sobota, 30 listopada 2013

Wyniki rozdania Magiclash - UPDATE!

Witajcie!

     Ponieważ wiem, jak długie oczekiwanie potrafi wkurzać, stwierdziłam, że nie będę trzymać zainteresowanych w niepewności dłużej niż to konieczne. 




     Bez zbędnych wstępów. Osoby, do których powędrują sera do rzęs i brwi Magiclash to:


UPDATE: Ponieważ otrzymałam informację, ze GoodToTry już wygrała Magiclash w analogicznym rozdaniu, postanowiłam powtórzyć losowanie i w efekcie drugie serum trafi do Magicgrey.

     Dziewczyny, gratulacje! Proszę, abyście przesłały mi maila z Waszymi adresami na: katalina00@wp.pl.

Pozdrawiam, 
Katalina

niedziela, 24 listopada 2013

Co się działo w listopadzie?

Hej Misiaki!

     W telewizji straszą śniegiem, a że śniegu nie cierpię, staram się ze wszystkich sił odciągnąć uwagę od nieuchronnej zimy. 


Perfumy

     Najwięcej pary idzie w zapachy. Przez ostatnie tygodnie najczęściej nosiłam perfumy otrzymane kiedyś w prezencie z perfumerii Yasmeen. W efekcie zużyłam wszystkie poza Arabian Oud Lamsa, które to perfumy oszczędzam na jakąś wyjątkową okazję, ewentualnie na dzień, kiedy wszystko będzie szło nie tak jak trzeba - w celu pocieszenia się ;)
     Zamiast Lamsy nosiłam: Arabian Oud Sharhazad, Arabian Oud Hayati i Mukhalat Al Oudh. Każdy z nich jest przesycony klimatem orientu, intensywny i zdecydowany. Sharhazad jest według mnie najbardziej zmysłowy i uwodzicielski z wymienionej trójki. Hayati jest najlżejszy w zestawieniu i nasuwa mi skojarzenia ze słodyczą letnich owoców. Natomiast Mukhalat Al Oudh kojarzy mi się z elegancją i wyrafinowaniem - idealny zapach na wieczorne wyjście.


Kwiaty

Zakwitły moje storczyki. Dwa z pięciu, które stoją na moim parapecie. A już niebawem zakwitnie trzeci. Cieszę się niesamowicie, bo uwielbiam patrzeć na obsypane kwieciem storczyki!





Świece

Od pewnego czasu dzień w dzień palę świece zapachowe. Jakiś czas temu kupiłam kolejne słoiki z Bolsiusa, jednak jak dotąd spaliłam tylko jedną z nich - waniliową - okazała się sporym rozczarowaniem, bo niemal nie dawała zapachu. Drzewo Sandałowe oszczędzam na czarną godzinę, bo znam już możliwości tej świecy :) Coś wspaniałego. Musiałam oczywiście sięgnąć po zimowe owoce, które pachną jak karmelizowane łakocie z jagodami. A że w zestawieniu jest też "Sugar & Spice" - tego chyba nie trzeba tłumaczyć ;)




Dekoracje

Podczas jednej z wizyt w Rossmannie, skusiłam się na dwa zestawy Potporri: lawendowy i różany. Kupiłam je z zamiarem zrobienia jakiejś jesienno-zimowej dekoracji w szkle. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.




A skoro Rossmann...

... to i 40% promocja na makijaż. Skorzystałam jak wiele z Was.




✾ Ciekawostka przyrodnicza... Albo się mylę, albo Burżuj zmienił kolor opakowania tuszu Volume Glamour Max. Byłam w dwóch Rossmannach i w jednym nie było ich wcale, za to w drugim była jedna sztuka VGM w wersji wodoodpornej, którą już Wam wcześniej zachwalałam TUTAJ. Cała reszta standu zapełniona była wersją niebieską, jak na załączonym zdjęciu. Ostatnie tygodnie utwierdziły mnie w przekonaniu, że jednak nie ma jak wodoodporny tusz - stąd ten zakup. 29,99zł
✾ Jest też korektor Lumi Magique z L'Oreala, na którego czaję się od dawna. 25,79zł
✾ Są dwie pomadki z nowej serii Maybelline Color Whisper: brzoskwiniowa Mocha Muse #720 i zgaszony róż Lust For Blush #220 - bardzo neutralne, bezpieczne kolory. Takie jakie lubię najbardziej. 16,79zł od sztuki.
✾ Konturówka do ust Bourjois #15 Rose precieux, za 19,79zł.


Paznokcie

Obiecałam Iwetto, że pokażę jak wygląda niebieski flake z czterolakierowego zestawu Color Club, zatem oto jest:




     Bardziej kryjący niż się spodziewałam! Na zdjęciu widzicie dwie warstwy. Szczerze mówiąc obawiałam się, że będzie bardzo przejrzysty, na szczęście myliłam się. 
     A tutaj macie mój mały eksperyment lakierowy z użyciem alkoholu ;) Dobry alkohol nie jest zły!




Szal

A właściwie komin, który dziergałam od jakiegoś czasu. Obiecałam Tanice, że go pokażę, zatem oto jest :)




     Fotka cyknięta tuż przed wyjściem do pracy bladym świtem, stąd ta dziwna, trupia tonacja ;)


Om-nom-nom!

Znowu zaczęłam siorbać kawę na potęgę. A moją ostatnią guilty pleasure jest kawa z syropem smakowym. Po przetestowaniu kilku smaków w wersji mini, zdecydowałam się na zakup półlitrowych flaszek Amaretto i Tiramisu. Wzbudzają furrorę u mnie w pracy. Nie zliczę ile razy byłam pytana, czy to im zawdzięczam swój dobry humor. Niestety - są bezalkoholowe :P




Kalendarz

Stał się moja obsesją! Przez długi czas szukałam czegoś, co będzie wystarczająco "moje", a jednocześnie nie za drogie. Chciałam tym razem kupić sobie kalendarz/notatnik może nie tyle szyty na miarę, co odzwierciedlający choć w niewielkim stopniu moją osobowość i preferencje. A że klimaty secesyjne uwielbiam, padło na Alfonsa Muchę :) Grafiki wewnątrz kalendarza są przeboskie! Gdyby jeszcze papier zamiast białego był ecru, byłabym zachwycona!




Album zdjęciowy

Wypatrzony wczoraj w Carrefourze. Mówię Wam, warto przed świętami pokręcić się w takich przybytkach - można tam wyłapać perełki za bezcen! Kupiłam sobie ten mini album zdjęciowy (... choć może "mini" to nie najlepsze określenie, bo album liczy sobie... 735 stron) skuszona fenomenalnymi fotografiami gwiazd z różnych dekad. Kobiety, mężczyźni, zdjęcia zza kulis, sceny miłosne, "making of", dzieci, charakteryzacje... Świetny album! Polecam każdemu, kto interesuje się kinem, lub zwyczajnie lubi pooglądać dobre fotografie. Do nabycia za zawrotną kwotę 19,99zł.




Muzyka

Zaczarował mnie program Voice of Poland! Jestem zafascynowana trzema chłopakami tam występującymi i tak się składa, że wszyscy oni dostali się do finału! ^__^ Mateusz, Ernerst i Arek. Mateusza ubóstwiam za wokal, który trafia prosto w serce. Ernesta... oj, ten Ernest, mrrrr ;). Za to Aro to prawdziwy wirtuoz! Takiego głosu na polskiej scenie muzycznej jeszcze nie było.

Mateusz




Ernest




Arek



Tak właśnie w przybliżeniu wyglądało u mnie kilka ostatnich tygodni... w przerwach między pracą, która ostatnio stanowi centrum mojego wszechświata - stąd mniejszy ruch na blogu.

Pozdrawiam was wszystkich serdecznie!
Trzymajcie się ciepło i nie dajcie się nadchodzącej zimie.

Buziole, Katalina :***

sobota, 23 listopada 2013

Magiclash: efekty po miesiącu

Hej Misiaki!

     Przed miesiącem pisałam Wam o serum Magiclash, za pomocą którego miałam nadzieję podrasować wygląd moich rzęs. Używałam go sumiennie przez ten czas i dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami efektami. Zainteresowani?




Obietnice producenta:
Jedna z najbardziej skutecznych i bezpiecznych odżywek stymulujących wzrost rzęs i brwi na świecie. Efekty i bezpieczeństwo udowodnione wielokrotnymi badaniami klinicznymi.

Można stosować także po chemoterapii.

Efekty jej działania i bezpieczeństwo zostało potwierdzone przez niezależne instytuty badawcze. MAGICLASH jest przetestowany dermatologicznie, oftalmologicznie, nie powoduje alergii i innych skutków ubocznych.

Dostępność:
Odżywka przywędrowała do mnie ze strony dystrybutora: www.dystrybutor-sklep.pl KLIK

Cena:
Aktualnie, w promocji 99,00zł. Cena regularna wynosi 149,00zł

Pojemność:
5 ml

Trwałość:
12 miesięcy od otwarcia.

Opakowanie:
Na pierwszy rzut oka wygląda jak maskara albo eyeliner. Bardzo eleganckie, srebrzyste, metalowe opakowanie z widoczną nazwą produktu na frontonie. Aplikator wygląda jak typowy pędzelek do eyelinera i świetnie się sprawdza przy nakładaniu produktu na rzęsy – zwłaszcza u ich nasady.

Konsystencja:
Płynno-oleista, przy czym nie jest to bardzo tłusty olejek. Jak dla mnie konsystencja odżywki jest w sam raz i o ile nie nabierzemy na pędzelek zbyt wiele produktu, nie powinien on przesączyć się na oczy.

Zapach:
Niemal niewyczuwalny.




Aplikacja i działanie:
Producent zaleca rozprowadzić płyn na powierzchni górnych i dolnych rzęs od nasady aż po końce. Stosować codziennie najlepiej na noc, a o ile to możliwe aplikować 2-3 razy dziennie. Jak wspominałam poprzednio, przy systematycznym stosowaniu efekty powinny być widoczne już po około tygodniu stosowania. Po osiągnięciu oczekiwanego rezultatu powinniśmy używać odżywki profilaktycznie 2 -3 razy w tygodniu.

Używałam serum codziennie po wieczornym demakijażu, a w dni, gdy nie musiałam wychodzić do pracy - także rano. Komfort użytkowania oceniam wysoko – nie było z nim jakichkolwiek problemów. Jeśli jesteście przyzwyczajone do nakładania eyelinerów, będzie to dla Was dziecinna igraszka.

Parę razy zdarzyło się, że produkt dostał mi się do oczu i owszem, poczułam pewien dyskomfort, ale nie było to nic z czym nie można by sobie poradzić. Serum nie uczuliło mnie w żaden sposób, ani nie wywołało jakichkolwiek niepożądanych efektów ubocznych. Warte podkreślenia jest to, że noszę soczewki kontaktowe, więc ewentualne podrażnienia byłyby bardzo niemile widziane. Na szczęście w okresie użytkowania nie zaobserwowałam niczego niepokojącego. Uwaga dla użytkowników soczewek kontaktowych: do aplikacji należy zdjąć szkła i założyć ponownie po 15 minutach w celu uniknięcia ewentualnego zanieczyszczenia.

Producent zapewnia, że odżywka wzmocni nasze rzęsy, wydłuży je i upiększy w krótkim czasie. Z moich obserwacji wynika, że po miesiącu stosowania rzęsy stały się odrobinę dłuższe. Nie jest to znaczący przyrost, ale pewne efekty zaobserwowałam. Za to widzę poprawę kondycji moich rzęs. Zrobiły się nieco gęściejsze i ciemniejsze. Zważywszy na to, że jest to produkt oparty na naturalnych składnikach, rezultat oceniam pozytywnie.




Skład:
Na stronie dystrybutora możemy przeczytać, że preparat oparty jest wyłącznie na naturalnych, biologicznych składnikach i biotechnologicznym kwasie hialuronowym. Zawiera biologiczny enzym „EPM“, 10-amino kwasów, czynnik wzrostu cebulki włosa, wodę, kompleks witaminy B , olejek lawendowy i naturalne esencje roślinne.

Enzym „EPM”, woda destylowana, Wool Bursa Growth Genes, Toumingzhisuan Sodium, Ethyl Amide MEA, hydrolizowana keratyna, Propylene Glycol, Sorbitol, Collagen Sodium, Wheat Germ Acid, Linoleic Acid, Chitosan Glycosaminoglycan, Nettle Extract, Bitter Orange Flower Oil, Fourteen Acylanting, Moisturizing, Natural Extracted Cellulose A, witamina E,  witamina C, Pantenol, Alantoina, The Yankees Glycerin Extract.

  
Podsumowując, serum w pewnym stopniu wzmocniło moje rzęsy, zauważyłam, że są ciemniejsze i nieco grubsze niż przed rozpoczęciem kuracji. Zaobserwowałam też pewien przyrost – może nie spektakularny, ale zawsze. Dla wielu osób minusem może być cena, jednak to w dużym stopniu sprawa indywidualna. Będę dalej używała serum żeby sprawdzić jak zachowają się moje rzęsy na dłuższą metę.



Na koniec mam dla Was niespodziankę!



     Jeśli chcecie sami wypróbować działanie Magiclash na własnych rzęsach, teraz macie ku temu okazję :) Mam do rozdania dwa egzemplarze wspomnianego serum. Co musicie zrobić? Zasady są proste:

1. Musicie być publicznym obserwatorem mojego bloga http://katalina-sugarspice.blogspot.com

2. Musicie polubić stronę Dystrybutor-sklep na Facebooku KLIK


     Rozdanie przeznaczone jest dla osób prowadzących blogi, ponieważ dzięki temu mam pewność, że Magiclash trafi w ręce osoby z pasją i blogerskim zacięciem, nie zaś kogoś, kto zakłada konto li tylko w celach konkursowych.

Jeśli zatem macie ochotę zgłosić się do rozdania, zostawcie pod tym wpisem komentarz o treści:
Obserwuję jako...
Obserwuję Dystrybutor-sklep na FB jako...
Mój blog:...
Chcę przetestować Magiclash, ponieważ...

Macie czas do soboty 30.11, do południa. Zwycięzców postaram się podać jeszcze tego samego weekendu.


Powodzenia! ^__^



Rozdanie nie podlega przepisom ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

niedziela, 17 listopada 2013

Jantar: moje subiektywne "za" i "przeciw"

Hej Misiaki!

     Każda osoba, która ma na swoim koncie choćby chwilowy romans z włosomaniactwem, z pewnością przynajmniej raz usłyszała o Jantarze. Jest to odżywka do włosów i skóry głowy w formie wcierki, relatywnie trudna do zdobycia, rzekomo działająca cuda na każdej głowie, na której spocznie.

     Był taki czas, gdy rzucałam się z wariackim zapałem na wszystko, co obiecywało mi szybki przyrost, zagęszczenie i wzmocnienie włosów, jak również (a w zasadzie przede wszystkim) miało zahamować wypadanie włosów, które od lat było moją zmorą. Tak trafiłam na oleje, które stały się moim objawieniem. Jednak zapewne każdy, kto bawił się w olejowanie wie, że na dłuższą metę bywa ono uciążliwe. W moim przypadku znużenie przyszło po jakimś roku. Wtedy mój zapał i systematyczność zaczęły stopniowo słabnąć. Aby nie zaprzepaścić dotychczasowych efektów, zaczęłam szukać mniej kłopotliwej alternatywy dla olejów i w ten sposób trafiłam najpierw na Radical, a później na Jantara. W tym wpisie skupię się na Jantarze, choć nie wykluczam powstania w przyszłości podobnej notki na temat Radicala.




Dostępność: 
Jak wspomniałam, jest to produkt dość trudny do zdobycia stacjonarnie. Szczerze mówiąc jeszcze nigdy nie widziałam go "na żywca" w którymkolwiek ze sklepów czy aptek. Zakupu dokonałam zatem za pośrednictwem TEJ strony. Kupiłam od razu trzy butelki, choć wtedy nie było na nie aż takiej promocji jak obecnie.

Cena: 
Swoje kupiłam za bodajże 9,90zł od sztuki, przy czym teraz trwa promocja: 25,90 za trzy butelki.

Pojemność:
100ml / 3,38 fl.oz.

Trwałość:
Data ważności na opakowaniu.




Opakowanie:
Jak widzicie powyżej, produkt sprzedawany jest w szklanej butelce, identycznej jak w przypadku Radicala. Wizualnie całkiem ok, z tym że w użytkowaniu bywa kłopotliwa. Szklane opakowanie grozi stłuczeniem, jest ciężkie, w dodatku "odwrócony" zakraplacz utrudnia aplikację przy końcu użytkowania produktu. Dlatego swoje sztuki przelewałam do plastikowych opakowań z atomizerem, które w moim odczuciu są o wiele bardziej funkcjonalne i praktyczne.




Konsystencja:
Ciężka do opisania. Chyba najbliższe prawdy byłoby określenie wodnisty żel. Nie za bardzo gęsty, choć z pewnością bardziej treściwy niż Radical.

Zapach:
Dość intensywny. Przywodził mi na myśl męskie wody po goleniu z lat 80-tych.




Aplikacja i działanie:
Producent zaleca codzienne wcieranie preparatu w skórę głowy przez okres 3 tygodni, następnie przerwanie kuracji na kilka dni i ponowne jej wznowienie. Odżywki nie spłukujemy. W efekcie wypadanie włosów ma zostać zahamowane, skóra głowy odżywiona a porost włosów przyśpieszony.

Jak to wyglądało w moim przypadku?
Zapach bynajmniej mi nie przeszkadzał, choć czytałam, że dla części osób był irytujący. 
Stosowanie odbieram jako łatwiejsze i mniej kłopotliwe od klasycznego olejowania - za to duży plus! Bardzo podobało mi się to, ze nie muszę paradować godzinami z tłustą skórą głowy, a efekty jakie otrzymuję są porównywalne.
Wypadanie włosów zostało zupełnie opanowane. Generalnie udało mi się doprowadzić moją obecną pielęgnację do takiego stanu, że temat wypadania włosów mam pod kontrolą.
Porost baby hair - wysypało ich na potęgę! Inna sprawa, że po olejach i po Radicalu efekt był identyczny.
Ogólny stan włosów - wyraźnie poprawiony. I znów, efekt porównywalny z Radicalem i olejami.
✘ Przyśpieszenie porostu - naczytałam się bajek u innych dziewczyn, że ich włosy zaczęły rosnąć jak szalone. Nie wiem, czy to ja mam jakąś dziwną głowę, czy to co pisały lekko mija się z prawdą. Nieważne. Dość, że nie zaobserwowałam jakiegokolwiek przyśpieszenia wzrostu włosów. Rosły w identycznym tempie jak wcześniej.
✘ Skład... I tu było zaskoczenie. Ale o tym poniżej.




Skład:
Po przeczytaniu mnóstwa pozytywnych opinii na temat Jantara, które niejednokrotnie były wręcz pochwalnymi peanami na część rzeczonego, spodziewałam się niemalże cudu. I może to był mój błąd. Skład Jantara jest bardzo bogaty i owszem! Wystarczy spojrzeć na powyższe zdjęcie a zobaczycie jak wiele rozmaitych wyciągów zawiera i ile dobroczynnych składników się w nim znajduje. Jednak tym razem nie będę skupiać się na składzie w ujęciu globalnym. Produkt zawiera sześć - jak dla mnie całkiem sporo - składników potencjalnie rakotwórczych i alergizujących, w tym jeden z nich na DRUGIM miejscu w składzie.

Propylene Glycol (Glikol propylenowy) - Stosowane w wielu kosmetykach jako rozpuszczalnik. Działają rakotwórczo. Silnie toksyczny w razie spożycia (uszkadza wątrobę, układ nerwowy i nerki). Resorbują się ze skóry do krwi i limfy. Uszkadzają nabłonki, tkankę łączną i mięśniową. Zastosowane na skórę wysuszają naskórek, ale równocześnie podrażniają gruczoły łojowe i apokrynowe wywołując stan zapalny i wysięki wokół gruczołów. Uszkadzają powłoczki włosów. Wywołują podrażnienie naskórka i skóry właściwej, świąd i kontaktowe (alergiczne) zapalenie skóry.
Łój i złuszczone keratynocyty z glikolami tworzą substancję zatykająca ujścia gruczołów. W pachwinach i wokół narządów płciowych powodują wypryski drobnopęcherzykowe przechodzące potem w strupki i rozpadliny. Kosmetyki zawierające glikol propylenowy w razie dostania się do oczu powodują zapalenie gałki ocznej i spojówek, co objawia się łzawieniem, pieczeniem, świądem i opuchnięciem powiek. Uszkadzają strukturę lipidowo-proteinową błon komórkowych. Wdychane podczas używania aerozoli z kosmetykami uszkadzają nabłonki układu oddechowego i powodują kaszel oraz nieżyt. Uszkadzają komórki krwi i szpik kostny. W neuronach i w mięśniach zaburzają procesy przewodzenia podniet i proces skurczu. Nie stosować w czasie laktacji i ciąży.

Polysorbate 20 - glikol, emulgator, stabilizator emulsji. Powodują reakcje alergiczne i świąd skóry. Te związki chemiczne są uznane jako substancje rakotwórcze, uszkadzają również strukturę genetyczną komórek. PEG/PPG-i wnikają wgłąb skory i czynią ją bardziej "przepuszczalną" dla innych substancji czyli również wrażliwszą na zanieczyszczenia w powietrzu i drażniące substancje w kosmetykach. Polisorbate 80 i 60 stymuluje rozwój nowotworów.

Triethanolamine (TEA) - Dodawany do kosmetyków jako emulgator i detergent. Dla zmylenia konsumentów do nazwy chemicznej dodawane są przedrostki sugerujące niby naturalne pochodzenie substancji syntetycznej, np. TEA Sodium Lauryl Sulfate. W połączeniu z innymi związkami azotowymi (np. obecnymi także w kosmetykach) tworzą rakotwórcze (kancerogenne) nitrozaminy. Działają drażniąco na błony śluzowe i skórę w pachwinach wywołując pokrzywkę i świąd. Nie stosować w czasie laktacji i ciąży.

Methylchloroisothiazolinone i Methylisothiazolinone - mają działanie alergizujące i oddziałują na układ nerwowy.

DMDM Hydantoin - Wydziela rakotwórczy i drażniący formaldehyd. Działa szkodliwie na gruczoły ekrynowe i apokrynowe, zaburza czynności gruczołów łojowych i hormonalnych (dokrewnych). U dziewcząt i młodych kobiet niektóre metabolity tego związku wywołują nadmierne owłosienie, podobnie jak  dwufenylohydantoina. Wywołuje stany zapalne skóry. Może powodować nowotwory. Nie stosować w czasie laktacji i ciąży.

Jak dla mnie jest to powód do zapalenia się lampki ostrzegawczej. Wiem, że wielu z Was skład jest obojętny, jednak jestem zdania, że w przypadku produktów, które zamierzamy stosować regularnie i które przenikają wgłąb naszych ciał, warto wiedzieć czym dokładnie się raczymy.

Czy kupię ponownie:
Zważywszy na to, że Jantar jest dla mnie osiągalny tylko drogą internetową, a efekty jakie daje są w zasadzie identyczne jak w przypadku łatwiej dla mnie dostępnego i bezpieczniejszego pod względem składu Radicala, raczej nie wrócę do stosowania Jantara.


A jakie są Wasze doświadczenia z Jantarem? Mieliście okazję go używać? A może macie jakieś zdrowsze i bardziej efektywne zamienniki dla tego typu wcierek?


Pozdrawiam ciepło,
Katalina :*

poniedziałek, 11 listopada 2013

N.Nail: Pędzle do zdobienia paznokci

Hej Misiaki!

     Przy okazji jednego z poprzednich wpisów zbiorczych wspomniałam Wam, że czekam na pędzle do zdobienia paznokci. Nigdy nie miałam takich pędzli, mimo że w swoim czasie bardzo intensywnie zdobiłam swoje paznokcie najróżniejszymi wzorkami. Tak się złożyło, że znany już Wam sklep KKcenterHk zaproponował mi przetestowanie jednego z zestawów jakie mają w swojej ofercie. Wybrałam JJ1133, ponieważ zestaw ten wydał mi się najbardziej wszechstronny z oferowanych.




Ilość:
Zestaw składa się z siedmiu elementów. Żaden z nich nie ma konkretnego numeru. Wszystkie za wyjątkiem wachlarza mają zabezpieczającą nakładkę z dość trwałego tworzywa, która nieźle zdaje egzamin. Mamy tutaj:
✎ dwa typowe pędzelki: jeden średniej grubości, drugi nieco cieńszy
✎ coś w rodzaju ostro zakończonego piórka
✎ dwa pędzle "łopatkowe"
✎ narzędzie do robienia kropek
✎ wachlarz




Dostępność:

Cena:
USD$13.75




Opakowanie:
 Pędzle zapakowane są w tworzywową "saszetkę" zbliżoną do tych, w które pakowane są flamastry szkolne.

Użytkowanie:
     Pędzle są dość krótkie (średnio 13cm długości), dobrze leżą w dłoni i wydają się trwałe. Oczywiście trwałość zweryfikuje jeszcze czas, jednak na ten moment mam raczej pozytywne odczucia. Są syntetyczne o sprężystym, gładkim włosiu. 




     Jak sprawdzają się w akcji?
Tutaj bywa różnie. Jak nietrudno się domyślić, kształt jaki widzicie na powyższym zdjęciu szybko ulega zmianie pod wpływem kontaktu z jakimkolwiek produktem, przykładowo zwarte piórko staje się szersze, czasami jakiś niesforny włosek oddzieli się od reszty nieco utrudniając tworzenie zdobień.

     Mam wrażenie, że pędzle te najlepiej sprawdziłyby się przy pracy z farbkami akrylowymi do paznokci, jednak osobiście nie miałam ochoty wydawać na nie pieniędzy, zatem działałam tym, co mam - lakierami. I tutaj pierwsza ciekawostka: producent odradza mycie pędzli zmywaczem do paznokci. Zaleca używanie ciepłej wody, szamponu, albo żelu... Jakoś tego nie widzę. Od razu zatem wspomnę, że działałam wbrew zaleceniom i korzystałam ze zmywacza. Nie zauważyłam, by wpływał on negatywnie na pędzle.


flesz

światło dzienne


     Powyżej możecie zobaczyć przykładowe wzorki wykonane przy pomocy pędzli. Z moich obserwacji wynika, że narzędzia nie będą współpracować z każdym lakierem w jednakowym stopniu. 
✎ Najlepszy efekt uzyskałam pracując lakierami typowo wzorkowymi, o wysokim stężeniu pigmentu. Dobry efekt dał również lakier o kremowym wykończeniu z Avonu, ale już na przykład emalie Essie czy Inglot kompletnie się nie nadają. Pędzle niemal ich nie nabierają, a to co nabiorą, rozmazują w formie burej kreski. 
✎ Mam wrażenie że pędzle "łopatkowe" dadzą pożądany efekt tyko na farbach akrylowych, albo bardzo rzadkim i bardzo napigmentowanym lakierze. 
✎ Przy wzorach na bazie kropek fajnie się sprawdzają szybkoschnące lakiery Konad, lub podobne. 
✎ Generalnie, jeśli nie chcecie kupować farb akrylowych do paznokci, musicie się nastawić na działanie metodą prób i błędów. Zabawa tymi pędzelkami nie raz wywołała u mnie frustrację, bo zamiast ułatwiać, utrudniała mi robotę, jednak ostatecznie udało mi się zmajstrować nimi kilka całkiem niebrzydkich zdobień.




     Jak widać, większość zaprezentowałam na tipsach. Wynika to z faktu, że ostatnio w pracy nie za bardzo mogę szaleć z paznokciami (czas spotkań z klientami, prezentacji etc), jednak mam nadzieję, że udało mi się zobrazować ogólną zasadę działania.

     Słowem podsumowania dodam tylko, że pędzle same w sobie są OK, chociaż jeśli zdecydujecie się sięgnąć po te konkretne, musicie liczyć się z kilkoma problemami które napotkacie po drodze (odpowiedni lakier, konieczność zakupu farb akrylowych, nieznaczne odstawanie pojedynczych włosków).


Pozdrawiam serdecznie i do następnego!
Katalina :*



niedziela, 3 listopada 2013

Orientalne mleczko do ciała, czyli gorzka pomarańcza, co się zielskiem stała...

Hej Misiaki!

     Pomyślałam, że fajnie będzie zacząć listopad jakąś luźną notką, zatem będzie recenzja. Od pewnego czasu nosiłam się z zamiarem popełnienia wpisu na temat mleczka pod prysznic z Yves Rocher, ale ostatecznie zawsze zarzucałam ten pomysł. Wiele na jego temat nie da się napisać, jednak nie chcę pozostawiać go tak zupełnie bez słowa.




     Jak wiecie, jestem wielką fanką serii Tradition de Hammam. Jak dotąd miałam okazję używać wszystkich za wyjątkiem mydła kosmetyków wchodzących w skład tej serii. Niektóre polubiłam, do innych zapałałam fanatycznym uwielbieniem, jeszcze inne pożegnałam dość chłodno. 
     Seria oferuje już oliwkę pod prysznic, która - kiedy już uświadomimy sobie, że jest nie oliwką a żelem z dodatkiem oliwki - jest w stanie dostarczyć naprawdę wiele przyjemności w trakcie kąpieli. Mleczko miało być odprężającym dodatkiem do całkiem udanej orientalnej rodziny. Obiecywało sporo, niestety na mnie nie wywarło pozytywnego wrażenia. A oto dlaczego:




Dostępność: 
Sklepy stacjonarne i internetowe Yves Rocher.

Cena: 
Swoje dostałam za symboliczny gorsz w trakcie którychś zakupów. Normalnie mleczko kosztuje 32zł w cenie regularnej, przy czym  niemal zawsze można je nabyć w dużej promocji.

Pojemność: 
200ml

Trwałość:
Standardowo 12 miesięcy od otwarcia.




Opakowanie:
Identyczne jak w przypadku oliwki, to znaczy smukła, plastikowa butelka, zakręcana brązową nakrętką. Opakowanie zdobi grafika przywodząca na myśl wzory z henny.

Konsystencja:
Mleczko-emulsja.

Zapach:
I tu dochodzimy do sedna. Zapach, a raczej smrodek. Producent pisze duperele o olejkach eterycznych z kwiatów gorzkiej pomarańczy, która jakoby ma mieć właściwości relaksujące i odprężające, tymczasem dla mnie to mleczko po prostu śmierdzi. Nie odprężało mnie ani razu podczas stosowania. Wciąż czułam ten bliżej niezidentyfikowany smrodek jakiegoś zielska. Zapach ów mnie drażnił. I gdyby jeszcze samo mleczko było jakieś wybitnie odżywiające, czy dobroczynne dla skóry, wówczas mogłabym z ciężkim sercem machnąć ręką na niuanse zapachowe, jednak...

Aplikacja i działanie:
Aplikacja standardowa. Działanie? Cóż, wspomniane mleczko ma przede wszystkim myć i to robi przyzwoicie. Producent obiecuje aksamitną konsystencję i otulenie skóry. Nie zauważyłam niczego takiego. Ot mleczko jak mleczko. Dobrze się pieni, myje, ale nie odnotowałam jakichś szczególnych właściwości pielęgnacyjnych. W tym świetle niestety smrodek zielska był dla mnie nie do przejścia i  nie dawał mi jakiejkolwiek przyjemności z kąpieli/prysznica. Jakiejkolwiek. Sto razy bardziej wolę sięgnąć po znaną mi i lubianą oliwkę, mimo że nie pieni się nawet w połowie tak dobrze ja mleczko. Nie musi się pienić - wystarczy, że dobrze robi mojej skórze i mojemu zmysłowi powonienia.




Skład:
Kolejna obietnica producenta, czyli "ponad 98% składników pochodzenia roślinnego". I owszem, skład jest niezły, choć niestety nie wolny od rozmaitych zonków.


Aqua - woda, rozpuszczalnik.

Ammonium lauryl sulfate – (Sól amonowa siarczanu alkoholu laurylowego) Anionowa substancja powierzchniowo czynna należąca do grupy siarczanów alkilowych. Substancja rozpuszczalna w wodzie. Może wywoływać ewentualne działnie drażniące na skórę i błony śluzowe, dlatego w preparatach kosmetycznych jest stosowana z substancjami łagodzącymi drażniące działanie. W kosmetykach stosowana w preparatach myjących do ciała i w płynach do kąpieli oraz w szamponach do włosów. Substancja pianotwórcza, poprawia jakość piany. Substancja jest wrażliwa na twardą wodę, zawierającą głównie jony wapnia i magnezu, dlatego w twardej wodzie następuje gaszenie piany.

Polyacrylate-1 Crosspolymer – emulgator.

Cocamidopropyl betaine - Substancja myjąca - usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów.  Substancja bardzo łagodna dla skóry i błon śluzowych, łagodzi ewentualne działanie drażniące anionowych substancja powierzchniowo czynnych. Substancja pianotwórcza, stabilizująca i poprawiająca jakość piany w mieszaninie z anionowymi substancjami powierzchniowo czynnymi. Pełni rolę modyfikatora reologii (czyli poprawia konsystencję) w preparatach myjących, zawierających anionowe substancje powierzchniowo czynne, dzięki tworzeniu tzw. mieszanych miceli. Kokamidopropylobetaina jest bezpiecznym składnikiem stosowanym przede wszystkim w produktach spłukiwanych. Ze względu na właściwości myjące nie ma zastosowania w produktach pozostających na skórze. Dlatego przeprowadzone testy bezpieczeństwa odnośnie tej substancji nie są wystarczające, aby stwierdzić, że Kokamidopropylobetaina nie powoduje podrażnień w produktach niespłukiwanych.

Glycerin - Naturalna gliceryna jest uzyskiwana przez zmydlanie tłuszczy roślinnych, głównie tłuszczu kokosowego. Gliceryna w naturalny sposób osłania skórę, przenikając do przestrzeni międzykomórkowych, gdzie wiąże ilość wody niezbędną do zachowania prawidłowego nawilżenia skóry. Ma doskonałe właściwości łagodzące, skutecznie nawilża przesuszoną skórę ze skłonnościami do pierzchnięcia nadmiernie wysuszoną. Wygładza, poprawia elastyczność, reguluje procesy prawidłowej odnowy naskórka.

Decyl Glucoside - łagodna substancja powierzchniowo czynna naturalnego pochodzenia. Działa zmiękczająco na skórę. Wiąże wilgoć. Ma właściwości myjące, stosowana również jako emulgator, łączy fazę wodą z fazą olejową. Zapobiega rozwarstwianiu się produktu.

Aloe Barbadensis Leaf Juice - wyciąg z liści aloesu. Nawilża i koi skórę. Utrzymuje wilgotność, działa przeciwzapalnie, łagodząco, posiada właściwości filtrujące promienie słoneczne. Pobudza regenerację naskórka i ziarnowanie tkanki łącznej właściwej. Stosuje się go w pielęgnacji cery suchej, dojrzałej jak i trądzikowej. Nawilża skórę wnikając w jej głębsze warstwy.

Citric Acid – kwas cytrynowy, wspomaga działanie ochronne antyoksydantów, używany jako zmiękczacz, środek konserwujący, przeciwutleniacz.

Sodium Benzoate - konserwant. Osoby ze skłonnością do alergii powinny unikać tego składnika. Uniemożliwia on rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np.nabierając krem palcem).

Parfum - substancja zapachowa.

Glyceryl Oleate - Oleinian glicerynowy – stosowany jako emulgator, posiada właściwości nawilżające i utrzymujące wilgoć.

Tetrasodium EDTA (wersenian czterosodowy) - Przyjmuje się, że EDTA stosowany w niskich dawkach jest nieszkodliwy dla organizmu. Jednak w dużym stężeniu, jest substancją drażniącą skórę i błony śluzowe. Szczególnie groźny jest w formie rozproszonej w powietrzu. Sole kwasu EDTA rozpylone w naszym otoczeniu, mogą powodować nieżyt spojówek, kaszel oraz duszności. Dlatego też, warto unikać EDTA zawartych w kosmetykach w aerozolu.
W połączeniu ze związkami azotowymi, EDTA tworzy nitrozaminy, które mają działanie rakotwórcze.
Kosmetyków z EDTA nie należy stosować zwłaszcza wtedy, gdy przyjmujemy leki zawierające cynk, żelazo, miedź, glin, ołów i bizmut. Wynika to przede wszystkim z faktu, iż EDTA ma działanie wiążące metale ciężkie. Odradza się również stosowanie kosmetyków z EDTA w przypadku zażywania antybiotyków.

Sodium Chloride - chlorek sodu, w kosmetykach odpowiada za lepkość produktu.

BHT Butylated Hydroxytoluene - butylohydroksytoulen- to antyutleniacz dla preparatów kosmetycznych zawierających roślinne i zwierzęce tłuszcze. Powoduje swędzące wysypki na skórze. Obecnie można go zastąpić produktem naturalnym (np. olejowym ekstraktem rozmarynu).

Salicylic Acid - kwas salicylowy, konserwant. Ma działanie złuszczające
i oczyszczające. Głównie stosowany w szamponach przeciwłupieżowych, wodach
do włosów i preparatach usuwających zrogowaciałą skórę stóp.

Linalool – składnik kompozycji zapachowej.

Argania Spinosa Kernel Oil - olej arganowy, nazywany jest "płynnym złotem"
 i zaliczany do jednych z droższych olejów na świecie, głównie ze względu na jego ograniczoną dostępność (wyłącznie niewielkie tereny Maroko) oraz pracochłonny proces pozyskiwania.
Olej arganowy jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe (80%), głównie kwasy omega-6 i omega-9. Poza tym zawiera dużą dawkę witaminy E, w postaci kompleksu tokoferoli. Ilość witaminy E w oleju arganowym jest wyższa aniżeli w oliwie z oliwek. 

Benzalkonium Chloride (Mieszanina chlorków alkilodimetylobenzyloamoniowych) - W kosmetykach pełni rolę emulgatora i antyseptyku. Niekiedy korzystnie działa na cerę trądzikową zapobiegając pojawianiu się nowych zmian. Usuwa również zaskórniki i likwiduje łojotok skóry, zapobiega zmianom ropnym. Przewlekle stosowany powoduje przejście trądziku zwykłego (bakteryjnego) w trądzik chlorowy i bromkowy, trudny do wyleczenia. Zmiany wówczas zlokalizowane są wokół nosa i ust oraz oczu, niekiedy na brodzie w formie krostek i cyst z surowiczym płynem. Ponadto pojawia się wówczas rumień lub złuszczające zapalenie skóry. Może spowodować zapalenie spojówek oraz świąd skóry z pokrzywką. Nie stosować u kobiet w ciąży.

Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) flower oil – olej z kwiatów gorzkiej pomarańczy.

CI 77891 - Titanium dioxide, dwutlenek tytanu (biały), barwnik stosowany
w kosmetykach naturalnych.
 


Czy kupię ponownie:
Nie.