środa, 27 czerwca 2012

Recenzja: Rozświetlająca Maseczka Algowa od Aura Herbals

Hej, Dziewczyny!

     Ostatnimi czasy używam bardzo dużo maseczek. To o tyle ciekawe, że jeszcze do niedawna uważałam ten rodzaj kosmetyków za zupełnie zbędny. Tymczasem teraz mam bodajże pięć różnych ;) 

     Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam jedną z nich: gabinetową maseczkę algową od Aura Herbals. Istnieje kilka wersji tej maseczki, każda ma za zadanie zająć się innymi wymaganiami cery. Ja akurat mam wersję rozjaśniającą, która zawiera kolagen i algi. O ich działaniu możecie poczytać więcej na stronie producenta (KLIK).




Do głównych zadań tej maseczki należy:
* rozjaśnienie kolorytu cery
* silne nawilżenie
* przeciwdziałanie niedoskonałościom


Co mogę o niej powiedzieć?

Dostępność: Strona Aura Herbals

Cena: 16zl

Pojemność: 50g (dostępne są też inne pojemności)

Trwałość: data na opakowaniu

Opakowanie: Srebrzysta saszetka zamykana strunowo.

Konsystencja: Sproszkowana.




Zapach: Delikatny. Mnie osobiście kojarzy się z kleikiem albo jakąś mączką.

Aplikacja: Maseczkę należy rozrobić z niewielką ilością wody i taką mieszankę nałożyć na twarz na około 25 minut. Po tym czasie ma ona jakoby być możliwa do zdjęcia jednym ruchem. U mnie niestety zdejmowanie tej maseczki przysparza za każdym razem nieco trudności. Metodą prób i błędów doszłam do przekonania, że lepiej jest nałożyć nieco grubszą warstwę maski na twarz, wówczas jest ona łatwiejsza do usunięcia. Polecano mi również metodę "na gazę", czyli najpierw nałożyć na twarz gazę i dopiero ją pokryć maseczką. Nie próbowałam jeszcze tej techniki, ale na jakimś etapie z pewnością do niej wrócę.

     Jaka jest w akcji? Z mojego punktu widzenia - fantastyczna! Przede wszystkim wspaniale nawilża! Już od momentu nałożenia wyraźnie czuć nawilżenie, zupełnie jakby skóra "piła" składniki wprost z algowego kompresu. Maska daje także wrażenie chłodu i ukojenia. Obiecany efekt rozjaśnienia jest zauważalny - koloryt cery lekko się wyrównuje, a karnacja po zdjęciu maski jest rzeczywiście odrobinę jaśniejsza. Co zaś się tyczy oddziaływania na niedoskonałości... cóż, moja skóra jest  kłopotliwa i pełna przebarwień. Często też zdarza mi się, że tu i ówdzie pojawi się jakiś cholernik... Temu jeszcze żaden specyfik nie zaradził, niestety. 

     Od nałożenia maseczka stopniowo zastyga i wysycha na twarzy. Jeśli położymy ją zbyt cienką warstwą, wówczas wyschnie kompletnie, co nie jest dobre, ponieważ wtedy dość ciężko jest zdjąć ją z twarzy. Dlatego zalecam nałożenie ja raczej grubsza warstwą. Muszę też wspomnieć o tym, że kiedy zastosowałam ją po raz pierwszy, na dekolcie pojawiły mi się po niej czerwone plamy - nie mam pojęcia dlaczego. Na szczęście był to jednorazowy przypadek. Maseczka nie podrażniła mnie nie zapchała, za to ładnie odświeżyła moją skórę. 

     Lubię w niej w zasadzie wszystko za wyjątkiem procesu zdejmowania, który w moim przypadku jest dość czasochłonny i frustrujący, jednak generalnie jest to według mnie świetny produkt, który mogę zdecydowanie polecić każdemu :)


Miałyście kiedyś do czynienia z maskami algowymi lub kolagenowymi?

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Wielkie UFFF! ;)

Hej, Misiaki!

     Dzisiaj będę się chwalić, bo czemu nie :P. Odebrałam dzisiaj paczkę od Angel :***, którą to paczkę wysłała do mnie łohoho i jeszcze trochę temu ;) I potem słuch o niej zaginął, aż zaczęłyśmy obie snuć teorie spiskowe co do tego kto i kiedy ją zajumał...
     No i dzisiaj zguba się odnalazła ku mojej ogromnej radości. Bo w środku znalazłam same pyszności:

Pudełeczko wygląda jak bombonierka :)

A w środku...

O TAKIE smakołyki!

     Na olejek z Alverde miałam ochotę tak długo, że aż sama już nie wiem. A teraz będę mogła nareszcie go przetestować! Jupi! :) 


!!!DZIĘKUJĘ!!!

niedziela, 24 czerwca 2012

Demakijaż - kosmetyki których aktualnie używam + mini recenzje

Cześć Dziewczyny!

     O makijażu piszę w zasadzie na okrągło, ale nie przypominam sobie bym pisała na temat demakijażu. Bo i w zasadzie o czym tutaj pisać? 99% z Was wie jak prawidłowo zmywać z twarzy pozostałości makijażu, czy też ogólniej - kosmetyków jako takich. Inna sprawa, że nie uważam się za eksperta w tej dziedzinie. W moim przypadku chodzi o to, żeby dobrać taki zestaw, który przy minimum wysiłku z mojej strony oczyści moją twarz w stopniu maksymalnie ograniczającym powstawanie jakichkolwiek "niespodzianek".
     Przetestowałam multum rozmaitych mleczek, toników, żeli i płynów micelarnych. Raz nawet upolowałam krem do demakijażu, który mimo dość kłopotliwego  sposobu używania nawet przypadł mi do gustu. Wszystkie te testy doprowadziły mnie do punktu, w którym mniej-więcej poukładałam sobie w głowie co mi służy i czego lubię używać.

     Na wstępie muszę zaznaczyć, że produkty, o których dzisiaj Wam napiszę NIE SĄ moim zestawem idealnym. To po prostu zestaw aktualnie przeze mnie używany. Jak się spisuję opiszę Wam pokrótce poniżej. Do usuwania zanieczyszczeń z twarzy używam obecnie trzech kosmetyków, a są to:

✓ Płyn dwufazowy  do demakijażu oczu Lirene Dermoprogram
✓ Żel micelarny do mycia i demakijażu BeBeauty Face Expert!V Hydro Effect
✓ Płyn micelarny Ziaja z serii Ulga dla skóry wrażliwej




Lirene Dermoprogram - delikatny dwufazowy płyn do demakijażu oczu

Dostępność: Drogerie Natura, Rossmann, mniejsze i większe drogerie. Produkt jest ogólnodostępny.

Cena: około 12zł

Pojemność: 125ml / 4,1fl.oz

Trwałość: 9 miesięcy od otwarcia.

Opakowanie: Plastikowa butelka z wygodnym, bezpiecznym zamknięciem. Dobrze leży w dłoni, nie wyślizguje się. Podoba mi się, ponieważ można spokojnie postawić butelkę "na głowie" bez obaw, że coś z niej wycieknie. Charakterystyczne wgłębienie po prawej stronie butli idealnie nadaje się dla osób, które tak jak ja lubią otwierać opakowania kciukiem, wykonując minimum wysiłku ;). Zatem praktyczny kształt liczę jak najbardziej na plus!

Konsystencja: Klasyczny płyn dwufazowy, lekko tłustawy. Wiele osób zwraca uwagę na to czy dwufaza pozostawia tłustą warstwę na oczach. Jak dotąd nie spotkałam takiego płynu który by jej NIE zostawiał (przecież to jedna z podstawowych cech tego typu produktów), jednak w przypadku tego kosmetyku tłusta warstewka jest minimalna. Nie powoduje żadnej mgły na oczach, ani niczego w tym guście. Noszę soczewki, a mimo to nie zanotowałam jakichkolwiek problemów w związku ze stosowaniem płynu Lirene.

Zapach: Niewyczuwalny.

Aplikacja i działanie: Produkt oczywiście trzeba wstrząsnąć energicznie przed użyciem. Nieco denerwujące jest to, że bardzo szybko ponownie się rozwarstwia, więc trochę musimy się natrząść... 
     Ma zmywać wszystkie, nawet najbardziej oporne wodoodporne kosmetyki do oczu. Typowo wodoodpornych produktów nie mam, bo ich nie lubię, jednak śmiało mogę stwierdzić, że płyn radzi sobie dobrze z całym moim arsenałem. Zmywa dokładnie, do czysta, bez konieczności tarcia. Nie podrażnił mnie, nie spowodował pieczenia oczu. 
     Co zaś się tyczy tłustawej warstewki... cóż, jeśli naprawdę aż tak masakrycznie Wam przeszkadza, zawsze możecie zmyć ja tonikiem lub płynem micelarnym i po kłopocie.

Skład: Może nie jest fantastyczny, ale można przejść nad nim do porządku dziennego.
Aqua, Isohexadecane, cyclopentasiloxane, glycerin, sodium chloride, disodium edta, methylparaben, methylchloroisothiazolinone, methylisothiazolinone, benzyl alcohol, Cl 42090

Czy kupię ponownie: Całkiem możliwe. Nie jest to mój ideał, lecz sprawuje się naprawdę dobrze. Jednak zanim ostatecznie zdecyduję będę chciała wypróbować jeszcze kilka innych ;).


Żel micelarny do mycia i demakijażu BeBeauty Face Expert!V Hydro Effect


Dostępność: "Biedronka, ach, Biedronka" :P.

Cena: około 5zł

Pojemność: 150ml

Trwałość: O tym decyduje data na zgrzewie tuby.

Opakowanie: Plastikowa wyciskana tuba. Estetyczna, wygodna. Odrobinę niepraktyczna, ponieważ nie widać poziomu zużycia.

Konsystencja: Przejrzysty żel. Świetna alternatywa dla dziewczyn, które zastanawiają się nad przestawieniem się z mleczka do demakijażu na płyn micelarny, ale nie są co do tego do końca przekonane.

Zapach: Delikatny, przyjemny.

Aplikacja i działanie: Ja używam go podobnie jak mleczka, czyli wyciskam odrobinę na płatek i przecieram nim twarz. Żel zmywa zanieczyszczenia dokładnie, jednak zauważyłam, że odrobinę (tylko odrobinę) się pieni, co może niektórym przeszkadzać. Używając tego żelu mam też wrażenie jakby zostawiał po sobie na mojej skórze cienką warstewkę, czego nie lubię, więc zazwyczaj sięgam po tonik lub płyn micelarny, którym usuwam z mojej twarzy wszystkie ewentualne pozostałości po jakichkolwiek kosmetykach.

Skład: Na opakowaniu jest informacja, że produkt nie zawiera żadnych alergenów, jednak po pobieżnej analizie składu okazuje się, że jest tam kilka rzeczy które w skrajnych przypadkach mogą powodować podrażnienia.
Aqua, Propylene Glycol, Disodium Cocoamphodiacetate, PEG-40 Hydrogenated Castrol Oil, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolumer, Poloxamer 184, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Sophora Japonica Leaf Extract, Panthenol, sodium hydroxide, Sodium Citrate, sodium chloride, disodium edta, citric acid, parfum, methylparaben, propylparaben, methylisothiazolinone.

Czy kupię ponownie: Ciężko powiedzieć. Żel sam w sobie jest dobry i wywiązuje się z obietnic, nie robiąc mi przy okazji krzywdy, jednak z mojego punktu widzenia wygodniejszym i bardziej ekonomicznym rozwiązaniem jest zakup tradycyjnego płynu micelarnego, przy pomocy którego za jednym zamachem pozbędę się z twarzy wszystkich zanieczyszczeń.


Płyn micelarny Ziaja z serii Ulga dla skóry wrażliwej

Dostępność: Apteki i drogerie. Produkt ogólnodostępny.

Cena: około 7zł

Pojemność: 200ml

Trwałość: O tym decyduje data na opakowaniu.

Opakowanie: Plastikowa butelka, w tym przypadku niebieska, jednak kolor różni się w .zależności od tego z jakiej serii pochodzi płyn (miałam już trzy różne micele z Ziai). Opakowanie samo w sobie jest wygodne i praktyczne.

Konsystencja: Płynna.

Zapach: Delikatny, przyjemny.

Aplikacja i działanie: Jak pisałam wyżej, to mój trzeci płyn micelarny z Ziai. Pierwszy kupiłam z ciekawości (to był mój pierwszy płyn micelarny) i póki nie miałam porównania z innymi nie widziałam jego wad. Po porównaniu widzę że nie radzi sobie ze zmywaniem makijażu. Zachowuje się bardziej jak tonik niż płyn micelarny. Do demakijażu się nie nadaje, bo rozsmarowuje kosmetyki po całej twarzy. Płyny micelarne Ziai szczypią w oczy. Ten z serii "Ulga" akurat mniej niż np Różany, jednak mimo wszystko czuję lekkie podrażnienie. Według mnie nie wywiązuje się z obietnic jakie składa.

Skład: Jedna z jego największych wad, a także powód, dla którego nigdy więcej po niego nie sięgnę. DMDM hydantoin.
Aqua, Propylene Glycol, sodium Cocoamphodiacetate, glecerin, panthenol, allantoin, propylene glycol, Glycyrrhiza Glabara root extract, DMDM Hydantoin, sodium benzoate, citric acid.

Czy kupię ponownie: Z całą pewnością nie.


Skład powyższych kosmetyków możecie przeanalizować wstępnie korzystając z TEGO urządzenia.

środa, 20 czerwca 2012

Zapraszam na pałace: Nails inc. London #390 regents palace - mini recenzja

Hej, Misiaki!

     Dzisiaj chciałabym napisać kilka słów na temat lakieru, jaki dostałam w prezencie od Hexxany. Jak widać po tytule, jest to produkt marki Nails inc., która od niedawna jest dostępna także w Polsce.
     Lakier nosi nazwę Regents Palace i ma piękny, fioletowy kolor podbity tonami liliowo-malinowymi.




Dostępność: internet, np Allegro
Cena: około 30zł
Pojemność: 10ml
Trwałość: Na paznokciach wytrzymuje mniej-więcej dwa dni. Przy dużym samozaparciu pociągnie i trzeci.
Pędzelek: klasyczny
Czas schnięcia: W granicach normy.
Poziom krycia: Konieczne dwie warstwy.
Formuła lakieru: Ciężko ją określić, ale po mojemu to taki kremowy shimmer z odrobiną perły.
Zmywanie: Bez problemu.




     Jak dla mnie głównym atutem tego lakieru jest jego kolor. Nie jest to płaski jednowymiarowy fiolet, ponieważ zawiera w sobie refleksy czerwonawe, różowawe i wrzosowe. Ładnie odbija światło, nie zostawia smug na paznokciach.




     Dobrze wygląda zarówno solo, jak i w połączeniu z rozmaitymi lakierami wierzchnimi. Trwałością może nie powala, jednak w gruncie rzeczy tragedii też nie ma. Dwa-trzy dni to całkiem przyzwoity wynik. Chociaż biorąc pod uwagę stosunek ceny do trwałości mogłoby być dużo lepiej.




     Jak widzicie, dzisiejsza recenzja jest króciutka, jednak po co sztucznie pompować jej rozmiary? Dość napisać, że podoba mi się :D

Pozdrawiam serdecznie! :***

piątek, 15 czerwca 2012

Lakierowy Czarodziej - Czyli EBALAY 007 od KKcenterHK

Hej, Misiaki!

     Nie mogłam się doczekać, żeby opublikować tego posta!!! Mam na swoim koncie bliskie spotkania trzeciego stopnia z mnóstwem lakierów do paznokci. Wiele bardzo polubiłam, jeszcze więcej używałam sporadycznie. Część dosłownie raz. Ten, o którym dzisiaj Wam napiszę plasuje się w zaszczytnej grupie "ALL TIME FAVOURITES". Poznajcie lakierowego czarodzieja marki EBALAY o numerze 007, który otrzymałam do testów dzięki uprzejmości sklepu KKcenterHK.






     Wygląda jak normalny lakier, jednak jest to typowy top coat. No, może nie "typowy". To prawdziwy transformers. Nałożony solo nie zachwyca. Samodzielnie wygląda wręcz nieciekawie, ponieważ zawiera w sobie masę drobinek które mają żółtawo-brązowawe pigmenty. Jeśli światło padnie na nie pod odpowiednim kątem mienią się jak masa perłowa na różne odcienie błękitu, różu i fioletu.



     Generalnie jednak sam lakier nadaje paznokciom żółtawe zabarwienie, przez co wyglądają jakby należały do nałogowej palaczki ;) Nałożenie kilku warstw nie zdaje egzaminu, ponieważ to nie jest lakier z gatunku kryjących. Z resztą nawet na opakowaniu napisane jest "vernis de protection", czyli lakier wierzchni.

     Na pierwszym zdjęciu tego wpisu zademonstrowałam Wam porównanie:
1) lakier solo
2) lakier na jasnej bazie
3) lakier na ciemniej bazie

     Jako jasną bazę wybrałam lakier o kremowym wykończeniu w kolorze beżowo-khaki. EBALAY nałożony na taką bazę zachował się jak lukrowo-lodowa skorupka. Dał intensywnie błyszczącą, roziskrzoną powłokę, która odbijała światło jak milion maleńkich zwierciadełek. Efekt był subtelny, ale widoczny, lekko opalizujący. Jak masa perłowa.



      Natomiast jeśli chodzi o ciemną bazę... Kiedy nałożymy ten lakier na ciemną bazę, zaczyna się prawdziwa magia! Efekt jaki uzyskujemy, można przyrównać do rozgwieżdżonego nieba w czasie zorzy polarnej. Jest zjawiskowy! Tutaj jako bazy użyłam lakieru o kremowej formule i czarno-fioletowym odcieniu.





     Nawrzucałam Wam dużo zdjęć, aby choć w niewielkim stopniu ukazać jak pięknie mieni się ten kolor w zależności od kąta padania światła.

Na zakończenie jeszcze kilka standardowych informacji:
cena: $7,24
dostępność: sklep KKcenterHK
pojemność: 15ml
trwałość: uzależniona od lakieru bazowego
wykończenie: opalizujące
czas wysychania: szybki, kilka minut
pędzelek: klasyczny, lekko spłaszczony, wygodny

     Jestem nim zachwycona! Używam nieprzerwanie na coraz to innej bazie, za każdym razem uzyskując nieco inny, jednak nie mniej piękny efekt. Ten lakier to prawdziwy kameleon! Zdecydowanie polecam!


PS. Przypominam, że kupując w sklepie KKcenterHK otrzymacie zniżkę 10% na Wasze zakupy, korzystając z kodu katalina-sugarspice. Kod ważny jest do 31. stycznia 2013r.


 

sobota, 9 czerwca 2012

Z Apteczki Babuni...

Cześć, Misiaki!

     Ponieważ ostatni tydzień nie należał do najprzyjemniejszych dla mnie z różnych względów, postanowiłam odstresować się w swoim stylu, to znaczy pisząc. Dla odmiany nie będzie ani o makijażu, ani o lakierach do paznokci, ale o pielęgnacji. Przygotowałam dla Was krótką recenzję dwóch kosmetyków marki Joanna z serii Z Apteczki Babuni. 




     Z tego co wiem, kosmetyki te są na polskim rynku od niedawna. Byłam ich bardzo ciekawa i zaczęłam używać jak tylko wpadły mi w ręce niemal miesiąc temu. I... powiem Wam, że gdyby nie kilka "zonków" w składzie, byłyby to naprawdę fajne kosmetyki.

     Zacznę od tego, że nigdy nie byłam przesadnie zafascynowana śledzeniem składu kosmetyków, o czym z resztą kiedyś Wam pisałam. Jednak będąc otoczoną tyloma wspaniałymi dziewczynami śledzącymi i dokumentującymi składy kosmetyków (że wspomnę tylko o Angel i Simply_a_woman), sama chcąc nie chcąc trochę podłapałam. W dodatku nie tak dawno jedna z blogerek zwróciła w swojej recenzji uwagę na pewien składnik, który obecny jest w wielu kosmetykach, a jego działanie jest mówiąc delikatnie nieco kontrowersyjne. Mowa o DMDM Hydantoin o którym możecie poczytać TUTAJ. Ten oraz kilka innych składników jest powodem, dla którego najprawdopodobniej nie sięgnę ponownie po żaden z recenzowanych dziś kosmetyków, mimo że ich działanie samo w sobie jest dobre.


Peeling do ciała z ekstraktem z bzu:

Zamknięty jest z wygodnym, plastikowym opakowaniu, zawierającym 300g produktu.
Kosztuje około 14zł.

Ten produkt jest właściwie peelingującym środkiem myjącym, ponieważ przy okazji wykonywania masażu wytwarza pianę, która oczyszcza skórę. Kosmetyk pozostawia na skórze delikatny natłuszczający film, jednak mimo wszystko polecam stosowanie z nim jakiegoś balsamu, ponieważ śliska warstewka po pewnym czasie znika, tak samo jak uczucie nawilżenia. Jednak jako środek wygładzający i ścierający martwy naskórek, sprawuje się bardzo dobrze!


     Ma postać fioletowego żelu z mnóstwem drobinek - na tyle zauważalnych by złuszczać, nie drapiąc jednocześnie. Jego główną zaletą jest wspaniały, upajający zapach bzu.

     Generalnie kosmetyk wywiązuje się z obietnic producenta, czyli wygładza i myje ciało, czyniąc skórę świeżą i pachnącą. Nie mniej jednak pod względem składu peeling Z Apteczki Babuni nie zachwyca.

Skład:
Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Polyethylene, SODIUM LAURETH SULFATE, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, HYDROXYPROPYL GUAR, XANTHAN GUM, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, TRIETHANOLAMINE, Sambucus Nigra flower extract, PROPYLENE GLYCOL, DISODIUM EDTA, Sodium Chloride, Parfum, CINNAMYL ALCOHOL, Limonene, LINALOOL, DMDM HYDANTOIN, METHYLCHLOROISOTHIAZOLINONE, Methylisothiazolinone, Cl:42090, Cl:17200

Analizę składu znajdziecie TUTAJ.


Masło do ciała z ekstraktem z bawełny i kompleksem witaminowym:

Podobnie jak peeling zamknięty jest w plastikowym zakręcanym pudełeczku o pojemności 300g. 
Kosztuje około 12zł.

Pod względem konsystencji przypomina bardziej zbitą emulsję do ciała niż typowe masło. Bardzo podoba mi się jego zapach - jest delikatny, świeży, kremowo-bawełniany. Zdecydowanie przyjemny i nienachalny. Sam produkt łatwo nabiera się na dłoń i rozsmarowuje na ciele. Bezpośrednio po nałożeniu daje odczuwalne uczucie nawilżenia, które utrzymuje się w pewnym stopniu nawet następnego dnia. 


     Ciekawostką jest obietnica producenta, jakoby masło to miało działać przeciwstarzeniowo (a DMDM Hydantoin niestety ma odwrotne działanie),  w dodatku ma jakoby poprawiać koloryt cery. Ja niczego podobnego nie zauważyłam. Mimo wszystko powiem szczerze, polubiłam się z tym masełkiem, niestety rozczarował mnie jego skład.

Skład:
Aqua, Butyrospermum Parki butter, caprylic/caprictriglyceride, glycerin, etearyl alkohol, isopropyl myristate,ceteareth-20, paraffinum liquidum, dicaprylyl ether, tocopheryl acetate, PROPYLENE GLYCOL, gossypium herbaceum seed extract, allantoin, niacinamide, panthenol, petrolatum, cyclopentasiloxane, cyclohexasiloxane, dimethicone, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, TRIETHANOLAMINE, Sodium polyacrylate, Parfum, hexyl cinnamal, hydroxyisohexyl 3-cyclohexene carboxaldehyde, butylphentyl methylpropional, Limonene, LINALOOL, DMDM HYDANTOIN, METHYLCHLOROISOTHIAZOLINONE, Methylisothiazolinone

Analizę składu znajdziecie TUTAJ.


Polecam Wam także stronę KOSMOPEDII, na której znajdziecie dokładne i szczegółowe opisy składników zawartych w kosmetykach.

wtorek, 5 czerwca 2012

Kolor, który krzyczy "LATO"!

Hej, Misiaki!

     Mam dla Was kolejny wpis lakierowy. Nie znudziłyście się jeszcze? Tym razem w roli głównej wystąpi dziecko Vipera Cosmetics z serii Creation Professional o numerze 719.




     Oczarował mnie kolorem. Do tego stopnia, że mimo iż nie planowałam zakupu, jak tylko wypatrzyłam go na stoisku Vipery wiedziałam, że musi być mój. Jak dla mnie jest to wymarzony odcień na lato, stanowi idealną mieszankę tonów arbuzowych, koralowych i malinowych, nieśmiało skłaniając się w stronę jakże modnych w tym sezonie neonów.





Garść informacji:
Dostępność: Stoiska i wyspy Vipery, drogerie osiedlowe.
Cena: 12zł
Pojemność: 10ml
Trwałość: 12 miesięcy
Pędzelek: Klasyczny.
Czas schnięcia: Całkiem przyzwoity, kilka minut.
Poziom krycia: Dwie warstwy są wystarczające, by uzyskać równą i kryjącą taflę.
Formuła lakieru: Kremowa.
Zmywanie: Łatwe, szybkie, bezproblemowe.




     To zdecydowanie jeden z moich ulubieńców ostatnich tygodni i jednocześnie faworytów na lato. Spójrzcie na ten kolor - soczysty jak owoc, czysty, intensywny. Jaskrawy a jednak nie na tyle, by dumać czy aby na pewno nadaje się do noszenia "do ludzi". W dodatku wytrzymuje w stanie niemal idealnym 5 dni z rzędu!
Dla mnie trwałość to jeden z głównych powodów przemawiających za lub przeciw danemu lakierowi. W tym wypadku jestem zdecydowanie za!




     To mój pierwszy lakier tej firmy, ale zdecydowanie zachęcił mnie do pogłębienia znajomości. Wiem, że Vipera ma w swojej ofercie kilka serii lakierów i że można je nabyć po bardzo przyzwoitych cenach (kolejny plus!) w wielu pięknych i nasyconych odcieniach. A kiedy eksperymentować jak nie latem właśnie?

Serdecznie pozdrawiam! :***

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Pierre Rene TOP FLEX Longlasting Nail Polish - Recenzja

Cześć, Dziewczyny!

     Testowałam ostatnio kilka lakierów do paznokci i powiem szczerze, że na jakiś tydzień-dwa mam dość ;) Inaczej nosi się lakier, który nakładamy ot tak dla przyjemności, a inaczej ten, o którym wiemy, że "dobrze byłoby coś o nim napisać". Dzisiejszy bohater wpadł mi w ręce przypadkiem, w paczce dla blogerek, o której już wspominałam. 
     Kosmetyków Pierre Rene nie używałam od lat, stąd też testy produktów tej właśnie firmy były dla mnie niczym sentymentalna podróż do starych dobrych czasów, gdy byłam jeszcze "młoda i piękna".




     Trafił mi się bardzo ciekawy kolor #233 Back Road, który oscyluje gdzieś na granicy szarości, popiołu i fioletu. Nigdy nie miałam niczego podobnego. Sam odcień sklasyfikowałabym jako jesienno-zimowy, co ciekawe, mimo odcienia oceniam go jako jeden z tych "bezpiecznych" wyborów, które będą pasowały do mnóstwa różnych stylizacji.


 

Dostępność: Drogerie Natura, sklepy internetowe.
Cena: 8-9 zł
Pojemność: 11ml
Trwałość: 24 miesiące od otwarcia
Pędzelek: długi, dość wąski, lekko spłaszczony - bardzo wygodny kształt.
Czas schnięcia: Dosyć długi - około 30 minut.
Poziom krycia: Wystarczy już jedna warstwa do pełnego i równego pokrycia płytki paznokcia!
Formuła lakieru: Kremowa, rzadka.
Zmywanie: Bez problemu.








     Na zdjęciach możecie zobaczyć jak wyglądają paznokcie pomalowane jedna warstwą lakieru. To w zupełności wystarczy by uzyskać głęboki, kryjący i równy kolor bez jakichkolwiek smug!  Fajna sprawą jest to, że opakowanie zamyka się na "klick", to znaczy, jeśli zakręcimy je właściwie, usłyszymy charakterystyczne pstryknięcie. Dzięki temu możemy mieć pewność, że lakier nie wyschnie przedwcześnie.




     Mam mieszane uczucia w stosunku do tego lakieru. Z jednej strony podoba mi się za kolor i stopień krycia, jednak ma też sporo wad.
* Jedną z nich jest konsystencja. Lakier jest rzadki - do tego stopnia, że bardzo szybko spływa z pędzelka przy malowaniu, co może nastręczać nieco trudności. 
* Drugą wadą jest długi okres schnięcia - pół godziny to minimum potrzebne, by w miarę normalnie funkcjonować, przy czym nawet po tym czasie możecie zrobić sobie "kuku" jeśli nie będziecie uważać. 
* Trzecią i największą moim zdaniem wadą jest trwałość - pierwsze odpryski pojawiły się jeszcze tego samego dnia, zaś nazajutrz kiedy brzegi zrobiły się nieco wyszczerbione zdecydowałam się zmyć lakier. Oczywiście położyłam lakier na bazę i pokryłam top coatem.




     Czy polecam? To zależy od Waszych oczekiwań w stosunku do lakieru. Ja liczę przede wszystkim na szybkość wysychania i trwałość, a tutaj niestety zawiodłam się. Jeśli jednak trwałość nie ma dla Was większego znaczenia i jesteście skłonne "leżeć i pachnieć" nieco dłużej niż zwykle - śmiało!

Pozdrawiam serdecznie!