środa, 30 listopada 2011

Kolejne Zużycia

Hej, hej!

    Po raz kolejny witam Was we wpisie poświęconym projektowi denko. Nie robię tego rodzaju notatek każdego miesiąca, ponieważ nie zawsze liczba zużyć warta jest publikacji. Najczęściej wolę zebrać konkretną grupę i rzucić ją hurtem w eter. Tym razem mam do zaprezentowania kosmetyki, które udało mi się wykończyć na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy. Zainteresowanych zapraszam do lektury, zaś niezainteresowanych... cóż, niezainteresowanych po prostu serdecznie pozdrawiam ;)

     Na pierwszy ogień, wszystkie produkty z gatunku raczej pielęgnacyjnych niż kolorowych. Mamy tutaj:
- krem ultra nawilżający z filtrem SPF30 Soraya KLIK
- tonik rumiankowy Ziaja
- masło do ciała Stara Mydlarnia KLIK
- spray do stylizacji włosów Wella (stały punkt w mojej denkowej serii, jako że uwielbiam ten produkt i stale do niego wracam)
- chusteczki do demakijażu Inglot - całkiem fajne! Jedną chusteczką zmywałam z twarzy cały makijaż - nawet takie z gatunku artystycznych. Nie powodowały uczucia ściągnięcia.
- hydrożel Olay do cery tłustej i mieszanej - jest to krem, który stosowałam głównie w sierpniu i wrześniu, zaś skończyłam na samym początku października. Bardzo podobało mi się w nim to że wchłaniał się błyskawicznie, dzięki czemu nadawał się wyśmienicie jako baza pod makijaż. Zasadniczy problem stanowiło natomiast to, że masakrycznie (!!!) mnie wysadzał. Pryszcz na pryszczu, plus grudki podskórne. To sprawiło, że skutecznie zraziłam się do tego produktu i NIGDY nie sięgnę po niego ponownie.
- nawilżający krem na dzień co cery wrażliwej Olay - całkiem przyzwoity krem, bezwonny, nie uczulił mnie, nie wysadził, nie zapchał. Wchłania się dość szybko, bo w przeciągu jakichś 10-15 minut. Zapewnił przyzwoity stopień nawilżenia (przy czym muszę wspomnieć, że mam cerę mieszaną). Generalnie nie mam mu nic do zarzucenia.
- nawilżający krem na noc Olay - pachnie jak kosmetyki dla niemowląt, co bardzo mi się spodobało. Lekko różowe zabarwienie, przyzwoicie nawilża, nie zapycha. Przyzwoity krem, choć szału nie ma.

     W tym miejscu chciałabym dodać, że nie będę robiła bardziej szczegółowej i dogłębnej recenzji kremów marki Olay. Owszem, początkowo miałam taki zamiar, jednak zaraz potem nastąpił na wielu blogach hurtowy wysyp wszelkiego rodzaju recenzji, sądzę zatem że nie ma sensu produkować się na siłę. Tym bardziej, że swoich kremów nie dostałam do recenzji, a wygrałam w jednym z konkursów, zatem nie ciążył na mnie obowiązek opisywania ich :).

      W drugiej, liczniejszej grupie mamy kolorówkę:
- maskara Helena Rubinstein lash queen - tusz... powiedziałabym ok, choć nie oczarował mnie. Miałam dużo większe wymagania od kosmetyku z tej półki cenowej. Tymczasem okazało się że wymaga bardzo wprawnej ręki i pewnej gimnastyki, inaczej sklei rzęsy. Ponadto nie zapewniał tak spektakularnego efektu na jaki liczyłam. Moich dwóch faworytów (Hypnose Lancome i Diva's Lashes by PUPA) nie pokonał. Tyle tylko że ma fikuśne opakowanie, ale akurat to mi nie imponuje.
- czarna kredka z ELFa - produkt jakich wiele ;)
- podkład MaxFactor Xperience KLIK
- szminka Astor Shine Deluxe # Nudie - jedna z moich ulubionych szminek, niestety już wycofana ze sprzedaży.
- dwie szminki z NYX - obie bardzo fajne, super nawilżające, bardzo twarzowo wyglądają na ustach, niezwykle kremowe. Jedyne co mi nie odpowiada to zapach - nieco "plastikowy". Poza tym super.
- korektor Inglot - całkiem si, choć może osadzać się w załamaniach skóry i momentami także w porach. Nie jest to najlepszy korektor, z jakim się spotkałam, jednak jak to się mówi, ma potencjał ;)
- eyeliner w pisaku Yanqina KLIK
- kredka do brwi Essence - całkiem niezła, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę jej niewielką cenę. Polecam.
- puder do twarzy Inglot - planuje niebawem zrobić recenzję porównawczą kilku pudrów tego rodzaju. Ten konkretny jest przyzwoity, o miłej fakturze, ma większy stopień krycia, więc niektórym dziewczynom wystarczyłby zamiast podkładu. Problemem jest gama kolorystyczna. Nawet najjaśniejszy kolor wygląda na mnie pomarańczowo. Za to ogromny minus!
- błyszczyk Revlon - bardzo fajny kosmetyk!!! Polubiłam się z nim, bo jest trwały, ma równy odcień, ładnie nawilża usta. Co do koloru nie wypowiem się, ponieważ zmieniłam go autorsko, dosypując do oryginalnego, sinego liliowego koloru mieszankę pigmentów, by uzyskać kolor jak najbliższy mojemu naturalnemu odcieniowi ust.
- eyeliner w kałamarzu Sephora - fajny, ale jakość porównywalna z innymi, tańszymi linerami tego typu dostępnymi na polskim rynku.
- rozświetlacz Sleek KLIK

     I tak właśnie pokrótce prezentują się moje zużycia z ostatnich dwóch miesięcy. Droga wyboista, ale idę dalej. Jakiś czas temu podjęłam decyzję, że o ile się da, będę ograniczała ilość kosmetyków do makijażu. Zaczynam powoli uświadamiać sobie, że mój gust i styl zaczynają się zmieniać. Coraz mniej ciągnie mnie w stronę szalonych kolorów, a coraz częściej sięgam po stonowane, kobiece barwy. Nie odczuwam już potrzeby szokowania makijażem. Chyba się starzeję ;) hehehe. 
     Ściskam serdecznie, kochani! :*

16 komentarzy:

  1. u mnie projekt denko też na całego! do końca roku nic specjalnego nie kupuję! :O

    OdpowiedzUsuń
  2. u mnie tez projekt denko trwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. wow, ile kolorówki! jestem pod ogromnym wrażeniem.

    czyli wykończyłaś hydrożel? ja nie wiem, czy męczyłabym się z kosmetykiem, który mnie by wysypywał

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuu, Ty zużyciowy potworze! :) Naprawdę dużo tego.
    I proszę nie starzeć, tylko dalej mnie tu szokować :D A może to taka faza przejściowa? Pochodzisz trochę w stonowanym makijażu i wróci ochota na kolory? A może nie... Buuu...

    OdpowiedzUsuń
  5. Saurio, został miesiąc, więc jest szansa, że Ci się uda :)

    Agu, brawo!

    Simply_a_woman, używałam, choć pod koniec zamiast na twarz, stosowałam go na dekolt, szyję i ramiona. Nawilżał dobrze, po prostu wysadzał mi twarz.

    Słomko, staram się :D I mam szczerą nadzieję dalej potworzyć! Ta myśl z makijażową odmianą od jakiegoś czasu świta mi w głowie. Zaczyna mi brakować pomysłów. Owszem, jestem w stanie produkować to samo co robiłam dotąd, ale na nowe formy jak dotąd pomysłu brak i to mnie dobija. Rok temu o tej porze potrafiłam robić 3-4 makijaże tygodniowo, każdy inny. Teraz jak zrobię jedn na tydzień to jest świetnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale pogrom! :)))
    Dla mnie zużycie tylu rzeczy na raz byłoby bardzo przykre. zawsze kiedy kończy mi się kosmetyk wzdycham na myśl o kupnie kolejnego. :/
    Ogólnie cały ten projekt denko nie znajduje u mnie zrozumienia. Ale ta ilość zużytych mazideł robi wrażenie. :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Sabbath, to ma sens wówczas gdy dysponujesz ilomaś kosmetykami tego samego rodzaju i widzisz jak rosną Ci one w oczach i nie masz jak ich zużyć. Zazwyczaj jak mamy coś czego nie za bardzo chce sie używać, kupujemy kolejny "fajniejszy" i tak zamiast zużyć jeden mamy kilka analogicznych. W moim przypadku kremów, cieni, mazideł, i innych pierdółek. I leży to to i zajmuje miejsce. Kiedyś napisałam, że pamiętam czasy gdy wszystkie kosmetyki do makijażu mieściłam w jednej małej kosmetyczce. Teraz mam po prostu nadzieję, że uda mi się ograniczyć ich obecną ilość o jakąś połowę, bo jest ich dużo za dużo ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. sporo tego:) dobrze że nie kupiłam kremów olay bo pewnie by mnie zapchał

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratulacje, jak ci się udaje zużywać kolorówkę? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kamyczku, Hydrożel z tego co wiem każdej użytkowniczce jakos zaszkodził. Inne kremy są juz lepsze :)

    Zoilo, zużywam w taki sposób, że stosuję daną rzecz na okrągło kosztem innych. Często do znudzenia, że az mi bokiem wychodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Imponujace:)
    Uswiadomilam sobie teraz podczas szykowania sie do wyjazdu, ze nie sposob przeprowadzic sie z calym majdanem;) wiec od Nowego Roku zaczynam etap ograniczania sie jezeli chodzi o zakupy z kolorowki.Przerosly mnie moje zbiory;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hex, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy z tego ile ma rzeczy, dopóki nie siądzie i nie zacznie ich liczyć ;) Ja mam szatański plan by zużyć palety z Coastal Scents i z Sephory, ale to nie nastąpi chyba nawet w nadchodzącym roku ;) Ale marzyć wolno :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Stwierdzam, iż nie starzejesz się tylko zaczynasz być bardziej świadoma siebie i swoich potrzeb, tego co lubisz a co cię drażni. Gratuluję! bo wiele z nas chce takie coś osiągnąć, ale tylko nielicznym się to udaje ;)

    Podziwiam za wykończenie kolorówki ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. zapraszam na konkurs
    http://theshortblackdress.blogspot.com/
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  15. in my violet room, niektórzy mówią, że człowiek średnio co 7 lat zmienia swój styl i upodobania. Może to akurat efekt uboczny ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.