środa, 25 grudnia 2013

Miszmasz około-świąteczny

Hej Misiaki!

     Jak Wam mija świąteczny wypoczynek? Mam nadzieję, że jakkolwiek spędzacie ten czas, robicie to po swojemu :). Sama właśnie tak postanowiłam wykorzystać ten czas - robiąc co chcę, wtedy kiedy będę miała na to ochotę. Póki co odsypiam poranne wstawanie, cieszę oczy świątecznymi drobiazgami, rozpieszczam się różnie różniście i reperuję to, co "zepsuło się" we mnie tuż przed świętami.

     Tak wygląda mój tegoroczny substytut choinki. Drzewka nie mam już chyba 2-3 rok z rzędu i szczerze mówiąc póki co jakoś za nim nie tęsknię, bo i tak zazwyczaj większość dnia jestem poza domem. Taki stroik w zupełności pokrywa moje zapotrzebowanie na świąteczne igły.




     Pozostając w świątecznym klimacie, muszę wspomnieć o światełkach. Świece, diody, wszystko to co migocze i ociepla przestrzeń, w której przebywam jest bardzo mile widziane! I tak, w jednym kącie pokoju mam świecące wszystkimi kolorami tęczy dzwonki świąteczne...







     ... a w drugim, czyli tuż obok mnie - świeczki. Z resztą prawda jest taka, że u mnie na okrągło, niezależnie od pory roku palą się jakieś świeczki zapachowe.




     A skoro mamy święta, muszą być także improwizowane świąteczne dekoracje. Tym razem prosto i pachnąco - nabijane goździkami mandarynki.




     Poruszyłam temat naprawiania się. Już tłumaczę, co miałam na myśli. Otóż postanowiłam pomóc naturze i zmotywować cebulki włosów do większego wysiłku. W tym celu wróciłam do zażywanych już kiedyś drożdży. Mam nadzieję, że wespół z innymi specyfikami, których używam uda mi się wyhodować więcej niż ten 1-1,5cm włosów miesięcznie.




     Drugą wymagającą naprawy sprawą było coś, czego nie umiem nazwać... Mam tego pecha, że co jakiś czas - najczęściej przy okazji przeziębienia albo zmian pogody - pod moim nosem pojawia się strupo-podobne coś, które nie daje mi żyć przez około tydzień, a przy okazji paskudnie wygląda. Jako że mam w domu kilka doniczek z aloesem, postanowiłam sprawdzić, czy pomoże mi on zwalczyć to diabelstwo szybciej. Cóż, nie przyśpieszył może całego procesu leczenia, ale muszę przyznać, że sam strup był mniejszy, bardziej płaski i nie wyglądał tak tragicznie jak zazwyczaj, więc ogólnie tym razem nie było tak źle.




     Cały czas czytam Kroniki Wampirów autorstwa Anne Rice. Akurat teraz jestem w trakcie części zatytułowanej "Merrick". Co mogę powiedzieć? Nie tak wyobrażałam sobie wampirzą serię uchodzącą za kultową. Totalnie nie tak. I niestety jestem rozczarowana. Przeczytam całą serię do końca, ot tak z ciekawości, ale szczerze mówiąc nie rozumiem szału wokół tego konkretnego obrazu wampira jaki prezentuje Rice. Jej postaci są zniewieściałe, płaczliwe, mają multum rozmaitych dziwnych skłonności, że wspomnę tylko o pedofilii. 90% wampirów jest homo, a w najlepszym wypadku bi, co w połączeniu z tą okropną zniewieściałością niesamowicie mnie irytuje - bo OK, można raz, można dwa ale żeby permanentnie?! Główny bohater jest niewyobrażalnym narcyzem, jego dyżurny ukochany żyje po to by "cierpieć za miliony" i użalać się nad sobą... No masakra jakaś. Zdecydowanie nie jest to mój rodzaj wampira, o nie.




     Kolejne rzeczy sprawiłam sobie realizując bon świąteczny, jaki otrzymałam w pracy. Zastanawiałam się co sobie za niego kupić, aż w końcu stanęło na płytach i książce.




     Jak widać, muzycznie nowości brak. Zazwyczaj trzymam się starych dobrych klasyków - taką muzykę lubię najbardziej.




     Powiększyłam też kolekcję swoich książek na temat ręcznie robionej biżuterii. Chcę wrócić do tego typu robótek, bo kiedyś sprawiało mi to masę frajdy.


     Na koniec dwa drobiazgi, jakie kupiłam sobie ostatnio w Tchibo.
Pierwszym z nich jest Porsche 911 Carrera S :D Niestety nie w tradycyjnej wersji. To pendrive o pojemności 8GB. Potrzebowałam nowej przenośnej pamięci, bo moja poprzednia pewnego dnia strzeliła focha i odmówiła dalszej współpracy, a wiadomo, że pendrive zawsze się przydaje! Ten był względnie tani, w dodatku fajnie wygląda, a gdy podłączony jest do komputera, włączają mu się reflektory :D Gadżeciara ze mnie.





     Drugi zakup był już zdecydowanie bardziej dziewczyński. Od pewnego czasu chodził mi po głowie zakup  Travalo, albo czegoś podobnego. Ponieważ jestem maniaczką zapachów i przykładam do nich dużo uwagi, chcę mieć możliwość noszenia przy sobie swoich ulubionych kompozycji bez konieczności zabierania ze sobą całego flakonu (a te które mam są zazwyczaj spore). Szczęśliwym zbiegiem okoliczności Tchibo wprowadziło do swojej oferty takie oto przenośne atomizery. Kupiłam od razu dwa. Uwielbiam!!!





     Tak oto prezentuje się mój najświeższy miks około-świątecznych różności. Kosmetyków tu nie uświadczycie, ale na nie również przyjdzie pora w odpowiednim momencie. Póki co wracam do pałaszowania świątecznego ciasta.

Pozdrawiam,
Kat :***





16 komentarzy:

  1. z Ann Rice czytałam tylko "Wywiad z wampirem", ale dawno i już zupełnie nie pamiętam swoich odczuć, więc książka pewnie nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia. wtedy nawet nie wiedziałam, że to część serii :) sama ostatnio również trochę męczyłam się z książką o wampirach, demonach i czarownicach - "Shadow of Night" pióra Deborah Harkness - nie polecam. fabuła na siłę wydłużona i miejscami zbyt kobieca w negatywnym tego słowa znaczeniu. czytałam po kilka stron przy karmieniu, bo większych fragmentów na jeden raz nie dało się łyknąć...

    ja spędzam Święta z Viki, J. pracuje, choć obiecał, że jutro będzie w domu :)

    śliczny stroik!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wywiad z wampirem" otwiera całą serię. Pamiętam, że gdy przeczytałam ją i zaczęłam psioczyć na głównego bohatera, porównując go do rzekomego "złego" w serii, kolega, który jest pasjonatem Kronik Wampirów powiedział: "Poczekaj, poczytaj inne części, zobaczysz że trafił swój na swego". I miał skubany rację :D.
      "Shadow of Night" nie czytałam. Ale marzy mi się taka wampirza książka, w której wampir jest wampirem. Takim prawdziwym. Nie kulą dyskotekową, nie cierpiącym Werterem, nie zapatrzoną w siebie beksą, nie macającym małolatów podstarzałym artystą, ani tym bardziej małolatem lecącym na "starych malarzy" ;) ech...

      Trzymam kciuki żeby J. dotrzymał obietnicy i jutrzejszy dzień spędził z Wami :)

      Usuń
  2. samochowy pendrive uroczy|! ja jestem chyba nudna, bo u mnie same takie zwyczajne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale że pendrive'y zwyczajne? Czemu od razu nudna - po prostu preferujesz klasykę ;)

      Usuń
  3. Też mam zamiar potworzyć trochę biżuterii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zawsze fajny pomysł! :) No i masz coś wyjątkowego, czego nie kupisz w sklepie :)

      Usuń
  4. Piękne dekoracje :) a ten pendrive genialny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! A pendrive nawet nieużywany wygląda jajcarsko ;)

      Usuń
  5. atomizer super pomysł !
    a biżuteria jest piekna lubię rekodzieło :)

    dodaje do obserwowanych :)
    www.lukaszmakeup.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Stroik ślicznie prezentuje się, a dzwoneczki dodają magicznej atmosfery, piękne zapachy ze świec ( jest cudowna! ) i pomarańczek ćwiekowanych z pewnością oferują świąteczny nastrój - cóż więcej trzeba do szczęścia ;)
    Pendrive zabawny, a że jeszcze świecące reflektory, to już kompletny bajer ;)
    Już nie mogę się doczekać Twojej biżuterii, jak wrócisz do tego uwielbianego zajęcia, to koniecznie pokaż swoje działa ;)
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta, wszystko to zebrane razem stworzyło bardzo przyjemny klimat :)
      Pendrive okazał się bardzo przydatny. Kupiłam go z powodów czysto praktycznych - wcześniej nie miałam takiego udziwnionego gadżetu, ale podoba mi się taki "inny".
      Jeśli zrobię coś wartego pokazania, z pewnością wrzucę zdjęcia na bloga.
      Pozdrawiam serdecznie! :*

      Usuń
  7. U mnie choinka musi być:)
    Też kupiłam te drożdże i wcinam po 6tabletek dziennie, zobaczymy co z tego wyjdzie;)
    To coś koło nosa to może być liszajec zakaźny, wywołany przez gronkowca z tego co pamiętam z dermatologii, często mylony z opryszczką, warto zrobić wymaz u lekarza i zastosować antybiotyk.
    Travelo fajna sprawa;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy na 100% nie jest to opryszczka, co do tego nie mam wątpliwości. Tak czy inaczej będę musiała poszperać wokół tego, bo nie ukrywam, że jest to dla mnie dość uciążliwe.
      A drożdże... Sama traktuję je bardziej jak Placebo - dają mi poczucie tego, że coś robię z włosami, ale z efektami w moim przypadku bywa różnie ;)

      Usuń
  8. Jaki pendrive! Chcę! Pojadę, może jeszcze będą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukaj męskiej kolekcji. Możesz też sprawdzic ich sklep internetowy.

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.