niedziela, 28 lipca 2013

Yves Rocher Pur Bleuet

Hej Misiaki!

     Jak sobie radzicie z wysokimi temperaturami? Ja, co zaskakujące, póki co nie narzekam aż tak bardzo jak to mam w zwyczaju (a zazwyczaj narzekam, bo wysokie temperatury zawsze bardzo mnie męczyły). Na ten moment jest mi dobrze, co niewątpliwie jest zasługą klimatyzowanego biura w tygodniu i możliwością wyskoczenia na plażę w weekend. A że lekko opalona skóra wiele makijażu do szczęścia nie potrzebuje, dzisiaj zamiast o kolorówce, będzie o płynie, za pomocą którego można pozbyć się z twarzy resztek tapety ;)

     Panie i Panowie, oto płyn dwufazowy Pur Bleuet z Yves Rocher, mój prywatny ulubieniec w tej kategorii. Na dobry początek słów kilka od producenta: KLIK


Od frontu...

Dostępność:
Yves Rocher.

Cena:
Regularna – 24,00zł, ale można go często dostać w dużej promocji.

Pojemność:
125ml

Trwałość:
12 miesięcy od otwarcia.


Od tylca...
  
Opakowanie:
Proste, miłe dla oka. Butelka dobrze leży w dłoni. Jedyne co można by zmienić to zamknięcie – z odkręcanego na „klik”.

Konsystencja:
Typowa dla dwufazówki. Płyn łatwo się ze sobą miesza i nie rozwarstwia zaraz po zaprzestaniu potrząsania. To daje użytkownikowi większy komfort użytkowania.

Zapach:
Lekki, nienachalny.

Aplikacja i działanie:
Aplikacja wygląda standardowo – ot wylewamy trochę na wacik i rozpoczynamy demakijaż. Płyn jest bardzo ekonomiczny! Już niewielka ilość wystarcza do całkowitego zmycia nawet wodoodpornego makijażu oczu. Testowałam na wodoodpornym tuszu Bourjois oraz linerach o przedłużonej trwałości. Płyn świetnie sobie z nimi radził bez konieczności agresywnego pocierania delikatnej skóry wokół oczu. Nie podrażnił mnie, nie spowodował żadnych niepożądanych reakcji.Ogólnie jestem z niego bardzo, ale to bardzo zadowolona.

Skład:


Aqua - woda, rozpuszczalnik.

Cyclopentasiloxane - silikon lotny, po pewnym czasie wyparowuje samoistnie
z miejsca jego aplikacji. Cyclopentasiloxane jest polimerem opartym na organicznym krzemie i z racji swej lekkości stanowi doskonałą bazę dla kosmetyków do twarzy (kremy, balsamy, silikonowe bazy pod makijaż, podkłady). Równie często ów silikon lotny wykorzystuje się w produkcji kosmetyków do włosów. Jest to silikon o niskiej lepkości, nietłusty – dzięki czemu nie obciąża włosów i nie powoduje powstawania zaskórników, nie jest komedogenny, czyli nie zatyka porów.

Cyclohexasiloxane - cykliczny polidimetylosiloksan, silikon lotny, ułatwia rozprowadzanie kosmetyku na skórze, poprawia własności sensoryczne, odparowuje podczas rozsmarowywania kosmetyku na skórze, nie tworzy warstwy okluzyjnej.

Isohexadecane - Emolient tzw. suchy. Jeśli jest stosowany na skórę w stanie czystym, może być komedogenny, czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę i włosy .  Wpływa na właściwości aplikacyjne kosmetyków - daje dobry poślizg przy rozsmarowywaniu (np. pomadek na ustach), zmniejsza lepienie i tłustość kosmetyku. Plastyfikator sztyftu - nadaje elastyczność sztyftom, zapobiega ich kruszeniu. Pełni rolę rozpuszczalnika dla innych substancji hydrofobowych zawartych w kosmetykach.


Centaurea Cyanus Flower Water - Hydrolat z Chabra Bławatka.

Methylpropanediol - metylopropanodiol, składnik nawilżający, rozpuszczalnik, może zwiększać przenikanie przez skórę składników aktywnych

Propylene Glycol (Glikol propylenowy), PG Xylene Glycol - Stosowane w wielu kosmetykach jako rozpuszczalnik.
Działają rakotwórczo. Silnie toksyczny w razie spożycia (uszkadza wątrobę, układ nerwowy i nerki). Resorbują się ze skóry do krwi i limfy. Uszkadzają nabłonki, tkankę łączną i mięśniową. Zastosowane na skórę wysuszają naskórek, ale równocześnie podrażniają gruczoły łojowe i apokrynowe wywołując stan zapalny i wysięki wokół gruczołów. Uszkadzają powłoczki włosów. Wywołują podrażnienie naskórka i skóry właściwej, świąd i kontaktowe (alergiczne) zapalenie skóry.
Łój i złuszczone keratynocyty z glikolami tworzą substancję zatykająca ujścia gruczołów.
W pachwinach i wokół narządów płciowych powodują wypryski drobnopęcherzykowe przechodzące potem w strupki i rozpadliny. Kosmetyki zawierające glikol propylenowy w razie dostania się do oczu powodują zapalenie gałki ocznej i spojówek, co objawia się łzawieniem, pieczeniem, świądem i opuchnięciem powiek. Uszkadzają strukturę lipidowo-proteinową błon komórkowych. Wdychane podczas używania aerozoli z kosmetykami uszkadzają nabłonki układu oddechowego i powodują kaszel oraz nieżyt. Uszkadzają komórki krwi i szpik kostny. W neuronach i w mięśniach zaburzają procesy przewodzenia podniet i proces skurczu. Nie stosować w czasie laktacji i ciąży.

Hexyl Laurate – rozpuszczalnik, substancja zmiękczająca, regulująca lepkość.

Sodium Chloride - chlorek sodu, w kosmetykach odpowiada za lepkość produktu.

Magnesium chloride – substancja uzupełniająca pochodzenia mineralnego.

Caprylyl / Capryl Glucoside - W pełni naturalny, zgodny z ekologicznymi normami, polecany do stosowania w kosmetykach ekologicznych. Podstawowy detergent, należący do najdelikatniejszych, niejonowych tenzydów. Jest on bardzo dobrze tolerowany przez skórę oraz błony śluzowe. Przeznaczony jest do produkcji środków pielęgnujących skórę dzieci.
Jest stosowany w recepturach szamponowych jako drugi środek powierzchniowo czynny, ze względu na bardzo dobre właściwości stabilizacji piany oraz działanie zagęszczające układ.

Methylparaben - najlepiej przebadany konserwant, najbezpieczniejszy. Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np.nabierając krem palcem).
W produkcie może go być maksymalnie 0,4 %. Stosowany w kosmetyce, żywności i lekach.
Składnik zaburzający gospodarkę hormonalną.

Tetrasodium EDTA - W obecności związków azotowych tworzy rakotwórcze nitrozaminy. Działa teratogennie. Nie stosować w czasie laktacji i ciąży.

Ethylparaben - konserwant. Pochodzenie chemiczne. Działa w słabym kwaśnym zakresie (wartości pH) przeciw drożdżom i pleśni, mniej skuteczny przeciw bakteriom. Może wywoływać alergie. Składnik zaburzający gospodarkę hormonalną.

Potassium Sorbate - sól kwasu karboksylowego. Substancja konserwująca uniemożliwiająca rozwój mikroorganizmów w czasie używania produktu.

CI 61565 - barwnik zielony.



Wstrząśnięty, lekko zmieszany...
 
Czy kupię ponownie:
Zdecydowanie tak, ponieważ jest to jak dotąd jeden z najlepszych jak dla mnie płynów dwufazowych. Używało mi się go bardzo przyjemnie i komfortowo. Niewielka butelka jest dość myląca i sugeruje niską wydajność płynu, jednak wystarcza on na tak samo długi czas, jak inne, większe dwufazówki (a niekiedy na dłużej!). Gorąco polecam!



Buziole,
Kat :*


poniedziałek, 22 lipca 2013

Alternatywnie!

Hej Misiaki!

     Czy spotkanie może być alternatywą dla innego spotkania? Może! Ostatniej soboty miałam okazję wziąć udział w takim właśnie alternatywnym spotkaniu blogerek. Bez pompy, bez formalności, za to w świetnym gronie świetnych dziewczyn :) Czas mijał nam na plotkach, śmiechach i różnych różnistych - wbrew pozorom nie tylko blogowych - tematach. A wszystko przy orzeźwiających lemoniadach i pysznych deserach.

Zdjęcie udostępnione dzięki uprzejmości Kasi :)

     Miało nas być więcej, jednak kilka osób nie dotarło tłumacząc się terminem. Chcę wierzyć że istotnie to było powodem, nie zaś brak giftów :P

Tak czy inaczej bawiłam się bardzo dobrze, za co wielkie dzięki dla: 

niedziela, 21 lipca 2013

Bioderma Sensibio H2O

Hej wszystkim!

     Jak widzicie po tytule, dzisiaj popełnię kilka słów na temat Biodermy, a konkretniej, na temat płynu micelarnego Bioderma Sensibio H2O. O ile się nie mylę, micele z Biodermy dostępne są w trzech wersjach. Moja (czerwona) jest przeznaczona dla wrażliwców. Nie jestem może idealnym odbiorcą tejże, ponieważ moja cera najwrażliwsza nie jest, jednak  micel to micel - najważniejsze, żeby dobrze zmywał makijaż, a że przy okazji nie szkodzi to tylko lepiej.
     Zakup tej konkretnej wersji jest efektem promocji w drogerii Hebe sprzed jakiegoś czasu. Tylko ta konkretna wersja była przeceniona, a że miałam dodatkowo bon rabatowy, uznałam że lepsza okazja na tani zakup tego produktu nie trafi się za szybko. Kupiłam go głównie z ciekawości. Płyny micelarne z Biodermy praktycznie z dnia na dzień stały się "celebrytami kosmetycznymi", głównie za sprawą pozytywnych opinii na blogach i w filmikach na YT. Byłam zaintrygowana. Chciałam porównać "gwiazdę" do drogeryjnych odpowiedników i ocenić na własnej skórze, czy jest warta niemałej bądź co bądź ceny.

      Teraz, po dłuższym czasie użytkowania mam już wyrobioną opinię na temat tego produktu. Jeśli jakimś cudem są wśród Was osoby, które jeszcze nie miały okazji wypróbować płynu micelarnego z Biodermy i zastanawiają się czy warto, zapraszam do dalszej lektury.




     Zacznę od tego, że płynów micelarnych używam od dawna i jestem ich zagorzałą fanką. Miałam okazję przetestować sporo rozmaitych wersji, z różnych firm i nie ukrywam, że ulubieńca już mam (ale o tym później). Moim podstawowym wyznacznikiem było zatem porównanie z produktem, który znam i lubię, a który jest zdecydowanie tańszy i łatwej dostępny niż Bioderma. 

     I co się okazało? Nastawiłam się na fajerwerki i pozytywny szok. Po tylu pochlebnych recenzjach spodziewałam się niesamowitych doznań i wielkiego WOW. Czujecie już zapewne co się zbliża ;)

     Wielkiego WOW nie było. Nie mogę jednak powiedzieć, że zawiodłam się na Biodermie, bo to nie byłaby prawda. Okazało się po prostu, że jest to dobry produkt, który spełnia swoje podstawowe zadanie, to znaczy oczyszcza twarz z makijażu, odświeża skórę i fajnie przygotowuje ją do dalszych czynności pielęgnacyjnych. W czym zatem problem? 




     Problemu w zasadzie nie ma, jest jedynie dylemat: czy warto wydawać kilkadziesiąt złotych na płyn, którego działanie niczym nie różni się od analogicznego produktu, dostępnego w każdej drogerii za kwotę parokrotnie niższą?

     Do czego piję? Otóż, moim micelarnym ulubieńcem, o którym wspomniałam na początku jest płyn z Bourjois, który można nabyć niemal wszędzie, za kwotę kilkunastu złotych. Micela z Bourjois uwielbiam za jakość, niską cenę, dostępność, miły zapach, przyjemne opakowanie. Jest produktem znanym i lubianym, choć to nie "gwiazda" jak Bioderma. Jeśli istniałaby jakaś złota dziesiątka "blogowych produktów kosmetycznych", których posiadanie jest w dobrym guście i na czasie, Bioderma z cała pewnością znalazłaby się na jakimś zaszczytnym miejscu. I OK, nie mam nic przeciwko, bo produkt sam w sobie jest niezły. Ale teraz kiedy już go wypróbowałam i porównałam z moim Burżujem, mogę z czystym sumieniem powrócić do swojego ulubieńca. Jeśli w ich działaniu są jakieś różnice, to mikroskopijne. Różnią się jednak istotnie pod względem ceny, a ja nie lubię przepłacać, jeśli mogę mieć tę samą jakość za mniejszy pieniążek.

Skład:



Pozdrawiam,
Katalina


niedziela, 14 lipca 2013

Jest dobrze :)

Hej Misiaki!

     Wpisów u mnie od pewnego czasu coraz mniej, wiem. Nadrabiam za to z nawiązką pozablogowo i powiem Wam, ze bardzo mi z tym dobrze! Wspominałam z resztą w jednym z poprzednich wpisów, że spodziewam się kilku zmian i nastąpiły one zgodnie z moimi oczekiwaniami. Większość z nich wiąże się z moją pracą i jak dotąd jestem bardzo zadowolona! Wspomnę choćby o imprezie integracyjnej, w trakcie której wytańczyłam się we wspaniałym towarzystwie :)

Co jeszcze? 


     Po raz nie wiem który staram się regularnie olejować włosy i niestety tym razem nie idzie mi to łatwo, lekko i przyjemnie. Winę zwalam na olej musztardowy Dabur, o którym pisałam w przeszłości.


Olej musztardowy Dabur - wielka butla, wielkie obietnice...

... niestety nie zauważyłam żadnych efektów

     Naczytałam się o nim wiele dobrego i na tej podstawie w mojej głowie powstał obraz produktu niemal idealnego, za pomocą którego będę w stanie uporać się z wypadaniem włosów (a niestety po raz kolejny zaczęły się sypać) oraz przyśpieszę ich porost. Niestety nie zauważyłam po nim żadnych znaczących efektów, w dodatku jego zapach nie zachęcał mnie do regularnego stosowania. W efekcie wciąż męczę tą samą butlę, teraz niemal zmuszając się do tego by ją w końcu zużyć. Kiedy to wreszcie nastąpi, mam w planach powrót do olejowania wyłącznie łodyg włosów (olejem migdałowym lub kokosowym), zaś skórę głowy zaatakuję Jantarem, którego postanowiłam wreszcie zamówić skuszona mnóstwem pozytywnych opinii na jego temat.


Eliksir Ziołowy - może i naturalny, ale wciąż bubel

     Kolejny produkt do włosów, który mnie rozczarował to Eliksir Ziołowy z Green Pharmacy. Wybaczcie jakość zdjęcia... Historia związana z tym sprayem jest taka, że na jednym z bardzo lubianych przeze mnie blogów trafiłam na notkę, w której autorka zapewniała że przy regularnym stosowaniu eliksiru, kondycja naszych włosów ulegnie znaczącej poprawie. Kupiłam to to mając nadzieję, że stanie się tańszym zamiennikiem dla Radicala. Niestety produkt ten nie robi z moimi włosami kompletnie niczego. Jedyne jego zalety to cena, wydajność i zapach. Nie poprawia kondycji włosów, nie wzmacnia ich, a już z całą pewnością nie wpływa w żadnym stopniu na zahamowanie ich wypadania. Jak dla mnie bubel.

     Zaczęłam za to eksperymentować z tworzeniem własnych peelingów. Po kilku chybionych zakupach drogeryjnych uznałam, że wolę sama przygotować coś, czym się pościeram. Najpierw wykonałam mieszankę z kawy, miodu i olejku pomarańczowego. Wyszła mi z tego genialnie działająca mikstura o obłędnym wprost zapachu, która wywołuje grzeszne myśli oraz niesamowicie działała na zmysły po zabieganym dniu. 
     Druga mieszanka mojego autorstwa przedstawia się następująco:



DIY peeling do ciała

     Tutaj skład jest jeszcze prostszy: sól morska i olejek pomarańczowy. Dzięki temu nie tylko świetnie ściera martwy naskórek, ale również nawilża skórę. W ten sposób nie muszę później stosować balsamu do ciała - idealny patent dla leniuchów ;) Pachnie nieziemsko.

     Skoro jesteśmy przy zapachach, muszę wspomnieć o przesyłce z perfumerii Quality, zawierającej dziewięć próbek perfum. Była to nagroda, którą wygrałam w konkursie u Sabbath. Ucieszyłam się niesamowicie, a w miarę poznawania kolejnych kompozycji, moja radość rosła i rosła. Jak dotąd opisałam swoje wrażenia z używania Loukhoum autorstwa Keiko Mecheri. Zainteresowanych odsyłam TUTAJ. Całkiem możliwe, że opiszę kilka innych, ponieważ mówiąc szczerze, byłam zachwycona co najmniej trzema kolejnymi.






     Pozostając w świecie zapachów, tym razem coś, co sprawiłam sobie sama: L'Eau en Blanc od Lolity Lempickiej. Perfumy LL są dość specyficzne i najczęściej albo się je uwielbia, albo nienawidzi. Ja zdecydowanie zaliczam się do grona zagorzałych wielbicielek jabłuszek. Swoje pierwsze, fioletowe, dostałam w prezencie lata temu i błyskawicznie stały się jedną z moich najulubieńszych kompozycji zapachowych. Od tamtej pory konsekwentnie kupuję kolejne. Mam również wersję czarną "Midnight Noir". Jak tylko wypatrzyłam białą limitkę wiedziałam, że będzie moja. Kupiłam ją TUTAJ za niewiele ponad 100zł!


Moje trzy księżniczki

I najnowszy nabytek :)

nuta głowy: irys, białe fiołki
nuta serca: fiołek, malina, wiśnie, lukrecja
nuta bazy: heliotrop, piżmo, wetiwer, bób tonka

     Marzy mi się skompletowanie pozostałych jabłek: zielonego "Forbidden Flower" oraz granatowego "Midnight". Zobaczymy co z tego wyjdzie.

     Do zamówienia dostałam próbkę Angel Sunessence (idealny strzał!) oraz paczuszkę pięknie pachnącej herbaty :). Zamówienie przyszło do mnie lotem błyskawicy. Cóż mogę powiedzieć? Polecam zakupy w E-Glamour.pl.






     W wolnych chwilach czytam. Ponieważ przeczytałam wszystkie dostępne na ten moment tomy "Pieśni lodu i ognia" autorstwa George'a R. R. Martina, przerzuciłam się na Anne Rice i jej kultowe "Kroniki Wampirów". Poniżej trzy z sześciu książek, które aktualnie posiadam. Planuję zakup pozostałych, jak tylko staną się osiągalne.




     Na zakończenie, błyskotki! Miałam kiedyś pierścionek w kształcie węża, który był można powiedzieć moim znakiem rozpoznawczym przez calutkie studia i długo, długo po nich. Aż tu kilka miesięcy temu skubany pękł i nastała żałoba. Po długich poszukiwaniach znalazłam bardzo podobny.




     Druga błyskotka zamieszkała na moim nadgarstku. Jest czarna, skórzana i cieszy oko trzema misiakami. Taki sobie drobiazg od TOUS:





      Jak widzicie, dogadzam sobie na różne sposoby. A jak Wy spędziliście ostatnie tygodnie?

Pozdrawiam,
Kat :*


Migdałowy obłoczek: Loukhoum by Keiko Mecheri

Hej Misiaki!



     Jakże ciężko jest ubrać w słowa zapach, kiedy tak jak ja, nie ma się talentu do rozkładania perfum na czynniki pierwsze! Tym bardziej, że jestem jedną z tych osób, które zazwyczaj pozostają w obrębie powtarzających się nut zapachowych. Kiedy już znajdę coś, co mi się spodoba zazwyczaj trzymam się tego dopóki nie trafię – najczęściej przypadkiem – na coś innego co zawładnie moimi zmysłami.
     Lubię ciężki i zmysłowy orient. Lubię gorzką, nieco cierpką kawę o głębokim aromacie. Cynamon, który wdziera się do świadomości czyniąc spustoszenie w zmysłach. Wreszcie lubię zapachy ciepłe, otulające, słodkawe i o takim właśnie chciałabym dzisiaj napisać.


źródło

     Niedawno udało mi się po raz kolejny wygrać zestaw próbek w losowaniu u Sabbath i w efekcie w moje ręce trafiło dziewięć flakoników z najróżniejszymi kompozycjami. Testowałam na sobie jedną po drugiej i każda zaskakiwała mnie na swój sposób. Loukhoum autorstwa Keiko Mecheri został zainspirowany rahat loukhoum – słodyczami rodem z Turcji i powiem Wam, że jest słodko. Jest bardzo, bardzo słodko!

     Pierwszym, co przebiło się do mojej świadomości po zaaplikowaniu perfum były migdały. Całe mnóstwo migdałów: słodkich, gęstych, bogatych. Jak dla mnie to one zdecydowanie dominują w całej kompozycji i nawet w miarę jej przebrzmiewania, rysują się echem na tle reszty nut. Wyraźnie daje się też wyczuć miód, a właściwie dwa miody. Obok tradycyjnego ciekłego, złocistego i cudownie gęstego, czuję tu bowiem zapach, który przywodzi mi na myśl skrystalizowany miód różany – równie słodki, jednak przetykany delikatnie aromatem kwiatów, co odrobinę odświeża całość. W miarę upływu czasu wyczuwam również delikatne, pudrowe piżmo oraz wanilię. 

       Jak najłatwiej "namalować" ten zapach? Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie, że siedzicie w ogrodowej altance, otoczeni klombami słodko pachnących róż. Jest leniwe, słoneczne popołudnie - wszystko wokół tonie w złocistej poświacie. A teraz wyobraźcie sobie, ze sięgacie do wiklinowego koszyczka i wyciągacie z niego migdałowe babeczki wzbogacone wanilią, posypane lekkim, delikatnie pachnącym pudrem.


źródło

     Są to perfumy na wskroś kobiece i zdecydowanie pomyślane dla tych z nas, które cenią zapachy wyraźnie słodkie, bo w tym przypadku nie ma gdzie uciec przed tą wszechogarniającą słodyczą. Co warte podkreślenia, nie jest to słodycz dławiąca, a otulająca migdałowym obłoczkiem. Nosiłam Loukhoum przez kilka ostatnich dni, w różnych temperaturach i ani razu nie czułam się przytłoczona, jak to często ma miejsce w przypadku wyraźnie słodkich  perfum. Warto podkreślić także to, że zapach nie jest męczący dla otoczenia. Możemy co najwyżej zostać posądzone o ukrywanie waniliowych ciasteczek ;)

     Reasumując, Loukhoum to kompozycja bardzo kobieca i zdecydowanie słodka! Raz zaaplikowana na skórze utrzymuje się na niej bardzo długo. Minusem może być dostępność i cena. Można je dostać na przykład TUTAJ. Czy polecam? Myślę, że warto je wypróbować. Mnie osobiście bardzo przypadły do gustu, mimo zdecydowanej, praktycznie nie złamanej niczym słodyczy.


Nuty głowy: kwiaty głogu
Nuty serca: absolut róży bułgarskiej, wanilia, migdały
Nuty bazy: cenne drzewa, pudrowe piżmo


PS.
Autorką pierwszego zdjęcia jest niesamowita Svetlana Belyaeva. Zachęcam Was do odwiedzenia jej strony, ponieważ robi niesamowite, bajeczne wprost fotografie artystyczne!

sobota, 6 lipca 2013

Tradition de Hammam: orientalny peeling do ciała z glinką marokańską

Hej Misiaki!

     Jak wiecie, jestem wielką fanką maski do ciała i włosów Tradition de Hammam z Yves Rocher. Jej dokładną recenzję przedstawiłam Wam już jakiś czas temu TUTAJ. A ponieważ jestem w miarę regularną bywalczynią sklepów YR, siłą rzeczy trafiam na rozmaite promocje, dzięki którym mam okazję poznawać różne produkty z ich oferty. W taki sposób załapałam się również na olejek do kąpieli, o którym także pisałam (KLIK) oraz olejek do ciała, który pokazywałam, lecz jeszcze nie recenzowałam. Ponieważ wszystkie wymienione kosmetyki spodobały mi się, automatycznie zaczęłam przeglądać resztę produktów wchodzących w skład marokańskiej serii. Moją uwagę przyciągał zwłaszcza peeling do ciała i to o nim chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć.




     O obietnicach producenta związanych z regularnym stosowaniem peelingu możecie poczytać TUTAJ, ja natomiast skupię się na własnych spostrzeżeniach.

Dostępność: 
Sklepy Yves Rocher, internet.

Cena: 
Regularna cena za opakowanie o pojemności 150ml dochodzi do  67zł.




Pojemność: 
Z tego co wiem, produkt ten dostępny jest w opakowaniach 150ml, 100ml oraz w wersji "próbkowej" o pojemności 30ml.


Wersja próbkowa peelingu, dostępna w zestawie upominkowym, wespół z balsamem do ciała i olejkiem do kąpieli.

Trwałość:
12 miesięcy od otwarcia.

Opakowanie:
Podoba mi się. Jest dość proste, ma postać przejrzystego, plastikowego pojemniczka ze złoto-miedzianą nakrętką a la "kapsel". Kiedy piszę Wam tą recenzję, pudełeczko leży na biurku przede mną, już wymyte i przygotowane na przyjęcie dowolnego innego produktu, jaki przyjdzie mi do głowy. Po prostu spodobało mi się i postanowiłam  wykorzystać go ponownie :).





Konsystencja:
Określiłabym ją jako lejący się żel z drobinkami. Zdecydowanie nie jest to zwarty peeling, stąd też może nastręczać pewnych problemów przy użytkowaniu, zwłaszcza z racji na opakowanie. Kosmetyki o takiej konsystencji widziałabym raczej w tubkach aniżeli zakręcanych słoiczkach.

Zapach:
Przyjemny, orientalny, przypomina pod tym względem  pozostałe produkty wchodzące w skład tej serii. Zapach to jeden z głównych powodów, dla których tak bardzo je lubię.



Aplikacja i działanie:
Producent zaleca stosować peeling na zwilżone ciało, jednak w moim przypadku metoda ta okazała się mało efektywna, dlatego zaczęłam używać tego peelingu na sucho. Jak wiecie, lubię peelingi konkretne, inwazyjne, mocne w działaniu. Ten taki nie jest. Owszem ściera martwy naskórek w dość przyzwoitym stopniu, jednak w dalszym ciągu nie jest aż tak skutecznym scrubem, jakiego bym sobie życzyła. Zużywa się dość szybko - wystarczył mi może na 6 aplikacji, co w zestawieniu z niemałą ceną i efektem nie do końca mnie zadowoliło. Konsystencja jest jak dla mnie zbyt lejąca jak na peeling, osobiście wole bardziej zwarte, granulowane produkty, dlatego prawdopodobnie nie wrócę już do tego konkretnego.



Skład:
Dość przyzwoity.


Aqua - woda, rozpuszczalnik.

Glycerin - Gliceryna w naturalny sposób osłania skórę, przenikając do przestrzeni międzykomórkowych, gdzie wiąże ilość wody niezbędną
do zachowania prawidłowego nawilżenia skóry. Ma doskonałe właściwości łagodzące, skutecznie nawilża przesuszoną skórę ze skłonnościami do pierzchnięcia nadmiernie wysuszoną. Wygładza, poprawia elastyczność, reguluje procesy prawidłowej odnowy naskórka.

Rosa Damascena Distillate - Woda Kwiatowa z Róży Damasceńskiej -produkt uboczny destylacji świeżych płatków róż. Ten hydrosol lub woda kwiatowa jest naturalnym środkiem nawilżającym oraz antydrażniącym. Wykorzystana w kosmetykach od X wieku, jest doskonałym środkiem łagodzącym dla skóry suchej i delikatnej.

Prunus Armeniaca Seed Powder – sproszkowane nasiona moreli. Usuwają martwe części naskórka, przez co cera staje się czysta i jedwabiście miękka.

Methylpropanediol - metylopropanodiol, składnik nawilżający, rozpuszczalnik, może zwiększać przenikanie przez skórę składników aktywnych

Coco-Caprylate/Caprate - Emolient tzw. tłusty. Jeśli jest stosowany na skórę w stanie czystym, może być komedogenny, czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę i włosy. Substancja stosowana jako renatłuszczająca w preparatach myjących. Proces mycia powoduje usunięcie m.in. substancji tłuszczowych, dlatego stosuje się substancje renatłuszczające, które odbudowują barierę lipidową. Nadaje błysk, co ma szczególne znaczenie w preparatach stosowanych do pielęgnacji włosów.

Moroccan Lava Clay - Glinka Ghassoul (Rassoul lub Rhassoul). W bezpośrednim tłumaczeniu z arabskiego znaczy: “ta która czyści”. Współcześnie stosowana jest w zabiegach SPA w ekskluzywnych ośrodkach na całym świecie, w kosmetyce, dermatologii oraz farmakologii. Występuje tylko w jednym miejscu na świecie. Jest to pasmo gór Atlas w północno-zachodniej części Maroko (rejon miasta Fez). Jest ona wydobywana ręcznie, zgodnie z tradycyjnymi metodami. W kosmetyce używana jest także jako komponent szamponów, mydeł i żeli pod prysznic. Została doceniona przez dermatologów ze względu na swoje właściwości oczyszczające i regulujące wydzielanie sebum, a przede wszystkim za zbawienny wpływ w leczeniu trądziku. Oczyszcza pory, usuwa stary naskórek, sprawiając, że skóra wygląda zdrowo, jest gładka i napięta.

Argania Spinosa Oil - olej arganowy, nazywany jest "płynnym złotem"
 i zaliczany do jednych z droższych olejów na świecie, głównie ze względu na jego ograniczoną dostępność (wyłącznie niewielkie tereny Maroko) oraz pracochłonny proces pozyskiwania.
Olej arganowy jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe (80%), głównie kwasy omega-6 i omega-9. Poza tym zawiera dużą dawkę witaminy E, w postaci kompleksu tokoferoli. Ilość witaminy E w oleju arganowym jest wyższa aniżeli w oliwie z oliwek.

Jest to olej o intensywnych własnościach antyoksydacyjnych, wynikających z wysokiej zawartości witaminy E oraz dodatkowo związków fenolowych w tym kwasu ferulowego i karotenoidów - w postaci żółtych ksantofili. Dzięki antyoksydantom,
olej chroni strukturę skóry przed zniszczeniami powodowanymi czynnikami zewnętrznymi.
Olej wykazuje również działanie przeciwzapalne, łagodzące i sprzyja gojeniu, wspomaga regenerację bariery hydrolipidowej naskórka oraz uzupełniają niedobory składników tłuszczowych w skórze, w tym cennych ceramidów stanowiących cement komórkowy.
Dzięki temu olej wykazuje skuteczne działanie przeciwstarzeniowe, wpływając na odpowiednie nawodnienie, elastyczność, odżywienie i odnowę komórkową oraz złagodzenie procesów zapalnych. Reguluje pracę gruczołów łojowych.
Jest to olej polecany głównie w pielęgnacji cery dojrzałej, z oznakami starzenia,
przede wszystkim cery suchej i odwodnionej wymagającej regeneracji, regulacji
pracy gruczołów łojowych  i wzmocnienia bariery lipidowej oraz skóry podrażnionej
i zniszczonej np. działaniem słońca.
Olej arganowy polecany jest również w pielęgnacji włosów, zarówno do wcierania w skórę głowy, jak i do nacierania końcówek włosów w celu ochrony przed działaniem słońca oraz do pielęgnacji zniszczonej skóry rąk i paznokci.

Argania Spinosa Stell Powderproszek otrzymywany z wysuszonych i pokruszonych łupin orzechów arganowych.

Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer - polimer, reguluje lepkość produktu, pełni rolę stabilizatora, chroni przez rozwarstwieniem.

Butylene Glycol - Glikol butylenowy - Butanodiol należy do alkoholi zawierających dwie grupy hydroksylowe. Hydrofilowa substancja, odpowiedzialna za prawidłowe nawilżenie skóry i włosów, dzięki czemu kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza, skórę i włosy. Pełni rolę promotora przenikania, dzięki czemu ułatwia penetrację innych substancji w głąb skóry. Humektant - zapobiega wysychaniu kosmetyku i krystalizacji przy ujściu z butelki. Rozpuszczalnik dla innych substancji zawartych w kosmetykach, np. wyciągów roślinnych dodawanych do toników. Ponadto pełni rolę modyfikatora reologii, czyli wpływa na konsystencję kosmetyków, powodując spadek lepkości preparatów.

Cetearyl Alcohol  - kat. emulgatory/emolienty/regulatory lepkości. Biała, woskowata substancja nadająca skórze miękkość i gładkość, natłuszcza.

Parfum - substancja zapachowa.

Xanthan Gum -  guma ksantanowa – stabilizuje emulsje, zagęszcza kosmetyk, posiada właściwości żelujące. Otrzymywana metodami biotechnologicznymi przy udziale bakterii. Jest dobrze tolerowana przez skórę.

Methylparaben - najlepiej przebadany konserwant, najbezpieczniejszy. Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np.nabierając krem palcem).
W produkcie może go być maksymalnie 0,4 %. Stosowany w kosmetyce, żywności i lekach.
Składnik zaburzający gospodarkę hormonalną.

Acrylates/c10-30 Acryl Acrylate Crosspolymer - poliakrylan, zagęstnik, nadaje pożądaną konsystencję kosmetyku, stabilizator emulsji.

Phenoxyethanol - jest półsyntetycznym środkiem konserwującym, który staje się coraz powszechniej używany w kosmetykach naturalnych, jest uważany za bezpieczniejszą alternatywę dla parabenów (nie mniej jednak badania wykazały,
że ma szkodliwe oddziaływanie na mózg i układ nerwowy u zwierząt).

Ceteareth-33 - składnik pochodzenia różnego, półsyntetyczny składnik. Emulgator w emulsji typu O/W (olej w wodzie), substancja aktywnie myjąca, odpowiedzialna za gruntowne oczyszczanie skóry i włosów. Bazujący na PEG (glikol polietylenowy).

Ethylparaben - konserwant. Pochodzenie chemiczne. Działa w słabym kwaśnym zakresie (wartości pH) przeciw drożdżom i pleśni, mniej skuteczny przeciw bakteriom. Może wywoływać alergie. Składnik zaburzający gospodarkę hormonalną.

Tocopheryl Acetate – substancja aktywna, antyoksydant. Syntetyczna witamina E. Zwalcza wolne rodniki, wygładza zmarszczki, sprawia, że skóra jest elastyczna i dobrze nawilżona. Dla każdego typu skóry, ze wskazaniem dla cer dojrzałych i uszkodzonych słońcem. Działa hamująco na zapalenia i leczniczo, ale nieco mniej, niż czysta witamina E.

Allantoin - alantoina, stosowana od dawna jako czynnik gojący i kojący, likwiduje podrażnienia i stany zapalne, przyspiesza odnowę tkankową, przyspiesza ziarninowanie uszkodzonej tkanki i ułatwia bliznowacenie, zmiękcza i plastyfikuje warstwę rogową naskórka, pomaga w usuwaniu zrogowaceń.

Propylparaben - konserwant. Pochodzenie chemiczne. Działa przeciwbakteryjnie.
Składnik zaburzający gospodarkę hormonalną.

Sodium Hydroxide - wodorotlenek sodu, nadaje odpowiednie pH, konserwuje.   

Tetrasodium EDTA (wersenian czterosodowy) - Przyjmuje się, że EDTA stosowany w niskich dawkach jest nieszkodliwy dla organizmu. Jednak w dużym stężeniu, jest substancją drażniącą skórę i błony śluzowe. Szczególnie groźny jest w formie rozproszonej w powietrzu. Sole kwasu EDTA rozpylone w naszym otoczeniu, mogą powodować nieżyt spojówek, kaszel oraz duszności. Dlatego też, warto unikać EDTA zawartych w kosmetykach w aerozolu.
W połączeniu ze związkami azotowymi, EDTA tworzy nitrozaminy, które mają działanie rakotwórcze.
Kosmetyków z EDTA nie należy stosować zwłaszcza wtedy, gdy przyjmujemy leki zawierające cynk, żelazo, miedź, glin, ołów i bizmut. Wynika to przede wszystkim z faktu, iż EDTA ma działanie wiążące metale ciężkie. Odradza się również stosowanie kosmetyków z EDTA w przypadku zażywania antybiotyków.





Czy polecam?
Jeśli nie macie oporów przed wydaniem większej gotówki na scrub do ciała, a jednocześnie nie szukacie bardzo inwazyjnego produktu, prawdopodobnie będziecie zadowoleni. Zalecam mimo wszystko wcześniejsze wypróbowanie mniejszej pojemności ot aby później nie żałować ;)

Pozdrawiam serdecznie,
Katalina