of you. I have to say that I never was a big fan of false lashes, but I do like those! One of the main reasons is that they are really easy to apply! In the past I've had some problems with the lashes that wouldn't stick to my eyelid or wasn't flexible enough. All you have to do with theese ones is to apply some glue onto the band, wait for some 30 seconds, place the band near your own lashes and go over it with an eyeliner. That's all! On the other hand I think that some of the falsies newbies might find  them a little tricky at first.
      They have relatively soft hairs but they are stiffened at the same time, so they can keep their shape and form. Their band is somewhat stiffer, therefore more noticable after applying. But I think it's pretty normal since you are applying a piece of plastic onto your eye. 
      The manufacturer assures us that if we use the lashes gently we'll be able to re-use them. I agree - I used one of the pairs twice and they still keep their shape.
     The prices differ depending on a model. Mine cost less than 8$. As far as I know you can pay for your order via PayPal.

     So to sum up I really think that KKcenterHk should improve their shipping protection system, because the packages are basically left opened. Another thing is the English instruction on the box and the webpage...  Frankly speaking it's really poor and can sometimes be hard to understand. I think they used google translator or something similar.
     Apart from that I don't have any complaints.

czwartek, 16 czerwca 2011

Ultra Fiolet

Witajcie ponownie!

     Tym razem chciałabym zaprezentować Wam efekt końcowy pewnego konkursowego procesu twórczego ;). Tematem była impreza, przy założeniu że ma być odważnie. Pierwotnie przygotowałam cały tutorial, jednak ostatecznie zrezygnowałam z jego publikacji i postanowiłam zaprezentować jedynie rezultat moich kolorowych zmagań. A przedstawia się on następująco:




 

Użyte produkty:
Twarz:
- MaxFactor Xperience Weightless Foundation #Fair Sugar Cane 55
- korektor Manhattan Wakeup Concealer #01
- Mattifying Compact powder foundation Sephora #D10 Light
- bronzer Cargo #02 Medium
Oczy:
- biała kredka do oczu Manhattan 11A
- czarna kredka do oczu Wet’n’Wild Black
- fioletowa kredka Rimel #270 Purple Srock
- cienie z palety Coastal Scents 88 Shimmer
- fioletowy cień Inglot #91
- beżowy cień Sephora #08
- sypki pigment Inglot AMC #81
- opalizujący pigment Inglot ozdoby do ciała #60
- Duraline
- cytrynowy pigment Virtual Just Loose
- czarny żelowy liner Inglot #77
- tusz MaxFactor Xperience Volumising Mascara
Usta:
- fioletowa kredka Rimel #270 Purple Srock
- beżowa kredka MaxFactor #090 natural glaze
- MAC lipglass Magnetique


Pozdrawiam serdecznie,
Katalina :*