czwartek, 25 sierpnia 2011

It came to me, my own, my love... my... preciousssss!

Cześć, Misiaki!!! ^__^

     Pomyślałam sobie, że nie znajdę bardziej adekwatnego tytułu do mojego dzisiejszego wpisu. No dobra, może nieco przegięłam, ale tak długo czekałam na to, by wreszcie móc wypróbować na sobie BB krem, że trochę mnie poniosło.

      Na BB krem miałam ochotę już od bardzo, bardzo dawna, ale dotąd sądziłam, że w Polsce nie ma możliwości nabyć tego typu produkt. Co najwyżej na Allegro, przy czym w tym wypadku zachodzi duże ryzyko nacięcia się na podróbkę. Ale na szczęście Brunetka na swoim blogu jakiś czas temu wrzuciła informację o kilku BB kremach, które kupiła w sklepie z azjatyckimi kosmetykami. Niewiele myśląc rzuciłam się do wyszukiwania i niedługo potem dokonałam zamówienia ^__^
     Zdecydowałam się na bardzo kryjący Lioele Triple the Solution, ponieważ zazwyczaj korzystam z podkładów treściwych. Pod ostatnim wpisem przeczytałam, że mam idealną skórę, jednak prawda jest taka, że mojej cerze daleko jest do ideału! Cały sekret tkwi w arsenale mazideł, którymi koryguję to czego natura mi poskąpiła ;)



     Tak oto prezentuje się opakowanie kremu. Za cenę promocyjną 89,60zł (cena regularna wynosi 112zł) otrzymujemy 50ml produktu. Przyznaję, że cena nieco mrozi, jednak zależało mi na tym, by wreszcie na własnej skórze się przekonać o działaniu tych cudownych azjatyckich specyfików. Przełknęłam więc cenę i złożyłam zamówienie. Asian Store oferuje naprawdę szeroki wybór kosmetyków więc jeśli wolicie kremy o lżejszej konsystencji i mniejszym stopniu krycia, znajdziecie je tam bez problemu.


   Bardzo podoba mi się opakowanie kremu Lioele! Ma postać miękkiej tuby z pompką ukrytą pod nakrętką. W ten sposób kosmetyk "stoi na głowie" i nie ma problemów z wydobyciem ze środka nawet resztek produktu.

      Tak prezentuje się sam krem. Jest dość gęsty, o jasnej barwie i przyjemnym delikatnym zapachu. Swoją drogą zawsze zaskakiwało mnie w BB kremach to, że tworzy się jeden, dwa ich odcienie, które z założenia mają być odpowiednie dla rozmaitych cer i kolorytów. Nigdy nie zdarzyło mi się brać w ciemno kosmetyku podkłado-podobnego, a jednak jakimś cudem ten pasuje do mnie idealnie!

     A teraz gwóźdź programu, czyli moja twarz "przed" i "po". Widzów o słabych nerwach proszę o opuszczenie bloga, albowiem zdjęcia nie zostały wyretuszowane ;)

     Jak widzicie, nie kłamałam mówiąc że moja cera nie jest idealna. Jednak Lioele świetnie poradził sobie z moimi przebarwieniami i zaczerwienieniami. Wyrównał koloryt skóry i delikatnie go ocieplił. Krem utrzymuje się na buzi dobrych kilka godzin. W zasadzie spełnia wszystkie założenia typowego podkładu, plus daje o wiele bardziej naturalne wykończenie przywodzące na myśl skórę promieniującą wewnętrznym blaskiem, satynową, o zdrowym promiennym wyglądzie. Nie zauważyłam po jego zastosowaniu żadnych efektów ubocznych w postaci zapchanych porów, uczulenia itp. Jestem z tego zakupu naprawdę bardzo zadowolona!
     A w dodatku dostałam do swojej przesyłki gratis, który póki co oszczędzam, a jest to plasterek na zaskórniki:

     Na zakończenie jeszcze jeden drobiazg dla zainteresowanych składem kremu:

     Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie i do zobaczenia wkrótce :)

13 komentarzy:

  1. piękny skarb ;) nawet opakowanie ma urocze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Efekt jest naprawdę bardzo naturalny. Jestem pod wrażeniem!

    OdpowiedzUsuń
  3. Robi wrażenie naprawdę! gdyby nie cena już bym kupiła :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Serio, serio, krem jest świetny :) Cena, jak powiedziałam to już inna historia, ale na to niestety nie ma rady...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakiś czas temu zasadzałam się na ten produkt na Allegro ale jakoś tak nie miałam przekonania, ale teraz mnie zachęciłaś...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ci powiem, że przeczytałam całą Twoją recenzję i mnie mega zachęciłaś! krem wgl tak ślicznie wygląda, że dla samego opakowania bym go wzięła!
    świetnie wszystko opisałaś i chyba się skuszę ;DD

    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  7. btw będę obserwować Cię teraz uważnie ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo się cieszę, że zachęciłam Was moją recenzją :) Krem jest naprawdę świetny i gorąco go polecam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetna recenzja. Czy ten krem ma jakieś oznaczenie kolorystyczne?

    OdpowiedzUsuń
  10. Zoilo, wydaje mi się, że nie ma żadnego oznaczenia - ja przynajmniej nie natrafiłam na nic takiego. W sklepie był tylko ten jeden wariant kremu. Aczkolwiek na opakowaniu jest cała masa koreańskich "krzaczków" ;) Byc może tam jest coś o odcieniach.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale mi narobiłaś smaka !! :(( Niedobra Ty !! Również od czasu, gdy dowiedziałam się o tych nieszczęsnych BB kremach, mam na nie niesłychaną chrapkę. Aczkolwiek nie mogę sobie na żaden pozwolić. No ale kiedyś tam kiedyś na pewno kupię sobie jakiś. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. A na początku myślałam, zarzucając żurawia na pierwsze zdjęcie, że są to jakieś słodziaszne perfumy :))

    OdpowiedzUsuń
  13. Przepraszam ;) heheheh. Zajrzyj czasem na strone Asian Store, bo ostatnio dostałam maila że obniżają ceny :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.