czwartek, 14 lipca 2011

...summer days drifting away to oh oh the summer nights...

Heloł, heloł, pszczółeczki! :D

     Mam Wam tyle do opisania! Niektóre recenzje chodzą za mną dobry miesiąc. Są i makijaże. Problem tkwi w braku czasu... Moje ostatnie tygodnie to czyste szaleństwo w negatywnym tego słowa znaczeniu: intensywne szkolenia w pracy, egzaminy, dużo nerwówki, projekty przyprawiające mnie o zawrót głowy i ciągły wyścig z czasem. I pośród tego wszystkiego ja, starająca się zachować co nieco równowagi. No cóż, dzisiaj zamierzam opowiedzieć Wam o dwóch kosmetykach, które ostatnio mnie urzekły. Oba są produktami marki Inglot, którą - jak wiecie - uwielbiam.

     Na pierwszy ogień pójdzie lakier do paznokci. Kupiłam go jakieś dwa tygodnie temu i jestem nim zachwycona!!! Pochodzi z najnowszej, słonecznej kolekcji pięciu lakierów, które z tego co widziałam, są ogólnie dostępne w salonach i na stoiskach Inglota. Kolekcja wygląda tak:
Zdjęcie pochodzi ze strony students.pl
     Jak widzicie, w jej skład wchodzi pięć lakierów w boskich, słonecznych kolorach, od intensywnej żółci aż po niemal neonowy oranż. Mnie urzekł brzoskwiniowy, względnie spokojny odcień pomarańczy o numerze #978. Oto jak prezentuje się na moich paznokciach:

     Jak widzicie, mimo że w porównaniu z pozostałymi kolorami w serii mój wydawał się dość niewinny, w praktyce nawet on okazał się bardzo żywym i intensywnym odcieniem. I powiem Wam, że odkąd go kupiłam, niezmiennie maluję nim paznokcie :). Póki co nie znudził mi się i raczej nie prędko się znudzi.
     Co mogę o nim powiedzieć? 
* Kosztuje 20zł, co może być przez wiele z Was odebrane jako cena wygórowana i nie przeczę, mógłby być tańszy, ale ponieważ rzadko kupuję lakiery, to taki wydatek mnie nie zrujnuje ;). 
* Jest to lakier zadziwiająco trwały! Na moich paznokciach wytrzymał 5 dni, co jest u mnie nie lada wyczynem. 
* Zapewnia ładne i równe krycie, bez smug. Na powyższych zdjęciach mam nałożone dwie warstwy lakieru. 
* Daje lekko matowe wykończenie, co osobiście bardzo mi się podoba.
* Świetnie współgra z innymi produktami do paznokci (ja akurat używałam go z bazą i top coatem firmy Joko).
     Reasumując, serdecznie Wam go polecam! Nigdy nie miałam pomarańczowego lakieru do paznokci i dotąd zawsze sądziłam że dziewczyny o chłodnym typie urody powinny omijać takie odcienie szerokim łukiem, ale jak się okazuje, to bzdura :)

     Drugi z kosmetyków, o których chciałam Wam dziś opowiedzieć, to szminka. Ta, którą kupiłam ma numer #401, boski koralowy kolor i upajający owocowy zapach!

     Podobnie jak większość kosmetyków Inglota, również i ten zamknięty jest w eleganckim, minimalistycznym opakowaniu. W tym przypadku mamy do czynienia z metalową, pokrytą czarną emalią obudową, dość ciężką, jednak nie przeszkadza mi to.

     Był to zakup popełniony pod wpływem impulsu. Akurat byłam z koleżanką w centrum handlowym i pierwotnie to właśnie ona szukała koloru dla siebie. Rozglądając się, zwróciłam uwagę na ten cudowny koral i po prostu nie mogłam go nie kupić!
     Szminka kosztuje 21zł i jak wspomniałam, pachnie owocami. Jest bardzo napigmentowana! Pod tym względem jest jedną z najintensywniejszych pomadek, jakich miałam okazję używać. Ciekawe w niej jest to, że daje matowe wykończenie. Ponieważ jest odrobinę sucha, sądzę że może dodatkowo wysuszać delikatny naskórek warg. Stąd też polecam stosować ją po uprzednim nawilżeniu ust balsamem lub pomadką ochronną.

     A oto jak wygląda na ustach. To mój aktualny faworyt! I tak jak w przypadku lakieru, tak i tym razem muszę wspomnieć, że nigdy dotąd nie byłam zainteresowana tego typu odcieniami. Jednak ostatnio po prostu nie mogę im się oprzeć! Kojarzą mi się ze słońcem, latem, beztroską, słowem z wszystkim tym, co uczymy się doceniać z czasem - zwłaszcza gdy wszyscy wokół cieszą się wakacjami, podczas gdy my musimy kisić się w dusznym biurze i urabiać sobie ręce po łokcie.
     W skład tej konkretnej kolekcji wchodzi całe mnóstwo bajecznych odcieni, zatem jeśli nie jesteście fankami korali, możecie wybrać sobie np. delikatny beż, romantyczny róż, lub ognistą czerwień. To Inglot, więc możliwości jest naprawdę wiele! O ile nie macie problemów z nadmiernie wysuszonymi, spierzchniętymi wargami, możecie śmiało sięgnąć po tę szminkę.

Ściskam Was mocno i pozdrawiam serdecznie!!!

6 komentarzy:

  1. Czekałam na twój post i w końcu się doczekalm. Szminka super!

    OdpowiedzUsuń
  2. No niestety, nie miałam zbyt wiele czasu :/ Przez trzy tygodnie z rzędu miałam szkolenia i egzaminy, które absorbowały większość mojego czasu, ale może teraz będzie trochę luźniej... Ściskam serdecznie :***

    OdpowiedzUsuń
  3. Szminka, jak szminka, ale usta... Piękne...

    OdpowiedzUsuń
  4. Matowa pomarańcza - muszę ją mieć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna pomadka, a kolor lakieru cudny, taki słonecznikowy:D

    Katalino, uzupełniłam posta o próbkach perfum Synesis;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.