niedziela, 15 grudnia 2013

Front anty-zimowy!

Hej Misiaki!

     Zbiorcze wpisy chyba wchodzą mi w krew. Nie ukrywam, że lubię je tworzyć, bo w ten sposób mam okazję podzielić się z Wami różnymi małymi przyjemnościami i drobiazgami wyjętymi z życia.

     Tematem przewodnim tego wpisu jest front anty-zimowy, czyli wszystko to, co w jakikolwiek sposób umila mi tę porę roku, która jak wiecie nie jest najbliższa memu sercu. Święta od kilku lat nie są już dla mnie tak świąteczne jak dawniej. Co więcej, perspektywa podstępnie skradających się urodzin także nie wprawia mnie w euforię. A ponieważ postanowiłam ograniczyć narzekanie do minimum, robię co mogę by umilać sobie zimowe chwile.

     W myśl zasady "gdy życie daje ci cytrynę - zrób z niej lemoniadę", uchwyciłam na zdjęciu pewien śniegowy moment z minionego tygodnia. Ot taki widok z okna, który o dziwo urzekł mnie szalenie - zasługa słońca :) To po to, żeby pamiętać, że nawet zima potrafi być znośna.




O kolejny zimo-umilacz zadbała moja firma, obdarowując pracowników czymś TAKIM




     Cóż to jest? W krążku znajduje się płyn i niewielki metalowy "talerzyk". Gdy go złamiemy, płyn wewnątrz krążka zaczyna się krystalizować i wydzielać ciepło. I mamy genialną grzałkę w sam raz na zimę! Niby takie nic, a ucieszyłam się z tego jak kot z kłębka włóczki :D Uwielbiam takie rzeczy!

     Kolejny radosny akcent przybrał postać... laleczki. A konkretniej, aniołka na patyczku, z przymocowanymi dzwoneczkami. Następna duperelka wywołująca uśmiech ilekroć na nią spojrzę. Mała rzecz a cieszy.




     Następna rzecz nie jest już taka mała... To znaczy patrząc gabarytowo jest, jednak z punktu widzenia ceny to już kompletnie inna historia... Pozwólcie, że zacznę od małej retrospekcji. Otóż kiedy w lipcu tego roku wygrałam rozdanie u Sabbath, w moje ręce trafiło kilka próbek perfum. W ten sposób poznałam pewien cudowny zapach, który usidlił mnie do tego stopnia, że zapałałam żądzą posiadania. Żądzą tak wielką, że po kilku miesiącach odkładania zakupu na bardziej sprzyjający czas, zdecydowałam że ten czas wreszcie nadszedł. Za pretekst posłużyła mi świąteczno-urodzinowa kumulacja. Poza tym perspektywa pachnięcia jak migdałowe ciasteczko przesądziła o wszystkim. I w ten oto sposób pełnowymiarowy flakon Loukhoum jest mój!!!




     Jeśli zastanawiacie się jak Loukhoum pachnie, zachęcam Was do przeczytania jego recenzji KLIK. Perfumy kupiłam oczywiście w perfumerii Quality Missala. Zamówiłam również próbki dwóch pozostałych wersji tego zapachu, ponieważ byłam ich szalenie ciekawa! Powiem Wam, że jestem pod ogromnym wrażeniem szybkości realizacji zamówienia! Formalności sfinalizowałam jednego wieczoru, a już DWA DNI PÓŹNIEJ trzymałam w rękach paczkę! Wielkie brawa i wyrazy uznania!
     W paczce poza moim zamówieniem znalazłam też fantastyczny prezent! Idealny zimo-umilacz!!!





     Dostałam:
❅ XJ Casamorati Bouquet Ideale
❅ Love by Kilian
❅ Ombre Platine by Jean-Charles Brosseau

     I każdy z nich jest zmysłową ucztą! Ten rok zdecydowanie rozpieszczał mnie pod względem aromatów. Perfumy w znaczący sposób wzbogacały moje dni, rozpalały wyobraźnię i chęć posiadania. I jak wiecie, parokrotnie dałam się skusić, czego nie żałuję! A oto mój najnowszy nabytek:





     Kontynuując wątek rozpieszczania, muszę wspomnieć o Marcie z bloga Urban State of Mind i fantastycznej przesyłce, jaką od Niej dostałam! Uśmiechnęło się do mnie szczęście w losowaniu, dzięki czemu stałam się posiadaczką takiego oto zestawu:




     Póki co tylko zbiorcze zdjęcie, ale na 100% będę rozwijała temat, bo jestem niesamowicie podekscytowana na myśl o testach wszystkich tych wspaniałości.

     Jak już tworzę wpis zbiorczy, to musi pojawić się wątek muzyczny! Ostatnio naszło mnie na kompletowanie kolekcji płytowej. Tę konkretną, którą chcę Wam dziś pokazać kupiłam pod wpływem impulsu, przesłuchawszy jedno z nagrań, jakie się na niej znajdują. Dla ciekawskich dodam tylko, że At Vance to niemiecka grupa powermetalowa, której słuchałam namiętnie przed paroma laty. Kawałek który "sprzedał" płytę to "Answer Me" - wyjątkowo niemetalowy!




     I tak sobie właśnie spędzam wieczory: słuchając muzyki, popijając kawę lub herbatę. Na przykład taką, kwitnącą herbatę jak ta:




     A nastrój pomagają mi tworzyć świece i lampki. Ostatnio wyciągnęłam lampkę oliwną, którą kupiłam jeszcze za czasów licealnych (czyli DAWNO!) i zdecydowałam się ją wreszcie zapalić. Wczoraj dokonała żywota. Wiele radości z niej było :)




     A ponieważ zima dopiero się rozkręca, również ja nie zamierzam na tym poprzestawać. W tajemnicy powiem Wam, że dzisiaj jakoś tak "samo" kliknęło mi się kilka innych zimo-umilaczy. Żaden z nich nie jest kosmetyczny, ale przecież nie samą chemią człowiek żyje ;)

A co tam słychać u Was zimową porą?
Pozdrawiam serdecznie,
Katalina :***




16 komentarzy:

  1. Taki ogrzewacz do rąk by mi się bardzo przydał, jak czekam na autobus. Tym bardziej, że nie lubię nosić rękawiczek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo :) Ale fajnie byłoby mieć jeszcze jeden - po jednym na kieszeń :D

      Usuń
  2. ta świeca czy lampka oliwna super! Piłam taką herbatę z kwiata jest prze-smaczna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam ją przed laty w OBI i tak stała i stała, aż w końcu dojrzałam do decyzji spalenia starocia ;) A herbata jest pyszna to fakt. I ciekawie wygląda gdy się rozwija. Szkoda że nie mam przezroczystego dzbanka, to efekt byłby lepszy :)

      Usuń
  3. Mi w pracy zimą dają tylko słodycze. W sumie warstwa tłuszczu też działa rozgrzewająco, więc pewnie ma to sens...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahha, tak, w tym szaleństwie jest metoda :D

      Usuń
  4. jaki piękny śnieg! oddaj trochę :D hihi
    MACzki piękne! szczęściara :) czekam na jakiś makijaż z ich udziałem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bierz sobie cały ten śnieg - chętnie oddam :D Makijaż mam nadzieję uda mi się tu wrzucić. Problem stanowi światło - wychodzę do pracy gdy jest jeszcze noc. Wracam, gdy już jest noc. To utrudnia sprawę ;)

      Usuń
  5. Taki ogrzewacz do rąk to super sprawa, pamiętam jak kilka lat temu przywiozła mi koleżanka z Niemiec - w Polsce to nie było wtedy jakoś tak popularne jak teraz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przydaje się. Szkoda tylko, że trzeba go potem wygotować żeby wrócił do stanu "sprzed" ;)

      Usuń
  6. o, MACzki. mam nadzieję, że będą się fajnie sprawować :)

    fajnie, że masz flakon ulubionego ostatnio zapachu. to rzeczywiście potrafi poprawić humor :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MACzki :) Jest jeszcze tusz, ale "uciekł" mi ze zdjęcia skubany. Też mam nadzieję, że będzie z nich wiele radości.
      A perfumy potrafią poprawić humor w marny dzień jak mało co :)

      Usuń
  7. Nie pogardziłabym zmywaczem do rąk. Moje dłonie szybko marzną...

    Bardzo lubię perfumerię Quality, ponieważ można w niej znaleźć wiele niszowych kompozycji:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzałka zimą bardzo się przydaje :)
      Perfumerię Quality znałam dotąd tylko z bloga Sabbath, ale teraz obawiam się, że moja kieszeń ucierpi, bo oferta tej perfumerii jest niesamowita!

      Usuń
  8. I jak tu nie lubić zimy? skoro takie przyjemności Cię spotykają:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki nie ma śniegu - lubię ją ;)

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.