niedziela, 30 grudnia 2012

Yves Rocher Candied Mallows

Hej Misiaki!

    Dzisiaj będzie różowo za sprawą butelki balsamu do ciała od Ives Rocher. Przy okazji świąt sieć YR wypuściła dwie wersje zapachowe zestawu pielęgnacyjnego, w skład którego wchodziły między innymi balsamy, żele pod prysznic, czy kremy do rąk. Zestawy jako takie specjalnie mnie nie kusiły, ale na balsamy i inne cielesne smarowidła jestem łasa, zatem niewiele myśląc wzięłam po sztuce balsamu z każdego zestawu. Później wróciłam po zapas, niestety został tylko bohater dzisiejszego wpisu ;) Cytryna z wanilią miała większe branie. Cóż.


    

Dostępność: 
Jeśli będziecie miały farta, może uda się Wam upolować je w którymś ze sklepów YR. Jak już wspominałam, była to limitka świąteczna.

Cena: 
O ile mnie pamięć nie myli 19,90 zł

Pojemność: 
300 ml

Trwałość:
6 miesięcy od otwarcia.

Opakowanie:
Dość wygodna plastikowa różowa butelka. Zapięcie jest bezpieczne, nie grozi wylaniem zawartości.

Konsystencja:
Typowe mleczko do ciała.

Zapach:
Bardzo przyjemny, słodkawo-kwiatowy, ale nie przytłaczający. Nałożony na ciało daje uczucie czystej, świeżo pachnącej skóry. Jest kobiecy, dość subtelny. Ulatnia się po pewnym czasie.

Aplikacja i działanie:
Jest wygodne w użyciu. Łatwo rozprowadza się na ciele, dość szybko wnika w skórę nie pozostawiając na niej żadnego tłustego filmu, zatem możemy spokojnie ubrać się bez obaw że zabrudzimy odzież. Dobrze nawilża ciało. Przy regularnym stosowaniu skóra pozostaje miękka, elastyczna i gładka. 




Skład:
Producent zarzeka się, że formuła nie zawiera parabenów... Cóż, skład nie jest przesadnie fantastyczny, bo zawiera kilka zonków, jednak patrząc przekrojowo na ofertę naszych drogerii w zakresie balsamów uważam że nie jest aż tak źle. Oceńcie sami:


Aqua - woda, rozpuszczalnik.

Methylpropanediol - metylopropanodiol, składnik nawilżający, rozpuszczalnik, może zwiększać przenikanie przez skórę składników aktywnych

Caprylic/Capric Triglyceride -  mieszanina roślinnych kwasów tłuszczowych, zawierająca w sobie najlepsze własności oleju kokosowego i palmowego, które są zestryfikowane z gliceryną. Olej ten polecany jest do skóry wrażliwej, skłonnej do przesuszania. Substancja natłuszczająca, wygładzająca, zapewniająca prawidłową ochronę. Sprawia, że skóra jest miękka, elastyczna i gładka. Lipid ten posiada właściwości konserwujące.

Urea - Mocznik zastosowany w stężeniu poniżej 10% pełni funkcję składnika nawilżającego, zmiękczającego oraz zwiększającego przenikanie składników aktywnych w głąb skóry.
Mocznik zastosowany w stężeniach powyżej 10% działa złuszczająco, reguluje rogowacenie naskórka, zmiękcza skórę oraz zwiększa przepuszczalność warstwy rogowej naskórka, dzięki czemu ułatwia wnikanie składników aktywnych w głębsze warstwy skóry.

Myristyl Myristate - ciekły wosk. emolient tzw. tłusty. Jeśli jest stosowany na skórę w stanie czystym, może być komedogenny, czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę i włosy.

Dimethicone – syntetyczny emolietn odpowiadający za wygładzenie skóry bądź włosów, silikon.
Może zatykać pory (działanie komedogenne).

Brassica campestris (rapeseed) seed oil – olej z nasion rzepaku.

Glyceryl Stearate - stosowany w kosmetykach jako zmiękczacz. Nie działa szkodliwie, ale u osób wrażliwych może wywołać podrażnienie.

PEG-100 Stearate - emulgator, przeprowadzone badania na szczurach laboratoryjnych dowiodły, że w miejscu stałej aplikacji tego specyfiku powstawał guz nowotworowy.

Centaurea Cyanus Flower Water - Hydrolat z Chabra Bławatka.

Stearic Acid - kwas stearynowy otrzymywany z naturalnych wosków, składnik konsystencjotwórczy, stabilizator emulsji. Ułatwia docieranie substancji aktywnych
w głębsze warstwy naskórka.

Phenoxyethanol - jest półsyntetycznym środkiem konserwującym, który staje się coraz powszechniej używany w kosmetykach naturalnych, jest uważany za bezpieczniejszą alternatywę dla parabenów (nie mniej jednak badania wykazały, że ma szkodliwe oddziaływanie na mózg i układ nerwowy u zwierząt).

Cetyl Alcohol - alkohol cetylowy, emolient. Należy do alkoholi tłuszczowych i jest zupełnie niedrażniącym środkiem zmiękczającym, natłuszczającym i wygładzającym skórę, jak również stabilizującym emulsje.

Stearyl Alcohol - emolient, rodzina alkoholi tłuszczowych, łagodny, zupełnie niedrażniący  środek natłuszczający, zmiękczający i wygładzający skórę.

Parfum

Tocopheryl Acetate – substancja aktywna, antyoksydant. Syntetyczna witamina E. Zwalcza wolne rodniki, wygładza zmarszczki, sprawia, że skóra jest elastyczna i dobrze nawilżona. Dla każdego typu skóry, ze wskazaniem dla cer dojrzałych i uszkodzonych słońcem. Działa hamująco na zapalenia i leczniczo, ale nieco mniej, niż czysta witamina E.

Allantoin - alantoina, stosowana od dawna jako czynnik gojący i kojący, likwiduje podrażnienia i stany zapalne, przyspiesza odnowę tkankową, przyspiesza ziarninowanie uszkodzonej tkanki i ułatwia bliznowacenie, zmiękcza i plastyfikuje warstwę rogową naskórka, pomaga w usuwaniu zrogowaceń.

Acrylates/c10-30 Acryl Acrylate Crosspolymer - poliakrylan, zagęstnik, nadaje pożądaną konsystencję kosmetyku, stabilizator emulsji.

BHT - butylohydroksytoulen- to antyutleniacz dla preparatów kosmetycznych zawierających roślinne i zwierzęce tłuszcze. Powoduje swędzące wysypki na skórze.
Obecnie można go zastąpić produktem naturalnym (np. olejowym ekstraktem rozmarynu).

Tetrasodium EDTA (wersenian czterosodowy) - Przyjmuje się, że EDTA stosowany w niskich dawkach jest nieszkodliwy dla organizmu. Jednak w dużym stężeniu, jest substancją drażniącą skórę i błony śluzowe. Szczególnie groźny jest w formie rozproszonej w powietrzu. Sole kwasu EDTA rozpylone w naszym otoczeniu, mogą powodować nieżyt spojówek, kaszel oraz duszności. Dlatego też, warto unikać EDTA zawartych w kosmetykach w aerozolu.
W połączeniu ze związkami azotowymi, EDTA tworzy nitrozaminy, które mają działanie rakotwórcze.
Kosmetyków z EDTA nie należy stosować zwłaszcza wtedy, gdy przyjmujemy leki zawierające cynk, żelazo, miedź, glin, ołów i bizmut. Wynika to przede wszystkim z faktu, iż EDTA ma działanie wiążące metale ciężkie. Odradza się również stosowanie kosmetyków z EDTA w przypadku zażywania antybiotyków.

Sodium Benzoate - konserwant. Osoby ze skłonnością do alergii powinny unikać tego składnika. Uniemożliwia on rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np.nabierając krem palcem).

Sodium Hydroxide - wodorotlenek sodowy, regulator pH.

Potassium Sorbate - Sól potasowa kwasu sorbowego, hamuje rozwój pleśni i drożdży.


Czy kupię ponownie:
Nie, ponieważ była to edycja limitowana, jednak mam jedną butelkę w zapasie, plus drugą z dostępnych wówczas linii zapachowych, o której  możecie przeczytać TUTAJ :)

Ogólnie patrząc, jest to całkiem fajny produkt. Może bez fanfar i szału, ale stosuje się go bardzo miło, skóra po nim jest dobrze nawilżona, odżywiona i jedwabista w dotyku. Robi dobrze i to najważniejsze :)

Pozdrawiam,
Kat :*

wtorek, 25 grudnia 2012

Bitwa na pudry: Sephora, Inglot, Bourjois i Kobo

Hej Misiaki!

     Puder - niby takie nic. Niby służy tylko utrwaleniu podkładu i w zasadzie najważniejsze by nie odznaczał się kolorem, trzymał "maskę" w ryzach i hamował świecenie jak najdłużej. Czyżby? 

     Z moich blogowych obserwacji wynika, że lwia część dziewczyn dużo większą uwagę przywiązuje do podkładu i to na nim skupia 99% swojego wysiłku. Puder to coś, co pojawia się na końcu, służy do omiecenia twarzy i tyle. Tymczasem z mojego punktu widzenia puder jest co najmniej tak samo ważny jak podkład. Jestem coraz bardziej świadoma swojej cery i tego jakie mam oczekiwania w stosunku do pudru, którym utrwalę makijaż. 

     W zasadzie mogłabym powiedzieć, że znalazłam swój ideał. To SEPHORA Mattifying foundation, czyli w gruncie rzeczy... podkład w kompakcie. Jest ideałem, a jednak zdradzam go, ponieważ ma jedną zasadniczą wadę - cenę, która potrafi dochodzić do 60zł. Za 9g produktu to sporo.

     Z tego właśnie powodu, pewnego dnia postanowiłam poszukać tańszego zamiennika mojego ideału. W ten sposób natrafiłam na kilka ciekawych produktów, a w mojej głowie zrodził się pomysł, by porównać je na blogu i być może dać Wam jako-takie pojęcie na temat tego, czego możecie się spodziewać po każdym z nich.


Na pierwszy ogień: mój ideał, czyli SEPHORA MATTIFYING FOUNDATION



     Jak wspomniałam, jest to podkład w kompakcie, a nie puder, jednak w większości przypadków używam go w tym właśnie charakterze. Jest to również pierwszy "górno-półkowy" puder, którego miałam okazję używać.

Dostępność: Sephora

Cena: Około 59zł

Pojemność: 9g

Opakowanie: Czarna okrągła puderniczka - klasyczne dla Sephory wzornictwo. Ma wbudowane lusterko i osobną przegródkę na gąbeczkę, za co duży plus, bo umożliwia w miarę higieniczne stosowanie i przechowywanie kosmetyku.

Konsystencja: Jedwabisty prasowany puder. Bardzo delikatny i przyjemny w dotyku.

Kolorystyka: Dostępny jest w wielu odcieniach - także bardzo jasnym - co dla osoby tak bladej jak ja jest ogromnym plusem.

Aplikacja i działanie: Jak wspomniałam, był to pierwszy lepszy gatunkowo puder, na jaki trafiłam i zdecydowanie czuć różnicę między tanimi drogeryjnymi pudrami utrwalającymi a tym. Przede wszystkim konsystencja - lekka, jedwabista. Nie ma tu tej charakterystycznej dla zwykłych pudrów suchości, która w ekstremalnych przypadkach może powodować uczucie ściągnięcia skóry. Świetne w nim jest to, ze nie tylko utrwala makijaż ale również zapewnia dodatkowe krycie. Jest świetny do poprawek w ciągu dnia. Może być stosowany solo - wtedy daje bardzo naturalne wykończenie!
 
Czy kupię ponownie: Zdecydowanie tak!






INGLOT YOUNG SKIN MAKEUP - PUDER PRASOWANY

     Dziecię naszej rodzimej marki. Bardzo udane, przy czym ma kilka minusów, w tym jeden jak dla mnie zasadniczy...

Dostępność: Sklepy i wyspy Inglot

Cena: Około 15zł

Pojemność: 8g

Opakowanie: Jednym się spodoba jego minimalizm, inni (w tym ja) będą przeklinać je za niepraktyczność i kilka innych rzeczy. Może jestem maruda, ale taki zwykły goły plastik wydaje mi się nudny i tani. Nie podoba mi się też to, że producent nie przewidział, że kobiety lubią nosić puderniczki ze sobą, aby poprawiać makijaż w ciągu dnia. Tak jak opakowanie Sephory to mistrzostwo, tak tu nie ma mowy o jakimkolwiek miejscu na puszek czy gąbkę.





Konsystencja: Chyba najlepsza spośród wszystkich prezentowanych. Jedwabista, niemal kremowa, delikatna jak pieszczota.

Kolorystyka: Tutaj minus! Nawet dwa najjaśniejsze odcienie, których próbowałam okazały się dla mnie za ciemne i różnice tą było widać. Musiałam ratować się bronzerem, bo inaczej wyglądałabym nieciekawie. To właśnie jest mój główny zarzut pod adresem tego pudru - nie nadaje się dla bardzo bladych dziewczyn.

Aplikacja i działanie: Kosmetyk, który nakłada się jak marzenie. O ile uda Wam się dopasować kolor do karnacji, cała reszta pójdzie już względnie gładko. Ma tę samą właściwość co puder z Sephory, że nie tylko matuje, ale również zapewnia pewien dodatkowy stopień krycia, co jak dla mnie jest zawsze wartością dodaną. Przy czym, uważajcie na ilość - puder Inglot może zrobić Wam kuku jeśli nałożycie go zbyt hojną ręką i "zciastkować się" na twarzy.

Czy kupię ponownie: Nie, ponieważ żaden z tych pudrów nie jest wystarczająco jasny dla mojej karnacji.



BOURJOIS HEALTHY BALANCE

     W skrócie: byłby świetny, gdyby był jaśniejszy... Czyli znów problem niedopasowania kolorystycznego. Jest to puder, który wyrobił sobie całkiem niezłą opinię w stosunkowo krótkim czasie. Przez niektórych makijażystów przyrównywany jest do Mineralize Skinfinish Natural od MAC. 




     Z mojego punktu widzenia jest to zdecydowanie kosmetyk godny uwagi, choć z pewnością nie ideał ;)

Dostępność: Drogerie Rossmann

Cena: 39zł

Pojemność: 9g (choć wygląda na dużo mniejszy od pozostałych)

Opakowanie: Po raz kolejny wrócę do higieniczności stosowania - mamy dość zgrabne pudełeczko, w wesołym kolorze, z wbudowanym lusterkiem, jednak nie ma w nim miejsca na puszek, czy gąbkę. Samo opakowanie wygląda wesoło, jest kolorowe, radosne itd, lecz wiele dziewczyn uznać je może za infantylne.


Konsystencja: Fajna, delikatna, jedwabisto-aksamitna. 

Kolorystyka: Niestety producent nie przemyślał kolorystyki i wypuścił tylko cztery wersje... Jeśli macie karnację na poziomie średnio-jasnym nie będzie Wam to przeszkadzać, jednak dziewczyny blade będą miały problem. Po raz kolejny musiałam ratować się bronzerem i wyrównywać koloryt twarzy i szyi, aby bezpiecznie wyjść z domu. To uciążliwe i wkurzające. I wielka szkoda, bo sam puder bardzo polubiłam, jednak...

Aplikacja i działanie: Dużym plusem pudru z Bourjois jest miły zapach i delikatna konsystencja. Bardzo dobrze matuje, choć tych obiecanych 10h matu nie daje ;). Nie pozostawia skóry suchej i ściągniętej, daje bardzo naturalne wykończenie - nie zbudujecie nim krycia jak w przypadku poprzednich dwóch kosmetyków.

Czy kupię ponownie: Nie, z uwagi na zbyt ciemną kolorystykę.


KOBO PROFESSIONAL MATT POWDER



     Najbardziej przypomina klasyczny puder ze wszystkich tu opisanych. Utrwala, ale nie zapewnia dodatkowego krycia. Różni się też konsystencją i uczuciem na skórze.



Dostępność: Drogerie Natura

Cena:  Około 20zł

Pojemność: 9g

Opakowanie: Minimalistyczna, kwadratowa kasetka z czarnego plastiku, z wbudowanym lusterkiem. Po raz kolejny - żadnego aplikatora, ani miejsca na takowy.

Konsystencja: Typowo drogeryjno-pudrowa. Sucha, lekko pyli, może powodować uczucie ściągnięcia na skórze.

Kolorystyka: Duży plus za gamę kolorów! Bladolice znajdą tu coś dla siebie.

Aplikacja i działanie: Jak wspomniałam, jest to najbardziej pudrowy spośród opisanych przeze mnie pudrów, raczej suchy. Nie zapewnia dodatkowego krycia, a i stopień zmatowienia cery mógłby być lepszy. To po prostu kolejny drogeryjny puder - bez rewelacji.

Czy kupię ponownie: Raczej nie.


Reasumując:

     Moim zdecydowanym faworytem jest puder z Sephory. Mimo ceny będę do niego wracać, ponieważ w największym stopniu spełnia moje oczekiwania względem kosmetyku utrwalającego makijaż. Bourjois i Inglot niestety muszą odrobić lekcję co do karnacji Polek - nie każda z nas rodzi się śniada. Podobnież nie każda z nas odwiedza regularnie solarium. Puder z Kobo jest pudrem jakich wiele. W zasadzie jedynym plusem, jaki jestem w stanie wymienić w odniesieniu do niego jest kolorystyka odpowiednia dla słowiańskich cer.


     Mam nadzieję, że moje porównanie na coś się Wam przyda i być może ułatwi poszukiwania pudru idealnego :). A może już taki znalazłyście? Chętnie poznam Wasze idealne "utrwalacze" może akurat okażą się dobrym zastępcą dla mojej Sephory :)

Pozdrawiam świątecznie!
Kat :*


poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wesołych Świąt!

Kochani!

Niech magiczna noc Wigilijnego Wieczoru przyniesie Wam spokój i radość. Niech każda chwila Świąt Bożego Narodzenia żyje własnym pięknem, a Nowy Rok obdaruje Was pomyślnością i szczęściem. Najpiękniejszych Świąt Bożego Narodzenia, niech spełniają się wszystkie Wasze marzenia. 



niedziela, 23 grudnia 2012

Róża Herbaciana

Hej Misiaki!

     Za oknem zimno tak, że kompletnie nie mam ochoty wychylać choćby koniuszka nosa za próg. A jednak tak się złożyło, że byłam zmuszona latać po mieście pół dnia, a i wieczorem spotykam się na mieście ze znajomymi, więc już teraz szykuje się psychicznie na tę arktyczną kostę...




     Aby nie było tak lodowato, wymyśliłam sobie makijaż ocieplający. Lekki, kolorowy, odpowiedni do noszenia za dnia. Zastosowana kolorystyka przywodzi mi na myśl herbacianą różę, stąd tytuł posta. Zimą kiedy mamy mocno ograniczony dostęp do słońca nasza skóra może wydawać się szara i smutna. Odcienie brzoskwini, złocistego beżu i jagody skutecznie przywrócą twarzy zdrowy, promienny wygląd. 


1. Zaczynam od matowego, brzoskwiniowego cienia, który nakładam na środek powieki. Będzie kolorem przewodnim makijażu. Kolorem na pograniczu brzoskwini, pomarańczu i beżu podkreślam wewnętrzny kącik oka. Cieniem w kolorze burgunda akcentuję zagłębienie powieki oraz bardzo delikatnie zewnętrzne V oka. Dzięki temu uzyskamy ładny wywinięty kształt.



2.  Matowym beżem rozświetlam łuk brwiowy. Ciemnym jagodowym kolorem podkreślam całą dolną linię rzęs. W zewnętrznym kąciku przeciągam kolor ukośnie ku górze. Górną linię rzęs przyciemniam. Używam do tego fioletowo-bordowej kredki żelowej, która zastyga po aplikacji.



3.  Efekt rozświetlenia uzyskamy pokrywając linię wodną beżową kredką. Nakładam też nieco różowego cienia na dolnej powiece w wewnętrznym kąciku. Do wykończenia makijażu potrzebujemy już tylko tuszu na rzęsach i odrobiny szminki.





Użyte produkty:
Twarz:
- Lirene Dermoprogram 16h Natura Look 2w1 #407 Light
- Garnier Roll-on przeciw cieniom
- Puder KOBO Professional Matt Powder #301 Pale Beige
- Róż Inglot AMC Cream Bush #80
- rozświetlacz Essence Sun Club #01 Summer Glow
- róż Sephora #10 romantic Rose
- bronzer IKOS ziemia egipska
Oczy:
- brwi: cień Inglot #358 Matte
- baza pod cienie Artdeco
- cienie Inglot: różowy #362 matte, beż #352 matte, bordowy #450 pearl, fiolet #74 AMC, koral #361 matte, brzoskwinia #368 matte
- beżowa kredka MaxFactor
- Catrice Liquid Liner #010 Don’t Leave Me!
- kredka Sephora flashy #15 black purple
- tusz PUPA Diva’s Lashes
Usta:
- szminka Rimmel Sugar & Spice #16


Pozdrawiam,
Katalina :*

piątek, 21 grudnia 2012

Mój grudzień w obrazkach

Hej Dziewczyny!

     Nie wiem jak Wam, ale mi ostatnie dni, tygodnie, ba, całe miesiące minęły w ekspresowym tempie! Mam wrażenie jakby dosłownie przed chwilą był październik, tymczasem lada moment przyjdzie nam świętować nadejście kolejnego roku... A przy okazji stuknie mi trzydziestka, ale o tym ćśśśśśś ;)

     Pomyślałam że uraczę Was dzisiaj zdjęciami prezentującymi różne miłe rzeczy które mi się przytrafiły w tym miesiącu. W głównej mierze są to prezenty otrzymane od kilku cudownych dziewczyn i może od nich właśnie zacznę.

     Tak się miło złożyło, że ostatnio znów miałam okazję spotkać się z Kingą, Słomką, Pam i Justyną-Marokańską ;). Tym razem zasiadłyśmy do filcu, z którego zaczęłyśmy wycinać, po czym zszywać różne różności. Jeśli macie ochotę zerknąć co i jak, możecie rzucić okiem na TEN i TEN wpis. Moje zdjęcia z komórki niestety są tak słabe, że nie nadają się do publikacji. Oprócz tego zjadłyśmy pyszne ciacho, wypiłyśmy cud-herbatę, plotkowałyśmy, słowem bawiłyśmy się równie fantastycznie jak podczas każdego naszego spotkania - a kilka ich już na naszym koncie jest :)
Dziewczyny zaskoczyły mnie totalnie!
     Kinga obdarowała każdą z nas lakierem do paznokci i kremem do rąk. Mój zestaw wygląda tak:




     Krem pachnie jak marzenie! Róże w najczystszej postaci, świeże, aromatyczne po prostu cudowne. A lakier... Lakier, moi drodzy, jest zachwycający! W buteleczce wygląda jak błękitnawa stal z brązowawym podbiciem, wypełniona miliardem zielonych i błękitnych iskierek. Na paznokciach niebieskie tony w stali stają się bardziej wyraziste, zaś iskierki mienią się jak diamenty - żółto, biało, niebiesko i zielono. Istne szaleństwo i magia! 
     Oto jak wyglądałam kiedy pomalowałam sobie paznokcie moim własnym Bondem "On Her Majestys Secret Service":

źródło

     Kolejnych niezapomnianych wrażeń dostarczyła mi Słomka. W ślicznym, świątecznym woreczku znalazłam Yankee Candle o zapachu Sugared Apple i słodkości, które już spałaszowałam ^__^. Tak to wszystko pachniało, że siedziałam przy stole zaciągając się woskiem raz po raz, co jak sądzę musiało wyglądać dość komicznie... Ale nieważne, TEN ZAPACH!!!




     Jakby tego było mało, dostałam też przesyłkę od Angel, a w niej kolejne smakołyki:



Peeling domowej roboty, którego użycie powoduje bardzo, ale to bardzo grzeszne myśli!

Coś dla ciała...

Coś dla nosa. Ciekawostka, że ów niepozorny olejek pachnie kropka w kropkę jak słynny Angel Thierry'ego Muglera. A ja Angela uwielbiam od lat... Resztę sobie dopowiedzcie :D

Przeurocza lakierowa bombonierka :)

     Ale to nie wszystko :) Przecież nie samymi kosmetykami człowiek żyje. Przynajmniej nie ten człowiek. Jakieś dwa tygodnie temu wybrałam się na Jarmark Świąteczny w moim rodzinnym Gdańsku. Ależ było tam pięknie! Jarmark dopiero co się rozkręcał, więc i ludzi było mało. Zdjęcia robiłam komórką, stąd marna jakość...






     I jak tu się nie cieszyć że mieszkam w tak fantastycznym mieście?! Zawsze jak gdzieś wyjeżdżam, a potem wracam do Trójmiasta, serducho bije mi szybciej, bo uwielbiam ten punkcik na mapie. 

     Na zakończenie podzielę się z Wami jeszcze prezentami które sama sobie sprawiłam bawiąc się w Mikołaja. Zasłużyłam. Byłam grzeczna.

W Lidlu dorwałam za jakąś śmieszną kwotę (około 20zł) zestaw olejków zapachowych, kominek i inne drobiazgi. Olejki pachną dokładnie tak jak głoszą naklejki na ich opakowaniach, co wbrew pozorom nieczęsto się zdarza - wielbiciele olejków zrozumieją co mam na myśli.

Książka, na widok której rozbłysły mi oczy. Zawiera mnóstwo historii, w tym trzy, które są mi szczególnie bliskie: Michaela Hutchence'a, Freddiego Mercury'ego i Jima Morrisona.

     Kolejna zdobycz z Lidla: Zestaw do rysowania. Mam jeszcze jeden taki, tylko że większy, zawierający pastele, kredki i akwarele. Zamierzam w nadchodzącym roku wrócić do rysunku.



     Wieki całe nie kupiłam sobie żadnej płyty... Tym razem uderzyłam z grubej rury i capnęłam od razu trzypłytowy album.  Whitesnake to jeden z moich ulubionych zespołów ^___^ Słucham sobie od wczoraj nieprzerwanie.

 
 I jeszcze jedna książka. Przepisy na czekoladowe cudowności. Już sama okładka jest mega urocza!


Proszę bardzo: mój grudzień w obrazkach :) A jak tam u Was?

niedziela, 16 grudnia 2012

Moje własne Firmoowki ;)

Heja!

     Od dłuższego czasu przez polskie blogi przetacza się zakrojona na ogromną skalę akcja sponsorowana przez sklep internetowy Firmoo, mający w swojej ofercie bardzo duży wybór okularów: korekcyjnych, słonecznych, czy też takich, które mają na celu służyć jako modny dodatek do reszty stroju.

     Z pewnością zauważyłyście, że okulary jako takie przestały się już kojarzyć wyłącznie z wadą wzroku - przebiły się do mas między innymi dzięki trendowi na tzw "kujonki", czy też kocim oprawkom nawiązującym do stylu pin-up girl. Firmoo kładzie duży nacisk na odejście od stereotypu okularnicy/okularnika i oferuje zarówno szkła lecznicze, jak i zwykłe. Druga z tych opcji będzie świetna dla tych z Was które mają tyle szczęścia by nie musieć zmagać się z wadą wzroku :)
     Ja mieszczę się jednak w pierwszej grupie - noszę okulary  od 14 roku życia. Początkowo robiłam to tylko do czytania i pisania, jednak z biegiem czasu okazało się, że są dla mnie po prostu koniecznością. 
     Zazwyczaj sięgam po soczewki, lecz z racji mojego zawodu i konieczności spędzania przed komputerem długich godzin każdego dnia, często okazuje się, że moje oczy szybko się męczą. Wtedy z pomocą przychodzą mi okulary. 



 
     Wielu z Was pomysł kupna okularów przez internet może wydawać się nieco karkołomny. Przyznaję, że z początku sama byłam nieco zdezorientowana, jednak okazało się, że to wcale nie takie trudne jak mogłoby się wydawać! Jednym z niewątpliwych ułatwień jest możliwość wirtualnego dopasowania danego modelu okularów do twarzy - na stronie sklepu znajdziecie specjalny widget, który naprawdę ułatwia wybór. Możecie wykorzystać albo istniejące na stronie zdjęcia twarzy, albo wgrać własne.




     Wybierając oprawki dla siebie kierowałam się nieco pokrętną logiką, otóż postanowiłam wybrać okulary, których najprawdopodobniej nie wzięłabym kupując je w salonie optycznym... Dlaczego? Otóż od pewnego czasu przekonuję się, że w wielu przypadkach odejście od utartych wzorców postępowania przynosi zaskakująco pozytywne rezultaty. I tak ja, osoba stroniąca od wyrazistych i rzucających się w oczy oprawek, sięgnęłam po pełne, dość masywne oprawki w czerwono-czarnym odcieniu.





     Kontakt ze sklepem Firmoo był bez zarzutu - jasno przekazali mi jak dokonać wyboru i złożyć zamówienie, obsługa samego zamówienia przebiegła bardzo szybko wziąwszy pod uwagę dystans - za to ogromny plus. Rozczarowaniem była dla mnie pani z infolinii FedExu (firma kurierska), już na terenie Polski. Rozumiem, że każdy może mieć gorszy dzień, ale jeśli pracuje się z klientem, minimum kultury wymaga by zachować dla siebie wszystkie parsknięcia, cmoknięcia czy komentarze, nie wspominając o zniecierpliwieniu. Po rozmowie z tą kobietą miałam szczerą ochotę zasadzić jej kopa w zad... Ale wróćmy do tematu!




     Z okularów jestem bardzo zadowolona! Kiedy ubrałam je pierwszy raz byłam lekko zdezorientowana, ale to wynikało bardziej z faktu, że nigdy nie miałam aż tak wyrazistych oprawek, musiałam się do nich przyzwyczaić. Uwielbiam ich kolor! Kształt wbrew pozorom jest dość bezpieczny i myślę, że będzie wyglądał dobrze na większości okrągłych, lub kwadratowych twarzy. Oprawki są lekkie, wygodne i współgrają zarówno z delikatnym, jak i z mocniejszym makijażem. W moim odczuciu najlepszą rekomendacją dla tych okularów jest fakt, że odkąd je mam kompletnie odstawiłam swoje poprzednie.





     Na zakończenie muszę wspomnieć jeszcze o jednej rzeczy, mianowicie o świetnym moim zdaniem programie nazwanym "First Pair Free", dzięki któremu każda z Was - dosłownie każda - ma możliwość otrzymania darmowej pary okularów od Firmoo! Ze swojej strony zobowiązujecie się pokryć tylko koszty przesyłki, jednak za same okulary nie ponosicie żadnych opłat. Co więcej, Firmoo zobowiązuje się że jeśli okulary nie spełnią Waszych oczekiwań i zdecydujecie się je wymienić - będziecie miały do tego prawo. Oto jak wygląda typowa ścieżka takiego programu:




     Proste prawda? 
    Na zakończenie mogę tylko dodać raz jeszcze, że jestem bardzo zadowolona z tego, że zdecydowałam się podjąć współpracę z Firmoo, ponieważ ich okulary spełniły wszystkie moje oczekiwania :)

Zdecydowanie polecam!
Pozdrawiam,
Kat :*