wtorek, 27 września 2011

Czarodziejka z Saturna

Hej, hej!

     Korzystając z okazji, że drogą wyjątku mam trochę czasu, pomyślałam że podzielę się z Wami następnym makijażem. W zasadzie jest to kontynuacja wątku z poprzedniego wpisu. Dzisiaj chciałabym zaprezentować Wam to jak wykonałam makijaż inspirowany Czarodziejką z Saturna, a konkretniej osobą, którą się stawała po "opętaniu" - Mistress 9. Części z Was z pewnością postać ta niewiele powie, jednak ja akurat pochodzę z rocznika wychowanego na określonych bajkach, a kiedy byłam dzieckiem pałałam sporą fascynacją do mangi i anime. "Czarodziejka z Księżyca" (Sailor Moon) była jedną z bardziej eksponowanych w polskiej telewizji serii, na którą składało się kilka sezonów - każdy z innym typem demona, innym artefaktem do odszukania, innymi bohaterami - dobrymi i złymi. Z sezonu na sezon przybywało też czarodziejek i tak w którejś z kolei przyszła pora także na Saturna. A tak się składa, że Saturn patronuje mojemu znakowi zodiaku, więc mam do niego sentyment. Nie bez znaczenia jest też fakt, że daleko mi do błękitnookiej blondynki z włosami do kolan ;).




     Niezależnie od wszystkiego, Zdecydowałam się sportretować właśnie tę postać i oto co z tego wyszło...

1. Zaczynam od nałożenia bazy na powieki aby przedłużyć trwałość cieni. Podkreślam także brwi aby nabrały wyrazu. Na całą powiekę nanoszę matowy cień w kolorze skóry. Ułatwi to późniejszą aplikację kolejnych cieni. Fioletowym cieniem z drobinkami cieniuję dolną połowę ruchomej powieki. Dokładnie go rozcieram tworząc lekką "chmurkę" koloru.



2. Aby subtelnie wymodelować oko, w zewnętrznym kąciku dodaję odrobinę czarnego błyszczącego cienia. Tym co zostało na pędzelku akcentuję załamanie powieki. Jasnym, perłowo-metalicznym cieniem w liliowym kolorze rozświetlam wewnętrzną część dolnej powieki.



3.  Sięgam ponownie po fioletowy cień i podkreślam nim zewnętrzną część dolnej powieki. Aby nadać oczom nieco "animowany" wygląd sięgam po czarny eyeliner, którym podkreślę oko w inny niż zazwyczaj sposób. Wewnętrzną 1/3 część kreski prowadzę ukośnie ku górze. Środkową część prowadzę jak najbardziej poziomą kreską, tworząc płaski "daszek".



4. Zewnętrzną część wywijam ku górze. Podkreślam również zewnętrzną połowę dolnej powieki wzdłuż rzęs.  Rozcieram delikatnie kreskę małym pędzelkiem.



 5. Dla efektu większych, jaśniejszych oczu, maluję dolną linię wodną białą kredką. Tuszuję dokładnie rzęsy czarną maskarą. Jak widać, szału nie ma ;), dlatego w ruch idą sztuczne rzęsy - zarówno na górę jak i na dół.



 6. Usta obrysowuję różową konturówką. Opcjonalnie można dodatkowo obrysować ich zewnętrzne granice cielistą kredką, by wyostrzyć ich kontur. Wypełniam usta jeżynowym kolorem.



7. Nie mogło oczywiście zabraknąć czarnej gwiazdy - symbolu Mistress 9.






Użyte produkty:
Twarz:
- MaxFactor Xperience Weightless Foundation #Fair Sugar Cane 55
- korektor Roll-on Garnier Skin Naturals
- cień Sephora #08 Universal Beige jako puder
- cień Inglot #362 M jako róż
- perłowy różowy cień jako rozświetlacz
Oczy:
- Essence eyebrow designer #03 Light Brown
- baza pod cienie Sephora
- czarny żelowy eyeliner Inglot #77
- czarny cień z palety Coastal Scents 88 Shimmer
- fioletowy cień Inglot AMC #91
- beżowy cień Sephora #08 Universal Beige
- liliowy pigment MAC #Kitschmas
- tusz Helena Rubinstein Lash Queen Mascara #Feline Blacks
- biała kredka Manhattan #11A
- rzęsy KkcenterHK #ES A500
Usta:
- konturówka Yves Rocher #01 Rose
- beżowa kredka Max Factor #090 Natural Glaze
- MAC lipglass #Magnetique

Jak zawsze serdecznie pozdrawiam i do zobaczenia niebawem :)

niedziela, 18 września 2011

Doskonały z Natury

Hej, Misiaki!

     Przy okazji ostatniego tutorialu z makijażem wspominałam Wam, że w kolejce do publikacji mam jeszcze jedną propozycję wykonaną przed kilkoma miesiącami. Sądziłam, że jej przygotowanie zajmie mi więcej czasu, jednak na szczęście udało mi się to stosunkowo szybko i bez większych kłopotów.
     Pierwotnie przygotowałam ten makijaż zainspirowana ciepłą i słoneczną pogodą towarzyszącą wiosenno-letniej aurze, jednak jak widać nieco mi się posypały terminy, przez co makijaż na otwarcie lata stał się makijażem na otwarcie jesieni - bynajmniej nie odpowiadającym wszechobecnym trendom na metaliczne cienie ;). 
     Niezależnie od wszystkiego jestem całkiem zadowolona z efektu, jaki tutaj uzyskałam, mimo że kolorystyka być może nie do końca odpowiada makijażom dziennym... Lubię takie z pozoru egzotyczne połączenia barw, które nie nasuwają oczywistych skojarzeń do wykorzystania ich razem - zwłaszcza w dziennym makijażu. Myślę jednak, że zieleń i róż komponują się ze sobą całkiem przyzwoicie.

      Mam nadzieję, że i Wam spodoba się moja propozycja. Pozdrawiam cieplutko i do usłyszenia wkrótce :)





 1. Na początek nakładam bazę na powieki. W tym przypadku jest to różowa jumbo kredka, którą dokładnie rozcieram na całej powiece. Pierwszym cieniem jakiego użyłam był bardzo jasny, połyskujący róż. Nałożyłam go w wewnętrznym kąciku, jak również pod łukiem brwiowym.



2. Kolejny cień jest dość wyjątkowy - to średni fiolet wymieszany ze złotymi iskrami. Nałożyłam go na całej dolnej połowie ruchomej powieki. Następnie sięgnęłam po matowy cień w kolorze pudrowego różu i nałożyłam go wzdłuż zagłębienia powieki. Całość dokładnie ze sobą roztarłam.



3. Na dolnej powiece wylądowały chłodne zielenie. Stworzyłam gradient od najjaśniejszego w wewnętrznym kąciku, do najciemniejszego w zewnętrznym.



4. Linię wodną rozjaśniłam białą kredką. Narysowałam wyrazistą zieloną kreskę wzdłuż górnych rzęs a na koniec nałożyłam maskarę.






Użyte produkty:
Twarz:
- MaxFactor Xperience Weightless Foundation #Fair Sugar Cane 55
- korektor w kremie Inglot AMC #64
- Mattifying Compact powder foundation Sephora #D10 Light
- bronzer Sephora Bush Me Twice #01
- rozświetlacz Sephora #I20 Pink
- ciepło-różowy róż Yves Rocher #21 Teint Medium Abricote
Oczy:
- ołówek do brwi Yves Rocher Couleurs Nature #02 Cendre
- cienie z palety W7 Warpaint Cosmetics: #12, #39, #31, #53, #75
- kredka Rimmel Eyeful Eye Glister #100 Girls Only
- biała kredka do oczu Manhattan #11A
- fioletowo-złoty pigment Inglot AMC #22
- zielony eyeliner Sephora #07
- tusz MaxFactor Xperience Volumising Mascara
Usta:
- kredka Rimmel Eyeful Eye Glister #100 Girls Only

sobota, 17 września 2011

KKcenterHK - recenzja peruki Gill

Hej, Misiaki!!!

     Tym razem nie będzie efektu niespodzianki, ponieważ już Wam sygnalizowałam, że stałam się dumną posiadaczką "włosów instant" ;). Był to kolejny produkt, który otrzymałam do przetestowania ze sklepu KKcenterHK
     Bardzo się ucieszyłam kiedy mi to zaproponowano, ponieważ nie mam żadnej peruki, a tego typu akcesoria zawsze mi się podobały. Przy ich pomocy można natychmiastowo kompletnie się odmienić. Nie wspominając o tym, jak bardzo przyda mi się ona do stylizacji ;)... Dano mi do wyboru dwa modele typu BOB, krótszy i dłuższy. Wybrałam drugi wariant, o numerze 8H124 marki Gill. TUTAJ możecie zobaczyć jak wygląda ta peruka ze wszystkich stron. Kosztuje $15,07.
     Na mnie natomiast prezentuje się następująco:


     Specjalnie do zdjęcia nieco ją nastroszyłam, ponieważ w takiej wersji spodobała mi się najbardziej. Od razu zaznaczam, że nie mam porównania z innymi tego typu akcesoriami, ponieważ do tej pory miałam tylko jedną perukę, bardzo starego typu i dość marnej jakości (pamiętającą jeszcze czasy PRLu xD ).
    
     Pozwólcie zatem, że podzielę się z Wami swoimi przemyśleniami dotyczącymi tego produktu.
Perukę dostajemy w bardzo delikatnej, tkanej na podobieństwo rajstop-kabaretek siateczce, która jak sądzę ma chronić włosy przed uszkodzeniem lub poplątaniem się. Dodatkowo całość zapakowana jest w torbę strunową.

      Perukę wyprodukowała marka Gill, jednak nie byłam w stanie znaleźć żadnych informacji o tej firmie, a strona internetowa podana na kartoniku... nie istnieje. 


     Ponieważ perukę wykonano z syntetycznego włosia, pod żadnym pozorem nie wolno obchodzić się z nią tak, jak z naszymi własnymi naturalnymi włosami - w ten sposób błyskawicznie ją zniszczymy. Na odwrocie wizytówki producent umieścił dokładną instrukcję jak należy dbać o włoski, aby jak najdłużej nam służyły.
     Bazą peruki jest koronkowa siatka, którą możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej. Główna jej część ma kształt koła, zaś reszta aż do linii karku przypomina stelaż.


      Wielkość peruki można regulować przy pomocy elastycznych paseczków umieszczonych na linii karku. Paseczki do złudzenia przypominają typowe ramiączka biustonosza i kończą się takim samym zapięciem, które należy zaczepić na odpowiednim "oczku" na karku. Oczek jest kilka, zatem same decydujemy o tym jak szeroka lub wąska ma być nasza peruka. Przy czym warto pamiętać, że zbyt ciasne zapięcie będzie powodowało jej zsuwanie się.



     Było też coś, co mnie zastanowiło. Jak wspomniałam nie znam się na perukach, zatem ciężko mi oceniać, czy to feler produktu, czy też celowy zabieg, nie mniej sądzę, że warto o nim wspomnieć. Chodzi mi o fakturę włosia. Peruka w swojej centralnej "schowanej" części ma tuż przy linii koronki loczki a la gofrownica. Normalnie są one schowane pod resztą włosów, jednak zdarza się że prześwitują przez gładką powierzchnię, psując nieco ogólne wrażenie. Oto co mam na myśli:


     Pomijając tę "niespodziankę", włosy są bardzo gładkie, miłe w dotyku i błyszczące (może nawet aż za bardzo błyszczące). Ja akurat wybrałam sobie kolor popielatego blondu z pasemkami, ponieważ uznałam że chłodny odcień będzie pasował do mojej karnacji. Są jednak także inne warianty kolorystyczne, jaśniejsze i ciemniejsze. Miałam sporą frajdę testując ją, nakładając na różne sposoby, wygładzając, strosząc itd. Odradzam nadmierne zarzucanie głową, ponieważ wtedy peruka z całą pewnością spadnie ;). Możecie oczywiście wspomóc się wsuwkami, by bardziej ustabilizować fryzurę. 
     Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć jak wyglądam w wersji luźniejszej oraz bardziej wygładzonej. Już teraz mogę Wam jednak powiedzieć, że zamierzam dokonać pewnych zmian w wyglądzie mojej peruki, ponieważ po nałożeniu przypomina trochę hełm. Między innymi w odniesieniu do grzywki, która jest na mój gust zbyt ciężka i prosta jak od linijki. Zdecydowanie nie jest to produkt, który byłby w stanie dać złudzenie naturalnych włosów - włosie jest na to zbyt błyszczące i już na pierwszy rzut oka wygląda na syntetyczne. Tak czy inaczej z pewnością będę ją wykorzystywała czy to do stylizacji, czy na przykład na różne przebierane imprezy :). Wyjścia z domu z nią na głowie w innych okolicznościach raczej nie zaryzykuję ;).

Trzymajcie się cieplutko! Pozdrawiam :***

wtorek, 13 września 2011

Makijaż: Malinowy Sorbet

Hej Misiaki!

     Tytułowy malinowy sorbet posłużył mi jako inspiracja dla kolejnego makijażu. W tym miejscu muszę posypać głowę popiołem i przyznać się, że ta propozycja przeleżała na moim dysku dobre pół roku nim doczekała się publikacji... Stąd też mój niecodzienny kolor włosów. Po prostu po przygotowaniu tego makijażu jakoś nie nadarzyła się okazja by go opublikować. Zawsze okazywało się, że co innego ma w danym momencie priorytet. Mam jeszcze jednego takiego "starocia", który zapewne też każe trochę na siebie poczekać ;). Tak czy inaczej, korzystając z luźniejszej chwilki postanowiłam podzielić się z Wami propozycją makijażu dziennego dla tych z Was, które nie boją się kolorów. Wiadomo, czerwienie i róże są wymagające - nosząc takie kolory na oczach należy liczyć się z tym, że bezlitośnie wydobędą każdą oznakę zmęczenia, każdą żyłkę. Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko znajdzie się wśród Was ktoś, komu przypadnie do gustu moje malinowe malowidło.





1. Zaczynam od nałożenia w wewnętrznym i zewnętrznym kąciku oka matowego różu. Nakładam kolor aż do zagłębienia powieki. Na sam środek dokładam perłową biel i dokładnie rozcieram granicę między kolorami. Przy pomocy cienia w kolorze żurawiny podkreślam zagłębienie powieki.



2. Rozcieram żurawinowy cień ku górze. Ponownie sięgam po perłową biel i tym razem używam jej jako rozświetlacza na łuku brwiowym.



3. Dolną powiekę cieniuję bielą i różem. Rysuję wyrazistą kreskę fioletowym linerem, linię wodną rozjaśniam białą kredką. Dokładnie tuszuję rzęsy.







Jak zawsze, bardzo serdecznie Was pozdrawiam i ściskam wirtualnie :)

piątek, 9 września 2011

KKcenterHK: Ballerina Eyelashes - recenzja sztucznych rzęs

Hej, Misiaki!

     Cóż ja Wam mogę napisać tytułem wstępu? Jak wiecie, od jakiegoś czasu rozwija się moja współpraca ze sklepem KKcenterHK. Ich flagowymi produktami są sztuczne rzęsy. Do tej pory otrzymałam już dwie przesyłki z różnymi rodzajami rzęs dystrybuowanymi przez ten sklep. Ich recenzje znajdziecie TU i TU.
     Jakiś czas temu po raz kolejny zaproponowano mi przetestowanie rzęs, tym razem marki Cosmos o nazwie Ballerina. Dostałam dwa warianty rzęs: #403 i #412.

Na pierwszy ogień: #403

      Powiem Wam, że zachwyciły mnie z obrazka! Dosłownie oczarowały. Bo i jak tu się nie zachwycić czymś tak pięknym i delikatnym? Są super-naturalne, super-długie i idealne do osiągnięcia efektu oczu lalki... Pod warunkiem że jesteśmy w stanie je nałożyć... Ale po kolei!
     Rzęsy Ballerina przychodzą do nas w ślicznym różowym, kartonowym opakowaniu z wycięciem w kształcie serduszka, przez które możemy zobaczyć jak wygląda dany model. Podobnie jak modele z serii ES nie zawierają kleju, zatem musimy zaopatrzyć się w niego we własnym zakresie. Są także dużo delikatniejsze od tamtych. I właśnie ta delikatność jest ich największym atutem i przekleństwem zarazem. Co mam na myśli? Już tłumaczę.
     Jak widzicie na zdjęciach, model 403 to super cieniutkie rzęsy przytwierdzone do super cieniutkiego paseczka. Jest on tak cieniutki, że może nastręczać sporo trudności z aplikacją. Męczyłam się niesamowicie próbując je przykleić! Nie wiem ile dokładnie robiłam podejść, ale był to proces długi i żmudny. Miałam ogromne kłopoty z ich należytym przytwierdzeniem, wyginały się i "falowały", doprowadzając mnie do szewskiej pasji. Aczkolwiek, kiedy wreszcie udało mi się je przytwierdzić, efekt był olśniewający! Na dołączonych zdjęciach możecie zobaczyć jak wyglądają na "czystej" powiece, jak również nałożone na kreskę. Powiem szczerze że zdecydowanie bardziej wolę je z kreską, bo wówczas wszelkie niedociągnięcia łatwiej jest ukryć.
     Moja ogólna opinia na ich temat jest taka, że zdecydowanie odradzam je osobom początkującym! Szczerze, jeśli dopiero zaczynacie, zrezygnujcie z rzęs na tak cieniutkich taśmach, ponieważ jedyne, co zyskacie to ogromny poziom frustracji przy ich nakładaniu. Jeśli natomiast jesteście już zaprawione w boju i niestraszne Wam wyzwania - bierzcie i próbujcie, bo efekt jaki uzyskacie dzięki tym rzęsom powali Was na kolana!


Model #412

























 

     Te rzęsy, w przeciwieństwie do poprzednich, od początku do końca były czystą przyjemnością! W pudełeczku wyglądały dość zwyczajnie i niepozornie, jednak na oczach dały naprawdę fajny efekt, który bardzo mi się spodobał!
     Podobne miałam już w innym zestawie, jednak szczerze mówiąc jestem z nich naprawdę bardzo zadowolona i chyba będę miała z nich więcej pożytku niż z poprzedniego modelu ;). Przede wszystkim nie są tak wiotkie. Mają dosyć solidny, choć giętki pasek, ładnie wyprofilowane włoski, które trzymają kształt bez problemu. Są też trwalsze niż #403, które można zakładać maksymalnie dwukrotnie. Później w zasadzie nie nadają się już do użytku. Te spokojnie można nakładać, zdejmować, czyścić i ponownie nakładać jakieś pięć albo i więcej razy - wszystko zależy od tego jak będziemy się z nimi obchodzić.
     Są również dużo łatwiejsze w aplikacji, pod warunkiem, że damy klejowi podeschnąć tyle ile trzeba. Spośród tych dwóch par, model #412 jest moim zdecydowanym faworytem!

Tak wyglądają na oczach:





























Buziaki, Kochani!!!

poniedziałek, 5 września 2011

Makijaż: Purpurowe Orchidee...

Hej, Kochani!

     Dawno nie było tutaj makijażu po mojemu. Szczerze mówiąc niemal zapomniałam co właściwie znaczy "po mojemu". W mojej poprzedniej pracy wymyślny makijaż był jednym z moich znaków rozpoznawczych (z czego nawet nie zdawałam sobie sprawy). Ciekawym doświadczeniem było rozmawiać z różnymi osobami, z którymi kiedyś pracowałam i słyszeć od nich miłe komentarze na temat tego jak wyglądałam. Tym bardziej, że część z nich pochodziła od osób, po których nigdy bym się nie spodziewała, że będą zwracać uwagę na coś takiego. Jak nietrudno się domyślić, czas przeszły oznacza, że od tamtej pory wiele się zmieniło. I rzeczywiście, obecnie mój codzienny makijaż jest śladowy - z braku czasu, chęci, motywacji...



     Aaaaale jakiś czas temu przysiadłam przed lusterkiem i zaczęłam kombinować jak za dawnych dobrych czasów i oto macie makijaż! W moim dawnym stylu. Może nieco przekombinowany, ale właśnie taki zawsze lubiłam :). Oczywiście jeśli uważacie, że to zbyt wiele jak na dzienny makijaż, zawsze możecie wykorzystać tę propozycję na przykład z okazji wieczornego wyjścia. Jakkolwiek byście nie zdecydowały, zapraszam serdecznie do oglądania!





1. Na początek rysuję zaokrąglony kształt w zewnętrznej części powieki. Kreskę przeciągam wzdłuż załamania powieki, następnie delikatnie rozcieram.



2. Białym cieniem z liliowym połyskiem pokrywam całą ruchomą część powieki - wewnątrz zaokrąglonego kształtu. Roztartą kredkę utrwalam matowym cieniem w szarawym kolorze.



3. Na łuk brwiowy nakładam matowy beżowy cień. Ciemniejszym odcieniem szarości konturuję zewnętrzne V oka.



4. Liliowym cieniem łagodzę górną granicę szarości roztartej w załamaniu. Kredką użytą na początku przyciemniam zewnętrzną część dolnych rzęs.



5. Rozcieram, następnie utrwalam kredkę liliowym cieniem.



6. Aby wykończyć makijaż oczu brakuje już tylko kreski - wybrałam fioletowy eyeliner. Beżową kredką pociągnęłam linię wodną. Na koniec wytuszowałam rzęsy.



7. Obrysowałam usta cielisto-różową konturówką i pociągnęłam dodatkowo przezroczystym błyszczykiem.






 

Użyte produkty:
Twarz:
- MaxFactor Xperience Weightless Foundation #Fair Sugar Cane 55
- korektor Roll-on Garnier Skin Naturals
- korektor w kremie Inglot AMC #64
- Loose powder mineral foundation Sephora #D10 Light
- róż z palety Beauty Angel „Gold”
Oczy:
- Yves Rocher Couleurs Nature Eyebrow Pencil #02 Cendre
- baza pod cienie Sephora
- beżowa kredka Max Factor #090 Natural Glaze
- fioletowy żelowy eyeliner Essence #03 Berlin Rocks
- czarna kredka Wet’n’Wild coloricon #Black
- cienie z palety Coastal Scents 88 Shimmer
- cienie z paletki Smoked out silver Pretty Puzzle POP
- beżowy cień Sephora #08 Universal Beige
- tusz Helena Rubinstein Lash Queen Mascara #Feline Blacks
Usta:
- konturówka Yves Rocher #06 Nude Rose
- bezbarwny błyszczyk BonBons