niedziela, 23 lutego 2014

Tołpa vs BeBeauty. Co ma micel do micela.

Hej Misiaki!

     To nie tajemnica, że jestem wielką fanką płynów micelarnych. Odkąd zaczęłam ich używać, odstawiłam zupełnie wszystkie mleczka, żele i tym podobne kosmetyki do demakijażu. Samych miceli, tanich i drogich, przetestowałam już całkiem sporo i zapewne nie poprzestanę na tym.

     Jeśli używacie płynów micelarnych, z pewnością nieobca jest Wam marka BeBeauty dostępna w Biedronce. Kosmetyki te są tanie i dobre - i to nie "dobre jak na tak niską cenę", a po prostu dobre. Kolejną ciekawostką są powracające przypuszczenia, jakoby kosmetyki BeBeauty były produkowane przez Tołpę. Postanowiłam zatem zaopatrzyć się zarówno w micel Tołpy, jak i w kultowy już płyn BeBeauty i porównać je do siebie.

TOŁPA: DERMO FACE PHYSIO




Dostępność: 
Produkt ogólnodostępny, m.in. w drogeriach Rossmann, czy Hebe.

Cena: 
Zapłaciłam za niego 8,99zł w promocji, jednak cena regularna wynosi 27,99zł

Pojemność:
200ml

Trwałość:
12 miesięcy.




Opakowanie:
Bardzo prosta butelka bez zbędnych ozdobników, jednak zawierająca sporo treści, za co plus. Dodatkowy plus za otwarcie na wcisk - uwielbiam takie rozwiązania!

Konsystencja:
Wodnista.

Zapach:
Delikatny, bardzo przyjemny.




Skład:


Aqua - woda, rozpuszczalnik.

Poloxamer 184 - Substancja myjąca - usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów. Emulgator, powstaje przez połączenie fazy wodnej z fazą olejową. Poprawia konsystencję powodując wzrost lepkości w preparatach myjących, zawierających anionowe substancje powierzchniowo czynne, dzięki tworzeniu tzw. mieszanych miceli. Substancja przebadana pod względem dermatologicznym, bardzo łagodna dla skóry i błon śluzowych.

Polysorbate 20 - glikol, emulgator, stabilizator emulsji. Powodują reakcje alergiczne i świąd skóry. Te związki chemiczne są uznane jako substancje rakotwórcze, uszkadzają również strukturę genetyczną komórek. PEG/PPG-i wnikają wgłąb skory i czynią ją bardziej "przepuszczalną" dla innych substancji czyli również wrażliwszą na zanieczyszczenia w powietrzu i drażniące substancje w kosmetykach. Polisorbate 80 i 60 stymuluje rozwój nowotworów.

Disodium Cocoamphoacetate - Bardzo łagodna dla skóry substancja myjąca. Usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów. Wygładza włosy, nadaje połysk. Dodatek amfoterycznych substancji powierzchniowo czynnych w kosmetykach myjących powoduje łagodzenie ewentualnego działania drażniącego wywołanego przez anionowe substancje powierzchniowo czynne jak np. Sodium Laureth Sulfate. Substancja pianotwórcza i stabilizująca pianę w kosmetykach myjących. Stosowana z anionowymi substancjami powierzchniowo czynnymi powoduje wzrost ilości i stabilności tworzącej się piany.

Propylene Glycol (Glikol propylenowy), PG Xylene Glycol - Stosowane w wielu kosmetykach jako rozpuszczalnik.
Działają rakotwórczo. Silnie toksyczny w razie spożycia (uszkadza wątrobę, układ nerwowy i nerki). Resorbują się ze skóry do krwi i limfy. Uszkadzają nabłonki, tkankę łączną i mięśniową. Zastosowane na skórę wysuszają naskórek, ale równocześnie podrażniają gruczoły łojowe i apokrynowe wywołując stan zapalny i wysięki wokół gruczołów. Uszkadzają powłoczki włosów. Wywołują podrażnienie naskórka i skóry właściwej, świąd i kontaktowe (alergiczne) zapalenie skóry. Łój i złuszczone keratynocyty z glikolami tworzą substancję zatykająca ujścia gruczołów.
W pachwinach i wokół narządów płciowych powodują wypryski drobnopęcherzykowe przechodzące potem w strupki i rozpadliny. Kosmetyki zawierające glikol propylenowy w razie dostania się do oczu powodują zapalenie gałki ocznej i spojówek, co objawia się łzawieniem, pieczeniem, świądem i opuchnięciem powiek. Uszkadzają strukturę lipidowo-proteinową błon komórkowych. Wdychane podczas używania aerozoli z kosmetykami uszkadzają nabłonki układu oddechowego i powodują kaszel oraz nieżyt. Uszkadzają komórki krwi i szpik kostny. W neuronach i w mięśniach zaburzają procesy przewodzenia podniet i proces skurczu. Nie stosować w czasie laktacji i ciąży.

Peat Extract – ekstrakt z torfu. Działa przeciwzapalnie, ściągająco, drażniąco, bakteriostatycznie, bakteriobójczo i przeciwwirusowo. 

Sodium Hyaluronatekwas hialuronowy. Roślinny kwas hialuronowy jest bezpieczniejszy dla organizmu niż zwierzęcy.  Nie wywoła uczulenia, jest biozgodny z naszym organizmem, czyli wykazuje brak toksyczności, brak wpływu na układ immunologiczny. Bardzo silny humektant, ma możliwość związania do 250 razy więcej wody niż sam waży. Kwas hialuronowy wbrew swej nazwie nie jest kwasem, tylko polisacharydem. Istnieją dwie jego odmiany, wielko- i małocząsteczkowa. Ta pierwsza tworzy film na powierzchni skóry i nie przenika w głąb. Małocząsteczkowy kwas hialuronowy ma zdolność przenikania, stąd może być nośnikiem dla niektórych antyoksydantów rozpuszczalnych w wodzie.

Sodium Chloride - chlorek sodu, w kosmetykach odpowiada za lepkość produktu.

Disodium EDTA -  stabilizator pochodzenia syntetycznego. Działa również jako środek konserwujący. Często jest on zanieczyszczony, co działa drażniąco na skórę i błony śluzowe. Szczególnie groźny jest w formie rozproszonej w powietrzu. Sole kwasu EDTA rozpylone w naszym otoczeniu, mogą powodować nieżyt spojówek, kaszel oraz duszności. Dlatego też, warto unikać EDTA zawartych w kosmetykach w aerozolu. Kosmetyków z EDTA nie należy stosować zwłaszcza wtedy, gdy przyjmujemy leki zawierające cynk, żelazo, miedź, glin, ołów i bizmut. Wynika to przede wszystkim z faktu, iż EDTA ma działanie wiążące metale ciężkie. Odradza się również stosowanie kosmetyków z EDTA w przypadku zażywania antybiotyków. Lepiej także unikać EDTA w czasie ciąży i laktacji.

Sodium Citrate - cytrynian sodu, regulator pH, zwiększa trwałość kosmetyku, wykazuje działanie nawilżające. 

Sodium Hydroxide - wodorotlenek sodu, nadaje odpowiednie pH, konserwuje.   

Citric Acid – kwas cytrynowy, wspomaga działanie ochronne antyoksydantów, używany jako zmiękczacz, środek konserwujący, przeciwutleniacz.

Parfum – substancja zapachowa.

Methylparaben - najlepiej przebadany konserwant, najbezpieczniejszy. Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np.nabierając krem palcem). W produkcie może go być maksymalnie 0,4 %. Stosowany w kosmetyce, żywności i lekach. Składnik zaburzający gospodarkę hormonalną.

Propylparaben - konserwant. Pochodzenie chemiczne. Działa przeciwbakteryjnie. Składnik zaburzający gospodarkę hormonalną.

Methylisothiazolinone - Substancja rozpuszczalna w wodzie, stabilna chemicznie. Rozpadowi ulega w temperaturze powyżej 155 ºC. Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni kosmetyk przed wtórnym zakażeniem bakteryjnym – mikroorganizmami, które mogą być wprowadzane do produktu poprzez kontakt produktu ze skórą (np. w czasie nabierania kremu palcem) lub otoczeniem. Składnik znajduje się w wykazie substancji konserwujących dozwolonych w produktach kosmetycznych z ograniczeniami (załącznik V do Rozporządzenia Parlamentu i Rady (WE) nr 1223/2009 dotyczącego produktów kosmetycznych). Jego dopuszczalne maksymalne stężenie w preparacie gotowym do użycia wynosi 0,01% (100 ppm). Maksymalne stężenie mieszaniny w produkcie gotowym wynosi 0,0015% (15 ppm). W opinii Komitetu Naukowego ds. Produktów Konsumenckich z 2004 roku substancja została uznana za bezpieczną dla zdrowia ludzi. Nie wykazuje żadnego działania genotoksycznego, a badania przeprowadzone z jej udziałem wykazały, że tylko w niewielkim stopniu penetruje przez barierę naskórkową. Doniesienia środowisk medycznych odnośnie wzrostu reakcji alergicznych na ten konserwant spowodowały, że Komitet Naukowy ds. Produktów Konsumenckich ponownie poddał konserwant ocenie. Na jej podstawie Cosmetics Europe, the Personal Care Association (europejskie stowarzyszenie przemysłu kosmetycznego) rekomenduje, aby producenci stopniowo wycofywali MIT z kosmetyków niespłukiwanych.


 


BEBEAUTY: FACE EXPERT!V




Dostępność: 
Sieć sklepów Biedronka.

Cena: 
4,39zł

Pojemność: 
200ml

Trwałość:
12miesięcy

Opakowanie:
Szersze u podstawy, zwęża się ku górze. Może się podobać, choć osobiście wolę klasyczną butelkę Tołpy. Również w tym przypadku mamy zamknięcie na wcisk.

Konsystencja:
Wodnista.

Zapach:
Delikatny, kosmetyczny.




Skład:


Aqua - woda, rozpuszczalnik.

Poloxamer 184 - Substancja myjąca - usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów. Emulgator, powstaje przez połączenie fazy wodnej z fazą olejową. Poprawia konsystencję powodując wzrost lepkości w preparatach myjących, zawierających anionowe substancje powierzchniowo czynne, dzięki tworzeniu tzw. mieszanych miceli. Substancja przebadana pod względem dermatologicznym, bardzo łagodna dla skóry i błon śluzowych.

Disodium Cocoamphoacetate - Bardzo łagodna dla skóry substancja myjąca. Usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów. Wygładza włosy, nadaje połysk. Dodatek amfoterycznych substancji powierzchniowo czynnych w kosmetykach myjących powoduje łagodzenie ewentualnego działania drażniącego wywołanego przez anionowe substancje powierzchniowo czynne jak np. Sodium Laureth Sulfate. Substancja pianotwórcza i stabilizująca pianę w kosmetykach myjących. Stosowana z anionowymi substancjami powierzchniowo czynnymi powoduje wzrost ilości i stabilności tworzącej się piany.

Propylene Glycol (Glikol propylenowy), PG Xylene Glycol - Stosowane w wielu kosmetykach jako rozpuszczalnik. Działają rakotwórczo. Silnie toksyczny w razie spożycia (uszkadza wątrobę, układ nerwowy i nerki). Resorbują się ze skóry do krwi i limfy. Uszkadzają nabłonki, tkankę łączną i mięśniową. Zastosowane na skórę wysuszają naskórek, ale równocześnie podrażniają gruczoły łojowe i apokrynowe wywołując stan zapalny i wysięki wokół gruczołów. Uszkadzają powłoczki włosów. Wywołują podrażnienie naskórka i skóry właściwej, świąd i kontaktowe (alergiczne) zapalenie skóry. Łój i złuszczone keratynocyty z glikolami tworzą substancję zatykająca ujścia gruczołów.
W pachwinach i wokół narządów płciowych powodują wypryski drobnopęcherzykowe przechodzące potem w strupki i rozpadliny. Kosmetyki zawierające glikol propylenowy w razie dostania się do oczu powodują zapalenie gałki ocznej i spojówek, co objawia się łzawieniem, pieczeniem, świądem i opuchnięciem powiek. Uszkadzają strukturę lipidowo-proteinową błon komórkowych. Wdychane podczas używania aerozoli z kosmetykami uszkadzają nabłonki układu oddechowego i powodują kaszel oraz nieżyt. Uszkadzają komórki krwi i szpik kostny. W neuronach i w mięśniach zaburzają procesy przewodzenia podniet i proces skurczu. Nie stosować w czasie laktacji i ciąży.

Polysorbate 20 - glikol, emulgator, stabilizator emulsji. Powodują reakcje alergiczne i świąd skóry. Te związki chemiczne są uznane jako substancje rakotwórcze, uszkadzają również strukturę genetyczną komórek. PEG/PPG-i wnikają wgłąb skory i czynią ją bardziej "przepuszczalną" dla innych substancji czyli również wrażliwszą na zanieczyszczenia w powietrzu i drażniące substancje w kosmetykach. Polisorbate 80 i 60 stymuluje rozwój nowotworów.

Panthenol - Nawilża, działa przeciwzapalnie, jest naturalnym prekursorem witaminy B5 (kwasu pantotenowego), substancji bardzo szeroko rozpowszechnionej w przyrodzie, obecnej w każdej żywej tkance. Pantenol może występować w postaci dwóch odmian (izomerów) określanych literami D- i L-. Tylko jedna z nich (D-pantenol) wykazuje aktywność biologiczną, izomer L- jest nieczynny i nie ulega przekształceniu w witaminę B5. Ma silne własności higroskopijne. Pantenol należy do silnie działających stymulatorów wzrostu i odnowy komórek, zarówno naskórka jak i skóry właściwej. Wykazuje silne działanie gojące przy różnych rodzajach uszkodzeń skóry i błon śluzowych, łagodzi podrażnienia i nieprzyjemne objawy wywołane czynnikami alergogennymi.

Peat Extract – ekstrakt z torfu. Działa przeciwzapalnie, ściągająco, drażniąco, bakteriostatycznie, bakteriobójczo i przeciwwirusowo. 

Malva Sylvestris Flower Extract - ekstrakt otrzymywany z kwiatów dziko rosnącej malwy (Malva sylvestris). Zawiera substancje odżywcze i nawilżające: proteiny, flawonoidy, taniny, witaminy A, B1, C.

Sodium Chloride - chlorek sodu, w kosmetykach odpowiada za lepkość produktu.

Disodium EDTA -  stabilizator pochodzenia syntetycznego. Działa również jako środek konserwujący. Często jest on zanieczyszczony, co działa drażniąco na skórę i błony śluzowe. Szczególnie groźny jest w formie rozproszonej w powietrzu. Sole kwasu EDTA rozpylone w naszym otoczeniu, mogą powodować nieżyt spojówek, kaszel oraz duszności. Dlatego też, warto unikać EDTA zawartych w kosmetykach w aerozolu. Kosmetyków z EDTA nie należy stosować zwłaszcza wtedy, gdy przyjmujemy leki zawierające cynk, żelazo, miedź, glin, ołów i bizmut. Wynika to przede wszystkim z faktu, iż EDTA ma działanie wiążące metale ciężkie. Odradza się również stosowanie kosmetyków z EDTA w przypadku zażywania antybiotyków. Lepiej także unikać EDTA w czasie ciąży i laktacji.

Sodium Citrate - cytrynian sodu, regulator pH, zwiększa trwałość kosmetyku, wykazuje działanie nawilżające. 

Citric Acid – kwas cytrynowy, wspomaga działanie ochronne antyoksydantów, używany jako zmiękczacz, środek konserwujący, przeciwutleniacz.

Parfum – substancja zapachowa.

Methylparaben - najlepiej przebadany konserwant, najbezpieczniejszy. Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np.nabierając krem palcem). W produkcie może go być maksymalnie 0,4 %. Stosowany w kosmetyce, żywności i lekach. Składnik zaburzający gospodarkę hormonalną.

Propylparaben - konserwant. Pochodzenie chemiczne. Działa przeciwbakteryjnie. Składnik zaburzający gospodarkę hormonalną.

Methylisothiazolinone - Substancja rozpuszczalna w wodzie, stabilna chemicznie. Rozpadowi ulega w temperaturze powyżej 155 ºC. Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni kosmetyk przed wtórnym zakażeniem bakteryjnym – mikroorganizmami, które mogą być wprowadzane do produktu poprzez kontakt produktu ze skórą (np. w czasie nabierania kremu palcem) lub otoczeniem. Składnik znajduje się w wykazie substancji konserwujących dozwolonych w produktach kosmetycznych z ograniczeniami (załącznik V do Rozporządzenia Parlamentu i Rady (WE) nr 1223/2009 dotyczącego produktów kosmetycznych). Jego dopuszczalne maksymalne stężenie w preparacie gotowym do użycia wynosi 0,01% (100 ppm). Maksymalne stężenie mieszaniny w produkcie gotowym wynosi 0,0015% (15 ppm). W opinii Komitetu Naukowego ds. Produktów Konsumenckich z 2004 roku substancja została uznana za bezpieczną dla zdrowia ludzi. Nie wykazuje żadnego działania genotoksycznego, a badania przeprowadzone z jej udziałem wykazały, że tylko w niewielkim stopniu penetruje przez barierę naskórkową. Doniesienia środowisk medycznych odnośnie wzrostu reakcji alergicznych na ten konserwant spowodowały, że Komitet Naukowy ds. Produktów Konsumenckich ponownie poddał konserwant ocenie. Na jej podstawie Cosmetics Europe, the Personal Care Association (europejskie stowarzyszenie przemysłu kosmetycznego) rekomenduje, aby producenci stopniowo wycofywali MIT z kosmetyków niespłukiwanych.





CZAS PORÓWNAĆ ICH DZIAŁANIE


     Czy oba przedstawione powyżej micele są identyczne? Prawie. Pomijając coś tak oczywistego jak opakowanie, różnią się kilkoma detalami. Choćby zapachem, który w przypadku Tołpy podoba mi się bardziej. Także skład jest odrobinę inny: w Tołpie znajdziemy kwas hialuronowy, którego brak w BeBeauty, za to BeBeauty zawiera pantenol i ekstrakt z kwiatów malwy, którego brak w micelu Tołpy. Reszta składu jest taka sama w obu produktach, choć nieznacznie różni się proporcjami.

     Oba produkty równie dobrze radzą sobie ze zmywaniem makijażu. Żaden z nich nie podrażnia skóry ani oczu. Przyjemnie odświeżają cerę, nie wysuszając jej. W zasadzie można by stosować je zamiennie.

     Nie wiem na ile prawdziwe są informacje o wycofaniu ze sprzedaży micela BeBeauty, jednak dobrze wiedzieć, ze w razie czego jest go czym zastąpić. Cena może i mniej przyjazna, ale zawsze to jakaś opcja.

     Obu płynów używało mi się całkiem przyjemnie. Fajerwerków nie wywołały, ale dobrze wywiązały się ze swoich "obowiązków". Całkiem możliwe że kiedyś wrócę do któregoś z nich.


Pozdrawiam ciepło,
Katalina


czwartek, 20 lutego 2014

Recenzja: Lasting Perfection Ultimate Wear Concealer

Hej Misiaki!


     Większość z nas ma swoje ulubione produkty do makijażu. Produkty, których jesteśmy pewne, bo wiemy, że nie zawiodą pokładanych w nich nadziei. I taka mnie nachodzi refleksja na wstępie tego wpisu, że cieszę się niezmiernie, że mamy coś takiego jak Allegro ;)

     Bez zbędnych wstępów i filozoficznych wynurzeń: korektor jest dla mnie ważny i bardzo ułatwia mi życie. Zazwyczaj mam dwa osobne korektory - jeden do tuszowania wszelkiego zła, któremu zdarzy się wypełznąć na powierzchnię mojej skóry, zaś drugi do odświeżania okolicy oczu. Zwłaszcza ten drugi jest dla mnie ważny, jako że z zasady bardzo mało śpię, bardzo długo siedzę przed komputerem i mam częste problemy z sinawymi podkówkami zdradzającymi permanentne zmęczenie.




     Sięgając po korektor pod oczy oczekuję, że ów będzie lekki, ale wystarczająco kryjący, tak by nie osadzając się w zmarszczkach mimicznych, czy załamaniach skóry, ukrywał to co powinno zostać ukryte.

     Kilka miesięcy temu, dzięki kochanej Kindze weszłam w posiadanie produktu, który uczynił poranne tuszowanie podkrążonych oczu dziecinną igraszką. Mowa o Lasting Perfection Ultimate Wear Concealer od Collection 2000.

Dostępność: 
Wydaje mi się - poprawcie mnie jeśli się mylę - że Collection 2000 to marka dostępna głównie w Wielkiej Brytanii?... Stąd właśnie moja wyrażona we wstępie radość z istnienia serwisu Allegro, ponieważ z tego co mi wiadomo, w Polsce ciężko jest upolować produkty tej firmy.

Cena:
Średnio 30zł - cena różni się w zależności od koloru.
 
Trwałość:
12 miesięcy od otwarcia. Producent obiecuje 16h krycie.




Opakowanie:
Bardzo prosta, wręcz ascetyczna tuba. Nie wyróżnia się niczym szczególnym. Napisy ścierają się z niej piorunem wręcz od samego leżenia w szufladce. Aplikator - kopytko. 

Konsystencja:
Lekka, kremowa.

Zapach:
Dość delikatny, neutralny.




Aplikacja i działanie:
     Zazwyczaj nakładam aplikatorem 3-4 kropeczki  pod oczami, po czym wklepuję je palcem aż do wchłonięcia. Produkt dostępny jest w czterech odcieniach, przy czym ja posiadam #2 Light. Kolor ten jest neutralny, z lekkim przechyłem w stronę chłodnych pigmentów, co akurat w przypadku korektora pod oczy jest jak dla mnie plusem, bo będzie działał odświeżająco. 

     Korektor jest lekki, ale dość kryjący, w dodatku efekt można stopniować. Jest też trwały. Nie wytrzymuje oczywiście obiecanych 16h, ale spokojnie daje radę przez większą część dnia. Nie zauważyłam by zbierał się w załamaniach skóry, choć to w dużym stopniu kwestia indywidualna. Mówiąc żargonem mojej branży - "u mnie działa" ;) 

     Zazwyczaj nakładam go możliwie mało, bo dzięki temu otrzymuję bardziej naturalny efekt. Nie zależy mi na kompletnym wymazaniu faktury i koloru skóry, a jedynie na zniwelowaniu podkówek i korektor ten sprawdza się tutaj bez zarzutu.

Czy kupię ponownie:
Zdecydowanie tak, ponieważ jest to jeden z lepszych, o ile nie najlepszy produkt tego typu, z jakim miałam do czynienia. Spełnia moje oczekiwania, wywiązuje się z obietnic jakie składa. Czego chcieć więcej? 


Pozdrawiam ciepło,
Kat :*



niedziela, 16 lutego 2014

Mój numer 1!

Hej Misiaki!


     Pisałam Wam o rozmaitych mazidłach do ust, które pojawiły się u mnie na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy. Niektóre lubiłam bardziej, inne mniej, jednak dzisiaj chcę się z Wami podzielić swoim absolutnym ulubieńcem. Produktem, po który sięgnęłam przy okazji jednej z promocji i który od pierwszego użycia zdeklasował wszystkie inne.




     Mowa o Soft Sensation Lipcolor Butter marki Astor. Zdecydowałam się na zakup dwóch kolorów: 002 Loved Up i 008 Hug Me, ale to właśnie Hug Me zdobył u mnie palmę pierwszeństwa.




Dostępność:
Produkt ogólnodostępny. Można go dostać w Rossmannie, Naturze, Hebe i innych drogeriach, jak i w sklepach internetowych.

Cena: 
Zaczynają się już od 19,90zł, jednak stacjonarnie pomadka kosztuje średnio 25zł.

Trwałość:
30 miesięcy od otwarcia.




Opakowanie:
Jest to kolejny produkt sprzedawany w formie dużej, wysuwanej kredki, którą tak bardzo polubiłam. Jest szalenie wygodna, estetyczna (do momentu aż nie zetrą się napisy ㋡ ) i niezwykle praktyczna.

Konsystencja:
Produkt oficjalnie zwie się masłem do ust i ma w sobie łączyć kolor szminki, nawilżanie balsamu do ust oraz połysk. Konsystencja oddaje to połączenie bardzo trafnie, bo istotnie mamy tu i kolor i maślaną formułę zamknięte w sztyfcie, który sunie miękko po ustach.

Zapach:
Słodkawy, jakby waniliowy, ale i nieco kosmetyczny. Przyjemny.




Aplikacja i działanie:
Masełko spełnia swoje obietnice, to znaczy koloruje, odżywia i nadaje połysk ustom. Tak się składa, że moje usta w okresie zimowym często ulegają przesuszeniu i pierzchną, co z kolei powoduje, że większość klasycznych szminek wygląda na nich źle. Po Hug Me sięgnęłam bez większych oczekiwań, ot dlatego, że spodobał mi się kolor, jednak jak tylko ją nałożyłam, moje oczy zrobiły się okrągłe ze zdziwienia. Owszem, kolor świetny, wręcz idealny (takie właśnie uwielbiam). Owszem, bardzo przyjemny zapach, co w kosmetykach zawsze doceniam. Jednak tym, co ostatecznie przesądziło było uczucie na ustach - kredka nałożona na spierzchnięte wargi nie tylko nie podkreśliła skórek, ale wręcz je ukryła! W dodatku zniwelowała suchość, zmiękczyła i ukoiła.
Jestem usatysfakcjonowana w 100%!




Skład:
Brak go na opakowaniu, ale zainteresowanych odsyłam TUTAJ.

Czy kupię ponownie:
TAK! Już kupiłam jedną na zapas ㋡
Jak wspomniałam na początku, mam też kolor Loved Up, który jest jaśniejszy i wpada w beż, jednak Hug Me to mój numer 1 i o ile nie zostanie wycofana ze sprzedaży, zagości na stałe w mojej kosmetyczce.


niedziela, 9 lutego 2014

Aromaterapia

Hej Misiaki!

     Pisałam Wam o moim niedawnym planie oswajania zimy. Jako osoba pałająca szczerą i głęboką niechęcią do tej pory roku postanowiłam uczynić ją bardziej dla mnie zjadliwą poprzez mniejsze i większe przyjemności. A ponieważ ów pomysł okazał się trafiony, postanowiłam raz jeszcze z niego skorzystać.

     Z czym kojarzy się Wam luty? Bo dla mnie nieodzownie łączy się z nachalnym bombardowaniem wszystkim tym, co słodkie, czerwone, najlepiej w serduszka. A już w ogóle bosko, jeśli przy okazji w tle leci jakiś miłosny szlagier. Nie lubię walentynek, co zapewne wynika poniekąd z tego, że jestem singielką (jak to się teraz w zgodzie z najnowszymi trendami nazywa). W tym roku postanowiłam jednak zmienić taktykę i zamiast kpić i ignorować cały ten bajzel, postawiłam na rozpieszczanie siebie.

Zacznę od jak najbardziej akceptowalnej walentynki z moim dyżurnym ciachem:

źródło

     Niedawno trafiłam w sieci na kapitalne alternatywne określenie tego dnia: Singles Awareness Day. Pochodzi ono z filmiku Claire Marshall, którą oglądam od kilku miesięcy na YT (polecam!). We wspomnianym filmiku, Claire zawarła kilka wskazówek i porad jak przetrwać ten dzień jednocześnie nie wariując. Najbardziej spodobał mi się fragment o rozpieszczaniu się i z miejsca postanowiłam wprowadzić go w życie!

No OK, metoda namierzona, pozostaje pytanie: JAK? 

Kosmetyki? 
Nieee. 
Ciuchy? 
Chętnie, niestety w sklepach od kilku miesięcy trudno mi znaleźć cokolwiek, co by mi się spodobało. 
Szukamy dalej.
Perfumy? 
DING! DING! DING!

     Perfumy to zawsze dobry pomysł, tym bardziej, że miniony rok na nowo rozbudził mój zapachowy apetyt. Miałam okazję poznać masę nowych kompozycji, jak również wrócić do kilku dawno zapomnianych. A żebym nie czuła się zbyt podle na myśl o powiększającej się kolekcji buteleczek, na pierwszy ogień rzucam to, com zużyła:




     Tak, wiem że to same próbki, ale udawajmy, że nikt tego nie dostrzega ;) Z resztą jeśli w grę wchodzi przykładowo Arabian Oud Lamsa, która występuje jako olejek, wówczas nawet próbka wystarcza na bardzo długo. 
     Bouquet Ideale nosiło mi się wspaniale, jednak była to jednorazowa przygoda. No, chyba że kiedyś będę miała w zapasie 1000zł na flakonik...
     Angel w wersji Sunessence, choć nawiązuje do znanego i lubianego przeze mnie klasyka, jest ciut zbyt ogórkowy jak na mój nos.
     Wreszcie drobiazg, który nakłonił mnie do złego: YSL Opium. Perfumy, które znam i uwielbiam od dobrych... 25 lat. Długo wypierałam je ze swojej świadomości, by jedna mała dołączona do zakupów próbka obróciła wszystko wniwecz.

     Efekt? Nie jeden, a dwa flakony, bo tak się złożyło, że poza klasykiem, zapragnęłam także Belle d'Opium.





     Póki co zaczęłam skromnie, od 50ml per sztuka. Czas pokaże, czy kolejny zakup nie będzie już bardziej pojemny (prawdopodobnie będzie). Jedno jest pewne - właściwie dobrane perfumy niesamowicie działają na nastrój i zmysły! Jeśli zapomniałam o tym choćby na moment, teraz uświadomiłam to sobie ze zdwojoną siłą.
     Reasumując, plan okazał się skuteczny, a skoro coś się sprawdza, warto to kontynuować ^__^


Pozdrawiam serdecznie,
Katalina :*


sobota, 8 lutego 2014

Tradition de Hammam: Eliksir do masażu relaksującego

Hej Misiaki!

     Sklepy Yves Rocher od dawna cieszą się niesłabnącą popularnością - nie tylko wśród społeczności blogerskiej. Z pewnością większość z Was ma na swoim koncie choć jeden produkt spod szyldu YR. Macie swoje ulubione serie? Ja mam. Jednym z moich hitów jest bezsprzecznie seria Tradition de Hammam, do której wracam od lat.

     Pisałam Wam już o moim absolutnym ulubieńcu, czyli maseczce z glinki marokańskiej. Pisałam o olejku do kąpieli, o mleczku do kąpieli, o peelingu -> KLIK. O balsamie do ciała nie pisałam, bo nie wywarł na mnie piorunującego wrażenia. Jedynym produktem z tej serii, którego nie używałam jest mydło, jednak być może i to się niebawem zmieni ;)




     Do bohatera dzisiejszego wpisu podchodziłam jak do dobra luksusowego, bo cenę regularną ma iście luksusową. Długo wokół niego chodziłam, aż wreszcie dostałam go w prezencie dzięki wystarczającej liczbie pieczątek na karcie lojalnościowej YR. 

Dostępność: 
Sklepy stacjonarne YR, lub online.

Cena: 
Cena regularna to 69zł, lecz warto polować na promocje.




Pojemność:
100ml

Trwałość:
Oficjalnie 6 miesięcy, jednak nie trzymałabym się tej daty zbyt kurczowo ;)

Opakowanie:
Ma swoje plusy i minusy. Wizualnie jest bez zarzutu - szklana butelka, z miedzianą nakrętką, ozdobiona tradycyjnymi dla serii ornamentami. Cieszy oczy surową elegancją. Gorzej, gdy weźmiemy pod uwagę praktyczność. Szklana, zakręcana butelka zawierająca olejek to recepta na katastrofę, jeśli mamy problemy z koordynacją ruchową w łazience ;) Weźcie to pod uwagę rozważając zakup. Butelka nie ma pompki, więc łatwo ją obtłuścić.

Konsystencja:
Ni mniej, ni więcej - olejek.

Zapach:
Boski! Słodkawy, orientalny - bardzo zbliżony do zapachu maski.




Aplikacja i działanie:
Produkt sprzedawany jest jako olejek do masażu, jednak używałam go jako klasycznego olejku do ciała. Jak wcierać go w ciało wie chyba każdy ;)
Jak działa? Fantastycznie! Wspaniale nawilża, sprawia ze skóra staje się miękka, sprężysta, gładka, a przy okazji nadaje jej niesamowicie, ale to niesamowicie zmysłowy zapach!

Skład:
Niezupełnie BIO, jak to nam sugeruje naklejka, nie mniej jednak bardzo przyzwoity :)


Helianthus Annuus Seed Oil - olej słonecznikowy, jeden ze szczególnie korzystnych dla cery olejów, zawiera wysoki procent kwasu linolenowego. Nadaje się do każdego rodzaju skóry. Bywa używany jako olej bazowy, ale także jako składnik aktywny.

Zea Mays Oil - olej kukurydziany, tłoczony na zimno posiada jasnożółtą barwę. Zawiera 55-65% kwasu linolowego, kwas palmitynowy (12-14%) , kwas stearynowy (4%), dużą dawkę witaminy E. Ze względu na swoje własności używany przy każdym typie skóry, polecany zarówno dla skóry tłustej, mieszanej, dojrzałej, jak i suchej, wrażliwej czy zmęczonej. Wykazuje właściwości odżywcze, uelastyczniające, łagodzące, poprawia mikrokrążenie w skórze.

Cocos Nucifera Oil - olej kokosowy, ma działanie łagodzące, chłodzące i odżywcze. Działa również odkażająco i bakteriobójczo. Często stosowany jako olej bazowy, szczególnie w kosmetykach do pielęgnacji włosów oraz tzw. masłach do ciała, także jako środek poprawiający konsystencję.

PPG-3 Myristyl Ether – emolient, substancja pochodna ropy naftowej.

Argania Spinosa Kernel Oil - olej arganowy, nazywany jest "płynnym złotem"
 i zaliczany do jednych z droższych olejów na świecie, głównie ze względu na jego ograniczoną dostępność (wyłącznie niewielkie tereny Maroko) oraz pracochłonny proces pozyskiwania.
Olej arganowy jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe (80%), głównie kwasy omega-6 i omega-9. Poza tym zawiera dużą dawkę witaminy E, w postaci kompleksu tokoferoli. Ilość witaminy E w oleju arganowym jest wyższa aniżeli w oliwie z oliwek. 

Jest to olej o intensywnych własnościach antyoksydacyjnych, wynikających z wysokiej zawartości witaminy E oraz dodatkowo związków fenolowych w tym kwasu ferulowego i karotenoidów - w postaci żółtych ksantofili. Dzięki antyoksydantom,
olej chroni strukturę skóry przed zniszczeniami powodowanymi czynnikami zewnętrznymi.
Olej wykazuje również działanie przeciwzapalne, łagodzące i sprzyja gojeniu, wspomaga regenerację bariery hydrolipidowej naskórka oraz uzupełniają niedobory składników tłuszczowych w skórze, w tym cennych ceramidów stanowiących cement komórkowy.
Dzięki temu olej wykazuje skuteczne działanie przeciwstarzeniowe, wpływając na odpowiednie nawodnienie, elastyczność, odżywienie i odnowę komórkową oraz złagodzenie procesów zapalnych. Reguluje pracę gruczołów łojowych.
Jest to olej polecany głównie w pielęgnacji cery dojrzałej, z oznakami starzenia,
przede wszystkim cery suchej i odwodnionej wymagającej regeneracji, regulacji
pracy gruczołów łojowych  i wzmocnienia bariery lipidowej oraz skóry podrażnionej
i zniszczonej np. działaniem słońca.
Olej arganowy polecany jest również w pielęgnacji włosów, zarówno do wcierania w skórę głowy, jak i do nacierania końcówek włosów w celu ochrony przed działaniem słońca oraz do pielęgnacji zniszczonej skóry rąk i paznokci.

Parfum - substancja zapachowa.

Tocopheryl Acetate – substancja aktywna, antyoksydant. Syntetyczna witamina E. Zwalcza wolne rodniki, wygładza zmarszczki, sprawia, że skóra jest elastyczna i dobrze nawilżona. Dla każdego typu skóry, ze wskazaniem dla cer dojrzałych i uszkodzonych słońcem. Działa hamująco na zapalenia i leczniczo, ale nieco mniej, niż czysta witamina E.

Ricinus Communis Oil - olej rycynowy, ze względu na niską cenę używany bardzo często. Jako najbardziej błyszczący spośród olejów, stosowany jest też
w kosmetykach do włosów i dekoracyjnych. Korzyści dla skóry są mniejsze.

Rosa Damascena Flower Oil – olej z kwiatów Róży Damasceńskiej - naturalny środek nawilżający oraz antydrażniący. Jest doskonałym środkiem łagodzącym dla skóry suchej i delikatnej.

Octyldodecanol – oktyldodekanol, lekki emolient, poprawiający własności aplikacyjne kosmetyku, tworzy warstwę na skórze ograniczającą ucieczkę wody (pośrednio nawilża).

CI 12085 – barwnik.
 


Czy kupię ponownie:
Prędzej czy później, tak :)
Nie jest to może najbardziej opłacalny produkt świata, ale za to świetnie pielęgnuje skórę, a przy tym cudownie pachnie.


Polecam i pozdrawiam serdecznie,
Kat :*


czwartek, 6 lutego 2014

Klasyki gwarą ujęte

Hej Misiaki!

     Klasyka jest ważna. Myślę, że prędzej czy później każdy docenia jej urok, nawet jeśli zazwyczaj wybiera ekstrawagancję. Odnosi się to praktycznie do wszystkiego, jednak dzisiaj piszę te słowa w kontekście lakierów do paznokci. Fiolet i czerwień - lakierowa klasyka w czystej postaci. 
 

 
 
    Dzisiejsze egzemplarze przywędrowały do mnie od Słomki. Wcześniej nie miałam do czynienia z lakierami Colour Alike, a jak się okazuje, poza wyjątkowo kreatywnymi i chwytliwymi nazwami, mają również do zaoferowania świetną jakość.
 





1. 493 PZN - Petronelka
Nazwa w gwarze poznańskiej oznaczająca biedronkę. Wyjątkowo adekwatna, bo czerwień ta jest specyficzna. Pełna, nasycona, złamana brązem - bardzo biedronkowa.





2. 494 PZN - Glubka
Raz jeszcze gwara poznańska - tym razem oznacza śliwkę. Równie trafnie.







Dostępność: 
Oba lakiery można nabyć za pośrednictwem strony colorowo.pl

Cena:
10,49zł

Pojemność: 
8ml

Trwałość:
4 dni bez jakichkolwiek problemów, potem pojawiają się drobne odpryski, jednak lakier można jeszcze przenosić 5, a na upartego i 6 dzień.




Pędzelek:
Klasyczny

Czas schnięcia:
Przeciętny, w kierunku przyzwoitego. Kilka minut.

Poziom krycia:
Dwie warstwy wystarczą by kolor był równy i kryjący.




Formuła lakieru: 
Typowo kremowa.

Zmywanie:
Bezproblemowe.


W zasadzie nie mam tym lakierom nic do zarzucenia. Jakością mogłyby zawstydzić i OPI i Essie. Ładnie kryją, nie smużą, schną w przyzwoitym czasie. Jeśli jeszcze ich nie używałyście - polecam, a jeśli używałyście, dajcie znać, jak lakiery CA nosiły się u Was.


Pozdrawiam,
Kat :*


niedziela, 2 lutego 2014

Ani smoky ani arabic...

Hej Misiaki!

     Dzisiaj postanowiłam się sprężyć i doprowadzić do końca coś, co przeleżało na moim dysku ładnych kilka miesięcy. O ile mnie pamięć nie myli, zmalowałam ten makijaż około wakacji zeszłego roku... Taaak, no cóż, oto są uroki braku czasu i motywacji ;)




     W każdym razie pomysł stojący za tym makijażem był taki, ażeby połączyć motywy wschodnie z makijażem smoky eye. Sięgnęłam też po zieleń - kolor który pojawia się u mnie tak rzadko, że niemal wcale. Zdaję sobie sprawę z tego, że coś takiego nie nadaje się do noszenia na co dzień, ale w końcu mamy karnawał, więc może akurat którejś z Was trafi się jakaś impreza tematyczna ;)
     Bez dalszego gadania, zapraszam do oglądania :)


1. Na początek ciemna baza, dzięki której cienie staną się bardziej wyraziste. Zaczynam od wyznaczenia zewnętrznej granicy czarna kredką i roztarcie jej do środka. Wewnętrzną połowę powieki pokrywam turkusowym kolorem.



2.  Aby utrwalić bazę, sięgam po jasnozielony cień i nanoszę go na turkusową kredkę. Ciemną zieleń nakładam na zewnętrznej połowie ruchomej powieki. Czernią cieniuję zewnętrzne V oka.



3. Intensywnym matowym rdzawo-pomarańczowym cieniem zaznaczam większą część nieruchomej powieki. Przestrzeń tuż pod brwią lekko rozjaśniam intensywnym żółtym cieniem. Sięgam po ciemny, brązowy cień z fioletowo-czerwonym podbiciem i podkreślam nim zagłębienie powieki. Pomoże on połączyć ze sobą zieleń i pomarańcz.



4. Kolor rozcieram od zagłębienia ku górze dokładając nieco perłowego, pomarańczowego cienia. Ten krok dodatkowo ociepli całość makijażu. Dokładam nieco jasnej zieleni, która straciła na intensywności w miarę dokładania innych kolorów. Użytym wcześniej czerwono-fioletowym brązem podkreślam dolną powiekę. 



5. Efekt pogłębiam dodając nieco jeżynowego cienia z drobinkami. Bordowym lekko perłowym kolorem cieniuję granicę cieni w zewnętrznym kąciku oka. W razie konieczności warto dodać odrobinę czerni, aby dodać spojrzeniu głębi.



6. Na tym etapie podkreślam brwi oraz porządkuję dolną granicę cieni przy pomocy korektora. Pora obrysować oczy czarną kredką lub linerem.



7. Wykańczam go ostro w obu kącikach. Dodatkowo dodaję złoty akcent na dolnej powiece. Tuszuję rzęsy i dla lepszego efektu przyklejam sztuczne.






Użyte produkty:
Twarz
- Make Up Store Cover All Mix
- Bourjois Healthy Mix
- Sephora Compact Powder Foundation #D20
- Brwi: Rimmel Professional eyebrow pencil #002 Hazel
- Ziemia egipska Ikos
- MAC bronzing powder # Bronze
- Rozświetlacz: cień Bourjois #08
Oczy
- Maybelline Master Drama khol liner # Ultra Black
- Make Up Store Crazy Lazy Metallic eye pencil
- Cienie Inglot: #450P, #354M, #474DS, #410P, #74AMC
- Sleek „Paraguaya”: Persian Orange, Tangelo
- Sleek „Monaco”: Kiwi Zest
- Sleek „Me, Myself and Eye”: Blue Monady, Black Box, Chris de Burgundy
- GOSH long lasting eye liner pen #008 Carbon Black
- MAC Superslick liquid eye liner # Pure Show
- Bourjois Volume Glamour MAX Waterproof Mascara #51 Noir
- Rzęsy: KkcenterHK ES A500 + klej DUO
Usta
- Inglot żelowa pomadka do ust #42
- Pierre Rene Sweet Berry gloss (cielisty)


Pozdrawiam serdecznie!
Katalina :*