środa, 30 maja 2012

The Vampire Diaries TAG

Widzicie tytuł, prawda? Zatem wiecie, że po prostu MUSIAŁAM na niego odpowiedzieć. Co z tego, że nie zostałam tagowana? SAMA SIĘ TAGUJĘ! Mła-ha-ha-ha-ha (evil laugh).


     Ok, historia wygląda następująco: przeglądałam sobie wpisy na blogach, aż tu nagle trafiam do Stri i CO WIDZĘ?! No właśnie. Ci z Was, którzy zaglądają do mnie od jakiegoś czasu, lub też znają mnie osobiście, wiedzą doskonale, że na punkcie Pamiętników Wampirów mam obsesję. Jak zatem mogłabym nie odpowiedzieć na tego taga? No właśnie. W takim razie na dobry początek: zdjęcie!


źródło


     Pytania pozwoliłam sobie przetłumaczyć, bo średnio mi się uśmiecha wysilanie mózgownicy o tej porze ;). Tak, wiem, jestem leniem. Trudno :P


1. W jaki sposób dowiedziałaś się o serialu?

     Pierwszy raz usłyszałam o tym serialu w jednym z filmików Nikkie z kanału youtube Nikkie Tutorials. Opowiadała w nim jakiego to ma świra na punkcie tej serii, co z kolei zainspirowało ją do wykonania ciągu tutoriali makijażowych ;) A ponieważ, jak wielokrotnie wspominałam:
a) jestem zwierz mroko-lubny
b) mam fioła na punkcie tematyki wampirycznej
wiadomym było, że muszę sprawdzić o czym mowa.

2. Kto jest twoim ulubionym bohaterem?

No kto? The one, the only:
 
3. Gdybyś była wampirem żywiłabyś się krwią ludzi czy zwierząt?

Podejrzewam, że raczej ludzi...


4. Team Stefan czy Team Damon?

Czy to nie oczywiste?


źródło


5. Jaka jest twoja ulubiona supermoc?

     Zawsze odkąd pamiętam, kiedy o tym myślałam, chciałam  posiadać moc czytania ludziom w myślach.


6. Gdybyś miała być jednym z bohaterów serii, kim byś była?

     Powiedziałabym, że Eleną, ale... nie, ona mnie za bardzo wkurza. Głupia jest. Bo jak można... nie nie, bez spoilerów. Powiedzmy, że z racji mojej obsesji, chciałabym być dziewczyną, z którą w finale będzie Damon. 

7. Czy przeczytałaś książkową serię TVD?

     Taaaak, niestety tak. I szczerze odradzam, bo tak jak serial jest świetny, tak książki są totalnie do bani. Trudno o większą szmirę literacką. Odradzam.

8. W kim z serialu się podkochujesz?

     Hmmm... let me think...

źródło

Czy kogoś to zaskakuje? 
Ale tak serio?
Czy ktoś jest zaskoczony?


źródło


9. Co myślałaś o serialu na początku i czy zmieniło się to z czasem?

     Co myślałam? Tak serio to nie pamiętam dokładnie. Początkowo - o zgrozo - Stefan wydawał mi się ciekawą postacią. Ale jak tylko Damon wszedł do gry Stefcio "ciepła klucha" Salvatore odszedł w niebyt. A potem z każdym kolejnym odcinkiem stawałam się coraz bardziej zakręcona na punkcie serialu. Bardziej mnie wzięło chyba tylko z LOST'em ;)

10. Kto jest twoim ulubionym czarnym charakterem?

     Poza Damonem? Lol. Klaus! Zdecydowanie Klaus!!! 


     Fani serialu łapki w górę! I do odpowiedzi! ;) I dare you!

niedziela, 27 maja 2012

Pierre René - Żeluj, Modeluj... Oko ;)

Hej Misiaki!

     Dzisiaj kilka słów na temat kosmetyku, po który zapewne bym nie sięgnęła gdyby nie to, że sam wpadł mi w ręce przy okazji spotkania trójmiejskich blogerek. Kosmetyków Pierre René używałam wieki temu, kiedy dopiero zaczynałam się malować, a niestety lata 90-te nie były w moim odczuciu najlepszym okresem dla tanich drogeryjnych marek. Przyrównując tamte czasy i jakość dostępnych wówczas kosmetyków ze współczesnymi typowymi drogeryjnymi produktami, czuje się poniekąd tak, jakbym porównywała Malucha z Mercedesem. Zmierzam do tego, że moje wspomnienia z pierwszego kontaktu z marką Pierre René nie są najlepsze, jednak wszystko wskazuje na to, że będę musiała je zweryfikować.

     Bohaterem dzisiejszego wpisu jest żelowy eyeliner w kałamarzu, o bardzo pomysłowym opakowaniu, Pierre René Professional Longlasting Gel Liner. Jest dostępny w czterech wersjach kolorystycznych, z czego ja mam #01 Carbon Black, czyli głęboką czerń. Dostępna jest jeszcze wersja czarna z brokatem, kobaltowa i brązowa.




Dostępność:  Drogerie Natura
Cena: Jeśli wierzyć portalowi Wizaż, 15zł (nie wiem na pewno, ponieważ swój dostałam w prezencie)
Pojemność: 2,5ml / 0,09fl.oz
Trwałość: 9 miesięcy od otwarcia

Opakowanie: Jest ciekawie rozwiązane, ponieważ mamy tutaj kałamarz i dwuczłonową nakrętkę. Nakrętka ma wbudowany pędzelek, za pomocą którego można wykonać kreskę bez konieczności używania dodatkowych narzędzi do makijażu. Świetna sprawa w podróży.




     Można się spierać co do kształtu pędzelka, jak również co do tego, czy nie jest zbyt twardy, jednak zasadniczo uważam że wypada całkiem nieźle. Z początku obawiałam się, że okaże się zbyt duży aby wykonać nim precyzyjną kreskę, jednak moje obawy były przedwczesne.




Konsystencja: Kosmetyk reklamowany jest jako eyeliner w żelu, jednak ja bym go sklasyfikowała raczej jako krem lub gęstą pastę. Jest też dość suchy, co może w późniejszym czasie być kłopotliwe.

Zapach: Delikatny, w zasadzie niemal niewyczuwalny.

Aplikacja i działanie: Na postawione prosto pytanie "Czy da się wykonać ładną kreskę li tylko używając w tym celu załączonego pędzelka", odpowiem: tak, da się. Ale mówiąc zupełnie szczerze, w 99% przypadków musiałam sobie pomagać innym, ukośnie ściętym pędzlem, aby uzyskać wystarczająco ostrą linię. Malowanie samym fabrycznym pędzelkiem trwa nieco dłużej i nie daje aż takiej precyzji. Aczkolwiek z każdą próbą pędzelek lepiej leży w dłoni, a malowanie jego "kantami" staje się łatwiejsze.
     Jeśli macie trudności z narysowaniem kreski przy pomocy żelowego linera, polecam Wam krótki instruktaż, który przygotowałam jakiś czas temu. Możecie go znaleźć TUTAJ.




     Producent obiecuje 24h trwałość i 100% wodoodporność. Moje testy sięgają zaledwie kilkunastu godzin, nie mniej jednak uważam, że liner jest dość trwały. Możliwe, że wytrzymałby pełną dobę, jednak z pewnością nie w nienaruszonym stanie, ponieważ w ciągu dnia nieco traci na intensywności i stopniowo blaknie.
     W temacie wodoodporności mogę powiedzieć tyle, że faktycznie nie rozmazuje się ani nie spływa, dopóki nie zaczniemy majstrować przy kresce. Na powyższym zdjęciu macie efekt takiego właśnie majstrowania, kiedy to po prostu pocierałam kreski palcem pod strumieniem bieżącej wody.
     Poniżej natomiast możecie zobaczyć jak wyglądała kreska wykonana eyelinerem Pierre René tuż po narysowaniu oraz około 10h później.




     Jak widać kreska jest jaśniejsza, gdzieniegdzie widać prześwity, jednak ogólnie rzecz biorąc jest nieźle. Nie zanotowałam żadnego spływania, czy migrowania produktu z zewnętrznego kącika oka, co niestety często zdarza mi się przy okazji eyelinerów. Za to duży plus! Mogłabym się natomiast przyczepić do koloru. Po "Carbon Black" spodziewałabym się głębokiej, intensywnej czerni, natomiast ta czerń jest złamana szarością, jakby grafitowa.

     Na opakowaniu znajduje się ciekawa "zgapa" dla dziewcząt, które miałyby ochotę poeksperymentować z kształtem i długością kreski:




Skład:
 Isododecane, CI 77499, Cyclopentasiloxane, Cera alba, Trimethylsilioxy silicate, Cera microcristallina, Dimethicone, Isopropyl myristate, Polyethylene, Cera carnauba, Phenoxyethanol, Tocopheryl acetate, BHT, CI 77000, CI 77079 / CI 77491, CI 77019 / CI 77891, CI 42090 2, CI15850 1, CI 77019 1.

Nie testowany na zwierzętach.


czwartek, 24 maja 2012

Moja pierwsza Chineczka! China Glaze #601 Lubu Heels

Hej, Misiaki!

     Długo kazałam Wam czekać na recenzję tego lakieru, ale oto jest. Weszłam w jego posiadanie dzięki kochanej Hexxanie :*** Hex obdarowała mnie w swoim niedawnym rozdaniu i w taki oto sposób mogłam pierwszy raz w życiu przetestować lakier jednej z najbardziej kultowych firm produkujących lakiery do paznokci.




Dostępność - Drogerie internetowe.
Cena - około 20zł
Pojemność - 14ml
Czas schnięcia – Całkiem szybko, kilka minut.




Poziom krycia - Dwie warstwy wystarczą by zapewnić optymalne krycie.
Trwałość - MEGA! U mnie 5 dni, co uważam za nie lada wyczyn.
Pędzelek -  Klasyczny.




Formuła lakieru, wykończenie - Lakier jest połączeniem czarnej kremowej bazy z błyszczącymi czerwonymi brokatowymi iskierkami.
Zmywanie – To jedyny minus jaki zarejestrowałam. Lakier brudzi straszliwie. Wdziera się w każde pęknięcie czy zadziorek, barwi skórki... Ogólnie za pierwszym razem gdy go użyłam byłam mówiąc obrazowo... hm... poirytowana ;). Za to później, bogatsza o doświadczenia z pierwszego kontaktu, zabrałam się za Chinkę sposobem.
     Przede wszystkim zostawiłam odrobinkę wolnego miejsca na bocznych krawędziach paznokci (czego i tak nie było widać). Po drugie, bardzo dokładnie i uważnie zmywałam lakier, przesuwając wacik wciąż w jedną stronę. I udało się niczego nie zafajdać ^__^




     Kolor wygląda na paznokciach naprawdę świetnie! Jeśli lubicie ciemne lakiery do paznokci (a ja uwielbiam), będziecie nim zachwycone. Najbardziej się obawiałam tego, że jak wiele innych mixów kremowej bazy z brokatem, okaże się, że trzeba nałożyć milion warstw żeby otrzymać przyzwoite krycie. Na szczęście tu jak wspomniałam wystarczą dwie. Ostrzegam jednak lojalnie, że czerwone drobinki nie migoczą na paznokciach aż tak gęsto jak w buteleczce. W świetle dziennym króluje czerń złamana odrobiną krwistej poświaty. Wyjątkowo pięknej, trzeba dodać :). 




     Używacie lakierów China Glaze? Jeśli znacie jakiś sklep internetowy, który rozprowadza je w sensownej cenie - piszcie koniecznie! Nabrałam niesamowitego apetytu na kolejne :)

niedziela, 20 maja 2012

Żelowa Maskarada

Hej, Misiaki!

     Tydzień temu pisałam Wam o spotkaniu trójmiejskich blogerek, w którym brałam udział oraz o paczce pełnej wspaniałości, którą mi podarowano. Część z nich będzie musiała poleżeć troszkę i poczekać aż wykończę aktualnie stosowane produkty, jednak były takie rzeczy, po które mogłam sięgnąć praktycznie od razu. Jedną z takich rzeczy była Odmładzająca Szokowa Maska Kolagenowa do skóry delikatnej i na kruche naczynka od Beauty Face.


Zdjęcie promocyjne udostępnione mi przez firmę

Co obiecuje producent:

     Jest to produkt profesjonalny. Maskę stworzono na bazie naturalnego kolagenu morskiego, z dodatkiem silnie skoncentrowanych substancji takich jak kwas hialuronowy, olejek różany, witamina C o silnym działaniu odmładzającym, nawilżającym oraz wzmacniającym skórę.

     Producent obiecuje, że maska ma działanie silnie odmładzające, wypełniające skórę, że sprzyja odbudowie kolagenu i elastyny, zatrzymując proces starzenia. Dodatkowo ma wspomagać walkę z pękającymi naczynkami, uszczelniając je. Kwas hialuronowy o silnym działaniu wiązania wody ma za zadanie intensywnie nawilżyć skórę, czyniąc ją  miękką i wygładzoną, spłycając przy okazji zmarszczki. Maska ma dostarczyć skórze wielu cennych witamin i substancji odżywczych. Innowacyjna opatentowana technologia mikromolekuł, ma ułatwić wchłanianie substancji aktywnych zawartych w masce i ich wnikanie w głębokie warstwy skóry. Użyty kolagen zbliżony jest do struktury białka ludzkiej skóry, co ma zwiększyć stopień jego wchłanialności przez komórki. Maska ma również doskonale dopasować się do kształtu twarzy.

     Maska polecana jest do skóry delikatnej, alergicznej oraz ze skłonnościami do pękających naczynek. Może być stosowana przez osoby z atopowym zapaleniem skóry a także jako zabieg łagodzący podrażnienia, alergie i egzemy.

     Producent obiecuje, że już po pierwszym użyciu będzie widać efekty w postaci pełniejszej, bardziej miękkiej i delikatnej cery. Po zabiegu możemy oczekiwać że koloryt naszej skóry zostanie wyrównany, cera rozjaśniona i rozświetlona. W celu osiągnięcia trwałych efektów odmłodzenia zaleca wykonać 5 zabiegów w odstępie 3-5 dni każdy. Maska BeautyFace reklamowana jest jako produkt profesjonalny którego efekty działania są nieporównywalne do tradycyjnych domowych maseczek kosmetycznych.

Działanie:
•    widocznie odmładza i zatrzymuje proces starzenia – kolagen wypełnia ubytki białka w skórze zmniejszając lub całkowicie eliminując zmarszczki
•    wzmacnia strukturę skóry i zwiększa jej gęstość
•    dogłębnie nawilża i reguluje gospodarkę wodną
•    wygładza, napina i uelastycznia skórę
•    stymuluje odbudowę komórkową i mikrocyrkulację
•    wzmacnia i uszczelnia naczynka krwionośne oraz pomaga zmniejszyć ich pękanie
•    wyrównuje koloryt, rozświetla i rozjaśnia
•    likwiduje opuchlizny, plamy i przebarwienia
•    łagodzi podrażnienia, koi

Składniki aktywne: naturalny kolagen morski, kwas hialuronowy, witaminy A,B,C i E, olejek różany, ekstrakt z czereśni, olejek z pestek winogron, alantoina, arbutyna i gliceryna.
INCI: Aqua (Water), Glycerin, Collagen, Prunus cerasifera extract, Vitis vinifera (Grape) Seed Oil, Hyaluronic Acid, L-Ascorbic Acid, Tocopheryl Acetale, Panthenol, Allantoin, Elastin, Rosa Canina Fruit Oil, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Butylene Glycol, PVM/MA Copolymer, Glyceryl Stearate, PEG 100 Stearate, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate.


Moja opinia:

     Opakowanie składa się z hydrożelowego płata, zatopionego w kolagenowym serum. Przed nałożeniem na twarz należy zanurzyć maskę w ciepłej wodzie na 3-5 sekund, następnie wyjąć ją z opakowania i nałożyć na twarz na około 20-30 minut. Jeśli natomiast zależy nam na odświeżeniu twarzy i obkurczeniu porów skóry zalecane jest zanurzenie płata w zimnej wodzie. Wedle zapewnień producenta ma on ściśle przylegać do twarzy, jednak nie jest to do końca prawda. Maska odstaje w okolicach oczu oraz w dolnych partiach twarzy. 




     Maska leży na wyprofilowanej tacce, dzięki czemu serum nie wycieka na zewnątrz. Bardzo wygodne rozwiązanie! W ten sposób byłam w stanie wykorzystać ją dwukrotnie. 


Prawie jak Hannibal Lecter :P


      Tutaj możecie zobaczyć maskę w akcji. Jak widzicie, dół odstaje podobnie jak część w bezpośredniej okolicy oczu. Jest to o tyle istotne, że zgodnie z obietnicą producenta maska ma likwidować zmarszczki. W moim przypadku zlokalizowane są one właśnie w okolicy oczu. Oczywiście z uwagi na mój wiek nie są one jeszcze bardzo wyraźne, nie mniej jednak widać je kiedy się śmieję. 
     Generalnie patrząc na moją twarz po zabiegu, nie zauważyłam jakiejkolwiek zmiany w stanie moich zmarszczek, mimo śmiałych zapewnień producenta o ich spłyceniu czy wręcz całkowitym usunięciu. Jednak z drugiej strony, trudno wymagać cudów po dwóch zabiegach ;)


     Zauważyłam natomiast, że skóra stała się miękka i miła w dotyku. Towarzyszyło temu uczucie nawilżenia i odczuwalnego odświeżenia cery. Maska działa zdecydowanie chłodząco, kojąco i orzeźwiająco. Daje miłe uczucie odprężenia, a nawilżenie cery utrzymuje się jeszcze przez wiele godzin po zabiegu. Wszystko to bez denerwującego uczucia lepkości, które często ma miejsce w przypadku niektórych masek nawilżających. Osobiście poleciłabym ją wszystkim, którzy szukają odprężenia i relaksu po ciężkim dniu. Będzie także niezastąpiona jeśli zdarzy nam się np. przesadzić z opalaniem - fantastycznie chłodzi twarz!

     Nie zauważyłam, aby w znacznym stopniu wyrównała koloryt mojej skóry, jednak z całą pewnością dodała jej blasku. Poniżej możecie zobaczyć moją twarz tuż po zdjęciu maski...
Uwaga, uwaga, makijażu brak, zatem widzów o słabych nerwach uprasza się o opuszczenie strony :P


BOOOOOOO!


     Maska nie podrażniła mnie, ani nie zapchała. Przeciwnie, okazała się bardzo przyjemną formą relaksu :) Zdecydowanie miło mnie zaskoczyła, mimo że nie podziałała jakkolwiek na linie wokół moich oczu ;)

     Czy polecam? Zdecydowanie tak!

sobota, 19 maja 2012

Recenzja: Soczewki Kontaktowe ZEISS

Witam wszystkich bardzo serdecznie!


     Dzisiejsza notka będzie różniła się od innych, które robiłam do tej pory. Jak widzicie po tytule, tematem tego wpisu są soczewki kontaktowe ZEISS.
     Jakiś czas temu, na swoją youtubową skrzynkę mailową dostałam wiadomość, w której przedstawiciel firmy, złożył mi propozycję przetestowania soczewek kontaktowych. Nie powiem, propozycja była tak samo interesująca jak nieoczekiwana. Zgodziłam się, choć nie bez wahania. Oczy są w końcu o wiele ważniejszą sprawą niż "jakieś tam kosmetyki". 
     Mam wadę wzroku na poziomie -2,5 w prawym i -3 w lewym oku. Soczewki zaczęłam nosić w liceum, czyli mam za sobą kilkanaście lat praktyki. Przetestowałam kilka rodzajów szkieł i po wielu próbach i porównaniach udało mi się wypracować odpowiedni dla mnie system. Jak na tym tle wypadają soczewki ZEISS? 

     Są to produkty łatwo dostępne.  Można je kupić w wielu sklepach internetowych. Ceny są różne, jednak z tego co widziałam kształtują się na poziomie stu kilkunastu złotych za 6 sztuk w przypadku soczewek 30 dniowych oraz 60-70 zł za 30 sztuk soczewek jednodniowych.




     Tak wygląda paczka, którą otrzymałam. Jak widzicie mieści w sobie całkiem sporo różności. Oto pełna lista:
- jedna para 30 dniowych soczewek CONTACT 30 DAY air spheric
- pięć par 1 dniowych soczewek CONTACT 1 DAY Easy Wear
- płyn do soczewek CONTACT Care Disposable All In One Advance
- pudełeczko na soczewki
- książeczkę użytkownika
- bonus - niespodziankę

     Owa niespodzianka była czymś, czego żadną miarą nie jestem w stanie powiązać z soczewkami jako takimi, nie mniej jednak z pewnością zrobię z niej dobry użytek na sylwestra:

Pudełko...

... a w pudełku zimne ognie i firmowe zapałki.

     Zanim przejdę do recenzji, ważne jest, bym opisała Wam jaki tryb życia prowadzę i jakie trudności dla moich oczu są z tym związane. 
✓ Wstaję o 5:20 rano, kładę się ponad 15h później - przez większość tego czasu mam na oczach soczewki
✓ Pracuję przy komputerze i jest to - dosłownie - 8h intensywnego wpatrywania się w monitor
✓ Także poza godzinami pracy spędzam dużo czasu przed komputerem - to w znacznym stopniu obciąża mój wzrok
✓ Moje oczy są praktycznie przez cały dzień mocno obciążone, zmęczone z niewyspania, często towarzyszy im uczucie suchości


CONTACT 30 DAY air spheric

     Mimo, że nie minęło pełnych 30 dni od kiedy je założyłam, myślę że moje dotychczasowe spostrzeżenia wystarczają do spisania wiarygodnej opinii. 




Producent obiecuje, że:
     "Soczewka Contact Air Spheric została wyprodukowana z unikalnego materiału, silikono-hydrożelu, który stanowi unikalne połączenie elastycznego polimeru z wodą. Soczewka składa się z 69% z wody, co gwarantuje maksymalne nawilżenie oka bez ryzyka podrażnień. Aerofilcon A ®, innowacyjny materiał, przepuszcza do 3,5 razy więcej tlenu do oka niż inne soczewki dzięki czemu twoje oczy mniej się męczą .
     Nowa soczewka to również unikalna konstrukcja, wielopłaszczyznowe zakończenie krawędzi stosowane tylko w soczewkach ZEISS, wymusza wymianę filmu łzowego, a oko jest jeszcze bardziej dotlenione".
 




Moja opinia:
     
     Jedną z pierwszych rzeczy, na które zwróciłam uwagę było opakowanie. Bardzo mi się spodobało to, że plastikowe pudełeczko w którym zamknięto soczewki jest nie tylko bezpieczne, ale także łatwo się je otwiera. 
     Same soczewki są bardzo delikatne, miękkie, powiedziałabym że plastyczne. Po nałożeniu na oczy, w zasadzie niewyczuwalne. Dla jednych ich plastyczność będzie plusem, dla innych może okazać się kłopotliwa. Wynika to stąd, że przy nakładaniu makijażu, wymuszają daleko posuniętą ostrożność. Jeśli naciśniemy powiekę mocniej, możemy niechcący przesunąć soczewkę. Podobnie może się zdarzyć gdy zapomnimy się w ciągu dnia i mocniej przesuniemy dłonią po oczach. Raz zdarzyło mi się, że soczewka "uciekła" mi wgłąb oka i musiałam wydobywać ją spod powieki. 
     Warto też wspomnieć, że soczewki nie są barwione. Z mojego punktu widzenia nie jest to przeszkodą, jednak spotkałam się z opinią, że delikatny kolor ułatwiłby zlokalizowanie "kontaktów" w pudełeczku podczas ich porannego zakładania.
     Komfort noszenia, jak wspomniałam, jest wysoki. Przez pierwsze dwa tygodnie czułam się naprawdę wygodnie, mimo mojego "długiego dnia" i znacznego obciążenia oczu. Uczucie suchości oka było minimalne, lub nie występowało wcale. Zmieniło się to nieco po upływie dwóch tygodni od założenia soczewek. Zaczęłam wtedy co jakiś czas odczuwać dyskomfort spowodowany wysuszeniem oczu, jednak jak wspomniałam, mój typowy dzień obciąża wzrok w znacznym stopniu. 

     Mam jednak zastrzeżenia co do terminu przydatności soczewek. Opisane są jako trzydziestodniowe, tymczasem w połowie trzeciego tygodnia noszenia nagle okazało się, że moje oczy stają się podrażnione w ciągu dnia. Raz mniej, raz bardziej, jednak fakt pozostawał faktem, że przeszkadzało mi to. Okazało się też, że jedna z soczewek wyszczerbiła się w dwóch miejscach - jak sądzę właśnie to było bezpośrednią przyczyną podrażnień.




     Nie ukrywam, że byłam tym bardzo zaskoczona. Zdarzyło mi się to pierwszy raz odkąd noszę soczewki. Poza tym mimo że noszę je przez długie godziny, dbam o nie, nie ciągnę ich, ani nie szarpię. 

Reasumując:
     Osobiście sklasyfikowałabym powyższe soczewki jako dwu - max trzytygodniowe, ponieważ w tym czasie dają naprawdę imponujący komfort noszenia. Dają oczom oddychać, nie podrażniają ich, są niewyczuwalne, nie męczą wzroku. Niestety w trzecim tygodniu ów komfort stopniowo się obniża. 


CONTACT 1 DAY Easy Wear

     "Lekkie, jasnoniebieskie zabarwienie materiału ułatwia ich zakładanie początkującym pacjentom.
Soczewki są wykonane z wysokiej jakości materiału o nazwie Methafilcon A zawierającego 55% wody. Materiał ten został przystosowany także do używania przez alergików. Soczewki zachowują dobrą ruchomość oraz centralizację na oku, nawet w trakcie długiego noszenia. Wyposażone zostały w filtr UV chroniący oczy przed szkodliwym promieniowaniem".


     Z tymi soczewkami bardzo się polubiłam! Noszą się bardzo wygodnie, mimo że nie są tak plastyczne jak poprzednie. Dla mnie akurat nie stanowi to żadnego problemu. Oczy są dotlenione, niepodrażnione, wyglądają świeżo nawet pod koniec dnia. Ponieważ soczewki są jednodniowe, nie wymagają w zasadzie jakichkolwiek środków konserwujących. To świetna opcja dla tych, którzy chcą przetestować reakcję swoich oczu na szkła, albo potrzebują czegoś na jednorazowy wypad. To naprawdę świetna i wygodna propozycja! Czego chcieć więcej? Ja jestem jak najbardziej na tak!




     Także i tutaj opakowanie jest bardzo wygodne w obsłudze. Wewnątrz kartonowej otoczki mamy 5 "brzuszków" z soczewkami oraz ulotkę z dokładną instrukcją obsługi. Mimo, że są to produkty jednodniowe, pokusiłam się o mały test - wykonany na własne ryzyko i w żadnym razie nie zachęcam do podobnych praktyk, po prostu chce dać Wam znać, że w razie czego taki cheat może się udać - nosiłam je przez trzy dni z rzędu i dopiero pod koniec trzeciego dnia odczułam drobną różnicę w komforcie noszenia. Reasumując: cud, miód, malina!


     Do paczki, jak już wspomniałam dołączony był płyn - przeznaczony specjalnie do miękkich soczewek. Dostałam wygodną, poręczną butelkę o pojemności 100ml. Jest na tyle duża, że wystarczy na całkiem długi okres użytkowania, jednak na tyle mała i lekka, że spokojnie można zabrać ją w podróż. W komplecie było też dołączone opakowanie na soczewki.



     Do przesyłki dołączono mnóstwo ulotek, torebkę promocyjną oraz książeczkę użytkownika zawierającą masę instrukcji i sugestii przydatnych dla osób noszącym szkła kontaktowe. Także odnoszące się do makijażu ;)

     Na koniec mały dodatek ode mnie, czyli oko ubrane jedynie w soczewkę, abyście zobaczyli, że... naprawdę ich nie widać. Jak sądzę to spory plus dla wielu osób, w końcu nie każdy z nas chce, aby reszta świata była świadoma tego, że nosimy kontakty.



     A Wy macie jakieś doświadczenia z soczewkami, którymi chcielibyście podzielić się z innymi?

Pozdrawiam serdecznie, 
Katalina

piątek, 18 maja 2012

Jak się szybko skompromitować, czyli nowa "zabawa" Golden Rose

Hej, Misiaki!

     Miałam zignorować cała sprawę, bo w sumie jest ona dość słabego kalibru, ale Jamapi napisała świetny tekst, który i mnie zainspirował. Nie będę się jakoś szeroko rozpisywała, bo w zasadzie mogłabym podpisać się pod każdym słowem ze wspomnianego wpisu Jamapi.

     Jak zapewne mnóstwo z Was otrzymałam dzisiaj maila z zaproszeniem do "zabawy" zorganizowanej przez GR ponieważ wyraziłam chęć wzięcia udziału w niedawnej ich akcji mającej na celu wyłonienie ambasadorek/testerek marki. 
     Aby streścić historię, napiszę tylko, że również do tamtej akcji zostałam mailowo zaproszona przez przedstawicielkę firmy GR. W sumie nie wiem po co, ponieważ z tego co widziałam ich targetem były blogi, których liczba subskrybentów zaczynała się od bodajże 600 wzwyż. Niezależnie od wszystkiego udział wzięłam, wybrana nie zostałam, zrobiło mi się przykro, jednak uczucie to minęło jak ręką odjął kiedy zobaczyłam zawartość paczek jakie otrzymały wybrane testerki. Nic mnie tam nie urzekło, nie zaimponowało, nie rozbudziło chęci posiadania. W dodatku próbnik czterech szminek i tak już mam, bo dostałam go w gratisie kupując lakier w sklepie stacjonarnym GR.
    
     W każdym razie, akcję testerek zakończono, a aktualna promocja, konkurs, zabawa, czy jakkolwiek by tego nie nazwać w skrócie polega na tym, że mamy zamieścić u siebie tago-podobny wpis, oczywiście zdjęcie promowanego produktu, i zastosować się do czterech wypunktowanych wymogów. Jak to zrobimy, to będziemy miały szansę zostać wylosowane i wygrać promowany kosmetyk. 

     Fajne to? Niefajne? Po mojemu to nic innego jak zmyślnie, choć nieco topornie skonstruowana akcja reklamowa firmy. I powiem Wam tylko tyle, że bardzo mi się nie spodobało to, że zostałam potraktowana jak źródło taniej reklamy. Nie po to prowadzę bloga. Tak więc, dziękuję, ale tym razem postoję. Nie przypuszczałam, że firma Golden Rose wpadnie na podobny pomysł. Uważam go za nieporozumienie. Spodziewałabym się czegoś takiego raczej po początkującej, nikomu nieznanej marce, pragnącej przebić się i zaistnieć ze swoimi produktami, nie zaś po firmie o bądź co bądź ugruntowanej pozycji na rynku. Pozycji, którą zdobyła w dużej mierze dzięki przychylnym recenzjom blogerek właśnie. Nie zrozumcie mnie źle. Nie chcę nikogo urazić czy dotknąć moim wpisem. Jest to wyłącznie moja prywatna opinia. Niestety z wielką przykrością muszę stwierdzić, że zawiodłam się na firmie GR.

czwartek, 17 maja 2012

Kryształki Lodu

Hej, Misiaki!


     Skoro ostatnie makijaże były mocno przesadzone, pomyślałam że dla odmiany, aby zachować jaką taką równowagę przygotuję też coś dla tych z Was, które wolą prostotę i umiar... No dobrze, po mojemu to właśnie jest prostota i umiar. 
     Makijaż w kolorystyce, która pasuje bardzo wielu typom urody, łatwy do wykonania, a jednak podkreślający to co trzeba. Krótko i na temat. Zapraszam!





     Ale zanim przejdę do właściwego tutorialu, krótkie intro obrazkowe, w którym przedstawię dokładnie co mam na twarzy:








1. Zaczynam od podkreślenia brwi - używam do tego cienia w kolorze zbliżonym do odcienia moich włosów. Na całą powiekę nanoszę bazę pod cienie. Białą kredką rozjaśniam łuk brwiowy i wewnętrzny kącik oka, następnie dokładnie ją rozcieram. To pomoże mi stworzyć iluzję świetlistego, świeżego spojrzenia. Białym satynowo-perłowym cieniem utrwalam roztartą kredkę, zarówno na łuku brwiowym, jak i w wewnętrznym kąciku oka.



2. Sięgam po bardzo błyszczący, perłowo-metaliczny pigment w liliowej tonacji i nanoszę go na całą ruchomą część powieki aż po załamanie. Ciemniejszym fioletem podkreślam załamanie powieki, rysując falistą linię i rozcierając ją ku górze.



3. Odrobinę rozcieram również na dolnej powiece. Białą kredką rozjaśniam linię wodną oka. Fioletowym linerem w żelu podkreślam górną linię rzęs. Na koniec tuszuję rzęsy i makijaż oczu jest gotowy.





Użyte produkty:
Twarz:
- Lioele Triple The Solution BB Cream
- korektor w kremie Make Up Store Cover All Mix #1C1
- Puder Perłowy BU
- bronzer Ikos Ziemia Egipska
- róż z palety Mariza Selective Fuzja Koloru
- rozświeltacz – róż wypiekany Kiss Beauty
Oczy:
- brwi – cień z palety Sephora,
- baza Artdeco
- biały cień z okrągłej palety Sephora
- biała kredka Manhattan 11A
- liliowy pigment MAC #Kitschmas
- fioletowy pigment MAC #Grape
- fioletowy żelowy liner Essence #03 Berlin Rocks
- tusz Multi Lash Black, Make Up Store
Usta:
- szminka Golden Rose Ultra Rich  Color Lipstick #75 Shimmering
Jak zawsze bardzo serdecznie Was pozdrawiam! 


środa, 16 maja 2012

Cherry Lady - Recenzja Rzęs Yi Feng

Hej, Misiaki!


     Wiśniowy makijaż, który nie tak dawno prezentowałam na łamach mojego bloga wzbudził spore zainteresowanie :). Dzisiaj chciałabym napisać Wam kilka słów na temat rzęs, których użyłam aby dodać mu nieco smaczku. Podobnie jak poprzednie, także i te zostały mi przesłane przez KKcenterHK.




     Spośród wszystkich ozdobnych sztucznych rzęs, które miałam okazję testować, te są moimi ulubionymi! Łączą w sobie siłę wyrazu klasycznych rzęs, z odrobiną ekstrawagancji w postaci kolorowych pasemek i oczywiście trzech ozdobnych piórek w zewnętrznych kącikach.




Cena: $4,22

Dostępność:
KKcenterHK

Opakowanie:  Miękki różowy kartonik z "okienkiem", bez bocznych ścianek. Przyznaję, nie jest to zbyt praktyczne rozwiązanie, zwłaszcza że plastikowa tacka lubi się wyślizgiwać ze środka.


Na odwrocie taka oto instrukcja


Trwałość:  Wysoka. Paseczek rzęs jest elastyczny i giętki, a włoski są w nim dobrze osadzone. Dla osób, które tak jak ja nie malują sztucznych rzęs tuszem ( z resztą mało które typowo ozdobne rzęsy wymagają tuszu), jedna para będzie wystarczająca na wiele aplikacji.

Aplikacja: W moim odczuciu bardzo wygodna. Również dlatego tak się z nimi polubiłam. Giętki pasek umożliwia swobodne manipulowanie rzęsami. Po przyklejeniu są one relatywnie niewyczuwalne na oczach. 




     Na podstawie moich dotychczasowych doświadczeń ze sztucznymi rzęsami, mogę z pełnym zdecydowaniem powiedzieć, że tego typu modele są jednymi z moich ulubionych. Dodają oczom wyrazu, a przez to że włoski są nieregularnej długości, wyglądają ciekawie po nałożeniu. Cieszę się tym bardziej, że mam podobne bez ozdóbek i bardzo je lubię. Te jak przypuszczam będą moją pierwszą domyślną opcją w przypadku wszelkiego rodzaju imprez, ponieważ są pomysłowe ale nieprzegadane. Takie jak lubię! To jedna z niewielu par, względem których nie mam żadnych zastrzeżeń.


     Tak wyglądają w powiększeniu:



     A tak prezentuje się całość:



Pozdrawiam serdecznie!


UPDATE!

Na prośbę Hexxany, dodaję kolejne zdjęcia makijażu.