środa, 25 lipca 2012

TAG: Ulubione Kanały Youtube

Hej, Misiaki!

     Dzisiaj będzie wpis nieco improwizowany, bo robiony na gorąco ;) Wróciłam z pracy i okazało się, że Sroczka mnie otagowała w zabawie, której celem jest podzielenie się z innymi naszymi ulubionymi kanałami Youtubowymi. ;) Tag nie precyzuje ile kanałów mamy wymienić, zatem... zobaczymy.

A oto i zasady:
1. Zamieść regulamin i baner tagu
2. Wypisz w tagu kanały które oglądasz (o modzie, urodzie i inne)
3. Otaguj 10 osób






     Pora na gorącą listę ;). Zacznę może od tego, że polskie kanały oglądam rzadko i jest ich niewiele. Wielu tzw "modnych i mainstreamowych" youtubowiczek nie oglądam wcale - z różnych przyczyn. Jest jednak kilka kanałów na które zaglądam często i nieodmiennie z wielką przyjemnością.

Kolejność alfabetyczna:

Andrea's Choice (anglojęzyczny) moda i uroda. Kanał pełen radości i beztroski. Fajny, lekki i przyjemny.

Angel8890846, (polski) uroda, pielęgnacja, fotografia, i mnóstwo innych dobroci :))) A przy tym wielka charyzma i seksowny głos ;)


Audfaced, (anglojęzyczny) dziewczyna o niesamowitym talencie aktorskim, makijażowym, reżyserskim, graficznym... A przy tym jest po prostu przesympatyczna :)

BeautyARTStudio, czyli mistrzyni makijażu artystycznego Svetlana Viznuk

Bubz Beauty (anglojęzyczny) moda, uroda, styl życia. Dziewczyna jest przeurocza!

Cremedelacreme28 (polski) Ktoś nie zna Gosi??? Jest absolutnie wyjątkowa! Przezabawna, urocza, charakterna. Mówi o modzie, urodzie, kuchni, mężu ;) Polecam!

Essiebutton (anglojęzyczny) uroda, kosmetyki, trochę mody, trochę życia ;) Dziewczyna jest świetna! Ma genialne poczucie humoru, mogłabym jej słuchać nawet gdyby czytała książkę telefoniczną :P

Goldiestarling (anglojęzyczny) absolutna mistrzyni makijażu. Uwielbiam jej kanał, uwielbiam jej talent, poczucie humoru, dystans. Jest fantastyczna!!!

HollywoodNoirMakeup (anglojęzyczny) Makijaż. Bardzo specyficzny, wysmakowany, inny niż wszystkie. Dziewczyna jest wyjątkowa - nie znam żadnej innej podobnej do niej. Przepiękna, utalentowana, o niesamowicie zmysłowym głosie.

Jenna Marbles (anglojęzyczny) Kompletnie ześwirowana laska!!! Ale ją uwielbiam! :D

KlairedelysArt (anglojęzyczny) Makijaż, sztuka. Mega utalentowana dziewczyna! Ale ją znają już chyba wszyscy :)

LetzMakeup (anglojęzyczny) Makijaż :) Piękny i wyjątkowy. A sama Sioban jest przesympatyczna!

Lisa Eldridge (anglojęzyczny) Jak dla mnie, królowa makijażu. Absolutnie fenomenalna.

Makeup Geek (anglojęzyczny) Moda, uroda, kosmetyki. Marlena była jedną z moich pierwszych "youtubowych nauczycielek" makijażu.

Nieesia25 - tej pani nie trzeba przedstawiać :)

Nikki Tutorials (anglojęzyczny) Szurnięta nastolatka (!) o kolosalnym talencie do makijażu. Jedna z bardziej kreatywnych osób na YT.

nissiax83 - tej pani chyba też nie trzeba przedstawiać ;)

Taguję:

poniedziałek, 23 lipca 2012

Zapachy na lato

Hej, Misiaki!

     Niejednokrotnie pisałam Wam, że lubię piękne zapachy, że lubię kiedy kosmetyki których używam upajają aromatem. Ale nie trzeba być geniuszem, by uświadomić sobie, że kiedy za oknem robi się gorąco, zapachy potrafią spłatać figla. To co jeszcze niedawno otulało i pieściło zmysły nagle może zaskoczyć nas duszącą, niemożliwą do zniesienia wonią. 
     Stąd też w okresie letnim zazwyczaj odstawiam perfumy, których używam. Moje ulubione zapachy mieszczą się w przedziale ciężkich, słodkawo-korzennych, czasem orientalnych lub nasuwających skojarzenia z pachnidłami dla mężczyzn. W skrócie można by je sklasyfikować jako "zimowe". Owszem, mogłabym latem przerzucić się na lekkie "powiewy świeżości", ale niestety nie trawię tego typu perfum. Wszystkie one zalatują mi ogórkiem, albo kręcącymi w nosie kwiatami. Niestety przy najszczerszych chęciach nic nie poradzę na to, że nie lubię nosić lekkich i typowo świeżych zapachów. 
     Co mi pozostaje? Mgiełki do ciała!

     Mgiełki mają swoich zwolenników i przeciwników. Ich główną wadą jest nietrwały zapach, który ulatnia się we wprost skandalicznie krótkim czasie... Ale z drugiej strony, kiedy z nieba leje się żar, wolę spryskać się raz czy dwa razy częściej i cieszyć się subtelną pieszczącą zmysły nienachalną wonią, niż dusić się w ultra trwałym ulepku ;) Tak więc latem najczęściej sięgam po mgiełki, bo dzięki nim mogę cieszyć się ulubionymi zapachami i nie czuć się przez nie przytłoczona.

Aktualnie mój zbiór liczy sobie pięć różnych zapachów:


Od lewej:
- kwiaty cytrusowe - Yves Rocher
- bez - Yves Rocher
- wanilia - The Body Shop
- śliwka z wanilią - Avon
- miód i mleko - Avon

     Każda z nich jest na swój sposób wyjątkowa, ale moje dwie ulubione to mleko i miód z Avonu i wanilia z TBS. Wszystkie utrzymują się mniej-więcej tyle samo czasu czyli około 2-3 godzin. Zapachy nie są uciążliwe dla otoczenia (no chyba że trafimy na jakiś wyjątkowo przewrażliwiony nos ;) - sprawdzałam) i zadziwiająco "noszalne" mimo oczywistej słodyczy. Cytrusową - najbardziej neutralną z posiadanych przeze mnie mgiełek - mam obecnie w pracy i reanimuje się nią w ciągu dnia ;). Jak dla mnie to świetny sposób by także w upale czuć się kobieco.

A Wy macie swoje letnie patenty na piękny zapach?

niedziela, 22 lipca 2012

SCANDAL!

     Bez obaw, nie zasypię Was mrożącymi krew w żyłach historiami, nie będę wylewać gorzkich żali, ani narzekać ;) Tytułowy "Scandal" to nic innego jak nazwa kosmetyku, który wpadł mi w łapki jako prezent za wytrwałość podczas majowego (naprawdę minęło aż tyle czasu?) spotkania trójmiejskich blogerek .

     Zacznę od tego, że lubię takie momenty jak ten, kiedy całkiem przypadkiem natrafiam na produkt, po który sama pewnie nigdy bym nie sięgnęła, a który okazuje się strzałem w dziesiątkę. Po raz kolejny przekonałam się, że kosmetyki Pierre Rene przeszły długą drogę odkąd natrafiłam na nie po raz pierwszy lata świetlne temu. Dzisiaj będę posypywała głowę popiołem opowiadając Wam o błyszczyku Lip Gloss Sweet Berry o wdzięcznej nazwie "Scandal" i numerze 27.




     Kolekcja błyszczyków składa się z aż 40 (!!!) kolorów, z których niemal wszystkie mi się podobają.

Co pisze o nich producent?

     Owocowy błyszczyk o smaku borówki, nadający ustom nieziemski blask. Lekka konsystencja zapewnia ustom długotrwałe nawilżenie, a szeroka gama kolorystyczna (od błyszczących po matowe) gwarantuje idealny look. Eleganckie opakowanie oraz wygodny w użyciu aplikator dokładnie dozuje błyszczyk zapewniając precyzyjny makijaż ust. Nie zawiera parabenów. Hipoalergiczny.

Co mogę dodać od siebie?

Dostępność:
Drogerie Natura

Cena:
10,49zł

Pojemność:
7ml

Trwałość:
24m

Opakowanie:
Ładne, funkcjonalne, całkiem eleganckie. Podoba mi się jego czysta forma i brak zbędnych ozdobników. Brakuje mi jednak informacji na temat składu produktu. 

Konsystencja:
Bardzo przyjemna emulsja. Moim zdaniem to nie tyle błyszczyk, co płynna pomadka. Uważam tak z uwagi na dość treściwą formułę, bogatszą niż ta, którą można zazwyczaj spotkać wśród błyszczyków. Nie klei się, nie wysusza, co więcej całkiem fajnie kamufluje suchość warg. Dla osób, które tak jak ja mają problemy z częstym pierzchnięciem ust będzie świetny.

Zapach:
Obłędny! Słodki, owocowy, smaczny. Lllllllubię! ;)

Aplikacja i działanie:
Produkt nanosi się łatwo i wygodnie - aplikator jest lekko spłaszczony i umożliwia względnie dobrą kontrolę nad produktem. Jednak w przypadku koloru tak intensywnego jak mój niestety wymaga użycia konturówki lub innej metody nanoszenia - ale o tym później. Błyszczyk jest szaleńczo wprost napigmentowany! Zobaczcie tylko jak wygląda jedno maźnięcie:



     Powiem szczerze, że jestem raczej dziewczyną w typie "naturalne, półprzejrzyste usta i mocne oko" jednak nawet ja potrafię docenić taką jakość. Już przy pierwszym niekontrolowanym maźnięciu jeszcze na spotkaniu, wyrwało mi się pełne niedowierzania "WOW!"

     Wspomniałam o kilku metodach noszenia tego błyszczyka. Pozwolę sobie zademonstrować Wam je na zdjęciach:

Sposób 1. Klasyczny:


     Czyli dokładnie obrysowane usta, wypełnione cienką (wierzcie mi że na ustach mam odrobinkę koloru) warstwą produktu. 

Sposób 2. Na chusteczkę


     Czyli po prostu zbieramy ewentualny nadmiar z tej i tak śladowej ilości błyszczyku, którą nałożyłyśmy na usta. Blask pozostaje, kolor subtelnieje. Jest słodko.

Sposób 3. "Just Bitten"


     Czyli naniesienie odrobinki na sam środek ust i delikatne roztarcie produktu tak by zyskać złudzenie lekko zaczerwienionych, "przygryzionych" warg.

Skład:
Nie mam bladego pojęcia, ale nie uczula mnie - a to już czyni go w moich oczach wielkim :D

Czy kupię ponownie?
Póki co walczę i próbuję sobie przemówić do rozsądku, że mam ZA DUŻO mazideł do ust. Ale zdecydowanie mam ochotę na więcej!!! Tak więc kiedy w końcu się złamię, kupię na pewno i na jednej sztuce się nie skończy. Zdecydowanie polecam!




sobota, 21 lipca 2012

Makijaż inspirowany: Śnieżka

Hej, Misiaki!

     Pod jednym z moich ostatnich wpisów zwrócono mi uwagę, że dawno nie publikowałam niczego makijażowego... Przyznaję, trochę to u mnie kuleje ostatnio, a winą za taki stan rzeczy muszę obarczyć pracę - pochłania mi sporo czasu (ostatnio wymusiła na mnie nadgodziny kilka dni z rzędu). A chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, że jak człowiek jest zmęczony, to nie ma natchnienia do konstruowania wymyślnych wpisów...





     Temat przewodni: Królewna Śnieżka. Dokładniej mówiąc, moja wizja makijażu Śnieżki, czyli przede wszystkim jasna, nieskazitelna skóra, zarumienione policzki, krwisto-czerwone usta i odrobina konturowania na oczach. Mam nadzieję, że makijaż przypadnie Wam do gustu :)

     Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do oglądania i komentowania :***


1. Rozpoczynam od rozrysowania wstępnego kształtu na ruchomej powiece. Ten konkretny będzie odpowiedni dla wszystkich tych, którym zależy na optycznym uniesieniu opadających kącików. Kredkę oczywiście rozcieram.



2. Matowym beżowym cieniem pokrywam łuk brwiowy i wewnętrzne kąciki oczu. Jasno-liliowym zaś cieniuję ruchomą powiekę. Matową czernią utrwalam roztartą kredkę.



3. Średnim odcieniem fioletu rozcieram brzegi czerni. Lekko perłową bielą rozświetlam najwyższy punkt powieki tuż pod brwią. Aby wyostrzyć zewnętrzną część makijażu, porządkuję ukośny brzeg cielistą kredką.



4. Podkreśliłam zewnętrzną połowę dolnej powieki czarną kredką, roztarłam ją i utrwaliłam odrobiną użytego wcześniej fioletowego cienia.



5. Pora na ostatnie szlify. Podkreślam czarnym linerem górną linię rzęs - na zewnętrznych 2/3 długości. Linię wodną rozjaśniam cielistą kredką. Tuszuję rzęsy. Na ustach - nieodzowna jaskrawo-czerwona pomadka.





Użyte produkty:
Twarz:
- Lioele Triple The Solution BB Cream
- korektor w kremie Inglot AMC #64
- Puder Perłowy BU
- bronzer Ziemie Egipska Ikos
- róż z palety Sephora
Oczy:
- kredka do brwi Essence
- beżowy matowy i biały perłowy cień Sephora
- czarna kredka Avon glimmerstick
- fiolety i czerń – POP Beauty pretty puzzle smoked out silver
- beżowa kredka Max Factor #090 Natural Glaze
- czarny żelowy liner Inglot AMC #77
- tusz Multi Lash Black, Make Up Store
Usta:
- szminka Golden Rose Creamy #49

wtorek, 17 lipca 2012

Magii ciąg dalszy: EBALAY A06

Hej, Misiaki!

     Pamiętacie jak niedawno prezentowałam Wam lakier wierzchni z EBALAY, który jak żaden inny potrafił wyczyniać magię na paznokciach? Otóż dzisiaj poczarujemy jeszcze trochę ^___^

     


     Ten miał być pierwszym. Oczarował mnie jak tylko zobaczyłam na zdjęciach (KLIK) co potrafi zdziałać, niestety kiedy dokonywałam wyboru poprzednim razem #A06 był wyprzedany. Ale teraz jest mój własny, mój skarb ;). Podobnie jak poprzedni lakier EBALAY, także i ten otrzymałam do testów ze sklepu KKCenterHK.

I cóż? Wiedziałam, że będę nim zachwycona jeszcze zanim go użyłam.

Dostępność: 

Cena:
$7,24

Pojemność:
15ml

Trwałość:
Uzależniona od lakieru bazowego (Ebalay jest top coatem).

Pędzelek:
Wygodny, lekko spłaszczony.

Czas schnięcia:
Szybki - kilka minut.

Poziom krycia:
Kryje znacznie lepiej niż poprzedni, którego testowałam, lecz to wciąż lakier wierzchni - jego zadaniem nie jest krycie, a transformacja bazy. Zauważyłam jednak, że jeśli nałożymy kilka warstw lakieru, jest on w stanie całkiem nieźle zakryć bazę.

Formuła lakieru:
Ma w sobie mnóstwo drobinek, które błyszczą jak szalone metalicznym blaskiem, opalizując na złoto, pomarańczowo, fioletowo i oliwkowo. 

Zmywanie:
Bezproblemowe.


     Teraz zasypię Was lawiną zdjęć, ponieważ tak wielowymiarowego koloru nie sposób pokazać na kilku ujęciach. Jego kolor na paznokciach różni się od bazy (to oczywiste), jednak nałożony na jasny podkład staje się złoty i opalizuje na brzoskwiniowo i różowo, dając lekką, różaną poświatę.




     Na ciemnym lakierze EBALAY daje efekt, który można przyrównać do benzyny w wodzie - zaczyna mienić się tęczowo, wydobywając z siebie tony oliwkowo-zielone, złote, śliwkowe, a momentami także pomarańczowe. 




     Z początku jak pomalowałam nim paznokcie, siedziałam nad nimi i przyglądałam się im pod każdym możliwym kątem. I wierzcie mi na słowo, że zdjęcia nie oddają nawet ułamka cudowności tego koloru. Najbliższe prawdzie są zdjęcia robione bez lampy, które zobaczycie na zbiorówce poniżej. Polecam powiększyć je, byście mogli zobaczyć kolor dokładniej.




     Dla potrzeb recenzji użyłam czarnego lakieru bazowego, żebyście mogli zobaczyć rzeczywisty blask drobinek. Powiem tyle, mimo że zazwyczaj wybierając między lakierem w ciepłej i zimnej tonacji wybieram zimny, tak tutaj nie mam żadnych wątpliwości i z dwóch EBALAY'ów które posiadam ten jest moim faworytem. 




     Zdaję sobie sprawę z tego, że moja recenzja jest bardzo jednostronna, ale nie jestem w stanie doszukać się w tym produkcie wad. Dla mnie jest idealny! Zdecydowanie polecam.






     Jeśli jesteście zainteresowani zamówieniem czegokolwiek w KKCenterHK, możecie skorzystać z 10% kodu rabatowego - szczegóły w górnym menu bloga.

niedziela, 15 lipca 2012

Złota jagoda: Inglot #886

Witajcie ponownie!

     Dwa wpisy lakierowe jednego dnia? Dlaczego nie! Zwłaszcza, że tego gagatka mam w swoich zbiorach już jakiś czas i wciąż nie mogę zebrać się w sobie by go opisać. A powinnam, bo jest piękny  ^__^




     Rzucił mi się w oczy podczas jednej z dawniejszych wizyt w salonie Inglota w Galerii Bałtyckiej w Gdańsku. A kiedy usłyszałam, że jest w promocji, to już nie było żadnych dyskusji.

Dostępność:
Salony i wyspy Inglota.

Cena:
Ja kupiłam go po 10zł, ale w cenie regularnej kosztuje 20zł

Pojemność:
16 ml

Trwałość:
12 miesięcy; na paznokciach do 4 dni.

Pędzelek:
Zwykły, najzwyklejszy pędzelek typowy dla Inglota.

Czas schnięcia:
Dość długo, kilkanaście minut per warstwa.




Poziom krycia:
Wymaga dwóch warstw. Można dla pewności dołożyć trzecią.

Formuła lakieru:
Piękna jagodowa baza z mnóstwem złotych punkcików. Coś a la shimmer, ale daje delikatniejszy, bardziej spójny efekt.



Zmywanie:
Bezproblemowe!


     Jest to jeden z moich ulubionych lakierów pod względem kolorystycznym! Odcień wygląda tak, że ilekroć na niego patrzę mam skojarzenia z jesienią, urodzajem, świętami i wszystkim tym, co fajne, ciepłe, mniamuśne etc. Już teraz wiem, że będzie to jeden z moich ulubieńców kiedy minie lato.




     Nie podoba mi się w nim to, że tak długo schnie - to z resztą przekleństwo większości lakierów marki Inglot, ale co zrobić, przynajmniej kolorystycznie prezentuje się bez zarzutu! Nie smuży, daje gładką taflę koloru i przyprawia o szybsze bicie serca ;) 



     Mam wrażenie, że trzyma się na paznokciach odrobinę gorzej niż inne lakiery Inglot, które posiadam, ale i ich wykończenie jest inne, co tłumaczyłoby tę rozbieżność. Nie mniej jednak 3-4 dni to i tak niezły wynik.


     Co o nim sądzicie?