niedziela, 6 listopada 2011

Dobre bo polskie! - Stara Mydlarnia

Hej, Misiaki!

     Dzisiejsza notka chodziła mi po głowie od dość dawna. Chciałam jednak, jak to się mówi, poużywać sobie trochę, by móc naskrobać coś z czystym sumieniem. Teraz, po ponad miesiącu stosowania obu produktów, myślę, że jestem w stanie wiarygodnie je zrecenzować.
     Na wstępie muszę podkreślić, że nie należę do osób, które śledzą i skrupulatnie wynotowują skład produktów. Być może powinnam, być może rzeczywiście jest to tak istotna kwestia przemawiająca za lub przeciw jakiemuś kosmetykowi, nie mniej zupełnie szczerze - "Frankly, my dear, I don't give a damn", że tak powiem ;) Nie spędza mi to snu z powiek. Jeśli jakiś produkt jest naturalny - świetnie! Jeśli nie jest - też dobrze, o ile nie robi mi na twarzy/włosach/ciele etc. niepożądanych niespodzianek.
     Tak się jednak składa, że Stara Mydlarnia dba o to, by kosmetyki jakie produkuje były przyjazne dla środowiska i zwierzątek. Poza tym, zdobyła tytuł Firmy Roku 2010 w kategorii polski produkt, myślę więc, że warto przyjrzeć się jej bliżej.


PEELING CUKROWY CHOCOLATE / SERIA DARY NATURY

Produkt ten zdobył eko-laur konsumenta 2009.
Pojemność: 500ml
Nie testowany na zwierzętach.
Cena: około 32zł
Trwałość: 12 miesięcy
Dostępność: Drogerie Natura, internet

      Producent obiecuje nam, że peeling ten doskonale wygładza i ujędrnia ciało. Kryształki cukru mają delikatnie usuwać martwy naskórek, pobudzając mikrokrążenie i rozjaśniając skórę. Zapobiega wysuszeniu skóry i ułatwia wchłanianie substancji odżywczych. Jego słodki aromat wprawia w dobry nastrój. Skuteczny w walce z cellulitem.

Opakowanie:
     Mnie osobiście opakowanie bardzo się podoba. Jest wykonane z wytrzymałego, przejrzystego plastiku. Wieczko jest szalenie poręczne - umożliwia wygodne i dokładne zakręcenie i odkręcenie pudełka. Ponadto, pod zakręcanym wieczkiem znajduje się dodatkowa nakładka z lekko wyprofilowanym uchwytem, która stanowi dodatkową barierę między kosmetykiem a światem zewnętrznym. Moim zdaniem - strzał w dziesiątkę!

Konsystencja i zapach:
      To typowy peeling cukrowy w formie delikatnie lepkiej pasty ze średniej wielkości kryształkami cukru. Pachnie fe-no-me-nal-nie! Sama czekolada! Zdecydowanie zgadzam się z producentem co do wpływu produktu na dobry nastrój!


 Aplikacja i działanie:
     Mimo że drobiny peelingujące są dość spore, nie podrażniają ciała. Ja stosuję go w ten sposób, że nabieram odrobinę na dłoń i masuję wybrany fragment ciała kolistymi ruchami. Drobinki cukru pomagają w mechaniczny sposób usunąć martwy naskórek, wygładzić skórę, przy czym rozpuszczają się w trakcie aplikacji, pozostawiając na skórze delikatną, nawilżającą warstewkę o cudownym zapachu. W rezultacie, zgodnie z tym, co obiecuje producent pobudzamy także mikrokrążenie. A ponieważ usuwamy martwy naskórek, zyskujemy gładką, odświeżoną, jakby jaśniejszą skórę, która znacznie "chętniej" będzie wchłaniać wszelkie dobroczynne składniki czy to z peelingu, czy też nakładanych później kremów.
     Co do zwalczania cellulitu, powiem szczerze, że cudów nie ma. Ale i nie należy naiwnie sądzić, że samym tylko kremem, peelingiem, czy czymkolwiek innym pozbędziemy się pomarańczowej skórki! Tutaj bez regularnej dawki ruchu daleko nie zajdziemy :)

Skład:
sucrose, glycereth-2 cocoate, silica, parfum, persea gratissima, lecithin, ascorbyl palmitate, tocopherol (wit. E), benzyl benzoate, coumarin, limonene, citronellol, CI 16035 / 19140 / 42090

Reasumując:
     Bez dwóch zdań, jestem tym produktem zachwycona! Jego stosowanie sprawia mi naprawdę niekłamaną przyjemność. To jak dotąd najlepszy peeling do ciała, jakiego używałam.


SHEA BUTTER & COCOA BUTTER Masło kakaowca & karite

Produkt przyjazny dla środowiska.
Pojemność: 500ml
Nie testowany na zwierzętach.
Cena: około 39zł
Trwałość: 6 miesięcy
Dostępność: Drogerie Natura, internet 
     Krem do ciała na bazie masła shea i masła kakaowego, pobudzającego ekstraktu z guarany, arniki i czerwonego pieprzu to prawdziwy zastrzyk energii i dawka młodości dla Twojej skóry. Jego niezwykle bogata receptura gwarantuje doskonałe nawilżenie, ujędrnienie i regenerację skóry, dostarczając cennych substancji odżywczych i zapobiegając nadmiernej utracie wody. Masło shea, pozyskiwane z owoców afrykańskiego masłosza, jest naturalnym filtrem UV, chroni skórę przed niekorzystnym działaniem czynników atmosferycznych. Masło kakaowe przywraca jej aksamitną gładkość, łagodzi podrażnienia, zapobiegając starzeniu się skóry. To obiecuje nam producent.


Opakowanie:
     Całkiem przyjemne, choć tutaj plastik jest bardziej miękki niż w przypadku opakowania od peelingu. Ciekawym detalem jest zakręcane wieko, które przywodzi na myśl powiększony kapsel od dawnych szklanych butelek na mleko. Jak w przypadku peelingu, tak i tutaj możemy bez trudu dokładnie zakręcić i odkręcić opakowanie. Jest ono bardzo estetycznie wykonane, zawiera dokładny opis produktu i jego skład.

Konsystencja i zapach:
      Konsystencja jest dość gęsta, zbita, jedwabisto-maślana i bardzo treściwa. Otrzymujemy dokładnie to, za co płacimy, czyli gęste masło do ciała. Zapach to odrębna historia. Miałam tutaj drobny "zgrzyt", mianowicie po otwarciu opakowania czujemy znajome nuty zapachowe masła kakaowego, jednak w trakcie aplikacji kosmetyku na ciało, zapach zmienia się na coraz bardziej spożywczy i... maślany właśnie. Dla mnie to minus, ponieważ nie specjalnie przemawia do mnie skojarzenie z nacieraniem się masłem spożywczym. Ja lubię, kiedy moje kosmetyki upajają zapachem. Wiem jednak, że dla wielu osób zapach bardziej, nazwijmy to, perfumeryjny jest wysoce niepożądany, tak więc w tym przypadku to rzecz gustu.

Aplikacja i działanie:
     Ciężko mi powiedzieć cokolwiek na temat właściwości odmładzających tego masła, ponieważ moja skóra jest gładka i w dobrej kondycji. Warto jednak podkreślić, że jest to produkt niesamowicie wprost nawilżający! Wcieram go w skórę przed snem, a nazajutrz moje ciało jest wciąż wyczuwalnie nawilżone i miękkie. Polecam go zatem zwłaszcza osobom o suchej skórze, potrzebujących ekstremalnego odżywienia. Z tych samych przyczyn odradzam stosowanie tego masła w okresie letnim ;) Będzie zdecydowanie zbyt ciężkie na upały. "Zgrzyt" numer dwa - trzeba się nieco napracować by wetrzeć je dokładnie w skórę a i wchłania się dość długo... "Zgrzyt" numer trzy dotyczy koloru masła, w opakowaniu jest ono jasnobrązowe, jakby kawowe, jednak w trakcie rozsmarowywania na ciele staje się białe. Jednak, oczywiście, nie każdemu musi to przeszkadzać.

Skład:



Reasumując:
     Kosmetyk ten jest bardzo wydajny! Wystarczy niewielka jego ilość by dokładnie nawilżyć i odżywić skórę. Jest też bardzo treściwy, przez co raczej nie sprawdzi się w wysokich temperaturach. W widoczny sposób poprawia elastyczność i miękkość skóry. Ciężko się wchłania, może pozostawiać na ciele białe smugi jeśli nie zostanie dokładnie roztarte. Nie podoba mi się jego spożywczy zapach, jednak jak wspominałam, to rzecz gustu.


Dajcie znać czy miałyście do czynienia z jakimiś kosmetykami marki Stara Mydlarnia. Co o nich sądzicie?
Pozdrawiam serdecznie!

18 komentarzy:

  1. Nie miałam styczności ze Starą Mydlarnią ale wiele dobrych opinii słyszałam:) chyba zacznę polować na peeling czekoladowy bo uwielbiam ten zapach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam tych produktów, ale ich pojemność robi wrażenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. mam ochotę na to masło do ciała :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem czy wszędzie, ale w Poznaniu w Douglasie w CH Malta mają ofertę Starej Mydlarni. Można te kosmetyki również dostać w sklepie z mydłami przy Starym Rynku. Sama nie miałam przyjemności używać, ale kupowałam kilka na prezent i aż mi przykro było, że nie kupuję ich dla siebie :P Spróbuj żelu pod prysznic czekoladowego. Można posikać się z wrażenia jeśli chodzi o zapach :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Do tej pory kupowałam od nich jedynie mydła, ale twoja recenzja jest tak zachęcająca, że może zacznę w końcu eksplorować resztę asortymentu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ze starej mydlarni mam kilka buteleczek kawioru do kapieli,,musze przyznac ze sa one tak urocze i stanowia piekna ozdobe mojej lazienki ze nie mam serca ich otwierac choc kusza mnie niesamowicie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie otwieraj, bo pojemnośc 500ml nie wystarczyłaby na jedna kapiel w wannie ;]

      Usuń
  7. Emoenikaa, polecam bo Ich oferta jest przeogromna! Ich strona internetowa wprost pęka w szwach :) A produkty które oferują dostępne są w rozmaitych wariantach zapachowych.

    Zoila, mają także te same kosmetyki w opakowaniach o mniejszej pojemności :)

    Dario, zdecydowanie warto je wypróbować - na początek polecam jednak opakowanie o mniejszej pojemności.

    Majtkirambo, zdecydowanie będę chciała kupić i inne kosmetyki tej firmy, bo póki co bardzo mi się spodobały :) A po tak ekspresyjnym opisie zapachu, zdecydowanie muszę wypróbować ten żel :D

    Cammie, polecam :) Nie używałam mydełek, ale nosze się z zamiarem wypróbowania reszty ich produktów - to może być hit :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czekolada+ cukier?!to fenomenalne polaczenie dla peelingu:)Musi byc moj!
    Do tej pory mialam tylko przyjemnosc z mydlami:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie miałam doświadczeń, ale byłoby świetnie spróbować tych produktów :)

    OdpowiedzUsuń
  10. hmmm, te kosmetyki wyglądają ciekawie. słyszałam już wiele pozytywnych opinii o Starej Mydlarni, ale jeszcze nigdy nie miałam okazji testować ich kosmetyków. chyba w końcu się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Marto, wcale Ci się nie dziwię, bo rzeczywiście wyglądają uroczo :).

    Hex, spróbuj koniecznie - to uczta dla zmysłów :)

    Moniko, owszem :)

    Strī-lingo, wypróbuj koniecznie. Jestem bardzo ciekawa jak by Ci się spodobały te kosmetyki :)

    Sylwiu, ja póki nie spróbowałam ich sama, nie miałam z nimi większych doświadczeń, jednak teraz wiem, że muszę spróbowac i innych elementów kolekcji.

    OdpowiedzUsuń
  12. chyba nigdy nie miałam niczego ze Starej Mydlarni, ale na peeling chętnie się kiedyś skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kat, mam pytanie przy okazji peelingu. Powiedz mi, jak ma się tego typu kosmetyk do stosowania rękawicy do masażu? jest lepszy, gorszy, skuteczniejsazy, bardziej/mniej pracochłonny? Rękawicy używam od lat, tego typuy peeling miałam raz, i to ewidentnie nieudany. Ale dumam nad zakupem: wszyscy się zachwycają, myślę, ze coś w tym musi być...

    OdpowiedzUsuń
  14. Sab, ciężko jest mi tutaj porównywać, bo nie miałam nigdy takiej prawdziwej rękawicy do masażu - co najwyżej gąbkę z szorstką częścią. Porównując do takiej właśnie gąbki, osobiście wolę peeling, bo mam wrażenie, że daje z siebie więcej. Masażery, których używałam działały bardziej na poprawę krążenia i rozluźnienie, nie tyle co na złuszczanie naskórka. Tutaj masz typowy peeling organiczny ze złuszczającymi drobinkami, którymi - przy okazji - można wykonać masaż :) A w miarę jak drobinki topią się na skórze, dodatkowo ją nawilżają. Czasem po czymś takim nawet nie używałam balsamu.

    OdpowiedzUsuń
  15. Katalino, gratuluje wygranej:) i prosze o kontakt.

    Wlasnie siedze nad zamowieniem i kombinuje;)))

    OdpowiedzUsuń
  16. WOW, dziękuję z całego serducha!!! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.