środa, 1 lutego 2012

TAG: Nigdy nie wychodzę z domu bez...


Hej, Misiaki!

     Kolejny wpis nie makijażowy, tym razem uhonorowała mnie Barwy Wojenne :*** Pięknie dziękuję! Tag, jak widać dotyczy kosmetycznego niezbędnika, bez którego nie ruszam się z domu. Na początku mała ciekawostka, mianowicie dopiero jakiś tydzień temu w mojej podręcznej torebce znalazł się twór pod nazwą "kosmetyczka". Wierzcie lub nie, ale nigdy wcześniej nie odczuwałam palącej potrzeby noszenia ze sobą kosmetyków do makijażu. Kiedyś odbyłam nawet ciekawą rozmowę na ten temat z dawnym kolegą z pracy. Był wyraźnie zaskoczony, że nie noszę ze sobą pudru (tak, FACET był zaskoczony, że DZIEWCZYNA nie nosi tego w torebce). Inna rzecz, że zazwyczaj nie potrzebuje drastycznych poprawek makijażu w ciągu dnia (nie mam wyrobionego odruchu latania do łazienki co 5 minut). Jeden raz zaszła taka potrzeba. Dzień zaczął mi się od drobnego wypadku w drodze do pracy przez co wściekła zamknęłam się w łazience i... bezceremonialnie zmyłam całą tapetę z twarzy zimną wodą i papierowymi ręcznikami. A co, jak kozaczyć to na całego! :P
     Tą nieco nie na temat i kompletnie nie zajmującą opowiastką chciałam Wam tylko udowodnić, że nawet ktoś prowadzący bloga o makijażu może na co dzień obchodzić lekkim łukiem całe to kosmetyczne halo.
     Przepraszam Was z góry, ale tym razem nie będzie zdjęć. Buntuję się, mam lenia ;)

Zasady: 
- podaj 5 produktów kosmetycznych łącznie z nazwą firmy, które stosujesz wychodząc z domu, takie must have na wyjście (można dołączyć zdjęcie).
- utwórz osobny post na swoim blogu z kopią obrazka i informacją kto Cię otagował.
- przekaż zabawę i zasady 5 innym blogerkom.

     Co w takim razie wchodzi w skład mojego pięcioelementowego kosmetycznego niezbędnika?

1) lusterko! - zakładając, że hasło "produkty kosmetyczne" oznacza również akcesoria. Lusterko to coś, co absolutnie muszę mieć kiedy wychodzę z domu. Ot tak dla świętego spokoju. Często mam tak, że idąc przez miasto różne osoby zaczynają mi się przyglądać. W takich chwilach pierwszą myślą, jaka przychodzi mi do głowy jest "albo się rozmazałam, albo rozczochrałam, ewentualnie wyrosły mi czułki". I muszę to zaraz zweryfikować, zatem lusterko to ewidentny must have.

2) pomadka ochronna/balsam do ust - obecnie jest to BIO culture z Yves Rocher. Bardzo lubię się też z Neutrogeną. Na moje nieszczęście mam bardzo wrażliwe usta i muszę troskliwie o nie dbać, toteż pomadka ochronna raz za razem ratuje mi skórę - dosłownie i w przenośni.

3. perfumy! - możecie się śmiać, ale bez perfum czuję się tak jakbym była niekompletnie ubrana. Zapach musi być i basta! W torebce od lat noszę ze sobą niewielki atomizer, a w nim zapach Poetique z Sephory (wanilia z pomarańczą). Uwielbiam ten zapach i mam z nim przemiłe skojarzenia.

4. puder matujący - od niedawna we wspomnianej wyżej kosmetyczce noszę puder matujący Kobo. Jest wygodny, dobrze się sprawdza gdy trzeba poprawić w biegu to i owo. Dla moich potrzeb wystarczający.

5. wyłamię się jak na buntowniczkę przystało - GUMY DO ŻUCIA! - po pierwsze dlatego że to prawda, po drugie ponieważ ja serio nie noszę ze sobą kosmetyków. Poza tym uważam, że nawet jeśli przykładowa dziewczyna wymaluje się do ludzi jak pisaka, a z ust świeżości czuć nie będzie... to i tak cały efekt diabli wezmą. Ja akurat najbardziej lubię zielone Orbitki. A za studenckich czasów zajadałam się "Big Red" o smaku cynamonowym (to był jeden z moich znaków rozpoznawczych :P ).

     Kogo by tu zatagować?

Pozdrawiam serdecznie!



PS. Zakończyłam (powiedzmy) najbardziej krytyczne rozliczenia z przeszłością, zatem przy odrobinie szczęścia niebawem popełnię jakiś makijaż :D

14 komentarzy:

  1. o. ja też kiedyś musiałam wodą i chusteczkami na uczelni, bo poszłam prosto z imprezy mocno zakrapianej na zajęcia o ósmej rano. wyglądałam jak zaćpana prostytutka, a po zmyciu mejkapu i ogarnięciu się trochę - wyglądałam... trochę lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaćpana prostytutka... matko z ojcem, Twoje porównania rozkładaja mnie na łopatki :D. Ze mną było nieco inaczej. Jechałam do pracy, po drodze zaliczyłam glebę, potem taka przybrudzona jechałam do pracy - "uświadomiona" po drodze przez kilka osób, że powinnam sie otrzepać. Wściekła przyszłam do biura i z tej złości się poryczałam. To co nie spłynęło - starłam sama ;) Heheh ot i cała historia ;)

      Usuń
  2. może ludzie się patrzą, bo po prostu widzą śliczną dziewczynę :*

    dziękuję za taga :) krążył po blogosferze już jakiś czas temu i wtedy się na niego załapałam:
    http://www.simplyawoman86.blogspot.com/2011/07/tag-nigdy-nie-wychodze-z-domu-bez.html

    nie wiem, czy jest sens pisać jeszcze jednego posta, bo w tej kwestii nic się nie zmieniło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, to przepraszam, jakoś mi umknęło... Buziaki! :***

      Usuń
  3. Też uwielbiam zielone Orbitki, to moje ulubione gumy:) Też nie noszę ze sobą za wiele kosmetyków. Pomadka ochronna i perfumy mi całkowicie wystarczają:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jesteśmy gatunkiem na wyginięciu ;)

      Usuń
  4. Ojoj, nie ma to jak kończyć dzień kolejnym tagiem, strasznymi opowieściami i zaćpanymi prostytutkami. Dzięki Dziewczęta, wiedziałam, że mogę na Was liczyć. :P

    A co sprawiło, że nagle zaczęłaś nosić puder? Pytam, bo może sama się zmobilizuję.
    Big Red, mmmm :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba! Takich dwóch jak nas trzech nie ma ani jednej ;) A z pudrem to zadziałał pośrednio przypadek. Pewnego dnia moja mama krótko po wyjściu z domu kompletnie się porozmazywała pseudo-wodoodpornym eyelinerem z Marizy (odradzam) i wtedy pomyślałyśmy obie, że czasami jednak dobrze mieć pod ręką jakiś puder tak na wszelki wypadek. No i teraz mam ;)

      Usuń
  5. widzę, że podobnie zinterpretowałaś temat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą :)

      Usuń
  6. Muehehe :>
    http://made-up-world.blogspot.com/2012/02/bys-sie-wstydzia.html

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.