sobota, 18 lutego 2012

Etnicznie Graficznie Kreatywnie

Hej, Misiaki!

     A nie mówiłam, że wrócę niebawem? I oto wracam! Chciałabym się z Wami podzielić makijażem, jaki przygotowałam na konkurs dwóch niesamowicie utalentowanych dziewczyn: Siobhan i Carly. Obie są makijażystkami i odnoszą sukcesy w świecie wizażu. Mają także swoje strony internetowe i kanały na YT ( co w dzisiejszych czasach w zasadzie rozumie się samo przez się). Konkurs ma bardzo ciekawy temat, mianowicie dotyczy graffiti. Wymyśliłam sobie, że połączę w moim makijażu elementy graficzne z formą typowego tribalowego tatuażu i wyszło mi z tego takie oto coś.

     90% makijażu powstała przy użyciu żelowych eyelinerów z Inglota. Reszta to pochodna czarnej kredki i odrobiny białego i czarnego cienia.








Ściskam i pozdrawiam serdecznie! :***

TAG: 5 kosmetycznych rzeczy, których wcale nie chcę mieć

Hej, Misiaki!

     Za każdym razem jak dodaję wpis z kategorii TAG zastanawiam się czy mnie jeszcze nie macie dosyć ;) Ale w gruncie rzeczy to przecież fajna zabawa. Przynajmniej ja tak do tego podchodzę i bardzo lubię robić wszelkiego rodzaju tagi :). Ten jest w dodatku nieco inny, ponieważ w założeniu ma dotyczyć zaprzeczenia wszystkiego, o czym zazwyczaj piszemy, taka anty-wishlista, jak to zgrabnie określiła Simply_a_woman, której zawdzięczam taga :***

Zasady:
- napisz, kto Cię otagował i zamieść zasady TAGu
- zamieść baner TAGu i wymień 5 rzeczy z działu kosmetyki (akcesoria, pielęgnacja, przechowywanie, kosmetyki kolorowe, higiena), które Twoim zdaniem są Ci całkowicie zbędne bo:
- mają tańsze odpowiedniki
- są przereklamowane
- amatorkom są niepotrzebne
- bo to sposób na niepotrzebne wydatki...
...i krótko wyjaśnij swój wybór
- zaproś do zabawy 5 lub więcej innych blogerek


     Przechodząc do sedna sprawy, doskonale daję sobie radę bez  i wcale nie chcę mieć takich oto rzeczy:

1) Beauty Blendera - to jest pierwsza rzecz, która nasunęła mi się na myśl. Internet dosłownie tonie w recenzjach i reklamach tej jajowatej gąbki. Do tego stopnia że momentami czuję się przez owo różowe coś atakowana. A gdybym miała być kompletnie szczera, to nigdy nie miałam ochoty po nie sięgnąć. Jakoś nie mogę przekonać się do nakładania podkładu w ten sposób.

2) Makijażu i przyrządów do makijażu typu airbrush - przyznaję, że na samym początku mnie to fascynowało, ale w gruncie rzeczy myślę, że miałabym z tym więcej kłopotów i zachodu niż cały system jest tego wart, stąd też moja początkowa fascynacja w zasadzie spadła do zera.

3) Brokatu w jakiejkolwiek formie - brokat jest modny i chętnie używany w świecie wizażu. Zauważyłam, że wiele spośród youtubowych guru lubi wplatać w swoje prace elementy glitterowe, jednak mnie osobiście nie podoba się ten efekt, co więcej od dłuższego czasu konsekwentnie zmierzam w stronę wykończeń matowo-satynowych, tak więc brokaty to coś bez czego spokojnie mogę się obejść.

4) Zalotki - którą mam, ale w zasadzie nigdy nie używam. Leży na dnie szuflady takie małe metalowe coś firmy krzak i raz na kilka miesięcy biorę to to w obroty. Często w filmikach wizażowych podkreśla się, że użycie zalotki jest kluczowe by uzyskać taki bądź inny efekt, ale powiem szczerze, że z zalotką czy bez nie widzę na sobie jakiejś kolosalnej różnicy w efekcie końcowym jaki uzyskuję. Być może moje rzęsy nie są tak spektakularne... Nie wiem.

5) Opalenizny, samoopalaczy i kosmetyków brązujących - pisałam o tym nie raz i pisać będę do znudzenia. Jestem typową "śnieżką" i dobrze mi z tym. Irytują mnie komentarze ludzi, którzy uparcie lansują modę na "zdrową opaleniznę", bo moim zdaniem w opaleniźnie nie ma nic zdrowego. I piszę to jako osoba, która kilka lat temu namiętnie korzystała z solarium chcąc pokryć swoją białą jak ściana skórę ową jakże pożądaną złotą opalenizną. Przez jakiś rok chodziłam na solarium trzy razy w tygodniu i jak patrzę na to z perspektywy czasu to łapię się za głowę myśląc z przestrachem jak musiałam tym zaszkodzić swojej skórze. No ale trudno się mówi, już tego nie cofnę. W tej chwili jestem bardzo blada, ale akceptuję się właśnie taką. Absolutnie nie ciągnie mnie w kierunku czegokolwiek brązującego.


     Z mojej strony to wszystko. Osoby, którym chciałabym przekazać pałeczkę to:

A ja pozdrawiam Was serdecznie i... do usłyszenia już wkrótce ;) Buziaki!

sobota, 11 lutego 2012

Walentynkowa Tęcza

Hej, dziewczyny!

     Zbliżają się walentynki i bez względu na to jak jesteście nastawione do tego święta, nic nie stoi na przeszkodzie by tego dnia wyglądać wyjątkowo. Czy to dla ukochanej osoby, czy też po prostu dla samej siebie. Makijaż, który chciałabym Wam dzisiaj pokazać jest kolorowy i radosny, jednak na tyle delikatny, by móc spokojnie nosić go za dnia. Bez zbędnych analiz, zapraszam Was na instruktaż, mam nadzieję, że się Wam spodoba.





1. Zaczynam od podkreślenia brwi oraz nałożenia bazy na powieki. Następnie rysuję falistą linię wzdłuż załamania powieki i delikatnie ją rozcieram.



2. Pora na zabawę kolorami. Wyciągnęłam kilka kolorów i nałożyłam je kolejno na linii zagłębienia rozcierając ku górze. I tak, mamy tu: żółć, pomarańcze...



3. ...róże i fiolety.



4. Matowym białym cieniem rozświetliłam łuk brwiowy. Perłowy brzoskwiniowym cieniem pokryłam ruchomą część powieki. Dolną powiekę wycieniowałam kolorami brzoskwiniowym i różowym. Aby urozmaicić całość, narysowałam bardzo wyrazistą kreskę czarnym eyelinerem, wywijając ją w zewnętrznym kąciku oka.



5. Linię wodną odświeżyłam cielistą kredką, a rzęsy dokładnie wytuszowałam. Usta obrysowałam różową konturówką, następnie wykończyłam błyszczykiem w podobnym odcieniu.






Użyte produkty:
Twarz:
- Lioele Triple The Solution BB Cream
- korektor w kremie Inglot AMC #64
- Puder Perłowy BU
- bronzer Mariza Selective Fuzja Koloru
- róż z palety Kiss Beauty
Oczy:
- brwi – cień z palety Sephora,
- korektor do brwi Delia Onyx
- baza – Revlon Beyond Natura cream to powder eye shadow #520 Spice
- pomarańczowy #410P, żółty #474DS cień Inglot
- czarna kredka Inglot AMC #101
- brzoskwiniowy, żyłowy i fioletowy cień paleta Mariza Selective Fuzja Koloru
- beżowy perłowy pigment (no name)
- beżowa kredka Max Factor #090 Natural Glaze
- czarny żelowy liner Inglot AMC #77
- tusz Multi Lash Black, Make Up Store
Usta:
- konturówka Yves Rocher Couleurs Nature #01 Rose
- błyszczyk Max Factor Vibrat Curie Effect #09 Sophisticated


Pozdrawiam serdecznie!
Katalina :*

wtorek, 7 lutego 2012

Konkursowo

Hej, Misiaki!

     Zacznę od tego że dostałam po głowie. I to od kilku osób. Dlaczego? Bo się nie chwalę. Jakiś czas temu wzięłam udział w konkursie i dzisiaj (tak sądzę) okazało się że przeszłam do kolejnego etapu. W półfinale znalazły się 32 prace, w tym moja właśnie:


     Startując w konkursie nie miałam pojęcia, że tkwi w nim haczyk, mianowicie istotną rolę odgrywają w nim głosy oddane na poszczególne prace. A że ja nie za bardzo lubię się o głosy dopraszać to nie prosiłam. Aż tu nagle wchodzę na fejsa a tam... z głównej strony "atakuje mnie" moja własna twarz! I nie z mojej strony, a z Angel :* A potem z jeszcze trzech innych. Dziewczyny są po prostu niesamowite!!! 
     No i od słowa do słowa dostałam po uszach, że jestem małpa i że się nie chwalę :D Po raz drugi oberwałam mailowo od Stri-Lingi , Słomki i Simply_a_woman ;)

     Pomyślałam więc, że pochwalę się, by nie wyjść potem na mruka ;) Przechodząc do rzeczy, pod tym adresem: http://lamode.info/konkursy/articles/karnawalowy_konkurs_mac_glosowanie.html  znajduje się półfinałowe zestawienie prac. Jeśli tylko macie ochotę zajrzeć i pooglądać sobie, serdecznie zapraszam. A jeśli zechcecie dodatkowo oddać na mnie głos będzie mi podwójnie miło, jednak nie czujcie się do niczego zobligowane. 

     Pozdrawiam Was bardzo serdecznie! A na marginesie dodam, że planuję w bliżej nieokreślonej przyszłości zmajstrować tutorial do tego właśnie makijażu.

środa, 1 lutego 2012

TAG: Nigdy nie wychodzę z domu bez...


Hej, Misiaki!

     Kolejny wpis nie makijażowy, tym razem uhonorowała mnie Barwy Wojenne :*** Pięknie dziękuję! Tag, jak widać dotyczy kosmetycznego niezbędnika, bez którego nie ruszam się z domu. Na początku mała ciekawostka, mianowicie dopiero jakiś tydzień temu w mojej podręcznej torebce znalazł się twór pod nazwą "kosmetyczka". Wierzcie lub nie, ale nigdy wcześniej nie odczuwałam palącej potrzeby noszenia ze sobą kosmetyków do makijażu. Kiedyś odbyłam nawet ciekawą rozmowę na ten temat z dawnym kolegą z pracy. Był wyraźnie zaskoczony, że nie noszę ze sobą pudru (tak, FACET był zaskoczony, że DZIEWCZYNA nie nosi tego w torebce). Inna rzecz, że zazwyczaj nie potrzebuje drastycznych poprawek makijażu w ciągu dnia (nie mam wyrobionego odruchu latania do łazienki co 5 minut). Jeden raz zaszła taka potrzeba. Dzień zaczął mi się od drobnego wypadku w drodze do pracy przez co wściekła zamknęłam się w łazience i... bezceremonialnie zmyłam całą tapetę z twarzy zimną wodą i papierowymi ręcznikami. A co, jak kozaczyć to na całego! :P
     Tą nieco nie na temat i kompletnie nie zajmującą opowiastką chciałam Wam tylko udowodnić, że nawet ktoś prowadzący bloga o makijażu może na co dzień obchodzić lekkim łukiem całe to kosmetyczne halo.
     Przepraszam Was z góry, ale tym razem nie będzie zdjęć. Buntuję się, mam lenia ;)

Zasady: 
- podaj 5 produktów kosmetycznych łącznie z nazwą firmy, które stosujesz wychodząc z domu, takie must have na wyjście (można dołączyć zdjęcie).
- utwórz osobny post na swoim blogu z kopią obrazka i informacją kto Cię otagował.
- przekaż zabawę i zasady 5 innym blogerkom.

     Co w takim razie wchodzi w skład mojego pięcioelementowego kosmetycznego niezbędnika?

1) lusterko! - zakładając, że hasło "produkty kosmetyczne" oznacza również akcesoria. Lusterko to coś, co absolutnie muszę mieć kiedy wychodzę z domu. Ot tak dla świętego spokoju. Często mam tak, że idąc przez miasto różne osoby zaczynają mi się przyglądać. W takich chwilach pierwszą myślą, jaka przychodzi mi do głowy jest "albo się rozmazałam, albo rozczochrałam, ewentualnie wyrosły mi czułki". I muszę to zaraz zweryfikować, zatem lusterko to ewidentny must have.

2) pomadka ochronna/balsam do ust - obecnie jest to BIO culture z Yves Rocher. Bardzo lubię się też z Neutrogeną. Na moje nieszczęście mam bardzo wrażliwe usta i muszę troskliwie o nie dbać, toteż pomadka ochronna raz za razem ratuje mi skórę - dosłownie i w przenośni.

3. perfumy! - możecie się śmiać, ale bez perfum czuję się tak jakbym była niekompletnie ubrana. Zapach musi być i basta! W torebce od lat noszę ze sobą niewielki atomizer, a w nim zapach Poetique z Sephory (wanilia z pomarańczą). Uwielbiam ten zapach i mam z nim przemiłe skojarzenia.

4. puder matujący - od niedawna we wspomnianej wyżej kosmetyczce noszę puder matujący Kobo. Jest wygodny, dobrze się sprawdza gdy trzeba poprawić w biegu to i owo. Dla moich potrzeb wystarczający.

5. wyłamię się jak na buntowniczkę przystało - GUMY DO ŻUCIA! - po pierwsze dlatego że to prawda, po drugie ponieważ ja serio nie noszę ze sobą kosmetyków. Poza tym uważam, że nawet jeśli przykładowa dziewczyna wymaluje się do ludzi jak pisaka, a z ust świeżości czuć nie będzie... to i tak cały efekt diabli wezmą. Ja akurat najbardziej lubię zielone Orbitki. A za studenckich czasów zajadałam się "Big Red" o smaku cynamonowym (to był jeden z moich znaków rozpoznawczych :P ).

     Kogo by tu zatagować?

Pozdrawiam serdecznie!



PS. Zakończyłam (powiedzmy) najbardziej krytyczne rozliczenia z przeszłością, zatem przy odrobinie szczęścia niebawem popełnię jakiś makijaż :D