niedziela, 5 stycznia 2014

Recenzja: Catrice Liquid Lip-Tint

Hej Misiaki!

     Jak zapewne zauważyliście, ostatnio piszę więcej na temat produktów do ust. Sama jestem tym lekko zaskoczona, bo dotąd w starciu oczy-usta zawsze wygrywały u mnie oczy. Jednak faktem jest, że od pewnego czasu proporcje w moich kosmetycznych zbiorach ulegają sporej zmianie, jest ich także mniej niż kiedyś.

     Baczni obserwatorzy społeczności blogerów kosmetycznych zapewne widzą jak przez blogi przetaczają się kolejne fascynacje - czy to rodzajem produktu, czy wręcz konkretnym przedstawicielem gatunku. I tak jak obecnie na fali popularności znajdują się jumbo-kredki do ust, tak przed kilkoma miesiącami mogliśmy zaobserwować szturm rozmaitych "tintów". Były one wszędzie! Sama miałam okazję wypróbować kilka różnych (Maybelline, Bell i Catrice).

     Z tintami było trochę jak z kremami BB. Wypuszczała je co druga firma, jednak mało który z nich zasługiwał na to miano. Wspomniane wyżej produkty z Maybelline i Bell okazały się najzwyklejszymi w świecie płynnymi pomadkami. Niczym nie zachwycały, nie oferowały niczego odkrywczego, czy nowatorskiego, miały kilka odcieni na krzyż, w dodatku średnio-twarzowych. Nie polubiłam żadnego z nich.




     Inaczej sprawy się miały z produktem Catrice - to bodaj pierwszy lip-tint, który okazał się tym, za co się podawał. I polubiłam go, mimo że ma kilka wad, z powodu których wiele osób kręci na nie nosem.

     Z tego co wiem, dostępne są trzy kolory - wszystkie z gatunku intensywnych. Zdecydowałam się na odcień 030 Are You Red-y?, czyli ciemną, chłodną czerwień złamaną wiśniowymi tonami.

Dostępność: 
Drogerie Natura.

Cena:
Zapłaciłam 16,99zł

Pojemność: 
5ml/0,16fl. oz

Trwałość:
24 miesiące od otwarcia




Opakowanie:
      Bardzo mi się podoba! W zasadzie jest banalne w swej prostocie, jednak jest niesamowicie wytrzymałe i trwałe. Napisy nie starły się, mimo że produkt ten posiadam już od ładnych kilku miesięcy. Plastik jest świetnej jakości - nie ma mowy o rysach czy pękaniu. Wygląda po prostu solidnie i schludnie.
     Aplikator typowy dla większości błyszczyków - "kopytko". Dobrze się sprawdza w połączeniu z taką a nie inną konsystencją kosmetyku.




Konsystencja:
Pierwszy punkt zapalny dla wielu użytkowników. Spotkałam się z paroma opiniami, że lip-tint Catrice jest zbyt płynny, że wycieka poza usta, że nie da się nim pracować. BZDURA! Nie chcę wyjść na nadętego bufona, ale moim zdaniem wszelkie podobne opinie biorą się z niewiedzy i braku wprawy w obsługiwaniu się tego typu kosmetykami. Znakomita większość tintów ma płynną, lub półpłynną, rzadką konsystencję, która nie ma na celu budowania na skórze "kremowej kołderki", tylko nadanie jej koloru. Z resztą nawet na opakowaniu jest napisane jak byk "błyszczyk do ust w płynie", więc nie wiem czego spodziewały się niezadowolone z płynnej konsystencji osoby.

W przypadku Catrice, konsystencja jest rzadka, płynno-żelowa i jak dla mnie jest idealna.





Zapach:
Kolejny powód mieszanych opinii - zapach jest bardzo słodki i bardzo owocowy, co wielu osobom przeszkadza. Ciekawostka: w smaku jest identyczna, przez co trudno jest powstrzymać się przed oblizywaniem ust ;) Jest smacznie.




Aplikacja i działanie:
     Trzeci punkt sporny. Czytałam u kogoś, że "aplikacja boli". Sama niczego podobnego nie zaobserwowałam, chociaż muszę wspomnieć o tym, że bywały momenty, gdy czułam pewien dyskomfort i nieprzyjemne mrowienie nakładając produkt na dolną wargę. Nie było to może miłe, jednak nie nazwałabym tego uczucia bólem.
     Pewne osoby narzekały również na słabą pigmentację i konieczność dokładania kolejnych warstw w celu zbudowania koloru. Znów muszę ich odesłać do opisu z opakowania: "nakładaj wielokrotnie do uzyskania pożądanego koloru". Tym razem będę intencjonalnie wredna: jeśli komuś nie chce się wysilić na tyle by przeczytać dwa zdania przed zakupem kosmetyku, niech potem nie narzeka, tylko cierpi za własną głupotę.

     Muszę natomiast wspomnieć w kontekście dokładania warstw o tym, że dobrze jest działać szybko i lepiej jest nie nakładać zbyt wielu warstw. Produkt ten ma tendencję do smużenia, co z resztą będziecie mogli zobaczyć na załączonych zdjęciach. Ciężko jest rozprowadzić go zupełnie równą warstwą - im więcej warstw dołożymy, tym trudniej zapanować nad smużeniem, dlatego osobiście zazwyczaj nakładam dwie-trzy bardzo cienkie warstwy, jedną po drugiej, a na wierzch dodaję np pomadkę ochronną, aby wyrównać smugi i odżywić usta, bo tint sam w sobie nie ma żadnych właściwości nawilżających, czy odżywczych. Ma na celu jedynie nadanie ustom czy policzkom koloru.

Poniżej możecie zobaczyć jak wyglądają usta podczas aplikacji warstwa po warstwie:




     Nie jest to również produkt o wybitnej trwałości. Pigment nie "wgryza się" w skórę, choć w pewnym stopniu ją barwi - zwłaszcza na policzkach. W przypadku ust może się zdarzyć tak, że pomalujecie się, po czym kilka chwil później "zjecie" kolor w całości ;). Miałam tak nie raz.

Czy kupię ponownie:
Być może, choć akurat w przypadku produktów do ust rzadko wracam do jakiegoś kosmetyku po jego zużyciu. Wyjątkiem są produkty, które naprawdę czymś mnie zachwycą, ale to zdarza się niezmiernie rzadko.
Czy polecam? I tak i nie. Polecam tylko tym osobom, które mają jako-takie pojęcie o posługiwaniu się tintami. Brak umiejętności zabije bowiem całą przyjemność użytkowania.


A jak jest w Waszym przypadku? Lubicie taką formułę produktów do ust, czy może wolicie co innego?

Pozdrawiam,
Katalina :*

 

37 komentarzy:

  1. Macałam go kiedyś ale średnio mi się spodobał,ale za to ma go moja siostra i sobie chwali.Ja osobiście wolę tint z Bell:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam Bell, ale wywaliłam po jakimś czasie. Nie spodobał mi się niestety.

      Usuń
  2. Nie przepadam za tintami, ale zgodzę się z Tobą, że właśnie ta płynna konsystencja jest jedna z głównych cech tintów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wolę balsamy koloryzujące i nawilżające pomadki, ale od czasu do czasu lubię wypróbować coś innego, stąd ten epizod z tintami ;)

      Usuń
  3. Bardzo ładnie się prezentuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest OK. Może nie wybitny, ale daje radę.

      Usuń
  4. Niechętnie sięgam po ten tint ze względu na tendencję do smużenia. Gdy mogę zaszaleć z makijażem, wówczas pracuję nad pożądanym kolorem, dokładając kolejne warstwy. Na co dzień używam satynowych pomadek, ponieważ ich aplikacja przebiega szybko i sprawnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zazwyczaj nakładam najpierw tint, a potem pomadkę ochronną albo błyszczyk. Najczęściej jednak sięgam po jumbo-kredki ;)

      Usuń
  5. ja nie lubię tintów. nie lubię tego wgryzania się w usta. takie produkty zwykle usta wysuszają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten akurat nie wgryza się aż tak bardzo. Właściwie prawie wcale się nie wgryza ;) A że wysuszają to normalne - każdy produkt o przedłużonej trwałości to robi, a tint jako taki nie ma skóry odżywiać, tylko barwić. Stąd tez najczęściej nakładam na nie czy to pomadkę czy jakis błyszczyk.

      Usuń
    2. a ja ich po prostu unikam wolę kremowe konsystencje i nie przeszkadza mi konieczność częstszych poprawek :)

      Usuń
    3. Też skłaniam się ku kremowym konsystencjom, choć wolałabym nie musieć ich co rusz ponownie nakładać ;)

      Usuń
  6. ojej jak jakieś farby plakatowe. kolor piękny a kształt ust wspaniały! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. z wgryzaniem koloru w usta skojarzyły mi się od razu pomadki z max factora colour elixir lipstick ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jakieś o przedłużonej trwałości - one zazwyczaj tak właśnie robią. A w sumie to ciekawe, bo pomadek z MaxFactor nie używałam od kilku lat, więc nawet nie wiem co tam u nich słychać ;)

      Usuń
  8. Nie przepadam za tintami jakoś szczególnie. Efekt mnie nie zadowala, wolę zwykłe błyszczyki lub pomadki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. mam do tintów stosunek bardzo obojętny :)
    jestem na etapie zachwytu czerwonym pomadkami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja je lubię, choć u mnie to przychodzi i odchodzi. Póki co wolę bardziej treściwe formuły, ale jak zrobi się cieplej pewnie wrócę do tintów.. Z kolei czerwieni na ustach niemal nie noszę.

      Usuń
  10. Jak Ty [ięknie podkreślasz usta, szcególnie górna warga:) Sexy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że bardzo rzadko to robię... Chyba będę musiała zmienić przyzwyczajenia ;)

      Usuń
  11. kolor niewątpliwie piękny! jak i Twoje usta *.*

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie nie przekonuję. Ja jestem od lat wierna pomadką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba pomadkOM? :P Wybacz, ale takie zonki językowe bardzo rzucają mi się w oczy ;)
      A co do preferencji pomadkowych, spoko, rozumiem.

      Usuń
  13. Kolor bardzo mi się podoba, niestety sama formuła tintów jest dla mnie mało przyjemna, dlatego ich unikam, ale to tak jak mówisz, wystarczy przeczytać przed użyciem, po to zresztą te opisy są umieszczane, a nie kupować jak leci, a potem narzekać. Wolę błyszczyki i pomadki, masełka i różne odżywcze smarowidełka do ust;)
    Mając takie usteczka Katalinko, zdecydowanie więcej powinnaś pokazywać " naustnych " kosmetyków - aż miło się ogląda :*
    P.S. Oczy Twoje też uwielbiam, żeby nie było ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mając do wyboru formuły bardziej nawilżające i lip-tinty, zdecydowanie wybieram nawilżające :) Tint traktuję jako ciekawą alternatywę raz na jakiś czas.
      Smarowidła do ust rzadko dotąd się u mnie pojawiały, bo i nie kupowałam ich zbyt wielu. Może to się zmieni, zobaczymy :)
      Dziękuję i pozdrawiam :*

      Usuń
  14. Mnie strasznie przesuszał usta :( Wolę tinty z Bell :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już wyżej pisałam, one dają kolor, nie nawilżenie - takie mają działanie, to w ich przypadku normalne. Produkt Bell jest tintem tylko z nazwy, to po prostu błyszczyk o zwiększonej pigmentacji, stąd i jego działanie na ustach będzie inne. Najważniejsze, ze znalazłaś coś, co Ci odpowiada.

      Usuń
  15. osobiście nie trafiłam jeszcze na żaden lip tint który by spełnił moje wymagania :P
    np bell to zwykły błyszczyk dla mnie.
    Z nimi jak z kremami BB - dobrze określone..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magia marketingu - wystarczy nadać odpowiednią nazwę i nią samą robimy popyt na produkt ;)

      Usuń
  16. Efekt tego tintu jakoś niespecjalnie mi przypadł do gustu, chyba wolę jednak tradycyjne pomadki lub błyszczyki :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mnie przede wszystkim odstrasza fakt, że takie produkty lubią wysuszać usta. Natomiast cenię je za to, że kolor się wgryza i nie trzeba ponawiać aplikacji. Skoro mówisz, że tutaj "wgryzanie" nie występuje, to nie sięgnę po ten produkt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wgryzanie się występuje, po prostu w mniejszym stopniu niż w analogicznych produktach. Kolor nie znika bez śladu, ale można go "zjeść" jak by się ktoś postarał.

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.