niedziela, 15 kwietnia 2012

Recenzja: INGLOT Colour Play Mascara

Hej, Misiaki!

     Kilka tygodni temu kupiłam nowość marki Inglot - tusz do rzęs z kolorowej serii Colour Play. Kupiłam, mimo że mam w domu chyba trzy inne, więc teoretycznie kolejny nie był mi do niczego potrzebny. A jednak ciekawość wzięła górę. Skusił mnie wybór kolorów, relatywnie niska cena, oraz chęć przetestowania kolejnego kosmetyku marki Inglot. Wiecie, że to jedna z moich ulubionych firm kosmetycznych. Uwielbiam ich cienie, żelowe linery, szminki i lakiery do paznokci. Testowałam niemal wszystkie produkty, jakie mają w swojej ofercie, jednak tusze mieszczą się właśnie w tym "niemal".




Co na temat tuszu mówi producent?

"Nowe tusze pozwalają stworzyć makijaż podkreślający piękno Twoich oczu. Można dobierać je do koloru tęczówki lub traktować jako barwę kontrastującą z cieniem do powiek. Można nimi malować rzęsy na całej długości lub wyłącznie końcówki po wcześniejszym pomalowaniu rzęs czarnym tuszem.

Tusz do rzęs Colour Play Mascara jest łatwy w aplikacji. Nie skleja. Nie rozmazuje się. Daje efekt pogrubionych i pełniejszych rzęs. Trójkątny kształt szczoteczki ułatwia precyzyjne dozowanie produktu.

Efekt: pogrubione, lekko uniesione oraz precyzyjnie rozdzielone niesamowicie kolorowe rzęsy!

Kolorowe tusze Colour Play Mascara marki Inglot pozwalają stworzyć naturalny, a zarazem oryginalny makijaż, dlatego szczególnie polecamy je w okresie letnio-wakacyjnym."

źródło

A oto moja opinia:

     Z uwagi na moje zielone oczy wybrałam fioletowy tusz. Ok, może nie jestem klasyczną zielonooką, jednak w dowodzie osobistym mam czarno na białym (eee... szaro koralowym?) że są zielone, więc tego się trzymam.

Pojemność: 8,5 ml / 0,3 oz

Cena: 27zł

Trwałość:  6 miesięcy

Dostępność: Sklepy i wyspy Inglota.

Opakowanie: Eleganckie, minimalistyczne, wykonane z czarnego plastiku. Litery i grafika mają kolor uzależniony od koloru tuszu. Wspomniana grafika przedstawia dramatyczne, pierzaste rzęsy i stanowi bardzo ciekawy akcent na tle czerni.

Konsystencja: Tusz ma konsystencję kremo-emulsji.

Aplikacja i działanie: I tutaj zaczynają się schody. Aby ułatwić sobie zadanie, rozbiję na czynniki pierwsze obietnice producenta i rozprawię się z nimi krok po kroku.

"Tusz do rzęs Colour Play Mascara jest łatwy w aplikacji. Nie skleja. Nie rozmazuje się." 
- Łatwość aplikacji jest średnia, jeśli miałabym być szczera. Konsystencja tuszu oraz trójkątny przekrój szczoteczki sprawiają, że na aplikator nabiera się dość sporo produktu, który następnie oblepia nasze rzęsy grożąc niebezpiecznie ich sklejeniem. Nawet jeśli oczyścimy szczoteczkę, musimy się przyłożyć do aplikacji, tak by nie posklejać sobie rzęs już na tym etapie. Owszem, nie rozmazuje się ani nie osypuje, ale... cóż, to dla mnie zbyt mało.

 "Daje efekt pogrubionych i pełniejszych rzęs. Trójkątny kształt szczoteczki ułatwia precyzyjne dozowanie produktu.
Efekt: pogrubione, lekko uniesione oraz precyzyjnie rozdzielone niesamowicie kolorowe rzęsy!"   
- O szczoteczce już mówiłam. Możliwe, że gdyby tusz miał inną formułę, wówczas trójkątny łebek sprawowałby się lepiej i zapewniał większą precyzję, jednak w obecnej konfiguracji jedyne co uzyskałam na swoich rzęsach to cokolwiek posklejane, bynajmniej nie pełniejsze czy pogrubione rzęsy. Czy były uniesione? Wyglądały normalnie - nie zaobserwowałam ani ich obciążenia, ani uniesienia. Jedyne co dał mi ten tusz to moje własne rzęsy zabarwione ciemnym fioletem. 




     Kolor tak naprawdę nic moim rzęsom nie dał. Możliwe że inne barwy byłyby bardziej widoczne na rzęsach, jednak fiolet jest na tyle ciemny, że w pierwszej chwili ma się wrażenie, że tusz jest po prostu czarny. Odcień ten nie jest na tyle intensywny, by skomponować się z tęczówką, lub kontrastować z nią.

     A ponieważ zdjęcie mówi więcej niż tysiąc słów, zobaczcie sami jak maskara wygląda na rzęsach. Dla porównania przedstawiam Wam dwie wersje: pierwsza z lekkim makijażem oraz druga, cięższa, wzbogacona kreską.



     Jak widać, szału nie ma. Spodziewałam się więcej i być może w tym tkwił mój błąd. Mam bardzo konkretne i sprecyzowane wymagania w stosunku do tuszu do rzęs i niestety ten nie wyszedł im na przeciw. Nie twierdzę, że jest zły, jednak zdecydowanie nie jest to produkt dla mnie. Myślę, że spodoba się raczej dziewczynom, które lubią naturalny wygląd i nie szukają w maskarze wydłużenia, pogrubienia czy dodatkowej objętości.


Skład:



Pozdrawiam!

38 komentarzy:

  1. Faktycznie, prawie nic nie robi z rzęsami... A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielka szkoda. Potencjał był spory ale niestety...

      Usuń
  2. szkoda ze się nie sprawdził kiedys kiedyś miałam fany fioletowy tusz bodajze z eveline

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam kiedyś kolorowy tusz z Eveline. Miał niezłą formułę, tylko kolorystycznie mi nie leżał, ale ogólny efekt na rzęsach był całkiem dobry. Lepszy niż Inglotowy, zdecydowanie.

      Usuń
  3. ŁEEEEEEE, PRAWIE NIC NIE WIDAĆ ! A szkoda, fajnie było by mieć fioletowy wachlarz z rzęs. A makijaż świetny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety :/ Też żałowałam bardzo, ale mówi się trudno. A makijaż wczorajszy - poszłam sobie w nim na spacerek :) Wykonany paletką Qianyu o której pewnie niebawem napiszę :) Buziole!

      Usuń
  4. eee, nie za ciekawy efekt...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego publikuję - ku przestrodze ;)

      Usuń
  5. fajnie kontrastuje kolor z Twoją tęczówką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem? Jak dla mnie koloru niemal nie widać ;) Ale dzięki!

      Usuń
  6. Ale tu u Ciebie pojaśniało! :P
    Hmm, ale kolor jest całkiem całkiem widoczny. Ja nie przepadam za tuszami Inglota...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, pojaśniało. Nie wiem jak długo starczy mi cierpliwości do jasnej strony mocy, bom raczej mroko-lubna, ale póki co mi się podoba :D Co do tuszy z Inglota, ten jest moim pierwszym i chyba ostatnim zarazem.

      Usuń
  7. Ja też uwielbiam kosmetyki Inglota, ale w kwestii tuszy to jest nie najlepiej ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie widzę ;) Ale przynajmniej nie będa mnie kusiły kolejne próby.

      Usuń
  8. Lubię kosmetyki z Inglota, ale tuszu jeszcze nie miałam. Chętnie sięgnę po ten niebieski, gdyż ostatnio mam słabość do tego koloru:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli zależy Ci na kolorowym tuszu to polecam Ci raczej te z Virtuala. Moim zdaniem są lepsze od tuszy Inglota.

      Usuń
  9. A przypomniałam sobie dzisiaj o tych kolorowych tuszach i właśnie chciałam poszukać recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie jak tam byłyśmy to Stri zażyczyła sobie recenzję na blogu ;) No to od razu zabrałam się do testowania. Generalnie dziewczyny, nic nie straciłyście :P

      Usuń
  10. zrobie notke o ksiazkach jakie mam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. miałam ochotę na ich kolorowe tusze, ale po Twojej recenzji jednak sobie dam spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam, nie twierdzę że są złe... Po prostu u mnie się nie sprawdziły. Może to kwestia oczekiwań, sądziłam, że dadzą mi "więcej" rzęs.

      Usuń
  12. To tak jak tusz Hean,też nic nie robi z moimi rzęsami;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem jednak zwolenniczką tuszy w typie "2000 kalorii", bo one dają ten efekt "wow".

      Usuń
  13. juz mozesz zobaczyc co to sie pojawil wczoraj u mie na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  14. pozwoliłam sobie "zaatakować" Cię tagiem - mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko ;) http://belleoleum.blogspot.com/2012/04/tag-50-pytan-do.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh, a już miałam nadzieję, że mnie te tag ominie... No nic, dzięki ;)

      Usuń
  15. :)
    oooo, dobrze;)
    widzę, że chyba tylko Estee Lauder Magna Colour daje radę z kolorowych tuszy do rzęs... a szkoda:( choc i tak czytajac Twoja wypowiedź u mnei bałam sie czegoś okropnego, a tu jest.... po p[rostu przyzwoicie, bo to, o co mi chodzi (kolor), jest

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się podobała jeszcze kolorowa wersja z Virtuala i Eveline. Tanie, kolorowe i dają niezłą objętość rzęsom. Ten tutaj ... nie wiem, dla mnie nawet to "przyzwoicie" jest naciągane ;)

      Usuń
  16. Gdybym miala dostep do sieci w czasie jak publikowalas te recenzje to bylabym bogatsza o 27zl;) bo kupilam ten tusz. Stri mi przekazala info, ze takowe cudo pojawilo sie w Inglocie i skusilas sie. O ja glupia;) no nic, trudno. Zobaczymy czy uda sie oswoic czy nie.
    Z zalem musze stwierdzic, ze poki co nie znalazlam lepszego tuszu pod katem koloru przede wszystkim i zarazem jego wlasciwosci jak YSL FC 04. Ogladalam jeszcze fiolet z Collistara i nie wiem czy sie na niego nie skusze...Virtual ma/mial kolorowe maskary? bo zaciekawilas mnie.
    Swoja droga moje rzesy sa specyficzne bo dla mnie tusze Love Lash Mary Kay to totalny bubel a Stri jest zachwycona ale z drugiej strony wiem, ze Jej rzesy zdecydowanie lubia byc wydluzane bo ta sama historia spotkala sie z Illegal Length...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, produkt produktowi nierówny. Ta sama rzecz może jednych zachwycać, a innych odrzucać. Stąd recenzje są najczęściej subiektywne. Ja szukam w tuszach mega objętości, ale są też dziewczyny, które chcą naturalnego efektu. Virtual ma kolorowe tusze, przynajmniej miał kiedyś (miałam jasny fiolet). Musiałabym się rozejrzeć, bo dawno ich nie widziałam. Ale generalnie jeszcze nie znalazłam takiego który by mnie powalił :D

      Usuń
    2. Mamy podobne potrzeby:) bo takze stawiam na maskary, ktore nadaja objetosci i pogrubienia. Niestety malo ktora kolorowa maskara daje takie efekt. Mam jeszcze dwa kolory z MAC'a Zoom Lash i o ile zielen jest cudna i od poczatku zachowuje sie tak jak powinna to fiolet cos nie bardzo...Mialam juz kilka sztuk tego tuszu w roznych kolorach i zauwazylam, ze sa nimi duze roznice:crazy:
      Dawno temu Celia miala tez fajne kolorowe tusze w swojej ofercie, szkoda ze zniknely z oferty:(

      Usuń
    3. Oj, ta maskara Mary Kay wygląda u Stri fenomenalnie! Naprawdę widać kolor. Dobrze, że nie mam dostępu do Mary Kay, bo na pewno bym się skusiła.

      Usuń
    4. Do MACa nie mam dostępu, z resztą nasłuchałam się opinii, że ich tusze nie są tak dobre, jak można by sądzić. Ale nie próbowałam, więc nie wiem. Słomcia, potestuje swój to dam znać co i jak.

      Usuń
  17. Jestem po testach tuszu i...średnio, mocno średnio chlip, chlip...ale może jakos w duecie z kreska się go da wymiziać a jak nie to pojdzie w inne ręce. Brakuje mi nadania objetości, z tym tuszem moje rzesy wygladaja jak pożalsięboże...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kreska go nieco ratuje, ale generalnie tusz jest raczej słaby :/

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.