niedziela, 27 października 2013

Autumn in the city

Hej Misiaki!

     Jesień w pełni. Staram się ją chłonąć jak tylko się da, choć nie zawsze jest ku temu okazja. Przyznałam się już Wam kiedyś w dość zawoalowany sposób, że jestem pracoholiczką, teraz potwierdzam to głośno i wyraźnie. A ostatni tydzień sprawił, że moje oddanie pracy miało szansę rozwinąć w pełni skrzydła ;) Mówiąc po ludzku - nadgodziny.


Bulwar w Gdyni - idealne miejsce na każdą porę roku!

     Za to wczoraj spędziłam calutki dzień poza domem i robiłam wszystko, byle tylko o pracy nie myśleć. Co robiłam? Zaczęłam od wypadu do nowo otwartego przybytku handlowego w Gdyni: CH Riviera. Szumnie zapowiadane otwarcie, masa eventów, masa sklepów, wielka przestrzeń... Ufff! Powiem Wam, że czułam się zagubiona przemierzając w pojedynkę korytarze nowej świątyni konsumpcji. Lubię kręcić się po galeriach handlowych - mało która kobieta nie lubi - ale zazwyczaj muszę pokręcić się po danym miejscu więcej niż raz, by poczuć się tam w miarę normalnie. Riviera mnie przytłoczyła. Podejrzewam jednak, że kiedy pojawię się tam następnym razem będzie już dużo lepiej. Ale żeby nie było tak pesymistycznie - z tej przygody wyszłam z kilkoma rzeczami.

Cel: bordowy płaszcz!
Od pewnego czasu chodził mi po głowie zakup bordowego płaszcza. To mój ukochany kolor i nigdy mi go za wiele, poza tym ostatnio pokochałam dodatki w kolorach rdzy i gorących pomarańczy. I proszę bardzo! W Pull & Bear udało mi się dorwać coś idealnego! KLIK Fason i kolor są zupełnie z mojej bajki. Jedyne co mnie bawi to opis produktu. Kochani, płaszcz wykonano niemal w całości z poliestru. Ma tam jakąś minimalną domieszkę wiskozy i elastanu, ale lwia część to poliester, tymczasem na stronie stoi napisane "wełniany płaszcz". Trololo. Ale i tak go uwielbiam.

Seksowne opakowanie.
Drugi celny strzał zaliczyłam w Stradivariusie. Nie chadzam tam zbyt często, bo ich rozmiarówka jest kompletnie wykoślawiona więc nigdy nie wiem po co sięgać. Przykład? Nabyłam u nich żywicowane, bordowe spodnie KLIK. Miałam już kiedyś bardzo podobne, ale od tamtej pory mi się schudło, spodnie leżały na mnie źle, więc je oddałam. Ale ponieważ idealnie wpasowują się w mój styl i upodobania, kupiłam kolejne. I tak jak zazwyczaj noszę rozmiar 36-38, tak w Stradivariusie nie mam co schodzić poniżej 40, chyba że chcę nabawić się depresji. Ale czasem warto przymknąć oko na rozmiar, zwłaszcza gdy w grę wchodzi cena. Niemal identyczne spodnie możecie dostać w Reserved, niestety ichnie ceny oscylują wokół 130zł. 40zł różnicy to dużo! Biorąc to pod uwagę, jestem skłonna patatajtać w rozmiarze 40 ^___^

Czy w CH Riviera jest salon MAC? 
Odkąd pojawiły się słuchy, że Riviera się buduje, w środowisku trójmiejskich blogerek pojawił się news, że kopnie nas zaszczyt i MAC w końcu przestanie strzelać focha na województwo pomorskie. Niestety, mili moi, MACowa królewna najwyraźniej wciąż się fochuje. Oh well, jakoś to przeżyję, zwłaszcza że tych kilka produktów z MAC, które mam, lub miałam jakoś nie zatrzęsło moim światem.

TK MAXX
Zaskoczył mnie. Pierwszy raz tam trafiłam i nie ukrywam, że byłam bardzo ciekawa co zastanę w środku. Tam jest wszystko! Wszystko! Buty, zabawki, bielizna, piżamy, ubrania letnie, zimowe, wazony, bombki, ramki, garnki, słodycze, kosmetyki... można dostać oczopląsu. Niestety rozmieszczenie ciuchów bardzo mnie rozczarowało, bo patrząc na to wszystko czułam się jak w gigantycznym lumpeksie. I żeby była jasność, nie mam nic do lumpeksów, bo przez lata niejednokrotnie udawało mi się dorwać jakąś perełkę w tym czy tamtym ciuchlandzie. Po prostu poczułam się po raz kolejny przytłoczona. Pewnie innego dnia spokojnie zabrałabym się do buszowania, ale tamtej soboty po prostu nie miałam na to siły. Jednak nie wyszłam z pustymi rękami, o nie!




     Ile to razy czytałam na Waszych blogach o lakierach Color Club dostępnych w TK Maxx i przeklinałam fakt, że nie mogę sama się za nimi rozejrzeć. Wykorzystałam swoją okazję. Powyższy zestaw z serii Girl About Town kupiłam w zasadzie tylko dla jednego lakieru: The Uptown, który jest ucieleśnieniem tego co obecnie mnie zachwyca w lakierach: ciemna baza, a  niej miliardy flakeów mieniące się boskimi, jesiennymi odcieniami. CUDO!!! W TK Maxxie możecie capnąć pełną kolekcję, ale jak wspomniałam, zależało mi tylko na tym jednym kolorze, więc zdecydowałam się na mały zestaw. Patrząc na kolory, wiem, że każdy z nich będzie mi się nosiło z wielką przyjemnością.

☻ Opuściwszy Rivierę ruszyłam nad morze. To już tradycja - jak jestem w Gdyni, muszę iść na bulwar i koniec.




     A na bulwarku, siedząc w znajomej scenerii, sączyłam z szerokim uśmiechem na ustach grzańca z imbirowym przytupem. Coś wspaniałego!

☻ Wracając do mojego pracoholizmu. Wiadomo, że czasem trzeba oderwać się od pracy i ogólnie od wszystkiego. Wielu blogerów często pisze, że blog to dla Was takie właśnie miejsce, gdzie możecie się oderwać od rzeczywistości i odstresować. Cóż, widocznie jestem jedną z niewielu, dla których tak to nie działa. A może po prostu się starzeję? W każdym razie często okazuje się, że w wolnych chwilach wolę robić wszystko, tylko nie siedzieć w blogosferze. Taka ze mnie niewdzięcznica. Co robię ostatnio?




     Dziergam sobie szalik. Nic nadzwyczajnego. Prosty, ażurowy wzór, czarna włóczka z opalizującymi na pomarańczowo i zielono drobinkami. Będzie fajny otulacz :)

Pazurki
Mówiłam Wam, że mam nawrót choroby pod tytułem "zdobienie paznokci". Właśnie idzie do mnie zestaw pędzelków do robienia zdobień. Nigdy żadnego nie miałam, więc jestem ciekawa. A tymczasem mam manię na czerwienie w różnej formie.




     Ten magnetyczny czarodziej z Golden Rose, o numerze #08 o mały włos nie został przeze mnie wyrzucony. I to kilka razy. Zawsze obracałam go w dłoniach, przyglądałam mu się uważnie i zastanawiałam się po co go jeszcze trzymam, w końcu nigdy go nie używam. Jednego dnia się przełamałam i po niego sięgnęłam. Zachwycił mnie totalnie! Wzbudził również małe poruszenie wśród moich koleżanek ;)

     Drugi lakier, który mnie zachwycił kupiłam wczoraj w Hebe. Pochodzi z firmy Kinetics Professional - jak dotąd kompletnie mi nieznanej. Kolor mnie oszołomił, to mój idealny odcień czerwieni. Nosi nazwę Red Gown. Na poniższym zdjęciu widzicie jedną warstwę. Lakier jest obłędnie napigmentowany! Jeśli okaże się trwały, wrócę do Hebe i kupię ich więcej. 




☻ Jak jeszcze umilam sobie jesienne wieczory? A tak:




     Kawo-kakao z domieszką mleka. Wyśmienite! A żeby umilić sobie picie kawy i herbaty także w pracy, kupiłam sobie taki oto kubek:




     Przyznacie że jajcarski :D I sam w sobie stanowi temat niekończących się rozmów. Nie wiem już ile razy robiąc w pracy kawę czy herbatę byłam o niego zagajana. Ale nie zamierzam się skarżyć, bo dzięki temu bez zbędnej "spiny" poznałam kilka sympatycznych osób :). 

☻ Nie byłabym sobą, gdyby nie pojawiły się świece. U Was przeważnie widuję woski, jednak mnie one kompletnie nie kręcą - zdecydowanie bardziej wolę świece i olejki. Aktualnie miałam wielką przyjemność zaciągać się zapachem drzewa sandałowego. Na marginesie, polecam produkty Bolsius - warte są każdej złotówki.




... Było też spore rozczarowanie muffinkowymi świecami z Rossmanna. Pachną ładnie ale tylko stojąc na półce w sklepie. Zapalone nie dają żadnego zapachu. No cóż, przynajmniej robią nastrój.




☻ A co nie zapachniało świecąc, roztoczyło aromat wprost z mojej skóry. Ostatnio wzięłam się pełną parą za próbki zapachów, które dostałam z drogerii Yasmeen. O Gharam już Wam pisałam. 

     W ciągu ostatnich dni nosiłam Insherah Gold od Rasasi. Zapach ten okazał się dla mnie trudny w codziennym noszeniu i dość przytłaczający. Jest niezwykle mocny i intensywny, ma również wielogodzinną projekcję, co w tym przypadku okazało się dla mnie męczące. Nuty zapachowe nie sugerowały aż takich rozterek:
Nuty głowy: cytryna, goździk
Nuty serca: irys, drzewo sandałowe
Nuty bazy: nuty drzewne, piżmo.
Patrząc na nie, spodziewałam się pachnidła, które będzie na mnie leżało niczym druga skóra. Tak się jednak złożyło, że cytryna, która w Insherah Gold zdecydowanie dominuje, w miarę upływu czasu ewoluuje w dość dziwny dla mnie sposób i z każdą mijającą godziną męczy mnie i drażni coraz bardziej. Nasuwa mi skojarzenia rodem z półki z chemią gospodarczą. Świdruje mi w nosie, przeszywa nieprzyjemnie zmysły. To po prostu nie mój zapach i tyle.

     Zupełnie inaczej mają się sprawy z kolejną kompozycją Rasasi: Ashaar Dla Niej. Jest to niesamowicie kobieca mieszanka, która naniesiona na skórę rozkwita bukietem otulających, ciepłych i zmysłowych woni.
Nuty głowy: mandarynka, bergamotka, czarna porzeczka
Nuty serca: konwalia, brzoskwinia, jabłko, kwiat pomarańczy
Nuty bazy: wanilia, piżmo, ambra, oud.
Tutaj trwałość jest już nieco gorsza, ale i ciężko przyrównywać wodę perfumowaną do olejku. Zapach w pierwszej chwili jest zdecydowany i dość intensywny, jednak już po kilku minutach traci ostrość i wtapia się w ciało. Ashaar nosi mi się jak dotąd bardzo przyjemnie. I to moje przekleństwo, niestety, ponieważ od jakiegoś czasu na mojej chciejliście pojawia się coraz to nowy zapach, który "absolutnie muszę kupić, bo jak się skończy to będzie dramat" ;) Rozumiecie co mam na myśli? Na szczycie gości opisywany już przeze mnie Loukhoum, którego zakup wciąż odkładam ponieważ cena flakonu to - bagatela - 465zł... Ashaar jest niebezpiecznie blisko bycia wciągniętym na listę. Pożyjemy, zobaczymy.


A póki co pozdrawiam Was serdecznie i mam nadzieję do zobaczenia niebawem :)
Katalina :*


34 komentarze:

  1. O matko jak ja Ci zazdroszcze mieszkania blisko morza! Ale już obiecałam sobie że w przyszłym roku pojawię się nad morzem chociaż na 2 dni:P
    Ja z maca choruję jedynie na podkłady Face and body:P ale jeszcze troszkę w końcu sklep internetowy stworzyli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może skorzystam z usług sklepu, choć podobno są tam pewne ograniczenia w odniesieniu do sposobu płatności... A mieszkanie nad morzem niewątpliwie ma masę pozytywnych stron :)

      Usuń
  2. Musisz częściej odpoczywać od pracy:) Bulwar uwielbiam!
    A te spodnie w stradivariusie mierzyłam, ale nie leżały, kupiłam 40 w pull&bear i jestem zadowolona, czarne i śluby ślini się na ich widok:P

    TKMaxx też odwiedziłam, i głównie w kierunku kosmetycznym, wpadne tam w listopadzie, jak tłumy się zmniejszą;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę, wiem... Ale teraz nie mam warunków - projekt nad którym pracuję, wymaga dużych nakładów czasowych.
      Że się ślubny na Twoj widok w tych spodniach ślini, wcale mnie nie dziwi :D One TAK wyglądają, że ciężko oderwać od nich wzrok ;)
      Tłumy w Rivierze są okropne! Przeczekanie jest dobrym sposobem :)

      Usuń
  3. Ładne paznokcie, fajny efekt. :)
    Uwielbiam świeczki! :D Fajne są.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam Ciebie za to dzierganie - ja nie mam cierpliwości ;) Poza tym MACa można zamówić online, tylko teraz jeszcze mają jakieś problemy więc odradzam. Niektórym nalicza ceny euro zamiast złotówek. Czekam na prezentację lakieru. Wiesz którego? Tego brokatowego ;) Jestem ciekawa czy będzie tak samo obłędny na jakiego się zgrywa w opakowaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co nie mam kasy, więc nie zamawiam, ale całkiem możliwe że w końcu się skuszę, bo kilka produktów mnie ciekawi.
      Lakier z pewnością pojawi się na blogu. Póki co widziałam go na zdjęciach w sieci i prezentuje się na nich genialnie :D

      Usuń
  5. Piękny jest ten kubek! I kakao-kawa z mlekiem to przepis godny wypróbowania. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kubka się naszukałam jak dzika :) Znalazłam w końcu na allegro i cieszy mnie on ogromnie! A kawo-kakao polecam serdecznie :)

      Usuń
  6. nam również (Słomce i mi) najbardziej wpadł w oko ten roziskrzony lakier z zestawu Color Club :)

    ładny płaszcz wybrałaś.

    bulwar wygląda niezwykle przyjemnie, tak kolorowo

    osobiście również przedkładam świeczki nad woski :)

    ściskamy Cię ze Słomką i przesyłamy buziaki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również ściskam Was obie :***
      Mam nadzieję, że czas mija Wam przyjemnie, że zdrowie i humory dopisują :)
      Buziaki!

      Usuń
  7. Jaki fajny ciepły post tak mi się przyjemnie zrobiło :)
    kawokao rządzi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :) Wiesz, jesień, świeczki, zapachy, parujące kubki - wszystko to tworzy klimat :) Sciskam! :*

      Usuń
  8. O ja Cię, kubas mnie rozwalił :D <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kubas rządzi :) Do nabycia na allegro za jakieś... 15zł?

      Usuń
  9. moja Gdynia ukochana :)

    no z tym MAC, to obiecanki macanki jak w Poznaniu :/ i nic z tego.. ehhh
    w TkMaxx jak zawsze czuję się jak w wielkim lumpexie i mnie to wszystko przytłacza.. chadzam tam rzadko, bo nie umiem tego wszystkiego ogarnąć ;)
    a kubol cudny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... czyli w każdym TK Maxxie tak jest? Może to i dobrze, bo jak ktoś jest w nastroju na poszukiwanie skarbów, to w takim przybytku może się wykazać :D

      Usuń
    2. obawiam się, że w każdym :/

      Usuń
  10. Katalino,zazdroszczę bliskości morza,ach wieczory przy świecach uwielbiam i koniecznie muszę wypróbować twoje kawo-kakao ;)Buziak p.s mam taki sam kalendarz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten kalendarz był wyjątkowo udany :) Pewnie w tym roku tez bym go kupiła, ale kolorystyka mi nie podpasowała ;)

      Usuń
  11. Super! Też właśnie robię sobie na drutach szalik ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam TK Maxx! Też swego czasu nabyłam tam lakiery Color Club, jestem z nich bardzo zadowolona, niech Ci dobrze służą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Będę testowała aż do znudzenia :D

      Usuń
  13. Jak ja żałuje, że nie mam blisko TK MAXX`a, podobno tam zawsze można znaleźć jakieś cudeńka ;)
    Szaliczek już wygląda pięknie, liczę na pełną prezentację Katalinko, ja już pewnie zapomniałam jak to się robi ;)
    Ten zapach Ashaar Dla Niej brzmi niesamowicie, ma takie nuty zapachowe które lubię ;)
    Buziaki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tam jest absolutnie wszystko! Będę musiała jeszcze się tam przejechać kiedy pierwsze tłumy zwiedzających się przetoczą ;)
      Obiecuję pokazać szalik jak już będzie gotowy :)

      Usuń
    2. To super, trzymam za słówko ;)

      Usuń
  14. Jeeeej, tak dawno nie byłam w tk maxie! A pomarańczowy kubek świetny:)

    Pozdrawiam,
    Czmiel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to była pierwszyzna, ale nabrałam ochoty na więcej :) Kubek planuję kupić jeszcze jeden :)
      Również pozdrawiam.

      Usuń
  15. OMG, tyle wspaniałości w jednym poście *.*
    TK Maxx jest mega :D
    zamiast 'bordowy płaszcz' przeczytałam 'brodowy pryszcz' O_o
    kubek z kotem jest cudny <3 love
    przepiękny szalik (kiedyś uczyłam się robić na drutach sama z internetów i nawet udało mi się cośtam zrobić)

    ehhhh.. uwielbiam jesień z Polsce i bardzo mi brakuje tutaj tego nastroju

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brodowy pryszcz :D hahahah
      Kubeczek uwielbiam :D Wiele mam z niego frajdy w pracy.
      Szalik jest dość prosty w wykonaniu. mam do dziergania dwie lewe ręce, więc i wzór nie mógł być jakiś za bardzo udziwniony ;)

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.