czwartek, 25 sierpnia 2011

It came to me, my own, my love... my... preciousssss!

Cześć, Misiaki!!! ^__^

     Pomyślałam sobie, że nie znajdę bardziej adekwatnego tytułu do mojego dzisiejszego wpisu. No dobra, może nieco przegięłam, ale tak długo czekałam na to, by wreszcie móc wypróbować na sobie BB krem, że trochę mnie poniosło.

      Na BB krem miałam ochotę już od bardzo, bardzo dawna, ale dotąd sądziłam, że w Polsce nie ma możliwości nabyć tego typu produkt. Co najwyżej na Allegro, przy czym w tym wypadku zachodzi duże ryzyko nacięcia się na podróbkę. Ale na szczęście Brunetka na swoim blogu jakiś czas temu wrzuciła informację o kilku BB kremach, które kupiła w sklepie z azjatyckimi kosmetykami. Niewiele myśląc rzuciłam się do wyszukiwania i niedługo potem dokonałam zamówienia ^__^
     Zdecydowałam się na bardzo kryjący Lioele Triple the Solution, ponieważ zazwyczaj korzystam z podkładów treściwych. Pod ostatnim wpisem przeczytałam, że mam idealną skórę, jednak prawda jest taka, że mojej cerze daleko jest do ideału! Cały sekret tkwi w arsenale mazideł, którymi koryguję to czego natura mi poskąpiła ;)



     Tak oto prezentuje się opakowanie kremu. Za cenę promocyjną 89,60zł (cena regularna wynosi 112zł) otrzymujemy 50ml produktu. Przyznaję, że cena nieco mrozi, jednak zależało mi na tym, by wreszcie na własnej skórze się przekonać o działaniu tych cudownych azjatyckich specyfików. Przełknęłam więc cenę i złożyłam zamówienie. Asian Store oferuje naprawdę szeroki wybór kosmetyków więc jeśli wolicie kremy o lżejszej konsystencji i mniejszym stopniu krycia, znajdziecie je tam bez problemu.


   Bardzo podoba mi się opakowanie kremu Lioele! Ma postać miękkiej tuby z pompką ukrytą pod nakrętką. W ten sposób kosmetyk "stoi na głowie" i nie ma problemów z wydobyciem ze środka nawet resztek produktu.

      Tak prezentuje się sam krem. Jest dość gęsty, o jasnej barwie i przyjemnym delikatnym zapachu. Swoją drogą zawsze zaskakiwało mnie w BB kremach to, że tworzy się jeden, dwa ich odcienie, które z założenia mają być odpowiednie dla rozmaitych cer i kolorytów. Nigdy nie zdarzyło mi się brać w ciemno kosmetyku podkłado-podobnego, a jednak jakimś cudem ten pasuje do mnie idealnie!

     A teraz gwóźdź programu, czyli moja twarz "przed" i "po". Widzów o słabych nerwach proszę o opuszczenie bloga, albowiem zdjęcia nie zostały wyretuszowane ;)

     Jak widzicie, nie kłamałam mówiąc że moja cera nie jest idealna. Jednak Lioele świetnie poradził sobie z moimi przebarwieniami i zaczerwienieniami. Wyrównał koloryt skóry i delikatnie go ocieplił. Krem utrzymuje się na buzi dobrych kilka godzin. W zasadzie spełnia wszystkie założenia typowego podkładu, plus daje o wiele bardziej naturalne wykończenie przywodzące na myśl skórę promieniującą wewnętrznym blaskiem, satynową, o zdrowym promiennym wyglądzie. Nie zauważyłam po jego zastosowaniu żadnych efektów ubocznych w postaci zapchanych porów, uczulenia itp. Jestem z tego zakupu naprawdę bardzo zadowolona!
     A w dodatku dostałam do swojej przesyłki gratis, który póki co oszczędzam, a jest to plasterek na zaskórniki:

     Na zakończenie jeszcze jeden drobiazg dla zainteresowanych składem kremu:

     Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie i do zobaczenia wkrótce :)

piątek, 19 sierpnia 2011

Olay Skin Adapt - żel peelingujący

Hej, Kochani!

     Tym razem chciałabym napisać kilka słów o kosmetyku do pielęgnacji, a konkretniej, o żelu peelingującym marki Olay, który kupiłam jakiś czas temu. 


     Moim (zapewne nie tylko moim) zdaniem peeling jest jednym z bardziej istotnych elementów pielęgnacji twarzy i ciała. Jest niezastąpiony w kwestii złuszczania martwego naskórka, wygładzania skóry, nadania jej blasku i świeżości. Dlatego tak istotne jest, by używać go regularnie, jak również by jego forma i działanie dobrane było do potrzeb naszej skóry.
     Ja akurat mam cerę mieszaną, która zazwyczaj nie sprawia mi większych kłopotów, jednak jeśli już postanowi się zbuntować, funduje mi małą rewoltę... Sięgnęłam po peeling marki Olay nieco na ślepo, ponieważ nie miałam wcześniej do czynienia z jakimkolwiek kosmetykiem tej firmy, aczkolwiek sama jej nazwa jest mi znana i słyszy się na jej temat sporo pozytywnych opinii, postanowiłam więc spróbować.
     
     Kosmetyk przeznaczony jest dla cery tłustej i mieszanej. Producent obiecuje, że produkt ten pomoże nam przywrócić równowagę naszej skórze, jednocześnie poprawiając jej wygląd poprzez usunięcie martwego naskórka. Mają w tym pomóc zawarte w składzie wyciągi z szałwii, zielonej herbaty i aloesu. W efekcie, przy założeniu, że będziemy używać peelingu regularnie, mamy uzyskać gładką i zdrowo wyglądającą skórę.

     Jak mają się obietnice do rzeczywistości? Cóż, warto zacząć od tego, o czym wiele osób, zdaje się zapominać, mianowicie ten produkt jest nie tyle peelingiem sensu stricte, co żelem myjącym o właściwościach peelingujących, przeznaczonym do codziennego stosowania. Producent wprost zaleca używanie tego żelu rano i wieczorem. Innymi słowy jego działanie siłą rzeczy będzie łagodniejsze niż w przypadku zastosowania typowego peelingu. Piszę o tym ponieważ czytając niektóre z opinii na temat tego kosmetyku natrafiałam na zarzuty, że jego działanie jest za słabe, że sobie nie radzi.
     Owszem, jeśli poszukujecie typowego, gruboziarnistego peelingu, który zapewnia wyraźnie wyczuwalny poziom złuszczenia, ten produkt Was rozczaruje, ponieważ jego działanie jest dość łagodne.

      Żel zawiera dwa rodzaje granulek, które w trakcie wmasowywania kosmetyku w twarz mają działać złuszczająco. Nie mogę się oczywiście wypowiadać za wszystkich użytkowników, jednak z punktu widzenia osoby, która do tej pory sama opowiadała się po stronie peelingów raczej inwazyjnych i gruboziarnistych, mogę powiedzieć, że żel Olay spisał się całkiem dobrze na mojej skórze. Od razu zaznaczam, że stosuję go raz, dwa razy w tygodniu, a mimo to jestem zadowolona z efektu, zakładam zatem że gdybym zgodnie z zaleceniem producenta przemywała twarz rano i wieczorem, efekt byłby jeszcze lepszy. Po zastosowaniu, skóra robi się wyczuwalnie gładsza i przyznaję, że byłam tym zaskoczona zważywszy na łagodność żelu. Złuszczeniu towarzyszy lekki efekt zmatowienia i ściągnięcia skóry. Podkreślam - lekki. Nie jest to "radykalny i permanentny" mat, jednak dla moich potrzeb wystarczy w zupełności.
     Kosmetyk ten jest niesamowicie wydajny! Tuba ma pojemność 150ml i sądzę, że wystarczy na ładnych kilka miesięcy regularnego stosowania.
     Dla zainteresowanych składem, oto on:

      Reasumując, jestem całkiem zadowolona z działania tego żelu. Spełnia swoją podstawową funkcję, to znaczy oczyszcza i wygładza skórę. Nie wywołał u mnie żadnej reakcji alergicznej, ani podrażnień. Ma bardzo przyjemny, delikatny zapach, a przy tym przyzwoitą cenę - w zależności od miejsca 15-17zł. 

     Cieszę się tym bardziej, że niedawno wzięłam udział w konkursie, w którym nagrodą był komplet kilku kremów marki Olay. Dla odmiany konkurs był nie makijażowy, a pisemny :D. Miałam szczęście i zostałam jedną z laureatek, tak więc już niebawem będę miała okazję wypróbować także inne kosmetyki tej firmy :). 

     A póki co na tym kończę, jak zwykle bardzo serdecznie Was pozdrawiam i do usłyszenia wkrótce! :***

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Tęcza światłem malowana...

Hej, Misiaki!

     Kontynuując temat makijażu i możliwości paletki Gold od Beauty Angel Cosmetics, postanowiłam przygotować kolejną propozycję, tym razem zawierającą pełny instruktaż krok po kroku, przy użyciu WYŁĄCZNIE tej jednej palety. Poniekąd sama sobie rzuciłam wyzwanie, ponieważ nie zwykłam używać w makijażu aż tak świetlistych, niemal brokatowych cieni bez jakiegokolwiek dodatku, czy pomocy cieni matowych. A jednak jak postanowiłam, tak też zrobiłam a efekt końcowy niniejszym przedstawiam Waszej ocenie :).

Buziaki i do zobaczenie wkrótce! :***


 

1. W pierwszej kolejności podkreślam linię zagłębienia brązową kredką, którą następnie dokładnie rozcieram aby zniwelować wszystkie ostre krawędzi.


2. Wymyśliłam sobie tęczę na ruchomej powiece, zatem nanoszę kolejno od środka na zewnątrz: srebrzystą biel, róż, liliowy i niebieski cień. Wszystkie kolory dokładnie ze sobą łączę.




3. Brzoskwiniowo-brązowym cieniem utrwalam roztartą w załamaniu kredkę. Efekt pogłębiam dodając ciemniejszy brąz w samym załamaniu powieki. Jasnym beżem rozświetlam łuk brwiowy i wewnętrzny kącik.



4. Dolną powiekę cieniuję przy pomocy srebrzysto białego i ciemnobrązowego cienia. Linię wodną rozjaśniam białą kredką, a górne rzęsy podkreślam fioletową kreską. Na koniec tuszuję rzęsy i makijaż gotowy.





Użyte produkty:
Twarz:
- Mattifying Compact powder foundation Sephora #D10 Light
- bronzer Inglot
- róż z palety Beauty Angel „Gold”
Oczy:
- Yves Rocher Couleurs Nature Eyebrow Pencil #02 Cendre
- baza pod cienie Artdeco
- Wet’n’Wild coloricon  #Copper
- biała kredka Manhattan 11A
- cienie z palety Beauty Angel „Gold”
- tusz Helena Rubinstein Lash Queen Mascara #Feline Blacks
- żelowy liner Essence #03 Berlin Rocks
Usta:
- Revlon Super Lustrous #Lilac Pastelle

sobota, 13 sierpnia 2011

KKcenterHK - YANQINA Precisionliquid Eye Liner

Witajcie!

     Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kolejnego produktu, jaki otrzymałam do testu dzięki uprzejmości sklepu KKcenterHK. Tym razem zabrałam się do testowania z niekłamaną radością, ponieważ dostałam coś, na co miałam ochotę od długiego czasu.

      Jestem ogromną fanką eyelinerów! Pokuszę się o stwierdzenie, że makijaż oczu nie istnieje dla mnie bez eyelinera! Musi się on pojawić choćby w bardzo oszczędnej postaci. Linerów mam bardzo dużo! Większość w postaci żelu, bo taką formę lubię najbardziej, jednak do użytku codziennego mogą one się okazać nieco zbyt kłopotliwe - zwłaszcza kiedy mamy niewiele czasu na wykonanie makijażu. Kiedy wstaję rano do pracy mam niespełna godzinę na zrobienie wszystkiego wokół siebie i wyjście z domu, dlatego każda minuta jest dla mnie niezwykle cenna. Kosmetyki, których używam do codziennego makijażu muszą zatem być łatwe w obsłudze i dawać zamierzony efekt jak najmniejszym nakładem pracy. Kosmetyk, o którym chcę Wam dziś opowiedzieć idealnie wpisuje się w przedstawiony przeze mnie profil.

     Eye liner we flamastrze Yanqina na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykły mazak. Ma intensywny czarny, odcień, a aplikator umożliwia nakreślenie nim dowolnego kształtu, jaki zrodzi się nam w głowie. Jest niezwykle precyzyjny! Możemy wykonać nim nawet bardzo cieniutką kreseczkę bez większego wysiłku, zatem jest to idealny kosmetyk dla wszystkich dziewcząt, które mają trudności z wykonaniem idealnej kreski. Kolejnym jego plusem jest to, że używając tego flamastra nie musimy martwić się tym, że nabierzemy zbyt wiele kosmetyku, jak to ma miejsce w przypadku linerów w kałamarzach czy w żelu. Dozownik sam uwalnia odpowiednią ilość produktu. 
     Z założenia ma to być produkt wodoodporny, jednak czy jest nim w istocie? Określiłabym go raczej jako wodoOPORNY, ponieważ całkowicie odporny na wilgoć nie jest, w niewielkim stopniu blaknie w kontakcie z wodą. Zrobiłam mu chrzest bojowy pod prysznicem i przyznać muszę, że wytrzymał próbę. Wytrzymał także deszcz i moje mające niestety tendencję do łzawienia oczy. Innymi słowy, mimo że w 100% wodoodporny nie jest, daje naprawdę bardzo dobry efekt! To dla mnie kluczowa kwestia w odniesieniu do eyelinerów, ponieważ, jak wspomniałam, moje oczy mają niestety tendencję do łzawienia i zwykłe linery w kałamarzach zazwyczaj spływały mi z zewnętrznych kącików. Tutaj mogę być zupełnie spokojna! Nic podobnego mi się nie przydarzyło.
     Kosmetyk trzyma się powieki bardzo dobrze, zarówno noszony w wersji sauté, jak i w połączeniu z cieniami. Nie odbija się dookoła oczu, nie rozmazuje się - chyba że ewidentnie zaczniemy trzeć oko. Oto jak wygląda po całym dniu noszenia:

      Reasumując, jestem z tego produktu naprawdę bardzo, ale to bardzo zadowolona! W zasadzie nie mam mu nic do zarzucenia, ponieważ spełnił wszystkie moje oczekiwania. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hello everyone!

     Today I'd like to tell you about another product that I recieved to test out thanks to KKcenterHK. This time I couldn't wait to try it out because it was something that I wanted to have for quite a while. 
      I'm  a huge fan of eyeliners! I have to use it each time I do my eye makeup, because without it... it just doesn't seem right. I have a lot of eye liners! Most of them are the gel ones, but on a daily basis they can be a little tricky, especially when we don't have a lot of time to do our makeup.
     When I get up in the morning I've got less that an hour to prepare myself and leave for work so each minute I can save is very valuable to me. Therefore the makeup products that I use on a daily basis need to be as easy and quick to apply as possible. The product that I want to tell you about today is all that and more!

     Yanqina Precisionliquid Eye Liner may look as a plain marker at first, but it has an intense black colour, and it's applicator allows us to create any shape that we could possibly think of. It is really very precise! We can go as thick or as thin as we like with it, and it's effortless! In my opinion it's a great product for everyone, even those of you who have problems with applying eyeliner.
     With this product you don't have to worry that you apply too much of it, because it's something that you just can't overdose.

     This liner is said to be waterproof. Is it really? I would  describe it as waterresistant rather than waterproof, because it does fade a little when wetted. I tested it out in the shower and I have to admit that it stayed on. It also withstood the rain as well as my teary eyes. It's very important to me since my eyes get watery quite often. I used to have problems with other eyeliners that would wash out from the outer corners of my eyes. With Yanqina eye liner I don't have to worry about that.

     The product stays on really well on naked eyelid as well as on top of the eyeshadows. It doesn't transfer anywhere around the eyes. It doesn't smudge unless you rub your eyelids. In general it's really a great product and I'm very satisfied with the result.

      
Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia wkrótce! / Best regards and see you soon!


czwartek, 11 sierpnia 2011

Makijaż Letni: Złota Dziewczyna

Hej, Misiaki!

     Piękną mamy jesień tego lata, nie sądzicie? Jednak nie ma co narzekać. Przynajmniej mniej doskwiera siedzenie w pracy, kiedy za oknem buro i deszczowo. Pogoda była jednak jednym z czynników, które zdopingowały mnie do stworzenia dla Was dzisiejszego makijażu, o którym wspomniałam z resztą w jednej z poprzednich notek. 
filmweb
     Nie jest żadną tajemnicą to, że moda lubi powracać. Każdy sezon wita nas przynajmniej jednym odświeżonym w taki bądź inny sposób trendem. Podobnie jest w makijażu. Nikogo już chyba nie zaskakuje to, że każdego lata powraca propozycja lansująca złocistą, najlepiej śniadą cerę, ozłoconą subtelną poświatą, która wygląda tak, jakbyśmy spędziły dzień wygrzewając się na plaży. Jest to jeden z tych wizerunków, który na większości kobiet prezentuje się świetnie. Taki zmysłowy look, który sprawia wrażenie nie wymagającego jakiegokolwiek wysiłku.

     Moją główna inspiracją była osoba Katherine Heigl. Ona jest dla mnie kwintesencją tytułowej "złotej dziewczyny". Problem polega na tym, że jestem z natury osobą bladą, w dodatku o chłodnym kolorycie, zatem wszelkie złocistości wyglądają na mnie nieciekawie. Postanowiłam zatem nieco pooszukiwać ;) ... Mój makijaż jest bardzo prosty! Nie wymaga zastosowania tony kosmetyków. Do jego wykonania potrzeba tylko bronzera i rozświetlacza w złotej tonacji. Jeśli zatem macie ochotę poznać moją propozycję makijażu w stylu ozłoconej słońcem plażowiczki, zapraszam :)





1. Zaczynam od makijażu twarzy, nanosząc wszystkie produkty, których używam standardowo. Jak widać, moja skóra jest bardzo jasna. Aby uzyskać słoneczny efekt muszę wspomóc się odrobiną bronzera. Nanoszę go wszędzie tam, gdzie słońce w naturalny sposób przybrązowiłoby mi skórę, to znaczy na czole, policzkach, nosie i brodzie. Już samo to czyni różnicę.



2. Pora ozłocić twarz odrobiną rozświetlacza. Nakładam go na najwyższych miejscach twarzy, głównie na szczytach policzków. Można podkreślić nim także grzbiet nosa, łuk kupidyna, a nawet obojczyki. Wracam do bronzera i za jego pomocą bardzo delikatnie konturuję nos. Aby "zabieg" się udał, bronzer nie może być zbyt ciepły, ani błyszczący.



3. Pora na oczy. Zaczynam od podkreślenia brwi i nałożenia bazy, następnie cielistym cieniem, lub pudrem do twarzy pokrywam całą powieką od rzęs aż po brwi. Rozświetlaczem dodaję blasku oczom poprzez zaznaczenie wewnętrznych kącików najjaśniejszym z kolorów. Opcjonalnie można dodać odrobinę również na łuku brwiowym.



4. Nieco ciemniejszym odcieniem złota pokrywam środek powieki. Bronzerwm konturuję delikatnie załamanie powieki.



5. Zamiast srogiej kreski, sięgam po kredkę do oczu i podkreślam nią górne rzęsy oraz zewnętrzną 1/3 dolnej powieki. Kredkę rozcieram i utrwalam bronzerem. Cielistą kredką rozjaśniam spojrzenie podkreślając linię wodną. Tuszuję dokłądnie rzęsy, zaś na usta nakładam cielistą pomadkę w złotawej tonacji.



Makijaż a la złota dziewczyna jest gotowy!





Użyte produkty:
- MaxFactor Xperience Weightless Foundation #Fair Sugar Cane 55
- Garnier Roll-On przeciw cieniom #01
- Mattifying Compact powder foundation Sephora #D10 Light
- bronzer Inglot Freedom puder 26  JD28CE
- Sleek Face & Body Highlighter #492 Sun Goddess
- cień #36 z palety W7
- brązowy żelowy liner Inglot #90
- beżowa kredka MaxFactor #090 natural glaze
- tusz MaxFactor Xperience Volumising Mascara
- błyszczyk NYX DSG11 Beige Sparkle


Pozdrawiam,
Kat :*

 

piątek, 5 sierpnia 2011

Sezon na tagowanie ;) - 30 pytań kosmetycznych

Hej, Misiaki!

     Ostatnio w moje ręce trafił kolejny tag, tym razem dotyczy aż 30 pytań kosmetycznych. Przyznała mi go Milve, za co bardzo dziękuję :)



Zasady zabawy:
1. Napisz, kto Cię oTAGował.
2. Odpowiedz na 30 pytań.
3. Przekaż TAG 10 innym blogerkom.
4. Poinformuj je w komentarzach, że zostały przez Ciebie oTAGowane i umieść adresy do ich blogów w swojej odpowiedzi.
5. Po odpowiedzeniu na pytania poinformuj o tym osobę, która Cię oTAGowała, na przykład pod jej najnowszą notką.


     Co do tagowania kolejnych blogerek... Umówmy się tak, że zamiast wyróżniać konkretną osobę, pozostawiam Wam pełną dowolność. Taguję każdą z Was! Każdą, która ma ochotę podzielić się z nami wszystkimi swoimi odpowiedziami na te pytania :)
Pozdrawiam serdecznie!


1. Ile razy dziennie myjesz swoją twarz? 
Dwa razy: rano i wieczorem.
2. Jaki masz typ cery? 
Mieszany.

3. Co jest obecnie Twoim ulubionym produktem do mycia twarzy?
Ostatnio zakupiłam żel peelingujący do mycia twarzy z Olay, jednak zazwyczaj przemywam twarz płynem micelarnym.
4. Czy używasz peelingów do twarzy? Jeżeli tak, to jakich?
Owszem, używam wspomnianego wyżej żelu peelingującego z Olay.
5. Jakiego kremu do twarzy używasz?
Używam naprzemiennie albo masła kakaowego z Ziai, albo kremu ochronnego do twarzy z SPF 30 od Sorayi.

6. Używasz kremu pod oczy? Jeżeli tak, to jakiego?

Używam kremu Effectival firmy Dermedic.
7. Masz piegi? Jeżeli tak, to gdzie?
Mam piegi, niestety tylko latem, gdy złapie mnie słońce. Wówczas pojawiają mi się na nosie i pod oczami.

8. Jakiego podkładu używasz?

W tej chwili używam podkładu MaxFactor Xperience #55 Fair Sugar Cane.
9. Jakiego korektora używasz?
Używam dwóch: pod oczy korektora Roll-on Garnier Skin Naturals z kofeiną, zaś na „wszystko inne” Ingota w kremie #64.

10. W jakiej tonacji jest Twoja cera?
W chłodnej, chociaż o lekko żółtawej pigmentacji. Powiedziałabym że mam cerę o neutralnym kolorycie ze wskazaniem na chłodną.

11. Co sądzisz o sztucznych rzęsach?

Tak jak powiedziałam w filmiku: używam wyłącznie do tutoriali i konkursów. Normalnie nie lubię sobie niczego przyklejać do twarzy.
12. Jakiej maskary używasz?
Lash Queen Feline Black Mascara od Heleny Rubinstein.

13. Czego używasz do aplikowania makijażu?

Pędzli, palców, rzadziej gąbeczek. 
14. Używasz bazy pod makijaż?
Rzadko, ale jeśli już mi się zdarza, jest to Make Up For Ever HD Primer.

15. Używasz bazy pod cienie?

Tak. Dotąd używałam bazy z Sephory, jednak od niedawna używam jej zamiennie z bazą z Artdeco.
16. Ulubiony kolor cienia do powiek?
W kolorze burgunda. A na co dzień – w kolorze skóry, np. 08 Universal Beige od Sephory.

17. Kredka do oczu czy eyeliner w płynie?

 Zdecydowanie eyeliner, jednak nie w płynie a w żelu.
18. Ulubiona szminka?
Wycofana już ze sprzedaży Astor Shine Deluxe w kolorze #030 Nudie.

19. Ulubiony błyszczyk?

MAC Lustreglass w odcieniu „Little VI”, czyli półprzejrzysty liliowy fiolet z drobinkami.
20. Ulubiony róż?
Nie mam ulubionego, jeśli chodzi o firmę, jednak ulubiony odcień to średni, bardzo chłodny róż.

21. Kupujesz kosmetyki za pośrednictwem internetu? (Allegro, eBay, sklepy internetowe)

Allegro i eBay nie, natomiast dość często korzystam z drogerii internetowych, ponieważ niektóre kosmetyki są nieosiągalne inną drogą, lub zwyczajnie kosztują dużo więcej.
22. Kupujesz kosmetyki od ulicznych sprzedawców/na bazarach?
NIGDY W ŻYCIU!!! 

23. Zbrodnia w makijażu, której nie możesz przeżyć?
- Źle dobrany kolor podkładu.
- Młode dziewczynki – wczesne nastki – z ciężkimi tapetami na twarzach.
- Tlenienie brwi.

- Ciemna konturówka do jasnej szminki.
24. Lubisz kolorowe makijaże?
Nieeeee, skąd! :P

25. Jeżeli miałabyś wyjść z domu używając tylko jednego produktu, to co by to było?
Tusz do rzęs.

26. Wychodzisz z domu bez makijażu?

Oczywiście! Jeśli doprowadzę się kiedyś do takiego stanu, że nawet do sklepu za rogiem będę latała z tapetą na twarzy – udam się na terapię albo odwyk :P
27. Uważasz, że dobrze wyglądasz bez makijażu?
Nie bardzo. Bez makijażu wydaję się sobie jakaś taka „sprana” i bez wyrazu.

28. Chciałabyś chodzić na lekcje wizażu/make up'u?

Do niedawna powiedziałabym, że nie, jednak od jakiegoś czasu marzy mi się profesjonalna szkoła wizażu. I gdybym tylko miała taką możliwość i wystarczająco dużo pieniędzy z całą pewnością poszłabym do takiej szkoły, bo dzięki temu mogłabym rozwinąć swoją pasję i przekształcić w swój zawód.
29. Która firma kosmetyczna jest według Ciebie najlepsza?
Nie ma jednej, która byłaby świetna w każdym polu, jednak jest wiele marek które lubię za określone ich produkty. Moje ulubione firmy to: Inglot, Sephora, PUPA, Ziaja, Neutrogena, Scholl, Stara Mydlarnia - moje ostatnie odkrycie i chyba przyszła wielka miłość ;).

30. Czy zdarza Ci się niezdarnie nałożyć makijaż? 
Zdarza mi się, kiedy robię go w pośpiechu, na przykład rano przed wyjściem do pracy. Ale na szczęście nigdy nie wyglądam w nim jak upiór ;).