niedziela, 9 czerwca 2013

Z cyklu: Co było, gdy mnie nie było...

Hej, Misiaki!

     Ostatnio nie jestem w stanie zmusić się do pisania. A żeby było zabawniej, pojawiło się u mnie kilka całkiem fajnych - kosmetycznych i nie tylko - rzeczy, które mogłabym opisać. Pomyślałam zatem, że ucieknę się do formy, którą już parokrotnie wykorzystałam tutaj na blogu, a która jak się wydaje nawet przypadła Wam do gustu ;)

     Po pierwsze: pogoda! Piękne słońce, które pojawiło się znienacka pod koniec maja zrobiło sobie przerwę w zeszłym tygodniu, co w gruncie rzeczy nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia. Odpoczynek od duchoty jest fajny, z resztą urlop, który planowałam wziąć w zeszłym tygodniu przesunęłam na inny termin, zatem nie było tragedii. A z tych słonecznych chwil, które jednak miały miejsce, skorzystałam o tak:



W oddali - Marina

Pyszny Henio z sokiem malinowym dla ochłody

     Po drugie: muzyka! Wiecie jak ważna jest dla mnie muzyka. To moja wielka miłość, która towarzyszyć mi będzie prawdopodobnie całe życie. Ostatnio postanowiłam się porozpieszczać i kupiłam sobie moje trzy ulubione płyty Bon Jovi. Bon Jovi to jeden z moich ulubionych zespołów i mam wielką nadzieję że uda mi się wybrać na ich koncert, który odbędzie się już niebawem :)

Keep the Faith, when you're in New Jersey, because it's Slippery When Wet...

     Po trzecie: uśmiech losu! Udało mi się wygrać w rozdaniu organizowanym przez Tanikę na jej blogu. Obdarowała mnie takimi oto cudownościami, z których niesamowicie się cieszę!




     Po czwarte: biżuteria oraz do czego może doprowadzić chwila nieuwagi ;) Któregoś dnia moja mama zapałała nagłą i nieoczekiwaną chęcią posiadania bransolety wzorowanej na słynnej Pandorze. Ani się obejrzałam a sama kupiłam bazę i koraliki. Zaznaczam - to nie Pandora, jednak zupełnie mi to nie przeszkadza. Nie mam na nią ciśnienia. Wybrałam sobie plecionkę z czarnej skóry, do której dobrałam srebrne koraliki. Niektóre z nich wzięłam, bo mi się spodobały, z kolei zakup innych był przemyślany i nasycony symbolicznie ;)



     Srebro i czarna skóra - lubię! Problem zaczyna się wtedy gdy mamy kłopoty z koordynacją ruchową... A ja miewam takie rzuty, kiedy jestem akurat w kuchni w celu zrobienia sobie kawy lub herbaty. W jakiś niepojęty sposób w chwili gdy łapię kubek zawierający - nazwijmy to oględnie - wrzącą ciecz, staję się niebezpieczna dla siebie i osób znajdujących się w moim bezpośrednim otoczeniu. Tym razem zalałam się herbatą, a że miałam akurat na ręce bransoletki, nagrzany metal zrobił swoje...



     Po piąte: literatura! A z racji mojego upodobania do makijaży artystycznych, również literatura tym razem poszła w artystycznym kierunku... Zdecydowałam się na zakup albumu, nad którym zastanawiałam się od pewnego czasu. Wahałam się z powodu jego ceny - 120zł, jednak ostatecznie jak widać dałam się skusić. W efekcie, mam cztery książki o tematyce wizażowej w formie papierowej i dodatkowo kilka kolejnych w wersji elektronicznej.




     Po szóste: paznokcie! Miałam ochotę kupić sobie jakiś lakier Essie w jasnym odcieniu. Wybór padł na Muchi Muchi. Fajny, blady róż o kremowym wykończeniu, dość transparentny lakier, trzeba dodać, jednak takiego efektu szukałam, więc czuję się usatysfakcjonowana. Gorzej z trwałością, ale cóż, życie.




     Pozostając przy paznokciach... Nigdy bym nie przypuszczała, że połakomię się na jakiś piasek. Nie i już. Nie podobały mi się, gdy zaczęłam oglądać kolejne ich wersje prezentowane na Waszych blogach. Patrzyłam bez emocji, kompletnie nie skuszona do zakupu, aż tu nagle zostałam poproszona o zakup takiegoż piasku dla koleżanki. I co? Okazało się że w Golden Rose, dokąd udałam się na łowy, seria Holiday jest niemal wyprzedana. Jedyne kolory jakie pozostały były kompletnie nie w moim guście. Wszystkie poza #58 czyli ciemnym burgundem z tonami fioletu, miedzi i złota. Kupiłam. Przepadłam. Nie przypominam sobie kiedy ostatnio miałam tak bezproblemowy lakier! Idealny kiedy nie mamy czasu, a dłonie muszą jakoś wyglądać. Nawet jeśli coś się na nim odciśnie, będzie to wyglądało, jak zamierzony efekt. Wczoraj dokupiłam dwa kolejne: jasny koral #66 oraz blady róż z błękitnymi drobinkami #63. Lubię!




     Po siódme: włosy! O produktach Biovax dowiedziałam się milion lat temu, ale jak dotąd nie używałam żadnego z nich. Aż tu pewnego dnia w jednej z aptek widzę nową serię z olejami.




     Połakomiłam się na maskę oraz na serum olejowe. Póki co czekają grzecznie na swoją kolej, ponieważ zużywam tonę innych produktów... Trudno u mnie o lepszą motywację do zużycia czegoś - wystarczy kupić inne coś z postanowieniem, że nie sięgnę po to dopóki nie wykończę bieżących kosmetyków. Proste i działa.

     Po ósme: opalenizna! A raczej jej brak. Jestem biała jak ściana. Jak trup. Jak duch. Nie mam problemów z opaleniem twarzy czy dekoltu, natomiast moje nogi uparcie odmawiają współpracy. Zazwyczaj nie zwracam na to uwagi, ale latem kiedy jest upalnie, mam czasem ochotę założyć coś lekkiego, krótkiego i przewiewnego. A niestety moje nogi poza tym, że są blade, są również wrażliwe na wszystkie możliwe uszkodzenia. Nie lubię smażyć się na słońcu - nie mam do tego cierpliwości - wolę ruch. Samoopalacze? Niekoniecznie. Lubią smużyć a ich kolor utrwala się dopiero po kilku godzinach. Co w takim razie pozostaje? Ha!




     Kupiłam tego gagatka w Rossmannie za około 20zł. Ma postać ciemnoczekoladowego kremu. Rozsmarowany na ciele daje natychmiastowy efekt opalenizny - głębokiej, równej, lekko rozświetlonej subtelnymi złotymi drobinkami. Nie smuży, nie ściera się, nie przenosi na ciuchy i wytrzymuje w takim stanie do pierwszego kontaktu z wodą. Powiem Wam, że jestem nim zachwycona!


     To by było na tyle. Kilka rzeczy pominęłam (choćby manię kupowania ubrań). Kilka rzeczy dopiero się wydarzy w nadchodzących tygodniach. Ogólnie jestem raczej pozytywnie nastawiona do życia ;) Mam nadzieję, że u Was wszystko gra i brzęczy.

Pozdrawiam serdecznie,
Kat :*

29 komentarzy:

  1. Mam nadzieję, że oparzenie szybko się goi i nie doskwiera już tak bardzo :)
    Wygranych kosmów należy tylko pozazdrości! Muszę Ciebie też zrugać: Henio z sokiem malinowym to profanacja :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam zaraz profanacja ;) Raz na kilka lat można dolać soku do piwka. Rzadko to robię, ale akurat tego dnia miałam ochotę na koktajl ;)

      Usuń
  2. Też trzymam kciuki za to aby ręka ładnie i szybko sie zagoiła, poparzenia są upierdliwe;/ lakiery strasznie mi się spodobały, chyba sama sie skuszę:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Już większość się zagoiła. A lakiery polecam, jeśli lubisz takie chropowate wykończenia :) Dają całkiem niezły efekt.

      Usuń
  3. ja bym chetnie zobaczyla nowe ubrania :]

    alez to piwko apetycznie wyglada! jami
    Essiaczek niczego sobie :)

    uwazaj na lapki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ubrania, dobrze, postaram się je pokazać.
      Piwko smakowało równie pysznie jak wyglądało ^___^
      Będę uważała :***

      Usuń
  4. Ten środkowy lakier GR wygląda bardzo interesująco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czysty koral - na paznokciach ma nieco głębszy kolor niż sugeruje opakowanie.

      Usuń
  5. Cześć Kasiu :)Z przyjemnością przeczytałam co u Ciebie :)co do piasków, na początku nie podobały mi się,ale mam obecnie jeden kolor,piękny granat z różnokolorowymi drobinkami i jest cudny,rzeczywiście można nimi szybko pomalować paznokcie i wyglądają efektownie.Piwko z sokiem uwielbiam,często piję z sokiem imbirowym,jeśli lubisz taki smak,to polecam :)Niech ręka szybko wraca do zdrowia :*A zakupy świetne,kupiłam też tą maskę do włosów i jestem z niej bardzo zadowolona :)buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, Basieńko :*
      Granat z Twojego opisu również brzmi bardzo ciekawie!
      Piwo z sokiem imbirowym równiez bardzo lubię! Nawet bardziej niż malinę, ale nie było go w lokalu, do którego się wybrałam.
      Ściskam :***

      Usuń
  6. pandora nie pandora- w gruncie rzeczy chodzi o to samo :)
    a efekt jest podobny- szkoda tylko poparzenia :s

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebyś wiedziała, że to dokładnie to samo! Porównywałam, bo niektóre z tych koralików to w zasadzie Pandora, tyle że bez loga ;)

      Usuń
  7. Jak ja marze o tych kaierach GR :((( maja taki genialany wybor kolorow tych piaskow ze szok... chodza za mna już dlugi czas o masakra... jak tylko zajade do PL w lipcu to pierwsze co będzie podróż do drogerii i wykupie chyba wszystkie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile jeszcze wtedy będą osiągalne ;)

      Usuń
  8. Mam maskę biovax i u mnie się świetnie sprawdza:) Ja tez ostatnio się porozpieszczałam, leci do mnie płyta ukochanego zespołu MUSE Showbiz... damn jak cięzko było ją dostać.
    Dodatkowo chciałam kupic książke ale... kupiłam pędzle:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ps. jak ja bym chciała pojechac już nad morze ech... może w przyszłym roku się uda XD
      wspólczuje poparzenia, oby szybko się zagoiło:)

      Usuń
    2. Pędzle to tez dobry zakup!
      A dziękuję, ręka juz sie niemal zagoiła :)

      Usuń
  9. Szkoda łapki:( Essie muchi muchi mam i to chyba jeden z nielicznych lakierow jasnych , ktory mi nie smuży:) przypomnialas mi o nim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz jak się fajnie złożyło :)

      Usuń
  10. nie wiem co było dalej, bo zawiesiłam się na zdjęciach mojej ukochanej Gdyni *.*

    OdpowiedzUsuń
  11. czekam na recenzję tego magicznego serum z Benefitu, biedna rączka, mam nadzieję, że szybko się zagoi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzja będzie gdy trochę sobie go potestuję :)
      A ręka na szczęście prawie się już wyleczyła :)

      Usuń
  12. Ten odcień lakieru z essie jest cudowny <3

    OdpowiedzUsuń
  13. u mnie też mniej postów :)
    korzystam z pogody i jeżdżę po deptaku na rolkach
    uwielbiam te okolice trójmiasta :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Ach Katalinko, tyle wszystkiego... Piękna plaża i piwko dla ochłody, tego Ci, pozytywnie, zazdroszczę ;) Oparzenie straszne, ja przez to także unikam bransoletek, fajne na wyjścia, ale w domu już nie za bardzo.
    Niech kosmetyki Ci służą i abyś była zadowolona z nich, co do piasków... mam podobnie jak Ty, oglądam, tak, bez specjalnych emocji, ale może na żywo bym się skusiła, BioWax zapowiada się cudnie, też mam taki patent na zużycia, kupuję, stoi i kusi, a ja mam motywacje do zużycia " starszyzny " ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt to właściwa motywacja :D Oparzenie właściwie już zeszło. Plaża i piwko do zgrany duet - zwłaszcza w dobrym towarzystwie :) A kosmetyki... wciąż się nimi zachwycam :)

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.