poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Kolorowe lato, lato kolorowe...

Hej, Misiaki!

     Moje lato w tym roku jest... jak nie z tej bajki. W zasadzie jak dotąd nie miałam lata jako takiego, a co za tym idzie, nie korzystałam z jego uroków. A jednak ostatnie tygodnie pozwoliły mi odkryć kilka nowości, czasem udanych, czasem nie do końca. Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moimi towarzyszami letnich dni. Celowo nie używam słowa "ulubieńcy", bo i nie wszystkie te kosmetyki zaliczam w poczet ulubionych.

     Zacznę od kosmetyku absolutnie elementarnego, czyli kremu. W tym przypadku kremu z filtrem. Postanowiłam na początku lata zakupić sobie krem ochronny z wysokim filtrem i natrafiłam na ten od Sorayi. Ma 50ml pojemności, filtr SPF 30 i jak zapewnia producent, jest wodoodporny, tak więc dla tych szczęściar, które w tym roku zakosztowały słońca, plaży i morskiej kąpieli, będzie jak znalazł.
     Z mojego punktu widzenia najistotniejszy był dość wysoki filtr - zarówno UVA (18) jak i UVB (30)! Ważne dla mnie było także to, iż krem ten ma właściwości intensywnie nawilżające. I rzeczywiście, muszę Wam powiedzieć że dawno moja skóra nie była tak miła i dobrze nawilżona jak po użyciu tego kremu. Ma bardzo przyjemny zapach, który przywodzi mi na myśl zapach balsamów do ciała ze złotymi drobinkami. Innymi słowy kojarzy mi się bardzo wakacyjnie i słonecznie. Zawiera przy tym sporo składników łagodzących podrażnienia, takich jak D-Panthenol, czy Alantolina.

     Kiedy buźka jest już nawilżona i ochroniona, warto zatuszować niedoskonałości, które - nie oszukujmy się - nawiedzają każdą z nas w najmniej odpowiednim momencie. A nawet jeśli łaskawie nam odpuszczają, to te z nas które muszą wstawać do pracy bladym świtem powinny liczyć się z sinymi podkówkami pod oczami. Roll-on od Garniera kupiłam bez przekonania, bo nie należy do najtańszych (30-40zł), poza tym od jakiegoś czasu uciekałam od kosmetyków Garnier. Postanowiłam jednak wypróbować ten korektor na przekór uprzedzeniom i powiem Wam, że jestem z niego bardzo zadowolona! Kuleczka, która rozprowadza kosmetyk na twarzy jest metalowa, więc dodatkowo przyjemnie chłodzi okolice oczu. Sam korektor jest lekki, ładnie rozprowadza się i stapia ze skórą. Nie daje krycia a la photoshop, jednak jest ono na tyle dobre, by skutecznie odświeżyć spojrzenie nawet po nieprzespanej nocy. To zdecydowanie jeden z lepszych korektorów, jakich używałam.

     W kwestii kosmetyków kolorowych, ostatnie tygodnie zdecydowanie i bezsprzecznie należą do dwóch paletek: Fabulous in Fiji marki Stila oraz Gold od Beauty Angel Cosmetics. Cienie Stili są fenomenalne! Uwielbiam je za niesamowicie miękką teksturę, łatwość z jaką się nakładają i rozcierają, za pigmentację. Kolory co prawda trochę nie moje, ale nie miałam na to wpływu, bo był to prezent. Na chwilę obecną najczęściej używam dołączonego do cieni kosmetyku wielofunkcyjnego, różo-błyszczyku w kremie. Jest świetny! A kolorystycznie idealnie wpasowuje się w letni klimat.
      Drugiej z palet używam do cieniowania oczu w ciągu tygodnia. I powiem Wam, że przy jej okazji postanowiłam reaktywować projekt denko ;). Myślę, że używając jej z tak dużą częstotliwością nie powinnam mieć z tym większych problemów. Na załączonym zdjęciu możecie zobaczyć obecny stopień zużycia:

      Muszę w tym miejscu przyznać, że udało mi się trochę oddemonizować tę paletkę. Okazała się świetna w kwestii ożywiania twarzy różem, a najjaśniejsze cienie, wraz z różowym i brzoskwiniowym (zwłaszcza tym ostatnim) świetnie sprawdzają się w roli rozświetlaczy. Jednak niezależnie od wszystkiego - projekt denko! :P



     Przedostatni kosmetyk, o którym chciałam napisać to bronzer marki Cargo. Absolutnie i bezdyskusyjnie najlepszy bronzer jaki kiedykolwiek przewinął mi się przez łapki! Tym większy mój żal, że to produkt dostępny wyłącznie w Kanadzie. Miałam szczęście, bo jakiś czas temu wygrałam pakę kosmetyków nieosiągalnych w Polsce, w tym właśnie ten bronzer. Początkowo pomyślałam, że wyląduje on w kuferku i będzie się kurzył, bo dotąd rzadko kiedy odczuwałam potrzebę nakładania bronzera, jednak odkąd go mam, używam dzień w dzień i nie przestaję się nim zachwycać.


     Na deser zostawiłam sobie mój ulubiony zapach lata :). Jak tylko zaczęło robić się cieplej postanowiłam nabyć coś lekkiego i świeżego, odpowiedniego na wyższe temperatury. Mój wybór padł na Piwonię od Yves Rocher. W przeszłości miałam dwa perfumowane balsamy do ciała z tej samej serii, więc pomyślałam, że warto wypróbować również wodę toaletową. I powiem Wam, że jak na zapach tak lekki, utrzymuje się bardzo długo! Spryskuje się nim rano przed wyjściem do pracy a wychodząc do domu jeszcze czuję aromatyczne widmo. Mgliste, majaczące gdzieś na krańcu świadomości, jednak bardzo miłe :). I chociaż woda ta odbiega dość znacznie od zapachów, które zwykłam nosić, zdecydowanie sprawdza się w gorętsze letnie dni.


     Tak oto prezentują się moi wierni towarzysze ostatnich tygodni. Służą mi wiernie i zapewne służyć będą co najmniej do końca wakacji. A jak to jest z Wami? Macie jakieś swoje sprawdzone kosmetyki letnie? Nie koniecznie ulubione, ale po prostu takie, o których wiecie, że sprawują się dobrze i można na nich polegać? Chętnie poznam Wasze typy.

Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego! :)


6 komentarzy:

  1. mam ten kremik Soraya - kupiłam go w ciemno - dopiero później przeczytałam recenzje na wizażu i byłam miło zaskoczona! :) no i ten super zapach :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Ile kosztuje ten krem Soraya i gdzie można go dostac?

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie krem jest super :) MoNii, nie pamiętam niestety ile dokładnie za niego dałam, ale było to kilkanaście złotych o ile mnie pamięć nie myli. A kupiłam go w Rossmannie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz co? Strasznie lubię, kiedy piszesz do czytelników "Misiaki". :)))
    Z ochronnych kremów używam 50 Vichy. Kłopot w tym, że w tym roku nie miałam nawet okazji go otworzyć... Może jeszcze się uda.

    OdpowiedzUsuń
  5. też mam ten krem Soraya, uważam że jest świetny:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sabb, miło mi bardzo :) A co do kremu, cóż, pogoda nas nie rozpieszcza, jednak było tego lata kilka takich konkretniejszych dni z ostrym słońcem. No i być może sierpień jeszcze nas zaskoczy ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.