niedziela, 30 września 2012

Przedrzeźniacz: Make Up Store gloss lips

Hej Misiaki!

     Wbrew temu co widzicie w tytule nie będę pisała o ptakach. Chciałabym podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami co do błyszczyku firmy Make Up Store. Jest to szwedzka firma z dość długą, bo sięgającą 1986 roku tradycją. Niestety przeciętnemu polskiemu śmiertelnikowi kosmetyki te są dostępne tylko internetowo lub jeśli mieszkacie w Wawie, w Promenadzie.

     Taka mała dygresja. Wczoraj rozmawiałyśmy sobie z kilkoma dziewczynami i podczas tej rozmowy w dość obcesowy sposób wyraziłam swoje niezadowolenie z faktu, że większość firm wybierając lokalizację dla nowo otwieranych sklepów celuje w Warszawę lub Kraków. Podejrzewam, że moje zdanie mało kogo obchodzi, bo jestem jedynie płotką w blogerskim akwenie, nie mniej jednak jako jedna z wielu potencjalnych konsumentek tej czy tamtej firmy czuję się ignorowana. Ok, niech otwierają sobie sklep w którymkolwiek mieście chcą, ale co stoi na przeszkodzie, by ten jeden jedyny z łaski otwarty sklep oferował sprzedaż wysyłkową? To byłoby optymalne rozwiązanie, które jak sądzę w tej sytuacji procentowałoby nie tylko dla klientów, ale i dla samych firm. Ciekawe czy doczekam chwili gdy Trójmiasto przestanie być traktowane jak ubogi krewny...

     Wracając do tematu, błyszczyk o którym chcę Wam napisać nosi nazwę MOCK (drwić, przedrzeźniać, naśladować) i ma odcień lekkiej brzoskwini wzbogaconej różowymi mikro-iskierkami. 
Bardzo ładny! 
A jednak mam co do niego kilka istotnych uwag. 
Jakich? 
Zainteresowanych zapraszam do dalszej lektury.




Dostępność: 
Jak wspomniałam wyżej, w Polsce jedyny sklep MUS znajduje się w warszawskiej Promenadzie. Reszta z nas musi sobie radzić internetowo.

Cena:
Niemało, bo aż 49zł.

Pojemność:
10ml / 0,35 oz

Trwałość:
Niestety tej informacji brak na opakowaniu.

Opakowanie:
Bardzo proste, minimalistyczne. Wielbicielom efektownych opakowań raczej nie przypadnie do gustu. Jest to zwyczajna przezroczysta, plastikowa tubka z ukośnie ściętym, również plastikowym aplikatorem. Z pewnością będzie to wygodne rozwiązanie dla osób profesjonalnie zajmujących się wizażem. Umożliwia podejrzenie koloru oraz ilości produktu znajdującego się wewnątrz.




Konsystencja:
Pierwszy i najpoważniejszy zgrzyt. Błyszczyk ten jest gęsty i niesamowicie wprost klejący. Z mojego punktu widzenia jest to szalenie niepraktyczne, ponieważ kiedy nakładam go na usta, wychodzę z domu i przykładowo zawieje wiatr - włosy błyskawicznie "wczepią się" w błyszczyk. W efekcie produkt rozsmarowuje się wszędzie tam gdzie nie powinien, włosy się sklejają i ogólnie jest masakra. Nie cierpię tego  w błyszczykach i zazwyczaj jest to element który momentalnie dyskwalifikuje go w moich oczach.

Zapach:
Słabo wyczuwalny, lekko gumowaty.




Aplikacja i działanie:
Aplikator umożliwia wygodną aplikację. Produkt można stosować solo albo na pomadkę. Wedle obietnic producenta ma działać odżywczo, ale z moich obserwacji wynika, że jakkolwiek w trakcie noszenia usta wyglądają fantastycznie, tak po jego starciu wracają do stanu sprzed. Mam usta ze skłonnością do wysuszeń i podrażnień, więc wiele produktów okazuje się za słaba dla moich potrzeb. Ten błyszczyk niestety nie zapewnia mi wystarczającego odżywienia.

Skład:
Niestety producent nie podaje na ten temat żadnych informacji za wyjątkiem wzmianki o wosku pszczelim, jojobie i witaminie E. Cała reszta jest tajemnicą.

Czy kupię ponownie:
Wątpliwe. Po pierwsze z oczywistego powodu utrudnionego dostępu. Po drugie dlatego, że jak wspomniałam do szewskiej pasji doprowadza mnie to, że ilekroć nałożę ten błyszczyk na usta wszystko mi się do nich lepi. W pierwszym odruchu miałam ochotę wywalić go do kosza, ale po tym jak zobaczyłam jego cenę naszła mnie refleksja że może jednak nie... Poza tym on naprawdę ładnie wygląda! Daje śliczny efekt na ustach i temu nie sposób zaprzeczyć. Jedynym wyjściem z sytuacji jest albo nosić go tylko wtedy kiedy mamy związane włosy (a ja rzadko to robię), albo stosować w domu jako substytut pomadki ochronnej (co też może okazać się niewystarczające jeśli macie wymagające usta). Ostatecznie - i w moim przypadku zapewne na tym się skończy - można wykorzystać go do tutoriali.


     Reasumując, jakkolwiek reszta kosmetyków MUS jakich używałam wywołała efekt WOW, tak tutaj niestety szału nie ma. Jest lekkie rozczarowanie. A Wy znacie markę Make Up Store?  Miałyście okazję używać któregoś z ich kosmetyków?

czwartek, 27 września 2012

Dzienniak w Kolorze: Czerwona Orchidea

Hej Misiaki!

     W poprzednim wpisie wylewałam gorzkie żale na brak weny i inne związane z tym dolegliwości uniemożliwiające mi zabranie się za makijaże artystyczne. Nie znaczy to jednak, że nie malowałam / maluję w ogóle. Dzisiaj na przykład chcę Wam pokazać efekt mojego intensywnego dumania nad makijażem dziennym.
     To się stało moim "nowym wyzwaniem". Wymyślenie takiego makijażu dziennego, który nie będzie nudny. Takiego, w którym da się wyjść z domu bez obaw, ale który będzie miał w sobie coś "innego", z lekkim pazurkiem. Dodatkowym obostrzeniem, które sobie narzuciłam - i to chyba stanowiło największe wyzwanie - było zrobienie takiego makijażu, który nadawałby się na przykład na randkę, czy inne romantyczne wyjście. Wiadomo, że mężczyźni mają dość specyficzne podejście do dziewczyn, które przesadzają z makijażem...




     W każdym razie zebrawszy razem wszystkie powyższe elementy zabrałam się do malowania i w efekcie moich zabiegów powstało coś takiego.
     Jeśli jesteście zainteresowane jak wykonać taki makijaż zapraszam do obejrzenia filmiku. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Jak zawsze serdecznie pozdrawiam :***

 
1. Po nałożeniu bazy na powieki i podkreśleniu brwi, nanoszę cielisty cień na cały łuk brwiowy. Resztę powieki pokrywam także matowym cieniem, w kolorze bladego różu.



2.  Używając fioletowej kredki o przedłużonej trwałości rysuję wzdłuż górnych rzęs kreskę. W zewnętrznym kąciku wyciągam ją ostro i spiczaście do góry pod lekkim skosem. Szybko, zanim kredka zastygnie na powiece rozcieram ją pędzelkiem typu kulka tworząc zewnętrzne V. Efekt powinien przypominać klasyczne cieniowanie. Chciałam jakoś urozmaicić ten makijaż dlatego cieniem w kolorze burgunda wyciągnęłam V aż do krańca brwi, następnie poprowadziłam smugę koloru wzdłuż zagłębienia aż po nasadę brwi w wewnętrznym kąciku.



3. Ponownie sięgam po fioletową kredkę i podkreślam nią zewnętrzną część dolnej linii rzęs. Tak jak poprzednio rozcieram ją nim zastygnie. Resztę dopełniam bladoróżowym matowym cieniem.



4. Przy samych rzęsach prowadzę dodatkowo czarną kreskę. Zaczynam w lekkim odstępie od wewnętrznego kącika, minimalnie wywijając kreskę na zewnątrz. Linię wodną rozjaśniam cielistą kredką. Tuszuję rzęsy. Usta pokrywam różowym błyszczykiem.







Użyte produkty:
Twarz:
- Lioele Triple The Solution BB Cream
- korektor w kremie Inglot AMC #64
- Garnier Roll-on przeciw cieniom
- Puder Perłowy Biochemia Urody
- bronzer Ikos Egyptische Erde
- róż z okrągłej palety Sephora
Oczy:
- brwi – Essence eyebrow designer #03 Light Brown
- Delia Onyx Korektor do Brwi
- baza – jumbo kredka Rimmel #Girls Only
- beżowa kredka do oczu Max Factor #090 Natural Glaze
- fioletowa kredka MUFE Aqua Eyes #4L
- beżowy cień z okrągłej palety Spehora
- fioletowy pigment Pure Luxe #Bad Girl
- bordowy cień Inglot #450P
- jasny róż z palety Sleek Oh So Special
- żelowy liner Inglot #77
- tusz Multi Lash Black, Make Up Store
Usta:
- Make Up Store gloss lips #mock
 

wtorek, 25 września 2012

Inglot Slim Gel #42

Witajcie ponownie!

     Tym razem notka na życzenie Hexx Any. Przy okazji jednego z moich wpisów makijażowych zwróciła uwagę na szminkę, której używałam i poprosiła abym opisała ją dokładniej. Mowa o żelowej pomadce do ust marki Inglot o numerze 42.






Dostępność: 
Sklepy i wyspy Inglot
 
Cena: 
26zł

Pojemność: 
1,8g / 0,06oz

Trwałość:
12 miesięcy od otwarcia




Opakowanie:
Jak dla mnie świetne! Bardzo eleganckie, minimalistyczne. Przede wszystkim mamy prosty czarny kartonik zawierający wszystkie niezbędne informacje na temat kosmetyku. Sama obudowa pomadki wykonana jest z dobrej jakości plastiku. Jest czarna, gładka, lekko błyszcząca, jedyną ozdobę stanowi białe logo firmy. Bardzo lubię tego typu opakowania, ponieważ wyglądają elegancko i gustownie.

Konsystencja:
Lekka, żelowa. Usta są po niej błyszczące, gładkie i nawilżone. 

Zapach:
Wyczuwalny, ale nie drażniący - przynajmniej dla mnie. Odrobinę "gumowaty".




Aplikacja i działanie:
Pomadka sunie po ustach jak marzenie! Daje lekko połyskujące wykończenie - połyskujące, ale nie perłowe! - sprawia że usta wydają się nieco wilgotne. Mam problem z pierzchnięciem warg, więc ważne jest dla mnie by szminka której używam nie podkreślała ich niedoskonałości. Tutaj nie mam się czym martwić. Usta są gładkie, nawilżone, nie kleją się, kolor nie migruje nigdzie w miarę noszenia, nie osadza się w załamaniach skóry. Nie mam do niej absolutnie żadnych zastrzeżeń.

 
Czy kupię ponownie:
Jak najbardziej! Nie uczula mnie, świetnie się nosi, ma bardzo fajne wykończenie - bardzo lubię właśnie takie nabłyszczające pomadki. Kiedyś byłam wielką fanką szminek z serii Shine Deluxe od Astor, które niestety wycofano ze sprzedaży. Okazuje się, że żelowe Ingloty są bardzo zbliżone do tamtych i nic nie wskazuje na to, by miały zniknąć ;) Dostępne są w aż 28 kolorach, więc jest w czym wybierać. Ja akurat zdecydowałam się na kolor dojrzałej brzoskwini, ale w kolekcji znajdziecie zarówno odcienie neutralne i bardzo spokojne, jak i gorące czerwienie i ostre fuksje.




Pinup Girl w wersji Dark

Hej Misiaki!

     Na temat makijażu w stylu Pin-up Girl powiedziano już chyba wszystko co tylko można było powiedzieć. To jeden z najbardziej klasycznych i trwale zakorzenionych w makijażu trendów. Ponadczasowy. W przeszłości robiłam już parokrotnie podejścia do tego stylu. Jedne mniej, inne bardziej udane. Tym razem postanowiłam połączyć w jedno kilka elementów z kompletnie różnych bajek.
     Wzięłam naszą "Pinupkę" i nieco ja przybrudziłam, pogłębiłam kilka kolorów tworząc coś, czemu nadałam roboczą nazwę Gotycka Pinup Girl, choć tak naprawdę niewiele ma to wspólnego z gotykiem.





     Przypuśćmy że wspomniana Pinup Girl zapragnęłaby wybrać się na imprezę wieczorową porą i z tej okazji wyostrzyć odrobinę swój codzienny wizerunek.



     Jeśli preferujecie klasyczną wersję stylu pinup, odsyłam Was do jednego z moich dawnych wpisów, w którym inspirowałam się wizerunkiem Dity Von Teese. Wystarczy kliknąć TUTAJ.


1. Podkreślam brwi, nakładam bazę na powieki, następnie wstępnie "gruntuję" oko cieniem bazowym w kolorze skóry. Kolejnym krokiem jest bardzo mocne zaznaczenie linii załamania powieki. Używam do tego bardzo ciemnego cienia w kolorze burgunda. Sięgam po odrobinę jaśniejszy, cieplejszy odcień burgunda i rozcieram nim kolor do góry na łuk brwiowy.
 




2. Aby przełamać ciemne barwy, sięgam ponownie po beżowy cień bazowy i nanoszę go na łuk brwiowy.  W  ruchomą powiekę wklepuję bardzo błyszczący pyłek opalizujący na różowo, który dodatkowo podkreśli kontrast z ciemnym załamaniem. Wreszcie coś, bez czego makijaż pin-up nie byłby taki sam: eyeliner. Rysuję wyrazistą, czarną ostro zakończoną kreskę wzdłuż górnych rzęs. Makijaż oczu wykańczam kilkoma warstwami maskary oraz obowiązkowo dramatycznymi rzęsami.



3. Co do  ust, jeśli macie ciemno-śliwkową pomadkę, będziecie miały ułatwione zdanie. Ja nie mam, więc muszę pokombinować. Zaczynam od obrysowania ust czarną kredką i roztarcie jej do wewnątrz. Całość wypełniam dość ciemną, czerwonawą pomadką, ale to wciąż nie "to", dlatego dodałam odrobinę fioletowego błyszczyka.






Użyte produkty:
Twarz:
- Lioele Triple The Solution BB Cream
- korektor w kremie Inglot AMC #64
- puder Kobo Professional Matt Powder #301 Pale Beige
- bronzer Ikos Egyptische Erde
- róż z okrągłej palety Sephora
Oczy:
- brwi – cień Sephora
- baza – kremowy cień Revlon Beyond Natural #520 Spice
- Inglot Ozdoby do ciała #60
- cień Sephora #07 Pearl
- beżowy cień z okrągłej palety Sephora
- czarno-bordowy cień Sleek Makeup #571 Curious
- beżowy cień: Sephora
- żelowy liner Inglot #77
- tusz Multi Lash Black, Make Up Store
Usta:
- czarna kredka Inglot #101
- szminka Max Factor Xperience Speer Gloss Balm #04 Red Garnet
- MAC lipglass #Magnetique

niedziela, 23 września 2012

TAG: So Sweet Blog Award

Hej, Misiaki!

     Tym razem będzie króciutko i niekosmetycznie. Zostałam ociastkowana przez dwie cudowne osóbki, które uwielbiam i którym z tego miejsca bardzo serdecznie dziękuję ^___^

Angel - wielbicielka i propagatorka kosmetyków naturalnych, kolekcjonerka mazideł do ciała, autorka przepięknych makijaży, od jakiegoś czasu także utalentowana Pani fotograf ;)

Simply a Woman - przeurocza, kochana i pełna ciepła osóbka, którą miałam szczęście poznać osobiście przed rokiem :) Jej recenzje są zawsze obiektywne i merytoryczne, a przy tym nie atakują czytelnika milionem słów ;)






     Mam kłopot z przekazaniem ciacha dalej, ponieważ kilka dziewczyn, którym chciałam je podesłać już je otrzymało i opisało... Starałam się wybrać te z Was, które jeszcze nie pisały o ciachach.
     
Sabbath - Bo jest absolutnie wyjątkowa i pisałam o tym nie raz nie dwa :) Zastanawiałam się strasznie długo, czy przypadkiem nie poczujesz się urażona tym atakiem różowej babeczki z wisienką, ale skoro zdarza Ci się pisać także o słodkich zapachach... ;)

Sroczce - Bo jej blog jest jednym z moich ulubionych, poza tym uwielbiam jej styl pisania i nigdy nie mam go dość :)

Karolinie - Bo jej blog to skarbnica fantastycznych i mistrzowsko wykonanych makijaży.

Słomce - Bo zabija celnie rzuconymi ironicznymi uwagami a ja to uwielbiam :D

Stri-Lindze - Na osłodę ciężkiej pracy nad magisterką, oraz po prostu dlatego że jest :)

poniedziałek, 17 września 2012

NIE TO NIE!

Cześć wszystkim!

     Tym razem popełniam wpis na gorąco. Wpis którego napisanie odwlekałam od dawna, zastanawiając się czy powinnam w ogóle podejmować temat. Postanowiłam jednak napisać to raz na zawsze licząc na to, że "zainteresowane bystrzaki" wyciągną z tego coś dla siebie.

     Rzecz dotyczy wszystkich nieśmiertelnych "obserwujemy?", "fajny blog, zapraszam do siebie", "obserwuję i liczę na to samo" oraz doklejania linka do swojego bloga w komentarzu. Powiem wprost: WKURZA MNIE TO! Tym bardziej, że niemal od początku istnienia tego bloga w bezpośrednim sąsiedztwie okienka komentarzy jest stosowny komunikat, w którym jasno piszę jakiego rodzaju komentarzy nie publikuję, lub usuwam.

     Rozumiem, że ktoś ma ciśnienie na to, by jak najszybciej i jak najtańszym kosztem rozreklamować swojego bloga, ale moja sekcja komentarzy nie jest miejscem na czyjąkolwiek reklamę. Nie godzę się na to. Do tej pory po prostu usuwałam rzeczone komentarze, ale widzę, że są osoby, które z uporem maniaka np podpisują się linkiem. Nie wiem, czy nie chce im się czytać komunikatu przy sekcji komentarzy, czy po prostu ignorują go, niezależnie od przyczyny chcę to powiedzieć głośno i wyraźnie: nie będę publikowała komentarzy, które w swojej treści będą zawierały wymienione wyżej treści.

     Jeśli komentujesz któryś z moich wpisów wiedz, że mogę kliknąć na Twój nick i tak też trafię na Twojego bloga, a jeśli zainteresuje mnie to o czym piszesz, dodam Cie do obserwowanych. Nachalna reklama z Twojej strony NIE SPOWODUJE że zapałam nieodpartą chęcią poznania Cię bliżej. Przeciwnie.

     Mam nadzieję, że tym razem wyraziłam się wystarczająco jasno. Miałam nadzieję, że podobny wpis nie będzie konieczny, jednak jak widać czasami trzeba krótko i na temat.


niedziela, 16 września 2012

Zmysłowo pod prysznicem: Mydło Białe Piżmo z Mydlarni u Franciszka

Cześć wszystkim!

     Tym razem będzie o mydełku! Wyjątkowym, bo otrzymanym w prezencie. Pisałam o tym już TUTAJ, ale jakiś czas temu Angel w Zacnym Puzdrze przysłała mi mnóstwo fantastycznych rzeczy, między innymi mydełko z Mydlarni u Franciszka.
     Jest to sieć sklepów oferujących kosmetyki naturalne. Mają swoje punkty w wielu różnych miastach, są też dostępni za pośrednictwem sklepu internetowego. Jeśli interesują Was wszelkiego rodzaju olejki, mydła, czy inne dobrodziejstwa rozpieszczające ciało i zmysły koniecznie do nich zajrzyjcie, może akurat znajdziecie coś co Was zainteresuje.

     Angel postanowiła mnie rozpieścić dwiema rzeczami z Mydlarni: mydłem Białe Piżmo oraz kosteczką do manicure (której jeszcze nie miałam okazji użyć, ale wciąż się zasadzam). Przeglądając ofertę na stronie sklepu nie znalazłam już rzeczonego mydełka, ale może jeszcze się pojawi, bo muszę Wam powiedzieć, że pachnie niesamowicie!




     Pierwsze co rzuca się w oczy to pieczołowitość z jaką zapakowano produkt. Kostka, która sama w sobie jest bardzo dekoracyjna, zapakowana jest w coś a la celofan i przyozdobiona papierową różą. Wygląda niesamowicie uroczo i dziewczęco! Za to zapach, który poczujemy po odpakowaniu kostki daleki jest od dziewczęcego i uroczego. Jest intensywny, szalenie zmysłowy, pobudzający.... po prostu zniewala. Wielbicielki piżma będą zachwycone.
Muszę pisać, że jestem wielbicielką piżma?




     Papierowa torebka, w którą zapakowane jest mydło kojarzy mi się nieco retro. Jest na niej nadruk reklamujący sklep (mój już się się cokolwiek starł). Samo mydło prezentuje się następująco:




     Jest miękkie - odkrajam sobie je po kawałku, aby móc jak najdłużej cieszyć się tym niesamowitym wzorem i w miarę możliwości zachować kształt mydła. 

     Jak działa? Cóż, podstawową funkcją mydła jest mycie (eureka!). Powiem Wam, że kąpiele stały się dla mnie dużo przyjemniejsze odkąd mam tę kostkę. Pachnie obłędnie! Myje całkiem dobrze. Nie daje obfitej piany, zmydla się raczej do postaci delikatnej aromatycznej spienionej emulsji. Mi to nie przeszkadza. 
     Mimo, że zapach mydła jest intensywny, nie osadza się on na długo na ciele. Wyczuwam go jeszcze przez kilka minut po myciu, jednak później znika. Z jednej strony trochę szkoda, bo przyjemnie byłoby pachnieć tak, jakby skropiło się luksusowymi perfumami, jednak wiele osób preferuje gdy zapach ulatnia się, zatem to bardzo indywidualna kwestia. 
    
     Ogólnie wspomniane mydło bardzo mi się spodobało, zdecydowanie uczyniło moje kąpiele przyjemniejszymi! Nie wywołało żadnych niepożądanych efektów ubocznych, nie wysuszyło mojej skóry - choć z drugiej strony nie działa nawilżająco, zatem zdecydowanie polecam wetrzeć w ciało po kąpieli ulubiony balsam :)
    

sobota, 15 września 2012

Masło Maślane - Wanilia i Czekolada od Laboratorium Floslek

Hej Misiaki!

     Kosmetyki firmy FlosLek nie są dla mnie nowością. Jak dotąd żaden z nich mnie nie porwał, choć wszystkie były przyzwoite. Jak się sprawy mają w odniesieniu do masła do ciała z serii Natural Body? 




     Sięgnęłam po nie pod wpływem impulsu jakiś czas temu. Był to zakup totalnie nieplanowany i spontaniczny, w dodatku niepoparty jakimkolwiek "researchem". Przekonał mnie napis "wanilia & czekolada".

     Producent obiecuje nam intensywny zapach i bogatą konsystencję. Poleca masło do pielęgnacji skóry skłonnej do przesuszeń. Kusi rozmaitymi dobroczynnymi składnikami:
- olejem słonecznikowym
- olejem babassu
- masłem Shea
- oliwą z oliwek
- ekstraktem z wanilii




     Regularne stosowanie masła ma przynieść ulgę skórze, zmniejszyć uczucie napięcia i szorstkość. Poprawić stopień nawilżenia, regenerować, łagodzić podrażnienia wywołane kąpielą, opalaniem, czy depilacją.

Dostępność: 
Swoje masło kupiłam w Super-Pharm, ale sądzę że jest dostępne także w innych drogeriach.

Cena: 
21,40zł 

Pojemność:
240ml

Trwałość:
12 miesięcy od otwarcia. Data przydatności na opakowaniu.




Opakowanie:
Raj dla wielbicielek minimalizmu. Lwia część informacji na temat produktu znajduje się na kartoniku, w którym kupujemy masło. Samo pudełko jest bardzo proste, białe, zakręcane. Dodatkowo zawiera coś, co uwielbiam, mianowicie plastikową nakładkę oddzielającą wieczko od kremu. Sprawia to, że całe opakowanie wygląda o wiele bardziej elegancko, a sam produkt jest odrobinę bardziej zabezpieczony przed "środowiskiem zewnętrznym".




Konsystencja:
Typowo maślana - dość zbita, choć nie tępa. Rozprowadza się bardzo dobrze, szybko się wchłania pozostawiając na skórze przyjemny film (zasługa rozmaitych, już nie tak miłych substancji zawartych w kosmetyku).




Zapach:
Kupując nastawiłam się na wanilie i czekoladę. Kiedy otworzyłam opakowanie i zaciągnęłam się po raz pierwszy, poczułam się rozczarowana, bo zapach przypominał zwykłe, najzwyklejsze  masło Shea. Ok, jest ono w składzie i pachnie całkiem nieźle, ale to nie jest ani wanilia ani czekolada. Nie tego oczekiwałam.

Aplikacja i działanie:
Aplikacja jest przyjemna. Masło nakłada się bez kłopotów, łatwo rozprowadza. Produkt szybko wnika w skórę, nawilża ją, łagodzi. Nie bieleje w miarę rozcierania na ciele.




Skład:
I tutaj kończą się pochwały. W składzie znajdziemy plusy i minusy. Są ekstrakty, olejki i przyjemne nawilżacze, niestety znajdziemy tutaj także parabeny,  silikony i substancje, które mogą przyczyniać się do rozwoju komórek rakowych. 


1.         Aqua – woda, rozpuszczalnik.
2.      Caprylic/Capric Triglyceride -  mieszanina roślinnych kwasów tłuszczowych, zawierająca w sobie najlepsze własności oleju kokosowego i palmowego. Olej ten polecany jest do skóry wrażliwej, skłonnej do przesuszania. Substancja natłuszczająca, wygładzająca, zapewniająca prawidłową ochronę. Sprawia, że skóra jest miękka, elastyczna i gładka. Lipid ten posiada właściwości konserwujące.
3.       Dimethicone – syntetyczny emolient odpowiadający za wygładzenie skóry bądź włosów, silikon. Może zatykać pory (działanie komedogenne).
4.      Cyclomethicone - bezwonna i bezbarwna mieszanina silikonów która jest idealną bazą dla kosmetyków do pielęgnacji ciała. Nie ma żadnych właściwości nawilżających. Bardzo szybko wyparowuje. W połączeniu z innymi składnikami pozostawia uczucie jedwabistości na skórze.
5.       Glycerin - Naturalna gliceryna jest uzyskiwana przez zmydlanie tłuszczy roślinnych, głównie tłuszczu kokosowego. Gliceryna w naturalny sposób osłania skórę, przenikając do przestrzeni międzykomórkowych, gdzie wiąże ilość wody niezbędną do zachowania prawidłowego nawilżenia skóry. Ma doskonałe właściwości łagodzące, skutecznie nawilża przesuszoną skórę ze skłonnościami do pierzchnięcia nadmiernie wysuszoną. Wygładza, poprawia elastyczność, reguluje procesy prawidłowej odnowy naskórka.
6.     Glyceryl Stearate - stosowany w kosmetykach jako zmiękczacz. Nie działa szkodliwie, ale u osób wrażliwych może wywołać podrażnienie.
7.       PEG-100 Stearate - emulgator, przeprowadzone badania na szczurach laboratoryjnych dowiodły, że w miejscu stałej aplikacji tego specyfiku powstawał guz nowotworowy.
8.         Hydroxyethyl Acrylates/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer – zagęstnik, stabilizuje emulsję, filmotwórczy, daje na skórze uczucie jedwabistości.
9.      Isohexadecane - Emolient tzw. suchy. Jeśli jest stosowany na skórę w stanie czystym, może być komedogenny, czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną, która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co zmiękcza i wygładza skórę i włosy.  Daje dobry poślizg przy rozsmarowywaniu, zmniejsza lepienie i tłustość kosmetyku. Plastyfikator sztyftu - nadaje elastyczność sztyftom, zapobiega ich kruszeniu. Pełni rolę rozpuszczalnika dla innych substancji hydrofobowych zawartych w kosmetykach.
10.      Polysorbate 80 - Emulgator, stabilizator emulsji. Powodują reakcje alergiczne i świąd skóry. Skóra staje się sucha i spękana. Stymuluje rozwój nowotworów.
11.      Octyldodecanol – oktyldodekanol, lekki emolient, poprawiający własności aplikacyjne kosmetyku, tworzy warstwę na skórze ograniczającą ucieczkę wody, pośrednio nawilża.
12.     Hydrogenated Polyisobutene - Jako emolient jest doskonale klarowny, stabilny jeśli chodzi o UV oraz o temperaturę, bardzo dobre działanie nawilżające, potwierdzone przez pomiar TEWL, dobry zagęstnik. Wolny od olejów jest alternatywny do przeźroczystych nawilżających żeli. Jako substancja bazowa do błyszczyków. 
13.    Lanolin Alcohol - należy do niejonowych substancji powierzchniowo czynnych. Otrzymywany z lanoliny. Składnik umożliwiający powstanie emulsji.
14.      Olea Europaea Fruit Oil - Olej z oliwki europejskiej. Ma działanie regenerujące, wygładzające oraz nawilżające, uelastycznia skórę i poprawiają jej napięcie. Zawiera witaminy i związki mineralne (witaminy z grupy B, fosfor, żelazo, witaminy C i E). Idealna do skóry suchej, radzi sobie dobrze z cellulitem.
15.      Helianthus Annuus Seed Oil - olej słonecznikowy, jeden ze szczególnie korzystnych dla cery olejów, zawiera wysoki procent kwasu linolenowego. Nadaje się do każdego rodzaju skóry. Bywa używany jako olej bazowy, ale także jako składnik aktywny.
16.    Orbignya Oleifera Seed Oil - Olej z pestek owoców tropikalnego drzewa Babassu, pochodzi z Brazylii. Surowiec w składzie podobny do oleju kokosowego: większość stanowią w nim kwasy nasycone: laurynowy (45%), mirystynowy (15%), poza tym zawiera ok. 16% kwasu oleinowego i ok. 4% linolowego. Bogaty emolient, producenci surowca deklarują, że jako jeden z nielicznych olejów nie nasila tendencji do tworzenia zaskórników (nie komedogenny). Nawilża, odżywia i natłuszcza skórę. Przyśpiesza gojenie się ran.
17.  Cetyl Alcohol - alkohol cetylowy, emolient. Należy do alkoholi tłuszczowych i jest zupełnie niedrażniącym środkiem zmiękczającym, natłuszczającym i wygładzającym skórę, jak również stabilizującym emulsje.
18.      Parfum - substancje zapachowe
19.   Butyrospermum Parkii Butter - masło shea (karite, masłosz), ma działanie łagodzące (zawiera alantoinę), przyspiesza procesy gojenia, zmiękcza i natłuszcza skórę, działa ochronnie, posiada naturalny filtr ochronny (SPF 3-4). Polecane dla skóry suchej, atopowej, nadwrażliwej. Masło shea stosowane jest zarówno jako składnik aktywny, jak i tłuszcz bazowy.
20.   Propylene Glycol - glikol propylenowy, humektant - zapobiega krystalizacji (wysychaniu) masy kosmetycznej przy ujściu butelki, tuby itp. Wspomaga działanie konserwujące poprzez obniżenie aktywności wody, która jest doskonałą pożywką dla drobnoustrojów. Substancja nawilżająca skórę.
Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, dzięki czemu pełni rolę promotora przenikania - ułatwia w ten sposób transport innych substancji w głąb skóry.
21.       Vanilla planifolia fruit extract – ekstrakt ze strąków wanilii płaskolistnej
22.       Phenoxyethanol - jest półsyntetycznym środkiem konserwującym, który staje się coraz powszechniej używany w kosmetykach naturalnych, jest uważany za bezpieczniejszą alternatywę dla parabenów.
23.     Methylparaben - najlepiej przebadany konserwant, najbezpieczniejszy. Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np.nabierając krem palcem). W produkcie może go być maksymalnie 0,4 %. Stosowany w kosmetyce, żywności i lekach.
Składnik zaburzający gospodarkę hormonalną.
24.     Butylparaben - konserwant. Pochodzenie chemiczne. Działa przeciwbakteryjnie.
Składnik zaburzający gospodarkę hormonalną.
25.    Ethylparaben - konserwant. Pochodzenie chemiczne. Działa w słabym kwaśnym zakresie (wartości pH) przeciw drożdżom i pleśni, mniej skuteczny przeciw bakteriom. Może wywoływać alergie.
26.    Propylparaben - konserwant. Pochodzenie chemiczne. Działa przeciwbakteryjnie. Składnik zaburzający gospodarkę hormonalną.
27.     Isobutylparaben - konserwant. Pochodzenie chemiczne. Chroni kosmetyk przed zepsuciem.
28.     Caramel - karmel stanowi stężony roztwór podgrzanego do wysokiej temperatury cukru. Spożywany jako słodki przysmak, znajduje też zastosowanie jako naturalny barwnik w przemyśle spożywczym i kosmetycznym. Aprobowany przez ECOCERT do stosowania w kosmetykach naturalnych.
29.       CI 14700 – czerwony barwnik, nadaje kolor recepturze
30.       CI 47005 – żółty barwnik, nadaje kolor recepturze


Czy kupię ponownie:
 Nie. Głównie z powodu substancji zawartych w składzie. Oczywiście nie będę Was przekonywała, że to jedyna słuszna droga, jednak z mojego punktu widzenia jest to dość istotne. Trochę bawi mnie pieczątko-podobna grafika na opakowaniu - "Certyfikat Natury Floslek", bowiem produkt ten jest tak naturalny jak mój obecny kolor włosów. Ale wiadomo, marketing rządzi się własnymi prawami i każda metoda jest dobra, by ustrzelić klienta. W moim przypadku jest to jednorazowa przygoda, tym bardziej, że masło choć przyzwoite nie wybija się na tle innych.

piątek, 14 września 2012

Yeah-sień :D

Hej, Misiaki!

     Mamy jesień - kalendarzowa wciąż jeszcze przed nami, ale jak patrzę przez okno czuję się wybitnie jesiennie. Co nie oznacza że źle! Jesień to obok wiosny moja ulubiona pora roku i jak zwykle sprawia, że nabieram ochoty na eksperymenty z intensywniejszymi barwami.
     Makijaż, który dzisiaj chcę Wam pokazać również będzie jesienny. Użyłam w nim fioletu, ciemnej czerwonawej miedzi, odrobinę różu i złota. Jest intensywny, wyrazisty, nieco ociepla spojrzenie. Powiem nieskromnie, że jestem z niego bardzo zadowolona ;) Mam nadzieję, że Wam także się spodoba.

Jak zawsze pozdrawiam i zachęcam do komentowania :***





1. Podkreślam brwi, na całą powiekę nakładam bazę  pod cienie. Ruchomą część powieki cieniuję nakładając kolejno od wewnętrznego kącika: opalizujący na złoto róż, na środek - pigment łączący w sobie czerwień, złoto i rdzę...



2. ... ciemny matowy fiolet.  Łączę ze sobą wszystkie kolory. Przy pomocy pędzelka do rozcierania rozdymiam kolory na linii załamania powieki. W razie potrzeby dodaję odrobinę fioletu.



3. Na łuk brwiowy nakładam matowy cień w kolorze skóry. Dolną powiekę cieniuję równo op połowie użytymi wcześniej pigmentami: złotym różem i matowym fioletem. Kolory dokładnie rozcieram pędzelkiem kulką.



4. Matową czernią przyciemniam zewnętrzny kącik oka na podobieństwo "kopniętego" V. Wewnętrzny kącik rozświetlam perłowo-metalicznym złotym cieniem.



5. Czarnym żelowym linerem podkreślam górną linię rzęs. Nakładam go także na dolną linię wodną - uzyskam trwalszy efekt niż gdybym użyła zwykłej kredki. Linię na górnej powiece delikatnie rozcieram.  Rzęsy dokładnie tuszuję.







Użyte produkty:
Twarz:
- Lioele Triple The Solution BB Cream
- korektor w kremie Inglot AMC #64
- puder Kobo Professional Matt Powder #301 Pale Beige
- bronzer Inglot #26
- róż Kiss Beauty 14 Baked Blusher
Oczy:
- brwi – cień Sephora
- Delia Onyx Korektor do Brwi
- baza - Sephora
- złoty cień z palety Coastal Scents 88 Ultra Shimmer
- fioletowy pigment – Pure Luxe #Bad Girl
- rózowy pigment - Pure Luxe  #Charisma
- czerwony pigment - Spectrum Cosmetics #Crimson
- beżowy cień: Sephora
- czarny cień: POP palette, Smoked Out Silver
- żelowy liner Inglot #77
- tusz Multi Lash Black, Make Up Store
Usta:
- szminka Inglot Slim Gel #42


niedziela, 9 września 2012

Granatowe Smoky Eye w stylu Christiny Ricci

Cześć, Dziewczyny!

     Co jakiś czas lubię przeglądać strony internetowe w poszukiwaniu zdjęć różnych sław tego świata. Jedną z moich ulubionych aktorek jest Christina Ricci, a że przy całym swoim talencie jest niesamowicie fotogeniczna i wdzięczna zarazem, bardzo chętnie oglądam jej zdjęcia. Podczas jednej z takich sesji natrafiłam na fotografie z imprezy Fashion Night Out. Christina miała na nich dość nieformalną sukienkę i dopasowany do niej kolorystycznie makijaż - granatowe smoky eye rozświetlone w wewnętrznym kąciku. Pomysł prosty, ale uniwersalny, pomyślałam więc że spróbuję go odtworzyć.

źródło

 Jeśli jesteście zainteresowane tym jak wykonać ten makijaż, zapraszam do oglądania.





1. Po nałożeniu na powieki bazy i podkreśleniu brwi, sięgam po czarną kredkę, przy pomocy której nakreślam kontur makijażu. Wszelkie zbyt ostre granice wewnętrzne delikatnie rozcieram do środka. Stawiam na klasyczny kontrast koloru i faktury. Zaczynam od białego perłowego cienia  nakładam go na wewnętrzną połowę ruchomej powieki.



2. Następnie sięgam po matowy granat, którym pokrywam wszystkie miejsca gdzie roztarłam czarną kredkę. Wybieram nieco cieplejszy odcień czerni łamanej turkusem i za jej pomocą rozcieram granicę wcześniej nałożonych cieni. Tym samym kolorem podkreślam dolną linię rzęs.



3. Chcąc złagodzić nieco ostrą granicę cieni, wybieram średni ciepły brąz i rozcieram nim brzeg granatowego cienia dokładnie na linii załamania powieki. Beżowym cieniem rozjaśniam okolicę łuku brwiowego. Następnie czarną kredką przyciemniam górną i dolną linię wodną oka. To podkreśli rzęsy bez konieczności użycia eyelinera. Na koniec tuszuję rzęsy i makijaż jest gotowy.







Użyte produkty:
Twarz:
- Lioele Triple The Solution BB Cream
- puder Inglot YSM #Y04
- korektor w kremie Inglot AMC #64
- róż i bronzer z palety Sephora
Oczy:
- brwi – cień z okrągłej palety Sephora
- baza – kremowy cień Revlon Beyond Natural #520 Spice
- brązowy i beżowy cień z okrągłej palety Sephora
- biały perłowy cień – Sleek Curious #571
- granatowe cienie – POP Beauty Pretty Puzzle Smoked Out Silver
- czarna kredka Inglot AMC #101
- tusz Multi Lash Black, Make Up Store
Usta:
- Astor Shine Deluxe #022 Caribbean
- Błyszczyk Max Factor Vibrat Curie Effect #09 Sophisticated


     Macie swoje ulubione gwiazdy? Aktorów, piosenkarzy, modeli? A może po prostu osobę znaną mniej lub bardziej z powodu innej aktywności medialnej? Kto Was inspiruje?