poniedziałek, 3 grudnia 2012

Ailin Pan Stick

Cześć Dziewczyny!

     Witam po drobnym przestoju spowodowanym moją nadaktywnością zawodową ;) Mam nadzieję, że teraz będzie już lepiej i swobodniej czasowo. Na dobry początek mam dla Was horror, czyli moją twarz (a przynajmniej jej fragment) w sporym zbliżeniu. Mówcie co chcecie, ale widok skóry z bardzo bliska jest rzadko kiedy sympatyczny. To jest o ile nie jest się posiadaczką wyśmienitych genów zapewniających cerę gładką jak u niemowlaka, bez jakichkolwiek niespodzianek...
     Na wszelki wypadek napiszę, że ja tyle szczęścia nie mam ;)

     Czemu  to wszystko? Pomyślałam sobie że tak rzadko opisuję podkład, że skoro już się zabieram za opis, zrobię to jak należy ;) Tak więc lojalnie uprzedzam, że dalsza część jest tylko dla widzów o mocnych nerwach. 

Podkład, który dziś Wam opiszę otrzymałam do testów ze sklepu KKcenterHK




Dostępność: 

Cena: 
USD$ 17

Pojemność: 
16g

Trwałość:
Brak danych

Opakowanie:
Całkiem fajne. Szczerze mówiąc to chyba główny atut tego produktu. Cieniowane, czerwono-czarne, plastikowe, z pokrętłem umożliwiającym wysunięcie sztyftu z opakowania i ponowne jego schowanie.


Konsystencja:
Sztyft, ale dość specyficzny, bardzo kremowy.W kontakcie ze skórą staje się niemal mazisty, z kolei kiedy zaczniemy rozprowadzać go na skórze wysycha w pewnym stopniu, nabierając nieco właściwości pudrowych. Problem w tym, że nie staje się ani zupełnie pudrowy, ani kremowy - jest gdzieś pomiędzy tymi konsystencjami, w dodatku nie zastyga na skórze - jest wyczuwalny nawet dość długo po nałożeniu, czego osobiście nie lubię.

Zapach:
Przywodzi na myśl zasypki dla niemowląt. Bardzo pudrowy.


 
Aplikacja i działanie:
     Typowa aplikacja podkładu w sztyfcie sprowadza się do namalowania sobie na twarzy jakiegoś plemiennego wzoru, następnie w zależności od preferencji należy rozsmarować go dłońmi lub przy pomocy pędzla. Tutaj zadanie jest o tyle trudne, że podkład Ailin pozostawia smugi i to dość konkretne, co zademonstruję za moment na zdjęciach. Moim zdaniem jedyną w miarę sensowną metodą rozprowadzania tego kosmetyku na twarzy jest użycie dłoni, których ciepło stopi go ze skórą ograniczając smużenie tyle na ile się da. 
     Jest to podkład lekko kryjący, zatem wymaga raczej bezproblemowej karnacji. W pojedynkę zaledwie lekko wyrówna koloryt skóry. Ma tendencję do podkreślania skórek.




     Pomijając podstawową sprawę, jaką jest to że kolor który wybrałam okazał się dla mnie zbyt jasny, pozostaje kwestia komfortu noszenia. Szczerze Wam powiem, że nie będę używała tego podkładu w typowy sposób, to znaczy nałożonego globalnie na całą twarz, ponieważ na mojej skórze nie zdaje egzaminu. Jest wyczuwalny, nie stapia się z moją karnacją, co więcej nosząc go miałam wrażenie że lada moment się zważy. Być może na innych typach cer wypadłby lepiej, jednak na mojej mieszanej niestety nie sprawdził się. Mam jednak plan żeby stosować go jako rozświetlacz.
     Oto co miałam do powiedzenia w temacie podkładu w sztyfcie Ailin. Niestety okazało się, że nie jest to kosmetyk dla mnie.

Pozdrawiam serdecznie,
Kat :*



43 komentarze:

  1. No rzeczywiście wyglądasz upiornie blado, ale pięknie :) Jeśli by nie ta dziwna konsystencja, to może by nim zachwyciły dziewczyny o porcelanowej cerze :)
    Dla mnie też był by nieodpowiedni, ani kolorystycznie, anie pod względem " skórnym " mam mieszaną cerę, jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyślałam, że ten sztyft byłby świetny do stylizacji na wampira ;) Idealna trupia bladość, do tego zamiast pudru utrwalającego rozświetlacz i byłaby wampirzyca a la "Zmierzch" ;)

      Usuń
    2. no właśnie miałam powiedzieć, że to jest dobry produkt dla fanów takiego looku.

      Usuń
  2. Faktycznie strasznie jasny. A co do cery, ja mam również problemową, więc nie jesteś sama ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiektywnie rzecz biorąc chyba więcej jest dziewczyn które mają taki czy inny problem ze skórą. Moja akurat się rozszalała, w dodatku od trzech tygodni choruje więc i na cerze się to odbija... No nic, nie ma co się żalić :D hehehe

      Usuń
  3. Faktycznie troche depresyjnie wygądasz w tym podkładzie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. rzeczywiście kolor nie Twój. W sumie nie wiem, czy zdecydowałabym się na podkad w sztyfcie, jakoś nie przemawia do mnie ta forma;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama forma jest ok - miałam okazję używać kilku sztyftów różnych firm i każdy z nich był inny. Najfajniejszy był L'Oreal (niestety już nie jest produkowany) ale ten ma dość dziwną konsystencję, która nijak nie współgra z moją skórą.

      Usuń
  5. Dziwny stwór ale i tak nie odbiera Ci uroku :)
    Sama nie lubię tego typu kosmetyków, ale to głównie przez wymagania cery.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie cera tutaj jest głównym wyznacznikiem...

      Usuń
  6. Nie miałam nigdy kontaktu z podkładami w sztyfcie (przyznam, że nawet nie wiedziałam o ich istnieniu). Skoro podkreśla suche skórki i czuć go na twarzy to nie polubilibyśmy się :)

    Zapraszam na rozdanie, do wygrania 25 voucherów na zakupy na stronie Firmoo.com :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sztyfty są rozpowszechnione głównie wśród firm produkujących kosmetyki dla wizażystów. Z szeroko dostępnych firm niewiele ma je w swoim asortymencie. Ale przykładowo Max Factor ma całkiemznośny, przy czym nieco przyciężkawy podkład. Tez zamierzam niedługo go opisać.
      A co do Firmoo, to dziękuję, ale sama tez podjęłam z nimi współpracę, więc vouchery pozostawiam innym ;)

      Usuń
  7. czesc kochana :) bladziutko tu wyszłaś ;) musze przesledzic co tam slychac wiecej :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, Słonko!!! :) To tak, wiesz, latka lecą zdrowie już nie to ;) heheh Ostatnio o Tobie myślałam - chyba przywołałam Cię telepatycznie :D

      Usuń
  8. faktycznie bladziuchno wyglądasz, jakbyś chora była.. ale nadal jesteś śliczna! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh dzięki ;) Ina sprawa że faktycznie jestem chora ;) Ściskam :*

      Usuń
  9. ale wiesz co... faktycznie wyglądasz jakoś tak inaczej... ale - NIE UWIERZYSZ - naprawdę ślicznie :) Trochę jak mała dziewczynka niewinna taka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie ciężko mi w to uwierzyć ;) A z tą niewinnością to chyba raczej kwestia braku makijażu jako takiego, bo zazwyczaj bez tony wszystkiego kobiety wyglądaja młodziej i niewinniej ;) Przynajmniej w teorii.

      Usuń
  10. uch, jakiś taki siny ma odcień

    OdpowiedzUsuń
  11. faktycznie możesz zagrać w zmierzchu:P i widać jak brzydko nie łączy się z cerą:/

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja cały czas czytam "Aladdin". W sumie... pocierasz, pocierasz i wychodzi z tego takie nie wiadomo co.

    Ale życzeń nie spełnia. Bo faktycznie nie wygląda to dobrze na Twojej skórze. Rzeczywiście jakby zaraz miał się zwarzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki produkt. Zdecydowanie nie moja bajka.

      Usuń
  13. Opakowanie śmieszne, ale chyba mało higieniczne.
    Jak już kiedyś sobie przytaknęłyśmy - wyczuwalny na twarzy podkład to nic dobrego :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opakowanie jest jeszcze spoko. To reszta dobija. A co do higieny, to akurat w przypadku podkładów w sztyfcie raczej nie ma o czym mówić ;)

      Usuń
  14. a mi opakowanie się nie podoba, jak jakiegoś męskiego dezodorantu z lat 90-tych;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jasny ;D ciekawe jak będzie się sprawować. Miałam Pan sitka z Max Factora ale bardzo tłusty i najjaśniejszy kolor mocno wpadła w róż. Szkoda że jest lekko kryjący ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie średnio na jeża sie sprawuje. Max Factor jest według mnie lepszy, choć też trzeba postępować z nim ostrożnie.

      Usuń
    2. Ja miałam w sztyfcie z Oriflame i też średnio się sprawdził, bo mimo dobrego krycia "było go widać", ale przy takiej gęstej formule nie ma co się dziwić ;)

      Usuń
    3. Sztyfty zazwyczaj należą do najbardziej kryjących i ciężkich podkładów. Ten tutaj jest ciężkawy, nie kryje, w dodatku ma dziwaczna konsystencję ni to krem, ni to puder. Po prostu jest dziwny.

      Usuń
  16. kiedyś chciałam max factora w sticku
    ale ostatecznie nie kupiłam go

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie martw się, ostatnio też się pomalowałam tak,że wyglądałam jak chora
      Ty testowałaś, a ja tak wyszłam na ulice :D
      w takim świetle, szarości dnia nic nie widać grr

      Usuń
    2. No właśnć się jak działa. Z pewnością nie nałożę go do pracy, bo cały dzień miałabym w plecy...

      Usuń

  17. Czasem a raczej regularnie od jakiegoś czasu :) tu zaglądam i ten blog lubię ;) . W związku z powyższym chciałabym przyznać Ci wyróżnienie Liebster Blog. Jeśli się zgadzasz, zapraszam na mój blog http://www.avatea.pl/liebster-blog/ gdzie znajdziesz skrócone zasady i pytania, na które możesz odpowiedzieć na swoim blogu.Przymusu nie ma ale...
    Pozdrawiam ciepło.
    Avatea :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Twoje pytania dodałam do wpisu, w którym odpowiadam na tego taga (robiłam go jakiś czas temu).

      Usuń
  18. Oj tam kochana wcale nie masz aż tak złego stanu cery więc nie masz się czym przejmować :) Ale podkład ma rzeczywiście niekorzystny kolor :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się o nią dbać, ale ostatnio mi się sypie... A kolor to moja wina - sama go wybierałam, ale źle obstawiłam...

      Usuń
  19. Wcale nie jest źle a kolor lepiej zawsze o ton jaśniejszy niż ciemniejszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, z dwojga złego lepiej żeby był jaśniejszy...

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.