poniedziałek, 29 października 2012

Tam gdzie braknie słów, pozostają zmysły...

Witajcie!

     Mój dzisiejszy wpis dotyczył będzie czegoś co uwielbiam, lecz niestety kompletnie nie umiem przełożyć na słowa, mianowicie zapachu.

     Niedawno wzięłam udział w konkursie organizowanym przez Sabbath na jej blogu i tak się złożyło, że uśmiechnęło się do mnie szczęście. W efekcie zostałam obdarowana zestawem pięciu próbek perfum z perfumerii orientalnej Yasmeen.




     Mogłam wybrać jeden z dwóch zestawów. Zdecydowałam się na drugi, w skład którego wchodziły:
- Oudh Al Methali
- Dhan Al Oudh Al Nokhba
- Mehrab
- Ruh Al Teeb
- Rasha


    
     Ciężko było się powstrzymać przed natychmiastowym odbezpieczeniem przesyłki z próbkami! I pewnie dlatego nawet nie próbowałam się powstrzymywać... Przypuściłam zmasowany atak na fiolki, chłonąc ich bogate aromaty, a kiedy nasyciłam już pierwszy głód sięgnęłam śmiało po tę, która w okamgnieniu mnie zawojowała: Rashę.


     Rozpoczynam tę „recenzję” z dużą nieśmiałością, ponieważ mam świadomość tego jak niewiele wiem o zapachach. Daleko mi do mistrzowskich opisów Sabbath. Mój olfaktoryczny świat mogłabym podzielić na zdawkowe: "podoba mi się" i "nie podoba mi się". Zacznę od tego, że orientalne pachnidła fascynowały mnie chyba od zawsze, głównie ze względu na to jak bardzo odbiegają od spopularyzowanych na naszym rynku zapachów. Cenię w nich bogactwo i złożoność kompozycji, mimo że nie zawsze jestem w stanie świadomie rozłożyć je na czynniki pierwsze.

źródło

      Rasha jest dla mnie kwintesencją orientu. Już odrobina zaaplikowana w strategicznych miejscach na ciele zapewnia nam wiele godzin zmysłowej przyjemności. Zapach trwa i trwa, otulając noszącą go osobę. Kiedyś oglądałam pewien serial, którego akcja rozgrywała się w Maroku. W trakcie noszenia Rashy nie mogłam uciec od rozmaitych skojarzeń z tym związanych.
     Pierwsze minuty to dawka uderzeniowa: piękna, intensywna i wibrująca wręcz. Zdecydowanie orientalna, choć wyczuwam w niej kwiaty. Jednak o ile w typowych perfumach kwiaty zazwyczaj kojarzą mi się z lekkością i świeżością, o tyle tutaj mam wrażenie jakby roślina oplatała człowieka przejmując jego ciepło i nabierając nieco „zwierzęcych” tonów. I tak, w tych pierwszych minutach miałam w myślach obraz młodej, pełnej energii dziewczyny, która zatraca się w tańcu kręcąc zmysłowo biodrami, odrzucając do tyłu długie czarne włosy, skrywając twarz za półprzejrzystą woalką.

źródło

      W miarę upływu czasu da się wyczuć coraz więcej słodyczy. Jednak również ta słodycz jest bardzo orientalna, daleko jej do klimatów spożywczych, czy mdlącej landrynki. Tutaj jest zmysłowo, cieleśnie. Z resztą właśnie te dwa słowa powracają mi w myślach raz po raz w kontekście Rashy. Dziewczyna z mojej opowieści tańczy coraz wolniej, jej ruchy stają się bardziej płynne. Powietrze jest ciężkie i gorące, a muzyka zagłusza dźwięki świata zewnętrznego. Dziewczyna nie zauważa, że zza ażurowego parawanu obserwuje ją z fascynacją zabłąkany gość. Minuty płyną a ona wciąż tańczy, odrzucając co kilka chwil kolejny woal. Jednak w końcu ich spojrzenia muszą się spotkać, a naładowane elektrycznością powietrze eksplodować. To jest właśnie ten moment gdy Rasha osiąga swoje apogeum.


źródło

     Z każdą kolejną minutą staje się cieplejsza, łagodniejsza, jakby bardziej senna. Rozleniwia się potęgując ogólne wrażenie zmysłowości. I chyba ten moment uwielbiam w niej najbardziej. Zdaje się otulać lekkim, miękkim woalem zapachu – nie dusi, tylko łagodnie opływa ciało i stan ten utrzymuje się przez bardzo długi czas.
    
     Rasha jest jednym z tych zapachów, które uwodzą i zniewalają. Otwarcie przyznaję, że jestem nią oczarowana i planuję zaopatrzyć się w pełnowymiarowy flakon.


     Nawiązując do powyższych zdjęć i wspomnianego serialu, muszę - po prostu MUSZĘ - dodać również filmik prezentujący taniec głównej bohaterki. Wyznam Wam, że odkąd obejrzałam ten serial nie mogę napatrzeć się na odtwórczynię roli Jade, Giovannę Antonelli. I powiem szczerze, że marzę o tym by wyglądać i tańczyć jak ona tutaj.



     A na koniec mały dodatek ode mnie. Makijaż zainspirowany wspomnianym pachnidłem, którego pełny tutorial możecie znaleźć TUTAJ :)




Pozdrawiam serdecznie,
Kat


czwartek, 25 października 2012

Hot Tamale! Hot, hot tamale...

Hej, Misiaki!

     Pomyślałam, że z chwilowego braku możliwości rozpisywania się o lakierach podejmę wątek maseczkowy. Tym bardziej, że Angel jakiś czas temu podesłała mi kolejną :) Bohaterką dzisiejszego wpisu będzie nawilżająca maseczka z aloesem firmy Balea.



Tradycyjnie zacznę od mojej rozpiski:

Dostępność: 
Ciężko powiedzieć: południe Polski? Niemcy? Internet? W każdym razie nie jest to produkt ogólnodostępny.

Cena: 
0,45€

Pojemność: 
Opakowanie składa się z dwóch połączonych saszetek po 8ml każda. Taki zestaw wystarczył mi na 8 aplikacji.




Trwałość:
 Data na opakowaniu

Konsystencja:
Biały, treściwy krem.

Zapach:
Przyjemny, świeży, nasuwa mi skojarzenie z męską woda po goleniu.




Aplikacja i działanie:

     Maseczkę nanosimy tradycyjnie - rozprowadzając równomierną warstwą na twarzy. Następnie producent zaleca pozostawić ją na około 10-15 minut, po czym zetrzeć nadmiar z powierzchni skóry. Zetrzeć, nie zmywać.

     A ja zmywałam i już Wam mówię dlaczego.

     Maseczka zawiera w swoim składzie kwasy, które zaczynają działać na naszą skórę krótko po nałożeniu. W moim przypadku owocowało to efektem pomidora. Moja cera każdorazowo przybierała odcień strażackiej czerwieni, robiła się gorąca i stan ten utrzymywał się przez kilkadziesiąt minut. Z tego właśnie powodu dla spokoju ducha każdorazowo po starciu resztek maski z twarzy, przemywałam cerę płynem micelarnym. 
     Do masek tego typu podchodzę z dużą ostrożnością, ponieważ obawiam się reakcji mojej skóry na te wszystkie substancje. W przypadku Balei efekt był całkiem przyzwoity. Moja skóra po zmyciu maski była miękka, wygładzona i w miarę nawilżona. Efektu WOW nie było, nie mniej jednak nie odnotowałam też żadnych skutków ubocznych czy podrażnień.
     Niewątpliwym minusem jest rumień i uczucie gorąca na twarzy - nie jestem pewna czy to aby nie dyskwalifikuje tej maski w przypadku użytkowniczek o cerach naczynkowych, albo trądzikowych. Z tego samego powodu odradzam jej stosowanie kiedy szykujecie się na jakieś ważne wyjście czy spotkanie, ponieważ po zmyciu maski musicie dodać sobie mniej-więcej godzinny margines czasowy potrzebny na uspokojenie i ukojenie skóry.


Skład:

Aqua – woda

Aloe Barbadensis (Leaf Juice) Gel - wyciąg z liści aloesu. Nawilża i koi skórę. Utrzymuje wilgotność, działa przeciwzapalnie, łagodząco, posiada właściwości filtrujące promienie słoneczne. Pobudza regenerację naskórka i ziarnowanie tkanki łącznej właściwej. Stosuje się go w pielęgnacji cery suchej, dojrzałej jak i trądzikowej. Nawilża skórę wnikając w jej głębsze warstwy.

Glycerin – humektanty/środki rozpuszczające. Pochodzenie różne (także petrochemiczne), zatrzymuje wodę w skórze, nawilża, daje wrażenie miękkiej skóry.

Ethylhexyl Isononanoate -Bardzo suchy emolient. Polecany do stosowania w kosmetykach, które po wmasowaniu mają pozostawić skórę suchą.

Sorbitol - Alkohol heksahydroksylowy o wzorze C6H14O6, otrzymywany z glukozy. Substancja hydrofilowa dobrze rozpuszczalna w wodzie. Jest bardzo higroskopijna - absorbuje i wiąże wodę z otoczenia. Substancja o słodkim smaku, stosowana również w żywności. Sorbitol pierwszy raz został znaleziony w dojrzałych owocach jarzębiny Pyrus aucuparia. Substancja hydrofilowa, nawilżająca. Wiąże wodę na powierzchni naskórka, dzięki czemu odpowiednio nawilża. Zmiękcza i wygładza skórę i włosy. Sorbitol posiada słodki smak, dlatego stosowany jest w produktach do higieny jamy ustnej w celu polepszenia smaku. Humektant - zapobiega wysychaniu kosmetyku. W przypadku kosmetyków ciekłych zapoboega krystalizacji przy ujściu z butelki. Wpływa na właściwości aplikacyjne kosmetyku - zwiększa kleistość preparatów. Ponadto pełni rolę rozpuszczalnika dla innych substancji hydrofilowych zawartych w kosmetyku.

Butylene Glycol - Glikol butylenowy - Butanodiol należy do alkoholi zawierających dwie grupy hydroksylowe. Hydrofilowa substancja, odpowiedzialna za prawidłowe nawilżenie skóry i włosów, dzięki czemu kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza, skórę i włosy. Pełni rolę promotora przenikania, dzięki czemu ułatwia penetrację innych substancji w głąb skóry. Humektant - zapobiega wysychaniu kosmetyku i krystalizacji przy ujściu z butelki. Rozpuszczalnik dla innych substancji zawartych w kosmetykach, np. wyciągów roślinnych dodawanych do toników. Ponadto pełni rolę modyfikatora reologii, czyli wpływa na konsystencję kosmetyków, powodując spadek lepkości preparatów.

Cetearyl Alcohol  - kat. emulgatory/emolienty/regulatory lepkości. Biała, woskowata substancja nadająca skórze miękkość i gładkość, natłuszcza.

Glyceryl Stereate Citrate - to emulgator pochodzenia roślinnego (naturalnego)
o jakości spożywczej,  wielowartościowy alkohol estryfikowany z kwasu cytrynowego oraz roślinnego kwasu stearynowego. Stosowany jest także jako środek zapachowy oraz środek zmiękczający skórę, pomaga włosom i skórze zachować odpowiedni poziom nawilżenia. Pełni także funkcję stabilizatora.

Simmondsia Chinensis Seed Oil - olej z jojoby. Właściwie to jest to ciekły wosk a nie olej. Dla każdego typu skóry. Bardzo dobrze się wchłania, nie klei się, pozostawia delikatny, woskowy film. Posiada właściwości ochronne, działa na skórę odżywczo, wygładzająco, reguluje jej wilgotność. Polecany szczególnie przy skórze z zapaleniem, łupieżu, poparzeniach słonecznych i trądziku. Może być stosowany jako czysty.

Decyl Oleate (Oleinian decylu) - Ciecz. Substancja stosowana w kremach, sztyftach, olejkach oraz jako dodatek do kosmetyków myjących. Emolient tzw. tłusty. Jeśli jest stosowany na skórę w stanie czystym, może być komedogenny, czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę i włosy. Nadaje połysk. Wykazuje działanie regenerujące. Substancja stosowana jako renatłuszczająca w preparatach myjących. Proces mycia powoduje usunięcie m.in. substancji tłuszczowych, dlatego stosuje się substancje renatłuszczające, które odbudowują barierę lipidową. Plastyfikator sztyftu - nadaje elastyczność sztyftom, zapobiega ich kruszeniu. Poprawia właściwości aplikacyjne kosmetyku - ułatwia rozsmarowywanie np. na ustach.

Butyrospermum Parkii Butter  - masło shea (karite, masłosz), ma działanie łagodzące (zawiera alantoinę), przyspiesza procesy gojenia, zmiękcza
i natłuszcza skórę, działa ochronnie, posiada naturalny filtr ochronny (SPF 3-4). Polecane dla skóry suchej, atopowej, nadwrażliwej. Masło shea stosowane jest zarówno jako składnik aktywny, jak i tłuszcz bazowy.

Glyceryl Stearate - stosowany w kosmetykach jako zmiękczacz. Nie działa szkodliwie, ale u osób wrażliwych może wywołać podrażnienie.

Mel – miód i mleczko pszczele (INCI Propolis) – podobnie jak wosk pszczeli, mogą wywoływać reakcje uczuleniowe u osób z alergiami na pyłki roślinne. Poza własnościami nawilżającymi oba te składniki mają działanie łagodzące. Miód dodatkowo działa też bakteriobójczo. Natomiast mleczko pszczele jest raczej nietrwałym i drogim składnikiem, wymagającym silnych konserwantów. Zarówno miód, jak i mleczko pszczele nie wchodzą w skład NMF, zawierają jednak wiele jego składników (głównie cukry).

Phenoxyethanol - jest półsyntetycznym środkiem konserwującym, który staje się coraz powszechniej używany w kosmetykach naturalnych, jest uważany za bezpieczniejszą alternatywę dla parabenów.

Sodium Lactate - Hydrofilowa substancja nawilżająca, mająca zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka. Nawilża i wygładza.

Sodium PCA sól kwasu pirylidynowego. NaPCA. Jest to bardzo silny humektant, jednak ze względu na wysokie koszty produkcji stosunkowo rzadko używany.

Xanthan Gum -  guma ksantanowa – stabilizuje emulsje, zagęszcza kosmetyk, posiada właściwości żelujące. Otrzymywana metodami biotechnologicznymi przy udziale bakterii. Jest dobrze tolerowana przez skórę.

Carbomer - polimer kwasu akrylowego, hydrofilowy składnik konsystencjotwórczy, reguluje lepkość kosmetyku, tworzy film na skórze.

Perfum – substancja zapachowa

Potassium Sorbate** - konserwant dopuszczony przez EcoCert. Sól potasowa kwasu sorbowego, hamuje rozwój pleśni i drożdży.
Ethylhexylglycerin - konserwant pochodzenia naturalnego, dodatkowo jest humektantem (działa nawilżająco).

Alcohol - posiada działanie drażniące, w kremie jest minimalna jego zawartość, jest niewyczuwalny dla skóry.

Sodium Hydroxide - wodorotlenek sodowy, regulator pH.

Caprylic/Capric Triglyceride -  mieszanina roślinnych kwasów tłuszczowych, zawierająca w sobie najlepsze własności oleju kokosowego i palmowego, które są zestryfikowane z gliceryną. Olej ten polecany jest do skóry wrażliwej, skłonnej do przesuszania. Substancja natłuszczająca, wygładzająca, zapewniająca prawidłową ochronę. Sprawia, że skóra jest miękka, elastyczna i gładka. Lipid ten posiada właściwości konserwujące.

Linalool - składnik kompozycji zapachowej (woń konwaliowa).

Sodium Benzoate** - Eco konserwant - w formie proszku, otrzymywany
w procesie fermentacji z kukurydzy niemodyfikowanej genetycznie (GMO-free),
nie zawiera glutenowego białka (gluten-free). Eco Konserwant proszek jest certyfikowany i akceptowany przez: NaTrue, ECOCERT i Soil Associacion.

Fructose – fruktoza, cukier.

Glycine - olej sojowy, tani w pozyskiwaniu, łagodny. Stosowany w kosmetyce jako olej bazowy.

Limonene** - składnik kompozycji zapachowej. Zapach skórki cytrynowej. Wyciąg z naturalnych olejków eterycznych.

Ascorbyl Palmitate – substancja czynna - lipofilowa pochodna witaminy C o zwiększonej stabilności i zdolności wnikania w naskórek, działa wielokierunkowo: normalizuje keratynizację, rozjaśnia cerę i zmniejsza przebarwienia, działa przeciwrodnikowo, regeneruje witaminę E w skórze, witamina C jest również niezbędna w syntezie kolagenu.

Inositol – kwas fitowy - inositole mają zastosowanie w dermatologii. Depigmentacja, zapobieganie odkładaniu wapnia w organizmie i przedwczesnemu starzeniu, działanie przeciwzapalne i rozszerzające naczynia, wzmacniające perfuzję czyli dostarczanie tlenu i składników odżywczych do komórek.
Kwas fitowy jest chelatorem żelaza i miedzi a potencjalnie uranu, plutonu stosowany wewnętrznie jak i zewnętrznie. Chelatując jony miedzi zakłócają proces tyrozynazy a miedź jest niezbędna do powstania melaniny natomiast chelatując żelazo zapobiegają przedwczesnemu starzeniu - wolne jony żelaza (miedzi także) są źródłem toksycznych rodników hydroksylowych.

Lactic Acid - kwas alfahydroksylowy (AHA) kwas mlekowy, substancja złuszczająca, antybakteryjna, przeciwstarzeniowa. Odpowiada za odpowiednie nawilżenie naskórka. Silne działanie nawilżające. Poprawia strukturę i koloryt skóry. Wpływa na produkcję kolagenu, spłyca drobne zmarszczki. Odblokowuje pory, łagodzi przebarwienia.

Niacinamide – Wit B3 - Niacynamid to trwała forma wit. B3, która nie ulega rozkładowi w formułach kosmetycznych, jest łatwo przyswajana przez skórę i dobrze tolerowana.
- Stymuluje produkcję składników lipidowych skóry (głównie ceramidów) oraz prekursorów składników odpowiedzialnych za utrzymanie odpowiedniego nawodnienia skóry (keratyny, inwolukryny, filagryny), dzięki czemu widocznie poprawia barierę lipidową naskórka, skóra staje się bardziej odporna na czynniki zewnętrzne i lepiej nawilżona.
- Zwiększa nawilżenie i elastyczność skóry, zmniejsza przeznaskórkową utratę wody (TEWL).
- Działa przeciwzmarszczkowo, spłyca drobne zmarszczki powierzchniowe, wygładza i widocznie poprawia strukturę i koloryt skóry; w badaniach niacynamid w stężeniu 5%, po 12 tygodniach stosowania znacznie poprawiał stan dojrzałej skóry.
- Pośrednio wpływa na produkcję kolagenu oraz stymuluje syntezę kwasu hialuronowego w skórze, dzięki czemu poprawia jędrność i napięcie skóry.
- Jest składnikiem wspomagającym walkę z przebarwieniami skóry, działa na zasadzie hamowania migracji pigmentu z melanocytów i tym samym zapobiega tworzeniu widocznych przebarwień; wspomaga działanie innych składników rozjaśniajacych np. działa skutecznie w komplecie z glukozaminą.
- Hamuje zażółcenie i ziemisty koloryt skóry pojawiający się z wiekiem, spowodowany procesami glikacji, czyli utlenianiem protein skóry. Niacynamid posiada działanie antyglikacyjne.
- Stymuluje naprawę zniszczeń komórek skóry powodowanych promieniowaniem UV oraz pełni funkcję antyoksydanta i działa immunostymulująco.
- Wspomaga działanie produktów z filtrami UV.
- Działa przeciwzapalnie, sprzyja gojeniu i regeneracji skóry.
- Zwiększa odporność skóry na czynniki zewnętrzne np. detergenty, dzięki czemu skóra rzadziej ulega podrażnieniu.

Urea - Mocznik zastosowany w stężeniu poniżej 10% pełni funkcję składnika nawilżającego, zmiękczającego oraz zwiększającego przenikanie składników aktywnych w głąb skóry.
Mocznik zastosowany w stężeniach powyżej 10% działa złuszczająco, reguluje rogowacenie naskórka, zmiękcza skórę oraz zwiększa przepuszczalność warstwy rogowej naskórka, dzięki czemu ułatwia wnikanie składników aktywnych w głębsze warstwy skóry.

Butylphenyl Methylpropional - składnik kompozycji zapachowej.

Citric Acid – kwas cytrynowy, wspomaga działanie ochronne antyoksydantów, używany jako zmiękczacz, środek konserwujący, przeciwutleniacz.

Ascorbic Acid  - antyoksydant (przeciwutleniacz), spowalnia procesy egzogennego (zewnętrznego) starzenia się skóry, wywołane np. promieniowaniem UV lub dymem papierosowym. Substancja o wysoce efektywnym działaniu ze względu na fakt, iż jest prawie w całości regenerowana. Działanie przeciwrodnikowe (przeciwutleniające) w skórze obserwuje się przede wszystkim w układach wodnych i na granicy faz pomiędzy wodą i lipidami. Wykazuje działanie głównie na powierzchni skóry. Poprzez pośrednią stymulację podziałów komórkowych wykazuje umiarkowane działanie eksfoliacyjne (złuszczające). Wyrównuje koloryt skóry oraz rozjaśnia plamy i przebarwienia. Po przejściu przez naskórek stymuluje syntezę kolagenu i hamuje destrukcję włókien kolagenowych, dzięki czemu spowalnia procesy starzenia. Wykazuje ochronny wpływ w stosunku do promieniowania UVA i UVB, ma również korzystny wpływ na skórę po opalaniu, zmniejsza powstały rumień. Działa także przeciwzapalnie. Znajduje zastosowanie w kosmetykach dla cer dojrzałych, preparatach redukujących przebarwienia oraz kosmetykach plażowych.

niedziela, 21 października 2012

Where there's smoke there must be a fire...

Hej, Misiaki!

     Mimo mojego dzisiejszego wypadku z szatkownicą mam fantastyczny nastrój! Dlaczego? A bo ja wiem? Czy musi być powód? Grunt że humor mi dopisuje i nawet perspektywa nadchodzącego poniedziałku sprawia że się uśmiecham. Jest dobrze! Tak dobrze, że postanowiłam opublikować kolejny wpis makijażowy. A żeby nie było nudno i filmikowo jak zwykle, tym razem będą zdjęcia i oldschoolowy opis krok po kroku.



     W rolach głównych wystąpią: czarna kredka (ewentualnie kredka umoczona w żelowym eyelinerze - Inglot), czarny cień z lekko migoczącymi drobinkami (Dior) oraz matowy beż (Sephora).
     Na drugim planie znajdziemy jasno-karmelowy matowy cień (NYX), bronzer, beżowo-karmelową szminkę (Yves Rocher) i ... to by było w zasadnie tyle. 

     Czarne smokey (smoky? - jak to się właściwie pisze?) eye to kolejny klasyk. Może nie na każdą okazję, ale jeśli szykujemy się na jakieś wyjście czy imprezę, będzie jak znalazł.




Ok, zaczynamy!

Pierwszy krok to dokładne zaczernienie górnej linii wodnej. W tym celu sięgam po dobrze napigmentowaną czarną kredkę. Można też zamiast tego użyć żelowego linera i zanurzyć w nim końcówkę kredki. Ta metoda przedłuży trwałość makijażu. Ponieważ będzie to makijaż czarny, zależy mi na tym, by spomiędzy rzęs nie przebijał naturalny kolor skóry.





Kiedy już dokładnie zaczerniłam przestrzeń między rzęsami, zabieram się za powiekę. Najpierw rysuję kreskę przy rzęsach...




... a później wypełniam resztę powieki aż do jej załamania. Tworzę w ten sposób bazę, dzięki której czarny cień, jaki nałożę będzie jeszcze bardziej smolisty i intensywny i nie będą nam groziły żadne prześwity.




Możecie nadać malunkowi jakikolwiek kształt: zaokrąglony, szpiczasty, wydłużony - cokolwiek lubicie i cokolwiek służy kształtowi Waszych oczu. Ja sobie wymyśliłam kształt zbliżony do linii moich brwi, wyciągnięty na zewnątrz.




Oczywiście nie możemy zostawić takiej graficznej plamy, bo zamiast smokey eye zrobimy sobie pandę albo szopa ;). Dlatego sięgam po pędzelek kulkę i rozcieram dokładnie granice malunku. Ma być ładnie i mięciutko ;)




Pora na naszego głównego bohatera! Prawdziwy z niego czarny charakter! Nie znosi kompromisów, dlatego bezceremonialnie zajmuje całą ruchomą powiekę, pokrywając roztartą wcześniej kredkę. Kredka nie protestuje, lubi czarne charaktery ;)




Jeśli dobrze sobie radzicie z rozcieraniem, możecie pominąć kolejny krok. Polega on na użyciu koloru pośredniego - w tym wypadku jasnego karmelu - który umożliwi nam bezbolesne połączenie czerni z kolejnym, najjaśniejszym cieniem. Użycie koloru pośredniego łagodzi zbyt ostre linie ciemnych kolorów i czyni samo blendowanie o niebo łatwiejszym, jednak nie jest to krok absolutnie konieczny. Tak jak mówiłam, karmel jest bohaterem drugoplanowym, pierwsze skrzypce gra nasz Mroczny Przystojniak.


Pod łukiem brwiowym tradycyjnie potrzebujemy odrobiny światła. Z pomocą przychodzi cień w kolorze skóry. Matowy, aby nie robić konkurencji drobinkom migoczącym w czarnym cieniu.




Drugi akt należy do dolnej powieki. Znów dominuje czerń: jak poprzednio maczam kredkę w eyelinerze i przyciemniam linię wodną, przestrzeń między rzęsami oraz powiekę.




Nasz Mroczny Przystojniak po raz kolejny wkracza do akcji i daje czadu na dolnej powiece. Kredka po raz kolejny jest szczęśliwa.




Na zakończenie drobny akcent narracyjny. W roli lektora smolisty tusz. Zakończenia mogłyby być różne, ale nasi bohaterowie są wierni i z powieki nie uciekają przez wiele, wiele godzin, zatem spokojnie możemy zaryzykować oklepane "i żyli długo i szczęśliwie".

FIN





Wyróżnienie :)

Heja!

    Jestem łamagą. Co zrobiłam? Szatkowałam kapustę maszynką i dziabnęłam się w palec ucinając kawał paznokcia i dorabiając się małej "dziary" ;). Żyć żyję, ale przez pewien czas nie będę mogła robić wpisów o lakierach do paznokci... Także sorki :P

Co jeszcze? Zostałam wyróżniona przez kochaną Simply_a_woman :*** Dziękuję!!!






Tez chciałabym wyróżnić kilka dziewcząt. Postaram się wymienić te, do których wcześniej nikt nie zapukał ;)


     Każda w wyżej wymienionych prowadzi swojego bloga z ogromna pasją, którą czuje się w każdym słowie. Mają odmienne style, ale każda wkłada w to co pisze kawałek serca. Niekiedy nawet dwa kawałki ;) Gorąco zachęcam Was do odwiedzenia ich stron!

niedziela, 14 października 2012

Niezawodnie - na każdą okazję!

Hej, Misiaki!

     Znowu idę pod prąd. Mamy październik, czyli czas kiedy 99% makijażowych aktywistek w sieci szaleje na punkcie Halloween. A ja co? Ano postanowiłam cofnąć się do podstaw i przybywam z makijażem ultra delikatnym. Makijażem, który moim zdaniem jest czymś, co sprawdzi się w każdej lub niemal każdej sytuacji - jest tak uniwersalny, że po prostu nie sposób uznać go za nieodpowiedni.




     Dla fanek mocniejszych malunków moja dzisiejsza propozycja może okazać się nudna, jednak wierzcie mi, czasem minimalizm staje się koniecznością. W przeciągu ostatnich kilku lat przekonałam się o tym nie raz, a wiecie przecież jak zawsze lubiłam odważne makijaże.
     Tym razem kluczową rolę odgrywa rozświetlenie, odświeżenie i lekkie modelowanie oczu, połączone z dość naturalnymi ustami.

     Dajcie znać jakiego rodzaju makijaże lubicie najbardziej. Macie jakieś sprawdzone wzorce, do których wracacie kiedy wszystko inne zawodzi?


1. Na całą powiekę nakładam matowy beżowy cień bazowy. Następnie ruchomą część powieki pokrywam połyskującym bladym różem. Białym perłowym cieniem akcentuję wewnętrzny kącik oka oraz najwyższy punkt łuku brwiowego. To odświeży spojrzenie i optycznie uniesie brew.



2. Pora dodać oczom głębi. Cieniem w kolorze złamanej brązem oberżyny akcentuję zewnętrzny kącik, załamanie powieki i linię dolnych rzęs. Ciemniejszym kolorem zaznaczam samo zewnętrzne V oka.



3. Rysuję cienką czarną kreskę za pomocą eyelinera. Zaczynam mniej-więcej na linii tęczówki oka. Wywijam ją ku górze w zewnętrznym kąciku. Linię wodną oczu odświeżyłam cielistą kredką. Na koniec wytuszowałam rzęsy maskarą, a usta pociągnęłam koralową pomadką nabłyszczającą.



Niestety nie jestem w stanie podać pełnej listy użytych produktów. Cienie pochodzą z palety Beauty Encyclopedia marki ELF. Pomadka została wycofana ze sprzedaży.


czwartek, 11 października 2012

Beauty Left Breathless

Hej, Misiaki!

     W tytule widzicie tekst, który zapisany jest na opakowaniach cieni do powiek, które miałam okazję ostatnio testować. Cienie wyprodukowane są przez markę CUICU i udostępnione mi zostały przez sklep KKcenterHK. Ich pełna nazwa brzmi: CUICU make-up flashing diamond powder eye shadow. Zazwyczaj ostrożnie podchodzę do testów cieni, ponieważ są to produkty, od których oczekuję naprawdę wiele a moje oczekiwania są bardzo sprecyzowane. W przeszłości miałam już okazję testować paletę cieni innej firmy rozprowadzanej za pośrednictwem KKcenterHK i tamte testy były momentami bardzo frustrujące. Kiedy po raz kolejny zaproponowano mi przetestowanie cieni do powiek zrobiłam małe rozeznanie w terenie i dopiero wtedy zdecydowałam się na tę właśnie markę.

Czego oczekuję od cieni do powiek?
najczęściej matowego lub satynowego wykończenia - od tej reguły zdarzają mi się odstępstwa, jednak moim ulubionym wykończeniem jest mat.
świetnej pigmentacji - tu jestem zasadnicza, cień musi być dobrze napigmentowany! Oczekuję że kolor jaki widzę w opakowaniu będzie wyglądał identycznie na powiece.
przyjemnej konsystencji - to znaczy cienia, który będzie jedwabisty w dotyku, łatwy do roztarcia. Żadnego efektu kredy szkolnej.
ograniczonego do minimum osypywania - wiadomo, że przy niektórych kolorach nie da się tego uniknąć, jednak cienie dobrej jakości są zdecydowanie łatwiejsze do ogarnięcia niż bazarkowe buble.
trwałości - nakładam cienie na powieki, i oczekuję, że zostaną tam przez ładnych kilka godzin. Nie toleruję znikających kolorów, ani cieni, których barwa gubi się przy blendowaniu.




Przejdźmy zatem do właściwej recenzji. Do testów wybrałam sobie dwa kolory: #24 czyli ciemny fiolet w nieco burej, popielistej tonacji oraz #07 czyli jaskrawy, intensywny odcień koralowej pomarańczy.


Na początek, tradycyjnie garść informacji:

Dostępność: 

Cena: 
USD$4.83

Pojemność: 
4,2g / 0,14FL.OZ
Wielkością niemal dorównują klasycznym okrągłym różom z Sephory.
Trwałość:
Informacja na opakowaniu.

Opakowanie:
Cienie pakowane są w czarne kartoniki z wytłaczaną fakturą. Wszelkie informacje są niestety krzaczkowane.



     Pudełko ma na frontonie okrągłe wycięcie, przez które można zobaczyć wierzch opakowania właściwego cienia.

     Samo opakowanie jest schludne, wygląda na trwałe. Denko jest czarne, wieczko przejrzyste. Na odwrocie znajdziecie informacje o nazwie produktu, jego termin przydatności, numer odcienia i gramaturę.



Podoba mi się takie rozwiązanie. Opakowanie wzbudza zaufanie, nie jest tandetne, dobrze się zamyka i nie wzbudza obaw, że za moment się rozpadnie.

Konsystencja:
Bardzo przyjemna. Delikatna, gładka. Cień nabrany na pędzel nie pyli ponad normę. Dobrze się nim pracuje. Rozcieranie nie nastręcza trudności, przy czym muszę wspomnieć, że  ciemny fiolet miewa "gorsze dni" kiedy to wymaga nieco większej ilości wysiłku. W przeciwnym razie nie nakłada się tak równomiernie jak mógłby. Bywa że tworzy lekkie prześwity i wymaga dołożenia odrobiny tu czy tam. W większości przypadków jednak sprawował się nad wyraz dobrze. 





Z pomarańczem nigdy nie miałam kłopotów. Kolor zawsze prezentował się bez zarzutu. Co ciekawe, przy rozcieraniu nabierał nieco brązowawych tonów, dzięki czemu nakładając zaledwie jeden cień na całą powiekę otrzymywałam ciekawy, wielowymiarowy efekt.





Aplikacja i Pigmentacja:
Bajka. Pomijając wspomniane gorsze dni fioletu, w zdecydowanej większości przypadków cienie sprawują się fantastycznie. Nałożone na bazę wytrzymują cały dzień. Ewentualne rolowanie się w załamaniach powieki w moim przypadku jeśli występuje to sporadycznie i jest minimalne. Pigmentacja mnie zachwyciła. Kolory są intensywne, co więcej nie tracą na intensywności kiedy je rozcieram. Osypywanie jest ograniczone do minimum. Częstsze oczywiście w przypadku fioletu, jednak można sobie z tym łatwo poradzić: wystarczy nanieść kolor na powiekę ruchem wklepującym i dopiero później delikatnie rozetrzeć granice cienia.

Kolorystyka:
Cienie są dostępne w 24 kolorach. Trochę szkoda, że jest ich tak mało, w dodatku te które są mają zbliżoną kolorystykę. 


Moje kolory prezentują się następująco:
Prezentuję Wam zdjęcia z fleszem i bez flesza, przy czym bliższe prawdy są odcienie bez flesza właśnie.

#07

flash

no flash

#24

flash

no flash

     Na zakończenie jeszcze przykładowy makijaż wykonany przy użyciu powyższych cieni. Możecie go kojarzyć z mojego włosowego wpisu sprzed mniej-więcej tygodnia. Makijaż jest banalnie prosty do wykonania, a jednak dzięki użytym kolorom raczej nie można nazwać go nudnym. Mnie w każdym razie się podoba :)





I globalne straszenie:



     Mogę spokojnie stwierdzić, że cienie przypadły mi do gustu. Oba kolory są piękne, każdy na swój sposób. Fiolet jest idealny na jesień - uwielbiam sięgać po takie kolory o tej porze roku. Pomarańcz zaś fantastycznie ożywia spokojne makijaże, a także wzbogaca te nieco intensywniejsze. Jestem zdecydowanie na tak!


niedziela, 7 października 2012

Arabic Na Bogato

Witajcie!

     Kawał czasu temu obiecałam Wam odważny makijaż wykonany pokazywaną już na łamach mojego bloga paletką Kiko Color Fever. Chciałam jednak zachować chronologię wpisów i tak się złożyło, że publikuję go dopiero teraz.

Zatem uprzedzając ewentualne pytania, nie, nie przefarbowałam włosów na ciemno :P

     Wracając do makijażu, wykonałam go używając sześciu kolorów cieni. Stosowałam tutaj pokazywaną już wcześniej przeze mnie "technikę" a raczej trick z przesunięciem zagłębienia powieki, dzięki czemu oczy wydają się większe niż w rzeczywistości.






1. Na początek podkreślam brwi i nakładam na powieki bazę pod cienie. Następnie rysuję wstępny kształt makijażu: zewnętrzne V oraz sztuczne zagłębienie powieki nieco powyżej naturalnego. To powiększy optycznie oczy. Mając taką bazę, rozcieram linie ku górze i na zewnątrz tworząc subtelny gradient.



2. Górną powiekę cieniuję czernią od załamania wzwyż.  Ruchomą powiekę cieniuję po równo: wewnętrzną część jaśniejszym złotem, zewnętrzną ciemniejszym.



3. Dolną krawędź roztartej czerni w zewnętrznym kąciku oka utrwalam czarnym matowym cieniem. Całą dolną powiekę cieniuję przy użyciu ciemnego fioletu. Kolor wyciągam nieco niżej w wewnętrznym kąciku oka. Sięgam po odrobinę intensywniejszy i jaśniejszy fiolet i rozdymiam nim kolor poniżej dolnej powieki. Rozdymiam jeszcze niżej! Sięgam po jaśniejszy fiolet i rzcieram nim dolną granicę fioletowego cienia.



4. Wracam do jasnego złota i nakładam je jako rozświetlacz na łuk brwiowy. Eyelinerem rysuję wyraziste, długie i ostre linie. Wyciągam je dość głęboko do środka i na zewnątrz. Nie przesadzam z ich grubością. Żelowym linerem podkreślam również dolną linię wodną. Kreseczkę wyciągam minimalnie w wewnętrznym kąciku, nakładając na krawędź fioletu.



5. Pora na maskarę: dużo i obficie! Dla większej siły wyrazu dodaję sztuczne rzęsy.








Użyte produkty:
Twarz:
- Korres Watermelon Lightweight Tinted Moisturiser #01 Light Sand
- Garnier Roll-on przeciw cieniom
- Puder Perłowy BU
- róż z palety Sephora
Oczy:
- brwi – cień Sephora
- Delia Onyx Korektor do Brwi
- baza Sephora
- czarna kredka Inglot AMC #101
- Cienie z paletki Kiko #02 Color Fever, Luxurious Gold and Plum
- fioletowe cienie z palety Sephora
- czarny żelowy liner Inglot AMC #77
- tusz Multi Lash Black, Make Up Store
- klej do rzęs DUO
- rzęsy ES A500 kkcenterhk
Usta:
- MAC lipglass #Magnetique