wtorek, 24 stycznia 2012

Recenzja: GUAM Fangocrema - Błoto w kremie

Witam serdecznie!

     Przychodzę dzisiaj do Was z recenzją drugiego z produktów, które otrzymałam do testów dzięki uprzejmości portalu Uroda i Zdrowie i sklepu Ciao.pl. Tym razem jest to błoto w kremie Guam wyprodukowane przez Fangocremę.



Opis Producenta:
GUAM Fangocrema - Błoto w kremie
Nowość w walce z cellulitem! Wzbogacona formuła popularnego kremu zawierająca algi Guam, kofeinę i kompleks roślinny. Krem niezwykle intensywnie stymuluje spalanie tkanki tłuszczowej i ułatwia usuwanie z organizmu szkodliwych produktów przemiany materii. Dodatkowo redukuje cellulit i poprawia stan skóry. Nie wymaga zawijania folią.
Polecany dla: osób będących w trakcie lub po zakończeniu kuracji Guam.

Sposób użycia: w miejscu objętym cellulitem wmasować krem aż do pełnego wchłonięcia. Po ok. 10-15 minutach pojawia się charakterystyczne i całkowicie naturalne dla tego preparatu zaczerwienienie i pieczenie (w zależności od ilości nałożonego kremu), które utrzymuje się przez około 30-40 minut.

Pojemność: oryginalne opakowanie: 350 g. Ja otrzymałam próbkę o pojemności 12ml.
Dodatkowe uwagi:
•    podczas pierwszej aplikacji zaleca się zastosowanie mniejszej ilości preparatu w celu zweryfikowania reakcji skórnej,
•    nie stosować preparatu na uszkodzoną skórę,
•    skóra wrażliwa i skłonność do powstawania "pajączków" jest przeciwwskazaniem do stosowania kosmetyku.

TUTAJ możecie przeczytać wszystkie informacje bezpośrednio na stronie Ciao.pl.

Moje spostrzeżenia:

Cena: 109 zł

Trwałość: brak danych

Dostępność: sklep ciao.pl

Opakowanie: Tutaj nie mogę się za bardzo wypowiedzieć, ponieważ otrzymałam próbkę kosmetyku, saszetkę o pojemności 12ml. Pełnowymiarowy produkt z tego co widziałam na zdjęciach ma postać plastikowego, zakręcanego pudełeczka, jak większość kremów czy maseł do ciała.

Konsystencja: Błoto ma postać delikatnej emulsji o beżowym zabarwieniu.


Zapach: bardzo ostry, niektórym może wydać się gryzący lub duszący. Pozostaje na skórze do momentu zmycia.

Aplikacja i działanie: Zgodnie z zaleceniami producenta, krem należy rozprowadzić na skórze i masować, dopóki kosmetyk całkowicie się nie wchłonie. Po krótkim czasie, zazwyczaj po około 10 minutach, skóra zaczyna mrowić i rozgrzewać się. Towarzyszy temu stopniowe pojawianie się czerwonawych plam. Jest to najzupełniej normalne, nie ma powodów do obaw. Produkt testowałam na udach i nie przeszkadzało mi ani lekkie pieczenie ani czerwone plamy – dolegliwości te nie są bardzo uciążliwe, choć to oczywiście moje subiektywne odczucia. Wszystkie objawy znikają po upływie około 45 minut.
    

    Z przyczyn oczywistych nie jestem w stanie stwierdzić, czy błoto Guam rzeczywiście likwiduje cellulit, mogę jednak zapewnić Was, że to kosmetyk bardzo ekonomiczny – próbka, którą otrzymałam wystarczyła mi na trzy zabiegi. Zauważyłam również, że skóra po zabiegu była jakby wygładzona i lekko napięta, co bardzo mi się spodobało.

Skład:


Reasumując: Błoto Guam jest bardzo interesującym kosmetykiem – jemu przyglądałam się najbardziej spośród wszystkich trzech produktów, które otrzymałam do testu. Jak wspomniałam, nie jestem w stanie zweryfikować czy rzeczywiście dałby radę cellulitowi, nie mniej jednak po jego użyciu moja skóra była przyjemnie napięta, sprężysta i jakby gładsza.
     To, co może niektórym przeszkadzać to jego zapach. Przyznam szczerze, że gdy zaciągałam się nim zbyt długo, zaczynała mnie potem boleć głowa. Polecam także dokładnie umyć ręce po aplikacji błota, tak by niechcący nie zatrzeć sobie oczu, lub nie przenieść produktu na inne części ciała. Zauważyłam że z każdym kolejnym zabiegiem czerwona plama na mojej skórze pokrywała coraz większy obszar ciała i rozkładała się coraz bardziej równomiernie.
     Warta podkreślenia jest również ekonomiczność kosmetyku – jedna mała saszetka wystarczyła mi na trzy zabiegi obejmujące uda i biodra.


     Produkt otrzymałam w celach testowych z drogerii internetowej ciao.pl, dzięki uprzejmości portalu Uroda i Zdrowie. Nie miało to wpływu na obiektywność niniejszej recenzji.

28 komentarzy:

  1. A moja wygladala inaczej bo byla polprzezroczysta....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co było półprzezroczyste? Opakowanie, czy emulsja?

      Usuń
    2. Emulsja byla polprzezroczysta i z tego co sie zorientowalam teraz to chyba sie rozwarstwila bo teraz wyciagam ostatnie koncuweczki jej i juz wychodzi taka jak u Ciebie;) nigdy bym nie pomyslala ze bloto w saszetce moze sie rozwarstwic...

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Ja w kwestiach kosmetyków błotnych nie jestem ekspertem, tak więc ciężko mi się wypowiadać. Ale niektóre kosmetyki mają tak, że mimo iż nic im nie dolega muszą byc wstrząśnięte przed użyciem, by połączyć wszystkie składniki.

      Usuń
  2. wygląda to bardzo, bardzo ciekawie; z drugiej strony mam już pajęczynę na udach (mam niestety problemy z naczynkami na całym ciele), mogłoby się jeszcze pogorszyć po tak intensywnie działającym kosmetyku :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie niestety skóra naczynkowa jest jednym z przeciwwskazań :(

      Usuń
  3. Też mam to błotko do przetestowania, ciekawa jestem jak wypadnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem ciekawa opinii innych osób na jego temat :)

      Usuń
  4. błotko, ale dosyć drogie błotko ;]]]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to błotko ma wypalać tłuszczyk :)

      Usuń
  5. Niestety nie dla mojej skory no i szkoda, ze taka niewielka ilosc dostalas do testow.....bo zawsze mialabys wiecej czasu na obserwacje dzialania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No troszkę szkoda, ale z drugiej strony rozumiem czemu - tego typu kosmetyki są dość luksusowe.

      Usuń
  6. Kasia się rozgrzała :) Swoją drogą, jak firma chce widzieć linka do siebie na Twojej stronie to mogliby wykazać minimum przyzwoitości i wysłać Ci całe opakowanie, po zużciu była by porządna, wyczerpująca recenzja. Próbkę produktu na cellutit to niech oni sobie włożą.... NIE KUPUJĘ U NICH.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aleś poleciała :P Inna rzecz, że masz w swoich zbiorach tak wiele mazideł że już to co masz ledwo Ci się mieści na stole :P A ja się w sumie cieszę, że mogłam tego spróbować, bo wcześniej nie miałam okazji robić sobie kuracji błotnej - to zawsze jakieś nowe doświadczenie :)

      Usuń
    2. Niby mam, ale nowe rzeczy kuszą, zwłaszcza, jak te rzeczy spalają tłuszcz, którego mi sie spalić nie chce :)

      Usuń
    3. A której z nas się chcę :D Ja od dawna próbuję się zmusić do ćwiczeń i co? I nic :D

      Usuń
    4. Czekaj, czekaj, zaraz zostaniesz zmuszona do majtania biodrami. Już Ty wiesz przez kogo :P

      Usuń
    5. Nie ja jedna :P O ile pamiętam plemię miało być :P

      Usuń
    6. Ja już dzisiaj majtałam, ale bajcepsem. Jutro będzie masakra.

      Usuń
  7. Ja sobie w piątek pomajtam bajcepsem ;) Jutro czeka mnie za to bieganie, a wieczorem mała biba, więc nogi też się rozruszają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biba, o matulu, ja chcę bibę, ja MUSZĘ bibę!!!!!

      A tak w ogóle, w nawiązaniu do wpisu, chciałam powiedzieć, że również boję się o naczynka (poza tym nie mam kasy, ale to już wszyscy wiedzą). Dlatego zrezygnowałam w rozgrzewającego eveline i polubiłam chłodzący (choć zimna nie cieprię).

      Usuń
    2. Ja tez muszę ;) Dlatego cieszę się że nareszcie jutro sobie wyjdę wieczorem :D Odreaguję tą ACTA'ową burzę przynajmniej - i stres po rozmowie... A co do kasy, któż ją w dzisiejszych czasach posiada :P Na całe szczęście mam zapas olejków to się rozcieram.

      Usuń
  8. ciekawe. glinkę miałam, błota w kremie jeszcze nie używalam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to również była pierwszyzna :)

      Usuń
  9. Już odpowiedziałaś, teraz widzę, ale może masz coś nowego? :D
    http://www.angelmaluje.blogspot.com/2012/01/tag-owczyni-czyli-styczniowe-zdobycze.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nic nowego ;) Oszczędzam :D

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.