niedziela, 14 lipca 2013

Jest dobrze :)

Hej Misiaki!

     Wpisów u mnie od pewnego czasu coraz mniej, wiem. Nadrabiam za to z nawiązką pozablogowo i powiem Wam, ze bardzo mi z tym dobrze! Wspominałam z resztą w jednym z poprzednich wpisów, że spodziewam się kilku zmian i nastąpiły one zgodnie z moimi oczekiwaniami. Większość z nich wiąże się z moją pracą i jak dotąd jestem bardzo zadowolona! Wspomnę choćby o imprezie integracyjnej, w trakcie której wytańczyłam się we wspaniałym towarzystwie :)

Co jeszcze? 


     Po raz nie wiem który staram się regularnie olejować włosy i niestety tym razem nie idzie mi to łatwo, lekko i przyjemnie. Winę zwalam na olej musztardowy Dabur, o którym pisałam w przeszłości.


Olej musztardowy Dabur - wielka butla, wielkie obietnice...

... niestety nie zauważyłam żadnych efektów

     Naczytałam się o nim wiele dobrego i na tej podstawie w mojej głowie powstał obraz produktu niemal idealnego, za pomocą którego będę w stanie uporać się z wypadaniem włosów (a niestety po raz kolejny zaczęły się sypać) oraz przyśpieszę ich porost. Niestety nie zauważyłam po nim żadnych znaczących efektów, w dodatku jego zapach nie zachęcał mnie do regularnego stosowania. W efekcie wciąż męczę tą samą butlę, teraz niemal zmuszając się do tego by ją w końcu zużyć. Kiedy to wreszcie nastąpi, mam w planach powrót do olejowania wyłącznie łodyg włosów (olejem migdałowym lub kokosowym), zaś skórę głowy zaatakuję Jantarem, którego postanowiłam wreszcie zamówić skuszona mnóstwem pozytywnych opinii na jego temat.


Eliksir Ziołowy - może i naturalny, ale wciąż bubel

     Kolejny produkt do włosów, który mnie rozczarował to Eliksir Ziołowy z Green Pharmacy. Wybaczcie jakość zdjęcia... Historia związana z tym sprayem jest taka, że na jednym z bardzo lubianych przeze mnie blogów trafiłam na notkę, w której autorka zapewniała że przy regularnym stosowaniu eliksiru, kondycja naszych włosów ulegnie znaczącej poprawie. Kupiłam to to mając nadzieję, że stanie się tańszym zamiennikiem dla Radicala. Niestety produkt ten nie robi z moimi włosami kompletnie niczego. Jedyne jego zalety to cena, wydajność i zapach. Nie poprawia kondycji włosów, nie wzmacnia ich, a już z całą pewnością nie wpływa w żadnym stopniu na zahamowanie ich wypadania. Jak dla mnie bubel.

     Zaczęłam za to eksperymentować z tworzeniem własnych peelingów. Po kilku chybionych zakupach drogeryjnych uznałam, że wolę sama przygotować coś, czym się pościeram. Najpierw wykonałam mieszankę z kawy, miodu i olejku pomarańczowego. Wyszła mi z tego genialnie działająca mikstura o obłędnym wprost zapachu, która wywołuje grzeszne myśli oraz niesamowicie działała na zmysły po zabieganym dniu. 
     Druga mieszanka mojego autorstwa przedstawia się następująco:



DIY peeling do ciała

     Tutaj skład jest jeszcze prostszy: sól morska i olejek pomarańczowy. Dzięki temu nie tylko świetnie ściera martwy naskórek, ale również nawilża skórę. W ten sposób nie muszę później stosować balsamu do ciała - idealny patent dla leniuchów ;) Pachnie nieziemsko.

     Skoro jesteśmy przy zapachach, muszę wspomnieć o przesyłce z perfumerii Quality, zawierającej dziewięć próbek perfum. Była to nagroda, którą wygrałam w konkursie u Sabbath. Ucieszyłam się niesamowicie, a w miarę poznawania kolejnych kompozycji, moja radość rosła i rosła. Jak dotąd opisałam swoje wrażenia z używania Loukhoum autorstwa Keiko Mecheri. Zainteresowanych odsyłam TUTAJ. Całkiem możliwe, że opiszę kilka innych, ponieważ mówiąc szczerze, byłam zachwycona co najmniej trzema kolejnymi.






     Pozostając w świecie zapachów, tym razem coś, co sprawiłam sobie sama: L'Eau en Blanc od Lolity Lempickiej. Perfumy LL są dość specyficzne i najczęściej albo się je uwielbia, albo nienawidzi. Ja zdecydowanie zaliczam się do grona zagorzałych wielbicielek jabłuszek. Swoje pierwsze, fioletowe, dostałam w prezencie lata temu i błyskawicznie stały się jedną z moich najulubieńszych kompozycji zapachowych. Od tamtej pory konsekwentnie kupuję kolejne. Mam również wersję czarną "Midnight Noir". Jak tylko wypatrzyłam białą limitkę wiedziałam, że będzie moja. Kupiłam ją TUTAJ za niewiele ponad 100zł!


Moje trzy księżniczki

I najnowszy nabytek :)

nuta głowy: irys, białe fiołki
nuta serca: fiołek, malina, wiśnie, lukrecja
nuta bazy: heliotrop, piżmo, wetiwer, bób tonka

     Marzy mi się skompletowanie pozostałych jabłek: zielonego "Forbidden Flower" oraz granatowego "Midnight". Zobaczymy co z tego wyjdzie.

     Do zamówienia dostałam próbkę Angel Sunessence (idealny strzał!) oraz paczuszkę pięknie pachnącej herbaty :). Zamówienie przyszło do mnie lotem błyskawicy. Cóż mogę powiedzieć? Polecam zakupy w E-Glamour.pl.






     W wolnych chwilach czytam. Ponieważ przeczytałam wszystkie dostępne na ten moment tomy "Pieśni lodu i ognia" autorstwa George'a R. R. Martina, przerzuciłam się na Anne Rice i jej kultowe "Kroniki Wampirów". Poniżej trzy z sześciu książek, które aktualnie posiadam. Planuję zakup pozostałych, jak tylko staną się osiągalne.




     Na zakończenie, błyskotki! Miałam kiedyś pierścionek w kształcie węża, który był można powiedzieć moim znakiem rozpoznawczym przez calutkie studia i długo, długo po nich. Aż tu kilka miesięcy temu skubany pękł i nastała żałoba. Po długich poszukiwaniach znalazłam bardzo podobny.




     Druga błyskotka zamieszkała na moim nadgarstku. Jest czarna, skórzana i cieszy oko trzema misiakami. Taki sobie drobiazg od TOUS:





      Jak widzicie, dogadzam sobie na różne sposoby. A jak Wy spędziliście ostatnie tygodnie?

Pozdrawiam,
Kat :*


40 komentarzy:

  1. dogadzasz sobie - i prawidłowo! :)

    gdzie kupiłaś olej pomarańczowy? fajny pomysł na peeling!

    olejek z Green Pharmacy mnie też specjalnie nie zachwycił... używam, bo mam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olejek kupiłam w Rossmannie. W sumie można do tego wykorzystać cokolwiek. Możesz przykładowo wykorzystać oliwę z oliwek i "doprawić" mieszankę kilkoma kroplami dowolnie wybranego olejku eterycznego. Olejku z Green Pharmacy jeszcze nie ruszyłam, wciąż czeka na swoją kolej, jednak podejrzewam, że albo puszczę go w świat nie używając albo wymyślę jeszcze coś innego.

      Usuń
  2. dokładnie, prawidłowo :) peelingi są super, chociaż morskich się boję tzn solnych. olejowanie bez efektów jest wkurzające, nie jestem zbyt zadowolona z kokosa oilmedica, więc teraz popróbuję czegoś innego.
    green pharmacy kiedyś na pewno spróbuję czegoś, ale nie wiem kiedy. w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba się bać soli morskiej - zawiera masę minerałów dobrych dla skóry :)

      Usuń
    2. ależ oczywiście, że zawiera :) Ja się jej boję, bo jak sobie zdrapuję skórę do krwi to później mnie trochę szczypie ;P

      Usuń
    3. A kto Ci każe zdrapywać do krwi?!?!?! :P

      Usuń
  3. Anne Rice! Czytałam wszystkie z kronik wampirów i przypomniałaś mi ze musze z nimi znów zasiąść:)
    Swoją droga poszłam dzisiaj po oolej musztardowy... jak zawsze skleroza mnie dopadła i nie kupiłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całych kronik nigdy nie czytałam, więc chce to teraz nadrobić :)
      A olej musztardowy... nie wiem, w sumie warto przetestować, ale powiem Ci, ze u mnie efektów kompletnie nie ma.

      Usuń
  4. czasem trzeba sobię trochę dogodzić, a co :D
    pięknie się prezentują te perfumy - ciekawa jestem jak pachną...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taka lżejsza wersja klasycznej Lolity, bardziej piżnowo-pudrowa. Lekko owocowy "musk".

      Usuń
  5. ależ dobroci :)
    mam zieloną jabłuszkową LL w miniaturce i jest bardzo bardzo migdałowa :) lubię :)
    mnie czeka też produkcja jakiegoś peelingu, bo wszystkie sklepowe się pokończyły i nie były zbyt rewelacyjne ;)

    buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Migdałowa! W takim razie zdecydowanie muszę ją kupić :) Ściskam i pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  6. Dogadzaj sobie, należy Ci się. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, każdej z nas się należy :)

      Usuń
  7. świetny pierścionek gdzie go kupiłąś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U znajomego sprzedawcy biżuterii z Gdyni.

      Usuń
  8. Ale u Ciebie pachnąco!
    Miło czytać, ze dobrze się dzieje.
    A misie od Tous są urocze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo pachnaco i w dużym stopniu dzięki Tobie :) Miśki odkąd je mam niemal przyrosly mi do ręki-noszę je bardzo często.

      Usuń
  9. łeeeeee, a myślałam, że też sobie ten olej kupię... GP wspominam miło, a Jantar mam w planach, bo się ostatnio też sypię, chyba reakcja na zmianę diety :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eliksir z GP niestety uważam za chybiony zakup. Nigdy go ie ponowię, bo ta ciecz kompletnie nic nie robi. Po prostu nic. A sypanie się włosów może być jak najbardziej rezultatem zmiany diety. U mnie pewnie poniekąd jest tak samo.

      Usuń
  10. ile jabłuszek :) ja nie znam żadnego.. choć chyba gdzieś mam jakąś próbkę, to muszę się w niuchać :)

    Tous *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdź, może akurat polubisz :) A Tous cieszy :)

      Usuń
  11. Zapachów LL jeszcze nie znam, o dziwo!, bo flakony są urzekające, ale z pewnością to naprawię, biała wersja ma świetne nuty zapachowe, bransoletka Tous jest przeurocza, bardzo, bardzo podoba mi się, ja mam chrapkę na ich torebki, jest kilka wspaniałych modeli, ale ceny... no nic, małymi kroczkami dam radę ;)
    Domowe peelingi uwielbiam i czasami sobie je robię, a pierścionek bardzo mi podoba się, bardzo!
    Miłego dzionka i całego tygodnie Katalinko, ciesze się, że Twoje plany spełniają się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Flakoniki są jak małe dzieła sztuki :) Bardzo mi się podobają!
      Bransoletka cieszy mnie niesamowicie i odkąd ją mam noszę niemal bez przerwy.
      Pierścionek jest swoistą podróżą sentymentalną. Teraz gdy go znów mam jakoś nie noszę, mimo że poprzednik był na palcu niemal każdego dnia.
      A co do planów, to tak, wygląda na to, że w końcu wszystko zaczyna się układać jak należy :)
      Ściskam i pozdrawiam serdecznie, Tatiano :***

      Usuń
  12. eh, olejowanie też poszło u mnie w odstawkę i nie mogę się przemóc, żeby ponownie zacząć :) Martina i Rice też lubię, ale jeszcze nie skończyłam czytać ich cykli... dozuję sobie przyjemność ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja przygoda z Martinem to klasyczny love-hate relationship ;) Rice tworzy bohaterów o zadziwiających osobowościach, które nie do końca akceptuję, ale za to fascynują mnie w pewien sposób. Tak czy inaczej dostarczają mi masę wrażeń :D

      Usuń
  13. Szkoda ,że nie przypadł Ci do gustu ten eliksir ziołowy GP :) Miałam ochotę się w niego zaopatrzyć ;) Podoba mi się twój pomysł z tworzeniem własnych peelingów ;) Sama będę musiała wypróbować i coś pokombinować w tej kwestii :D


    W wolnej chwili zapraszam do mnie na news :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, ten eliksir u mnie kompletnie nie wypalił. A peelingi domowej roboty to fajna sprawa, polecam.

      Usuń
  14. O matko, jaki post długaśny... nie wiedziałam an czym skupić wzrok :D

    najpierw włosow- GP jest dla mnie tez przereklamowany, i jednak słaby składowo
    pelleng wygląda apetycznie :)
    a manicure pasowałby świetnie do ślicznej bransoletki :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długaśny bo się dużo działo ;) Pozdrawiam serdecznie :***

      Usuń
  15. Interesujący post:) Ale u Ciebie pachnąco,a jabłuszka kuszą:)o Tous już nawet nie mówię-cudna biżuteria-kocham się w tej marce:) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pachnąco, bo od pewnego czasu narasta u mnie zapachowa mania.
      Tous wypatrzyłam jakiś czas temu i od tamtej pory miałam ochotę kupić coś ichniego :) Nie wykluczam kolejnych zakupów, bo biżuterię mają uroczą!

      Usuń
  16. mam z dabur sezamowy, użyłam go 2 razy ech, nie spodobał mi się :P
    nie spodobał mi się angel
    zakochałam się w YSL manifesto! :D
    katalina, moja znajoma kiedyś miała lempicką, w fioletowym flakonie (widzę, że masz dwa) i to były zupełnie inne nuty zapachowe niż ta w środku na zdjęciu gdzie są trzy raazem :D
    zapach był urzekający, chciałam go mieć, wącham LL zawsze jak jestem w perfumerii, ale nie mogę trafić na ten zapach co ona miała
    był mocny, bardzo słodki, na pewno była w nim wanilia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, a ja akurat zapach Angel bardzo lubię. Kojarzy mi się z fajnym etapem mojego życia a i sam zapach bardzo jest utrafiony w mój gust.
      Nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi z LL - mam trzy różne wersje. Na zdjęciu gdzie widać białą, fioletową i czarną. Nuty zapachowe, które opisałam odwołują się do BIAŁEJ LL nie do fioletowej. Nuty fioletowej to: fiołek, anyż i bluszcz (głowa), amarylis, irys, korzeń irysa, lukrecja i wiśnie (serce), bób tonka, wanilia, wetiwer, piżmo i praliny (baza).

      Usuń
    2. zapach i inne cechyb różnią się nieco w zależności od dystrybutora
      dzisiaj sprawdziłam jak jest z Manifesto YSL
      oryginalne kosztują ok. 260 zł (L'oreal)
      a np w hebe kosztują 100zł mniej ale dystrubutorem jest Platinium, bądź tu mądry i kup dobrze

      nie mogę znaleźć LL takiej jak miała moja znajoma... :(
      źle wytłumaczyłam, przepraszam :)

      Usuń
    3. Hmmm... Być może miałam wyjątkowe szczęście i trafiałam na tych samych dystrybutorów, bo wszystkie flakoniki które miałam (3 albo 4 fioletowe) pachniały tak samo. Ale całkiem możliwe że jest tak jak piszesz. Nie wiem czemu tak się dzieje i skąd te różnice...

      Usuń
  17. Też lubię Anne Rice - a raczej jej wampirzą sagę, bo pozostałe książki tej autorki na jakie się natknęłam mnie delikatnie mówiąc nie zachwyciły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co czytam trzeci tom sagi i staram się wyrobić sobie opinię o autorce. Nie wszystko w jej stylu mi pasuje, ale zasadniczo czyta się ją przyjemnie. Kolega polecał mi również sagę o czarownicach.

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.