poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Makijaż na Konkurs Inspirowany Owocami

Cześć, Dziewczyny!

     Czekałam na tych kilka dni wolności jak na zbawienie, a że normalnie nie mam czasu, pomyślałam że jak już mam okazję, wycisnę z niej tyle ile się da. Właśnie dlatego raz jeszcze uruchomiłam swoje przykurzone pokłady kreatywności, wyciągnęłam maziajki i zabrałam się do malowania makijażu na konkurs u storczyka82!
     Tematem przewodnim konkursu są owoce. Chciałam odejść od zbytniej dosłowności, dlatego zamiast inspirować się kształtem, sięgnęłam po kolorystykę. Owoc, który wybrałam to wiśnia, a skoro tak, po prostu musiało być odrobinę azjatycko. Ale tylko odrobinę.




     Jak widać na załączonych zdjęciach odeszłam nieco od mojej ulubionej techniki, z której korzystałam zazwyczaj przy okazji konkursów. Czuję się z tym dziwnie, jednak chciałam opuścić swoją "strefę bezpieczeństwa" i zrobić coś innego niż zwykle.




     Miałam przy okazji możliwość wykorzystać rzęsy, które niedawno dostałam do testów, a które bardzo przypadły mi do gustu :) Tak więc miejcie oczy szeroko otwarte, albowiem szykuje dla Was kilka recenzji.




     Mam nadzieję, że moja propozycja się Wam spodoba. Chciałabym także skorzystać z okazji i gorąco Wam podziękować za to, że wciąż ze mną jesteście, mimo że nie piszę już tak często jak kiedyś. W dodatku ciągle Was przybywa! Jesteście niesamowici! Naprawdę bardzo Wam dziękuję, bo to Wy jesteście motorem tego miejsca :***

niedziela, 29 kwietnia 2012

Mydło Plaster Miodu z Lawendowej Farmy

Cześć, Dziewczyny!

     Kiedy kilka tygodni temu pisałam Wam o niespodziance od Sabbath, poproszono mnie abym powiedziała kilka słów na temat mydła "Plaster Miodu". 




     Mydełko pochodzi ze strony lawendowafarma.pl Ma za zadanie natłuszczać skórę, a przy okazji delikatnie ją masować. Polecane jest zwłaszcza osobom o wrażliwej skórze. 

W jego składzie mamy:
oliwę, olej kokosowy, olej palmowy, olej awokado, miód, plaster wosku pszczelego, wodorotlenek sodu i wodę destylowaną. Mydło nie zawiera olejków eterycznych, więc jego zapach jest naturalny - znajdziemy w nim głównie nuty wosku.




     Pod względem wizualnym to prawdziwe cacuszko! W beżowej kostce znajdziemy zatopiony plaster wosku, który poza celami dekoracyjnymi ma za zadanie delikatnie natłuszczać skórę, może również służyć jako improwizowany peeling do ciała - często tak właśnie go używam. Z początku obawiałam się, że wosk szybko się zetrze, lub rozpuści, jednak byłam w błędzie. Zużyłam już pół kostki, a wosk w dalszym ciągu jest na miejscu i spełnia swoją funkcję.




     Nie mam problemów z nadwrażliwością, jednak moja skóra potrafi kaprysić i przesuszać się na rękach i nogach. Nie zanotowałam żadnych negatywnych skutków ubocznych stosowania mydełka. Wystarczyła odrobina wody, by zaczynało ładnie się pienić - choć nie była to typowa piana, a raczej nawilżająca emulsja. Kostka dosłownie sunie po skórze, oczyszcza ją, lekko natłuszcza, zapewnia uczucie czystości i świeżości. Najbardziej podoba mi się w niej to że jest produktem naturalnym, więc mam pewność, że nie wcieram w skórę chemii. Mówiąc krótko, jestem z tego mydełka bardzo zadowolona i mogę je z czystym sumieniem polecić każdemu.

     Macie jakieś doświadczenia z naturalnymi kosmetykami myjącymi? Co sądzicie na ich temat? Możecie polecić jakąś konkretną firmę lub produkt?

sobota, 28 kwietnia 2012

11 pytań- beauty TAG

Hej, Misiaki!!!

Majówka! Jedno słowo a tyle radości. Na tę okoliczność postanowiłam uraczyć Was odpowiedzią na TAG, który przywędrował do mnie od Gosi ^__^ Dziękuję!


Zasady:

1. Każda oznaczona osoba, musi odpowiedzieć na 11 pytań przyznanych im przez ich "Tagger" i odpowiedzieć na nie na swoim blogu.
2. Następnie wybierasz 11 nowych osób do TAGu i połącz je w swoim poście.
3. Utwórz 11 nowych pytań dla osób oznaczonych w TAGu i napisz je w swoim TAGowym poście.
4. Wymień w swoim poście osoby, które otagowałaś.
5. Nie oznaczaj ponownie osób, które już zostały otagowane.



A oto pytania jakimi uraczyła mnie Gosia:


1. Używasz top coat'ów do paznokci lub innych odżywek? (jeżeli tak, to jakich).

Top coaty mam dwa: z Essence "Matt top coat" oraz  Quick Dry  z Golden Rose. Odżywek jako takich nie używam.

2. Czy oprócz tradycyjnych metod pielęgnacji włosów takich jak szampon, odżywka, maseczka, stosujesz jakieś alternatywne, naturalne sposoby? (jeżeli tak, to jakich).

Tak jak już kiedyś pisałam, stosuję oleje do włosów. Aktualnie: Khadi oraz olejki z Alterry. Oprócz tego łykam drożdże w tabletkach, a także używam jedwabiu (tego bezalkoholowego).

3. Używasz baz pod cienie do powiek? (jeżeli tak, to jakich).

Oczywiście! Nie wyobrażam sobie by ich nie używać - fantastycznie przedłużają trwałość cieni. Moją ulubioną bazą jest ta z Artdeco.

4. Używasz korektora pod oczy? (jeżeli tak, to jakiego).

Tak, w tej chwili jest to Roll-on z Garniera.

5. Zwracasz uwagę na skład kosmetyku przez zakupem?

Rzadko, co staram się powoli zmieniać. Są takie produkty, które łapię "w locie" bo wiem, że robią mi dobrze, zatem ich skład nie spędza mi snu z powiek. Są jednak i takie, w przypadku których jestem bardzo zasadnicza.

6. Aplikatory czy pędzle do cieni? Co wolisz? Jeżeli pędzli, to jaka jest Twoja ulubiona marka pędzli?

Oj, pędzle zawsze i wszędzie! Ulubionej marki chyba nie mam, jednak bardzo polubiłam się z trzema pędzlami Sedona Lace! Gdyby tylko były odrobiną tańsze kupiłabym sobie cały zestaw. Lubię pędzle Inglot. Bardzo lubię te z Sephory, także Hakuro. Teraz przymierzam się do kupna pełnego zestawu z Maestro albo z Kozłowskiego, ale jeszcze się waham.

7. Czym nakładasz podkład- przy pomocy dłoni, gąbki, beauty blendera, pędzli? (jeżeli pędzli, to podaj markę i oznaczenie).

Podkład nakładam palcami lub pędzlem (Hakuro H51). Różowe jajo mnie nie kręci.

8. Jaki jest Twój ulubiony krem do rąk?

Nie mam ulubionego.

9. Jakich kosmetyków używasz do pielęgnacji stóp?

W zasadzie używam tylko kremu z Neutrogeny "Callous foot cream", który niesamowicie zmiękcza skórę stóp! Jak dotąd najlepszy jakiego używałam.

10. Poddawałaś się zabiegom medycyny estetycznej?

Nie, nigdy.

11. Jakiej firmy jest Twój ulubiony podkład, tusz do rzęs oraz cienie?

Podkład: Revlon ColorStay
Tusz: Lancome Hypnose
Cienie: Inglot

Pytania, które przygotowałam dla kolejnych dziewczyn prezentują się następująco:

1. Twój ulubiony kosmetyczny rytuał to...
2. Kosmetyk, lub forma pielęgnacji której nie stosujesz, choć wiesz, że powinnaś?
3. Stosowanie którego kosmetyku było dla Ciebie największą mordęgą?
4. Wolisz podkreślać oczy czy usta?
5. Ulubiony kolor lakieru do paznokci?
6. Czy stosujesz kosmetyki ujędrniające? Jeśli tak, to jakie?
7. Twój ulubiony kolor różu do policzków?
8. Gdybyś mogła zamienić się na coś (oczy, włosy, nogi etc) z dowolną osobą na świecie, co i kogo byś wybrała?
9. Kupna którego kosmetyku żałujesz najbardziej i z jakiego powodu?
10. Twój największy urodowy powód do dumy to...
11. Ulubiony zapach perfum... dla mężczyzny :)

Kogo taguję? Zdecydowałam się otagować tylko kilka osób, oto one:
oraz... każda z Was, jeśli tylko ma ochotę :)

niedziela, 22 kwietnia 2012

Oczy w kolorze Szmaragdów

Cześć Dziewczyny!

     Ostatnio było o zieleni na paznokciach, dzisiaj natomiast będzie o zieleni w makijażu. Wiosna przyniosła ze sobą trend na zieleń - głównie pistację i miętę. Niestety do mnie ani pistacja ani mięta kompletnie nie trafiają. Zdecydowanie lepiej czuję się w kolorach, które za granicą określane są jako "jewel toned".
     Będzie to zatem moja wersja mody na zieleń. Wersja dopasowana do mojego stylu i "kolorytu". A przy okazji rozprawię się z mitem, wedle którego niektóre typy kolorystyczne powinny zrezygnować z noszenia określonych kolorów. Nic podobnego! 
     Wpis ten dedykuję wszystkim dziewczynom o chłodnym typie urody. To dla Was - dla nas - idealne są wszelkie odcienie kamieni szlachetnych. Pozwólcie zatem że dzisiaj obsypię Was szmaragdami :) Serdecznie zapraszam!





1. Zaczynam jak zawsze od bazy pod cienie. Dla wzmocnienia efektu, na bazę nakładam czarną kredkę do oczu - dzięki temu kolor cieni będzie bardziej intensywny, a ewentualne prześwity ograniczone do minimum. Kredkę rozcieram wzdłuż linii załamania powieki. Nakładam szmaragdowy cień bezpośrednio na kredkę, wstępnie rozcierając brzegi.



2. W centralnej części powieki dodaję rozświetlający akcent w postaci turkusowego pigmentu. Oczy staną się dzięki temu bardziej wyraziste. Ostatnim cieniem potrzebnym do wykonania makijażu jest beż. Użyłam go do ostatecznego rozdymienia granic cieni oraz do rozświetlenia łuku brwiowego. Na całej dolnej powiece oraz na linii wodnej rozcieram czarną kredkę, która jak poprzednio będzie służyła wzmocnieniu efektu cieniowania.



3. Następnie nakładam wcześniej użyte cienie: jasny na wewnętrznej, ciemny na zewnętrznej połowie powieki. Kończę tradycyjnie, dodając wywiniętą kreskę wzdłuż górnej linii rzęs, oraz nakładając hojnie czarną maskarę.






Użyte produkty:
Twarz:
- korektor w kremie Inglot AMC #64
- Puder Perłowy BU
- róż wypiekany Kiss Beauty
Oczy:
- brwi – cień z palety Sephora,
- beżowy cień z okrągłej palety Sephora
- czarna kredka Inglot AMC #101
- cień #07 Bourjois
- pigment Pure Luxe #Tryst
- czarny żelowy liner Inglot #77
- tusz Multi Lash Black, Make Up Store
Usta:
- Max Factor Vibrat Curve Effect #04 Me Me Me

piątek, 20 kwietnia 2012

KUPIŁAM ZIELONY LAKIER!

Hej Misiaki!

     Tak jak w temacie - kupiłam zielony lakier. Ja. Ja, która nie lubię zielonych i niebieskich lakierów do paznokci, mimo (a może właśnie dlatego) że miałam nie jeden w obu tych kolorach. Zasadniczo, pomijając kilka wyjątków nie noszę na paznokciach zieleni i błękitów, jednak nawet taka wybredna ja dałam się skusić...

     Winowajcą raz jeszcze był Inglot, a jakże. Co więcej, zauważyłam jeszcze kilka (o zgrozo) kolorów, na które mam dziką ochotę, ale walczę z tym. Dzisiejszy bohater pochodzi z najnowszej wiosennej kolekcji, w której skład wchodzą rozmaite zielenie, błękity i turkusy. Nosi dumnie numer 985 i mieni się przebosko złotą oliwką.



Dostępność - Sklepy i wyspy Inglota.
 
Cena - 20zł

Pojemność - 16ml

Czas schnięcia – Ani długo ani krótko. Nie umiem określić dokładnego tempa, jednak te z Was, które miały do czynienia z lakierami marki Inglot wiedzą, że w ich przypadku trzeba się nieco "nasuszyć".

Poziom krycia - Typowy dwuwarstwowiec




Trwałość - Na moich paznokciach wszystkie Ingloty trzymają się mniej-więcej 4 dni.

Pędzelek - klasyczny




Wykończenie lakieru - Powiedziałabym że kremowo-perłowe z przechyłem w stronę kryjącej opalizującej perły. Odcień jest piękny, wielowymiarowy i bajecznie odbija światło, które w zależności od kąta padania wydobywa z lakieru to złote to znów oliwkowe refleksy.

Zmywanie - Bezproblemowe!




     To była miłość od pierwszego wejrzenia! Nigdy bym nie pomyślała, że jakakolwiek zieleń wzbudzi we mnie taką chęć posiadania, a jednak stało się. Można powiedzieć, że jako zwierzę mroko-lubne traktuję tę oto opalizującą piękność jako moją własną alternatywę wiosennej mody na lakierową miętę. Co więcej, wydaje mi się, że taki odcień sprawdzi się fantastycznie nie tylko wiosną ale również w okresie jesiennym.




     Zachęcam Was gorąco do zapoznania się z lakierową ofertą sklepów Inglot, tym bardziej że mają obecnie promocję na niektóre kolory. Można je nabyć za pół ceny (w taki sposób weszłam w posiadanie jeszcze innego, nie mniej fantastycznego odcienia, o którym napiszę innym razem).
     Wiem, że są wśród Was zagorzałe fanki zielonych paznokci, zatem wiosenna kolekcja powinna idealnie wpasować się w Wasz gust. A tak z czystej ciekawości, macie jakiś swój ulubiony kolor lakieru do paznokci? Taki, który możecie nosić namiętnie raz za razem bez znudzenia?

Pozdrawiam, buziaki! :***

niedziela, 15 kwietnia 2012

Recenzja: INGLOT Colour Play Mascara

Hej, Misiaki!

     Kilka tygodni temu kupiłam nowość marki Inglot - tusz do rzęs z kolorowej serii Colour Play. Kupiłam, mimo że mam w domu chyba trzy inne, więc teoretycznie kolejny nie był mi do niczego potrzebny. A jednak ciekawość wzięła górę. Skusił mnie wybór kolorów, relatywnie niska cena, oraz chęć przetestowania kolejnego kosmetyku marki Inglot. Wiecie, że to jedna z moich ulubionych firm kosmetycznych. Uwielbiam ich cienie, żelowe linery, szminki i lakiery do paznokci. Testowałam niemal wszystkie produkty, jakie mają w swojej ofercie, jednak tusze mieszczą się właśnie w tym "niemal".




Co na temat tuszu mówi producent?

"Nowe tusze pozwalają stworzyć makijaż podkreślający piękno Twoich oczu. Można dobierać je do koloru tęczówki lub traktować jako barwę kontrastującą z cieniem do powiek. Można nimi malować rzęsy na całej długości lub wyłącznie końcówki po wcześniejszym pomalowaniu rzęs czarnym tuszem.

Tusz do rzęs Colour Play Mascara jest łatwy w aplikacji. Nie skleja. Nie rozmazuje się. Daje efekt pogrubionych i pełniejszych rzęs. Trójkątny kształt szczoteczki ułatwia precyzyjne dozowanie produktu.

Efekt: pogrubione, lekko uniesione oraz precyzyjnie rozdzielone niesamowicie kolorowe rzęsy!

Kolorowe tusze Colour Play Mascara marki Inglot pozwalają stworzyć naturalny, a zarazem oryginalny makijaż, dlatego szczególnie polecamy je w okresie letnio-wakacyjnym."

źródło

A oto moja opinia:

     Z uwagi na moje zielone oczy wybrałam fioletowy tusz. Ok, może nie jestem klasyczną zielonooką, jednak w dowodzie osobistym mam czarno na białym (eee... szaro koralowym?) że są zielone, więc tego się trzymam.

Pojemność: 8,5 ml / 0,3 oz

Cena: 27zł

Trwałość:  6 miesięcy

Dostępność: Sklepy i wyspy Inglota.

Opakowanie: Eleganckie, minimalistyczne, wykonane z czarnego plastiku. Litery i grafika mają kolor uzależniony od koloru tuszu. Wspomniana grafika przedstawia dramatyczne, pierzaste rzęsy i stanowi bardzo ciekawy akcent na tle czerni.

Konsystencja: Tusz ma konsystencję kremo-emulsji.

Aplikacja i działanie: I tutaj zaczynają się schody. Aby ułatwić sobie zadanie, rozbiję na czynniki pierwsze obietnice producenta i rozprawię się z nimi krok po kroku.

"Tusz do rzęs Colour Play Mascara jest łatwy w aplikacji. Nie skleja. Nie rozmazuje się." 
- Łatwość aplikacji jest średnia, jeśli miałabym być szczera. Konsystencja tuszu oraz trójkątny przekrój szczoteczki sprawiają, że na aplikator nabiera się dość sporo produktu, który następnie oblepia nasze rzęsy grożąc niebezpiecznie ich sklejeniem. Nawet jeśli oczyścimy szczoteczkę, musimy się przyłożyć do aplikacji, tak by nie posklejać sobie rzęs już na tym etapie. Owszem, nie rozmazuje się ani nie osypuje, ale... cóż, to dla mnie zbyt mało.

 "Daje efekt pogrubionych i pełniejszych rzęs. Trójkątny kształt szczoteczki ułatwia precyzyjne dozowanie produktu.
Efekt: pogrubione, lekko uniesione oraz precyzyjnie rozdzielone niesamowicie kolorowe rzęsy!"   
- O szczoteczce już mówiłam. Możliwe, że gdyby tusz miał inną formułę, wówczas trójkątny łebek sprawowałby się lepiej i zapewniał większą precyzję, jednak w obecnej konfiguracji jedyne co uzyskałam na swoich rzęsach to cokolwiek posklejane, bynajmniej nie pełniejsze czy pogrubione rzęsy. Czy były uniesione? Wyglądały normalnie - nie zaobserwowałam ani ich obciążenia, ani uniesienia. Jedyne co dał mi ten tusz to moje własne rzęsy zabarwione ciemnym fioletem. 




     Kolor tak naprawdę nic moim rzęsom nie dał. Możliwe że inne barwy byłyby bardziej widoczne na rzęsach, jednak fiolet jest na tyle ciemny, że w pierwszej chwili ma się wrażenie, że tusz jest po prostu czarny. Odcień ten nie jest na tyle intensywny, by skomponować się z tęczówką, lub kontrastować z nią.

     A ponieważ zdjęcie mówi więcej niż tysiąc słów, zobaczcie sami jak maskara wygląda na rzęsach. Dla porównania przedstawiam Wam dwie wersje: pierwsza z lekkim makijażem oraz druga, cięższa, wzbogacona kreską.



     Jak widać, szału nie ma. Spodziewałam się więcej i być może w tym tkwił mój błąd. Mam bardzo konkretne i sprecyzowane wymagania w stosunku do tuszu do rzęs i niestety ten nie wyszedł im na przeciw. Nie twierdzę, że jest zły, jednak zdecydowanie nie jest to produkt dla mnie. Myślę, że spodoba się raczej dziewczynom, które lubią naturalny wygląd i nie szukają w maskarze wydłużenia, pogrubienia czy dodatkowej objętości.


Skład:



Pozdrawiam!

sobota, 14 kwietnia 2012

Księżniczka z Lodu - Makijaż Imprezowy inspirowany Ashley Greene

Witam serdecznie!

     Mój dzisiejszy makijaż niektórym z Was może wydać się znajomy. Kiedy 2-3 lata temu zaczynałam swoją przygodę z blogowaniem, natrafiłam na zdjęcia Ashley Greene z imprezy z okazji Halloween. 

źródło

     Jej makijaż spodobał mi się do tego stopnia, że postanowiłam go odtworzyć. Wówczas byłam zadowolona z efektu jaki udało mi się osiągnąć, jednak kiedy przy okazji ostatniej renowacji dawnych wpisów przyjrzałam mu się uważnie stwierdziłam, że stać mnie na coś lepszego.





     Z tego powodu jakiś czas temu zrobiłam drugie podejście do makijażu pięknej Ashley a dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami efektem. Nieco odeszłam od pierwowzoru - użyłam odrobinę innych, żywszych odcieni, a także delikatniejszych rzęs, jednak ogólny zamysł makijażu został zachowany. Mam nadzieję, że moja propozycja się Wam spodoba :)

Zapraszam!



1. Zaczynam od nakreślenia wstępnego kształtu w zewnętrznym kąciku oka. Używam w tym celu turkusowej kredki. Aby zneutralizować naturalny kolor skóry i stworzyć jasną bazę dla cieni, rozcieram na wewnętrznej połowie górnej powieki miękką białą kredkę.



 2. Na roztartą kredkę kładę biało-srebrny cień, wklepując go w bazę dla lepszego efektu. Następnie sięgam po bardzo jasny, blady turkus i wklepuję na granicy srebra w środkowej części powieki. Wypełniam turkusową kredką nakreślony wcześniej kształt celem wzmocnienia koloru cieni, które będę nakładała na wierzch. Sięgam po ciepły średni odcień turkusu i rozcieram nim granicę kredki i wcześniej nałożonych cieni.



 3. Mieszam ze sobą dwa chłodne odcienie błękitu i powstałą mieszankę nanoszę w samym zewnętrznym kąciku górnej powieki. Sięgam ponownie po kredkę i rysuję nią kreskę na dolnej powiece, wywijając ją lekko ku dołowi w obu kącikach. Utrwalam kreskę intensywnym chłodnym błękitem, rozcierając cień nieco ku dołowi.



 4. Wolną przestrzeń w zewnętrznym kąciku oka rozjaśniam białą kredką, którą następnie rozcieram delikatnie i utrwalam białym cieniem. Mieszam ze sobą dwa cienie: ciepły karmelowy brąz i jasny pomarańcz i tak powstałą mieszankę nanoszę od zagłębienia powieki niemal pod samą brew.



 5. Łuk brwiowy rozświetlam mieszanką złamanej bieli i beżu. Czarnym żelowym eyelinerem obrysowuję całe oko - na górnej i dolnej linii wodnej. Podkreślam również brzegi kreski na dolnej powiece.



 6. Na zakończenie prowadzę grubą i wyraźną linię wzdłuż górnych rzęs, wywijając ją w zewnętrznym kąciku. Na koniec tuszuję rzęsy. Doklejam także sztuczne - na górze pełne, na dole połówki w zewnętrznej części oka.








Użyte produkty:
Twarz:
- Lioele Triple The Solution BB Cream
- puder Inglot YSM #Y04
- korektor w kremie Inglot AMC #64
- korektor pod oczy Rol On Garnier
- róż i bronzer z palety Sephora
Oczy:
- Essence eyebrow designer #03 Light Brown
- Delia Onyx Korektor do Brwi
- kredka Rimmel Eyeful Eye Glistener #100 Girls Only!
- brązowy, złoty i beżowy cień z okrągłej palety Sephora
- błękitne cienie z palety Coastal Scents 88 Ultra Shimmer
- srebrny cień z palety PUPA 4eyes Silver Obsession
- biała kredka Manhattan 11A
- turkusowa kredka MUFE Aqua Eyes #12L
- Durline
- czarny żelowy liner Inglot AMC #77
- tusz Multi Lash Black, Make Up Store
- sztuczne rzęsy KkcenterHK #A500
- klej DUO
Usta:
- szminka Yves Rocher #51 Beige Vanille


Pozdrawiam,
Kat :*

 

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Boska Jabłoń

Wszyscy fani komiksów ręka w górę!

     Być może część z Was zna serię komiksów opowiadających o nastoletnim, rudym trubadurze imieniem Hugo i jego dość ekscentrycznych towarzyszach: niedźwiedziu Biskoto i zielonym, latającym stworku - Narcyzie? Powstały ponad dwadzieścia lat temu (czuję się staro) i wyszły spod ręki belgijskiego artysty Bernarda Dumonta. W skład serii wchodziło 5 zeszytów, z czego sama miałam niestety tylko dwa. Trzeci zeszyt zatytułowany był "Boska Jabłoń" i właśnie stąd wziął się tytuł dzisiejszego wpisu, bynajmniej nie nawiązującego w jakikolwiek sposób do komiksów :P

     Uznałam że trudno o bardziej odpowiedni punkt odniesienia dla bohaterki dzisiejszej notki, a jest nią Czarna Północ - najnowsza aromatyczna córka Lolity Lempickiej.


     W zasadzie nie jest zupełną nowością, ponieważ w zamyśle miała być cięższą, głębszą i bardziej zmysłową wersją pierwszej oryginalnej Lolity, zamkniętej w fioletowym jabłuszku. Czego możecie spodziewać się po Minuit Black? Nawet nie będę próbowała bawić się w fachowy opis, ponieważ nie mam do tego za grosz talentu i umiejętności. Nie mniej same nuty zapachowe kształtują się następująco:

Nuty głowy: korzeń lukrecji,
Nuty serca: mirra, jaśmin, irys,
Nuty bazy: wanilia, benzoin,

Dla porównania, oryginalny zapach składa się z:

Nuty głowy: bluszcz, anyż gwiaździsty
Nuty serca: fiołek, irys, lukrecja
Nuty bazy: fasola Tonka, migdały, wanilia



 
     Osobiście nie przepadam za anyżem (mało powiedziane) a i lukrecji nie darzę uwielbieniem, jednak fioletowe jabłuszko odkąd poznałam je przed kilkoma laty, stało się jednym z moich ulubionych zapachów (na swoim koncie mam już trzy fioletowe jabłka więc możecie sobie dopowiedzieć resztę). I oto pewnego dnia znalazłam się przypadkiem w Super-Pharm... Rzadko tam bywam, ale jak już mi się zdarza, wówczas jak pszczoła do miodu pędzę w kierunku stoiska z perfumami. A tam owoc przecudnej urody - czarne jabłko. Wystarczyło mi wziąć jeden głębszy wdech, by podjąć decyzję, że ten flakon będzie mój!

Mój ci on jest!!!

     Oczywiście kupując nie miałam bladego pojęcia, że Czarna Północ jest wariacją na temat klasycznej Lolity, jednak nie żałuję swojego wyboru, bo zapachy choć podobne, różnią się w wielu miejscach. Co więcej, można powiedzieć, że mój apetyt został zaostrzony. Mam ochotę również na zielone jabłuszko - Forbidden Flower.

     Wiem, że mnóstwo osób Lolity nie cierpi, jednak dla mnie jest to absolutnie bez znaczenia - ja ją uwielbiam. A w zasadzie je obie.

Moje dwie księżniczki obok siebie ^_^

     Znacie zapachy Lolity Lempickiej? Lubicie? A może nie znosicie? 

Pozdrawiam serdecznie!

PS. Jeśli chcielibyście nabyć  czarne jabłko, śpieszcie się, może zdarzycie załapać się na promocyjną cenę w Super-Pharm (159,99zł za 100ml). W cenie regularnej jest dużo droższe.

niedziela, 8 kwietnia 2012

TAG: Reading is cool

Witam serdecznie!

     Wszelkie wstępy są w zasadzie zbędne, ponieważ po tytule doskonale widać czego będzie dotyczył mój wpis. Powiem Wam, że odkąd tylko zaobserwowałam istnienie tego taga, miałam ogromną nadzieję, że do mnie trafi, bo czytać uwielbiam i robię to w zasadzie na okrągło. Dlatego bardzo się ucieszyłam kiedy Simply_a_woman wytypowała mnie do odpowiedzi <3 Dziękuję!




Pytania i odpowiedzi:
O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?

      Moją ulubioną porą do czytania jest późny wieczór i noc, jednak na to niestety nie mogę już sobie zazwyczaj pozwolić, dlatego czytam wtedy, kiedy mam możliwość, to znaczy z samego rana i popołudniu.

Gdzie czytasz?

     Gdzie się da. Najczęściej w środkach komunikacji miejskiej :P... Uwielbiam jednak siadać z książką np w jakiejś fajnej knajpce z ciekawym widokiem (w Gdyni tuż obok bulwaru jest takie miejsce) i czytać sobie popijając kawę albo coś mocniejszego w zależności od pogody i nastroju.

W jakiej pozycji najchętniej czytasz?

      Czytuję na stojąco, na siedząco, na leżąco, jakkolwiek. Można powiedzieć że doprowadziło to poniekąd do pojawienia się u mnie wady wzroku. Lekarz określił to jako "ślepota uczniowska", czy jakoś podobnie. Po prostu okazało się, że czytanie pod kołdrą z latarką w ręku to nie najlepszy pomysł... Moja ulubiona pozycja? Półleżąca, podkurczone nogi a za plecami stos poduszek.

Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?

      Najbardziej lubię thrillery, kryminały, książki akcji, powieści historyczne, fantastykę. Czasami trafi się coś innego, jednak z zasady lubię kiedy w czytadle dużo się dzieje. Uwielbiam intrygi, zagadki, tajemnice! Dwulicowych bohaterów, spiski, gorące romanse i zimną stal tnącą ciało... Lubię też czarny humor i jadowitą ironię, lejącą się strumieniami z kart książki.

Jaką książkę ostatnio kupiłaś/dostałaś?

     W zasadzie nie dostaję książek, co z jednej strony jest smutne, a z drugiej zbawienne, ponieważ każdy gust jest inny. Nie chciałabym być uszczęśliwiona na siłę jakimś łzawym melodramatem... Ostatnią książką jaką sobie kupiłam jest "Gra o Tron" George'a R.R. Martina.



Co czytałaś ostatnio?

     Ostatnio czytałam kilka książek jedną po drugiej. Skończyłam czytać "Czarną Serię" Camilli Lackberg, potem zabrałam się za "Klinikę Śmierci" Harlana Cobena, wreszcie z braku funduszy, w oczekiwaniu na wypłatę sięgnęłam po nieszczęsne "Pamiętniki Wampirów" autorstwa L.J. Smith.



Co czytasz obecnie?

     Obecnie czytam wspomnianą wyżej "Grę o Tron".

Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi?

     NIGDY nie zaginam "oślich rogów"! Mam małą obsesję w stosunku do książek - bardzo o nie dbam i do szewskiej pasji doprowadzają mnie ludzie, którzy nic sobie nie robią z tego, że ich książki są porwane, pozaginane, czy pozalewane czymś. I tak jak przykładowo moje notatki z czasów studenckich noszą ślady długich nocy zakrapianych hektolitrami kawy i są niekiedy poklejone, ponieważ zeszyt postanowił się rozpaść, tak książki to zupełnie odrębna historia. Mam zwyczaj robienia okładek na każdą z książek, które aktualnie czytam. Dopiero obłożona książka ląduje w mojej torebce. W ten sposób ograniczam do minimum ewentualność jej uszkodzenia, czy ubrudzenia. Jako zakładek używam różnych rzeczy. Moja obecna wygląda tak:



Była dołączona do jednej z książek, którą kiedyś kupiłam. Zdarza mi się też używać pocztówek, albo ulotek. Różnie z tym bywa.

 E-book czy audiobook?

     Ani jedno ani drugie. Jedyne książki, które czytuję to te tradycyjne, papierowe. Może to śmiesznie zabrzmi, ale dla mnie tylko te mają "duszę". Jest coś fajnego w otwieraniu takiej książki, przerzucaniu stron, czasem oglądaniu ilustracji. Dla mnie prawdziwą książką zawsze będzie tylko ta papierowa.

Jaka jest Twoja ulubiona książka z dzieciństwa?

     Jako dziecko uwielbiałam baśnie. Miałam kilka książek z podaniami i legendami, jednak moją ulubioną była "Bajarka Opowiada", która zawierała opowieści z różnych krajów. Nie każda z nich kończyła się dobrze, co w sumie też mi się podobało ;). Wychodzi na to, że byłam skrzywiona od najmłodszych lat...

Którą z postaci literackich cenisz najbardziej?

     Może to zabrzmi dziwnie, ale nie cenię postaci literackich. Cenię autorów, którzy powołali te postaci do życia, których geniusz i niesamowita wyobraźnia były w stanie odmalować coś, co dostarczyło mi czy to rozrywki, czy to wzruszeń, czy wreszcie zmusiło mnie do przemyśleń.


     Pora przekazać taga dalej. Chciałabym, aby swoimi odpowiedziami podzieliły się z nami następujące osoby:
Kochana "Marokańska" - zajrzyjcie do niej koniecznie :)

     Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by do zabawy dołączyły także osoby, których nie otagowałam imiennie, a które mają ochotę podzielić się z innymi swoim zamiłowaniem do książek. Tak więc ŚMIAŁO!

Pozdrawiam serdecznie,
Katalina

sobota, 7 kwietnia 2012

SkinFood Good Afternoon Berry Berry tea BB krem

Witam serdecznie wszystkich i każdego z osobna :)


     Chciałabym opowiedzieć Wam dzisiaj co nieco o moich doświadczeniach z kremem BB marki SkinFood, z owocowej serii Good Afternoon.



     Weszłam w jego posiadanie bardzo szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Otóż w lutym na blogu Azjatycki Cukier zorganizowano konkurs, w którym można było wygrać po sztuce z każdego rodzaju kremów wchodzących w skład tej serii. Wystarczyło zostawić komentarz z informacją który z nich chciałybyśmy otrzymać. Miałam niesamowite szczęście, ponieważ wskazany przeze mnie krem miał najmniejsze wzięcie spośród wszystkich ^___^ W sumie trudno się dziwić, skoro wybrałam ten który w zamyśle miał wygładzać zmarszczki... Ale po kolei!

     Dlaczego zdecydowałam się na krem BB o działaniu przeciwzmarszczkowym? Nie jest tajemnicą, że nastolatką przestałam być dawno temu. W styczniu skończyłam 29 lat, a to oznacza, że moja skóra ma już za sobą ten etap kiedy sama z siebie wyglądała świeżo i promiennie. Teraz niestety bywają dni, gdy muszę się nieźle nakombinować, żeby wychodząc z domu nie straszyć. Innymi słowy podkład to dla mnie kosmetyk absolutnie niezbędny. Oczywiście próżno oczekiwać od tego typu produktu efektu skóry nastolatki, jednak uznałam, że może to być ciekawe doświadczenie.

     Przesyłkę otrzymałam w ekspresowym tempie, co biorąc pod uwagę fakt, że szła do mnie aż z Singapuru, jest nie lada wyczynem. Do kremu dołączony był przemiły liścik:




Obietnice producenta:

     Producent zapewnia, że nasz BB krem pomoże nam utrzymać jasną i promienną skórę przez cały dzień bez efektu ciemnienia lub smug. Wygładzi zmarszczki, drobne linie i wgniecenia, wyrówna odcień skóry oraz lekko zakamufluje nasze niedoskonałości. Kosmetyk zawiera w swoim składzie wyciąg z jagód acai i malin. Dużym plusem jest również wysoki filtr: SPF 35 PA++. Krem dostępny jest w dwóch odcieniach: 1 Light Beige i 2 Natural Beige.





Jakie są moje wrażenia?

Pojemność: 30g.

Cena: Najtańszą opcję jaką udało mi się znaleźć wyceniono na 47,62

Trwałość:  Tej informacji niestety nie znalazłam na opakowaniu, jednak podejrzewam, że tak jak w przypadku większości podkładów będzie to 12 miesięcy od otwarcia.

Dostępność: Sklepy internetowe, Ebay i tym podobne.

Opakowanie: Wygodna, miękka tworzywowa tubka, którą możemy postawić na zakręcanym dozowniku. Opakowanie utrzymane jest w spokojnej, stonowanej beżowo-różowej kolorystyce, a z przodu zdobi je miła dla oka grafika. Bardzo mi się podoba!




Konsystencja: Lekki, delikatny krem o brzoskwiniowej tonacji z lekkim przechyłem w stronę żółtych pigmentów. Mój krem jest w odcieniu 1 Light Beige.




Zapach: Bardzo przyjemny, subtelny, kosmetyczno - owocowy.

Aplikacja i działanie: Aby uzyskać najlepszy efekt polecam nanosić go na twarz palcami. Wówczas rozprowadzimy krem cieniutką, równą warstwą. Można też nakładać go pędzlem - tak właśnie robię najczęściej szykując się rano do pracy (wynika to z oszczędności czasu). Jeśli jednak macie czas, zdecydowanie polecam aplikację dłońmi, ponieważ w ten sposób ograniczycie do minimum ewentualność powstawania smug, a sam kosmetyk ładniej stopi się ze skórą pod wpływem ciepła dłoni. 
     Zgodnie z obietnicą, krem lekko wyrównuje koloryt cery, ładnie się z nią stapia i o ile nie nałożymy go zbyt wiele, nie zważy się nam na skórze - najlepiej jest używać go wespół z dobrym korektorem i lekkim transparentnym pudrem utrwalającym. Wówczas uzyskamy naprawdę miły dla oka efekt.
     Przyznam szczerze, że żadnego działania przeciwzmarszczkowego,czy wygładzającego nie zauważyłam.

Poziom krycia: Lekki do średniego. Jeśli nałożymy go mniej, idealnie stopi się ze skórą stając się niemal niewidocznym. Nałożony w większej ilości jest w stanie wyrównać delikatnie koloryt cery i przykryć drobne niedoskonałości, jednak bez korektora się nie obejdzie ;). Utrzymuje się na twarzy około 6 godzin, po tym czasie konieczne są poprawki.

Skład:
Składniki aktywne: Titanium Dioxide 9.694 %, Octinoxate 5.00 %, Zinc Oxide 2.94%
Oprócz tego: Woda, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Butylene Glycol, PEG-10 Dimethicone, Glycerin, Dicaprylyl Carbonate, Dimethicone, Caprylyl Methicone, Iron Oxides (CI 77492), Magnesium Sulfate, Disteardimonium Hectorite, Sorbitan Sesquioleate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Trimethylsiloxysilicate, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Ozokerite, Mica (CI 77019), Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Iron Oxides (CI 77491), Aluminum Hydroxide, Stearic Acid, Methylparaben, Beeswax, Chlorphenesin, Triethoxycaprylylsilane, Iron Oxides (CI 77499), Fragrance(Parfum), Propylparaben, Disodium EDTA, Adenosine, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract, Fragaria Chiloensis (Strawberry) Fruit Extract, Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract, Vaccinium Angustifolium (Blueberry) Fruit Extract, Rubus Fruticosus (Blackberry) Fruit Extract, Chrysanthemum Indicum Flower Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Melissa Officinalis Leaf Extract, Aspalathus Linearis Extract, Thymus Vulgaris (Thyme) Extract, Jasminum Officinale (Jasmine) Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Extract, Phenoxyethanol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Hydroxyethyl Ethylcellulose


     Podsumowując mogę powiedzieć, że jestem z tego kosmetyku zadowolona. Nie jest to jednak produkt dla wszystkich. Z pewnością lepsze efekty da na cerach w miarę bezproblemowych, które nie mają zbyt wiele do ukrycia. Jeśli szukacie lekkiego kosmetyku, do makijażu dziennego, który subtelnie wyrówna Waszą karnację, będziecie z niego zadowolone. 
     Odradzam go natomiast tym z Was, które oczekują silniejszego krycia, czy też mają bardziej problemową cerę. Dla Was produkt ten może okazać się niewystarczający.


Pozdrawiam serdecznie!