sobota, 5 kwietnia 2014

Rimmel Scandaleyes Eyeshadow Paints

Hej Misiaki!

    Chcę Wam dziś opowiedzieć o dwóch kremówkach marki Rimmel: Scandaleyes Eyeshadow Paint w odcieniach 014 Manganese Purple i 006 Rich Russet. Obie przywędrowały do mnie od kochanej Kingi aka Simply a Woman (KLIK). Mam je od kilku miesięcy i w tym czasie zdążyłam przetestować je w prawo, w lewo i na wspak ;)




Dostępność: 
Produkt ogólnodostępny.

Cena:
Kiedy patrzyłam ostatnio oscylowała wokół 20,99zł

Pojemność: 
0,23 fl.oz / 7ml

Trwałość:
24 miesięcy

Opakowanie:
Zakręcana tuba, która przypomina klasyczny...błyszczyk. Produkt nakładamy "kopytkiem" które również kojarzy się zazwyczaj z błyszczykiem.

Konsystencja:
Kremowo-piankowa


Od lewej: kolor bez roztarcia, jedna roztarta warstwa, dwie roztarte warstwy.


Aplikacja i działanie:
     Aplikator umożliwia precyzyjne i równe nałożenie cienia (farbki?) na powiekę. Produkt odznacza się bardzo wysoką pigmentacją i krótkim czasem "stygnięcia", co przekłada się na tempo, w jakim trzeba z nim pracować. Wymaga zdecydowanej ręki i pewności w działaniu. 
     Powiem Wam, że mam mieszane uczucia w odniesieniu do tych farbek. Z jednej strony niesamowicie przypadły mi do gustu z uwagi na wspomnianą pigmentację. To taki typ produktu, który odpowiednio użyty "zrobi" nam cały makijaż oczu. Z drugiej strony cienie te są bardzo wymagające i nie poleciłabym ich laikowi. 
     Jeśli myślicie o zakupie i zastanawiacie się nad kolorem, zdecydowanie polecam Wam na początek wypróbować Rich Russet, czyli piękny, bogaty miedziany brąz. Kolorystycznie jest bardzo zbliżony do "On and on Bronze" z Maybelline. Na oku wygląda podobnie i jest stosunkowo łatwy w obsłudze, ponieważ z uwagi na odcień wybacza więcej ewentualnych popełnianych przy aplikacji błędów.
     Manganese Purple jest dużo bardziej kapryśny i niestety nie wybacza pomyłek. Jak wspomniałam, farbki zastygają bardzo szybko, przez co nanosząc je na powieki musimy dokładnie wiedzieć co chcemy osiągnąć, gdzie i ile nałożyć, jak rozetrzeć etc. Problem w ich przypadku stanowi też ewentualna możliwość budowania intensywności. Nie mogę wypowiadać się na temat wszystkich kolorów, jednak na przykładzie dwóch które mam mogę stwierdzić, że nie są sobie równe.


Od lewej: kolor bez roztarcia, jedna roztarta warstwa, dwie roztarte warstwy.


     Z Rich Russet pracuje się dość łatwo. Budowanie koloru jest w miarę bezproblemowe. Piszę "w miarę", ponieważ w przeciwieństwie do np. Color Tattoo, farbki Scandaleyes najlepiej jest wklepać - rozcieranie może okazać się brzemienne w skutkach. Najczęściej kończy się całkowitym starciem produktu z oczu. To samo dzieje się kiedy próbujemy majstrować przy oczach po zastygnięciu cienia. W dodatku budowanie koloru w przypadku fioletu jest niestety niemożliwe, ponieważ niechybnie prowadzi do powstania przetarć i prześwitów. Z tego powodu jeśli już używam fioletu, to tylko w charakterze bazy, nigdy solo. Samodzielnie nie wygląda niestety najlepiej.
     Rich Russet natomiast świetnie się sprawdza bez dodatkowych wspomagaczy. Obstawiam że złota wersja również okazałaby się mniej kłopotliwa z uwagi na dość neutralny odcień.
      Cień nie zbiera się w załamaniach powieki i trzyma się skóry długie godziny, ale oczywiście wiadomo, że trwałość może się różnić z osoby na osobę.


     Testowaliście już Scandaleyes Eyeshadow Paints od Rimmla? Chętnie poznam Wasze opinie na ich temat.

Pozdrawiam serdecznie,
Katalina :*



33 komentarze:

  1. Hmm osobiście nie przepadam za cieniami w kremie. Wszystkie (obojętne czy nisko- czy wysoko-półkowe) zbierają mi się w załamaniach powieki - nawet jeśli nakładam je na bazę...
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się - również nie przepadam i często się kiepsko u mnie trzymają. Dodatkowo cieniowanie czy łączenie z innymi cieniami nie jest najłatwiejsze ;)

      Usuń
    2. Typowe cienie w kremie zachowują się u mnie podobnie, ale np te farbki zastygają i nigdzie się nie zbierają. Z resztą podobnie w przypadku Paint Potów z MAC czy Color Tattoo z Maybelline - zero problemów ze zbieraniem :)
      Cieniowanie kremami... Z Maybelline to możliwe i czasami tak robię. Efekt jest bardzo zadowalający :)

      Usuń
    3. Nie miałam tych z Maybelline, a skoro mówisz, że są trwałe i cieniowanie jest możliwe... Przy jakiejś %%% kupię na próbę! :)

      Usuń
    4. U mnie dzieje się podobnie i też nie przepadam za cieniami w kremie.
      Te mają ciekawe kolory. Lubię takie, ale u innych osób - u mnie śliwki i fiolety niestety nie wyglądają dobrze... ;-(

      Usuń
    5. Kasiu, polecam głównie te o połyskującym wykończeniu, bo matowe szybko wysychają i są dużo trudniejsze w rozcieraniu i łączeniu z innymi.

      Una, rozumiem. Różnym typom urody pasują / nie pasują różne odcienie. Przykładowo u mnie zielenie wyglądają tragicznie ;) Fiolety i śliwki mogą u niektórych dać efekt podbitego oka, więc rozumiem, że nie każdy się z nimi polubi.

      Usuń
  2. ja mam fioletowy i srebrny, i ciągle uczę się obsługi. rzeczywiście trudni to przeciwnicy. jeśli chodzi o srebro, ma podobne właściwości do fioletu.nie da się budować koloru, dokładać, bo robią się prześwity i makijaż jest do niczego. oba stosuję tylko jako bazę :) podoba mi się fakt, że są bardzo trwałe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie jako baza są najlepsze :) Ten miedziany brąz to mój ulubieniec :)

      Usuń
  3. Mi większość kresowych cieni tez zbiera się w zalamaniach ale ten Rimmelek jest inny. Mam taki żółtawy kolor i jest boski, trzyma się na powielacze cały dzień.
    Ten brazik mnie kusi, piękny kolor. Fiolet, fKtycxnie cis z nim jest nie tak. Juz w drogerii zauważyłam, próbując tester, ze dziwnie brzydko się nakłada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brąz mogę spokojnie polecić, bo daje radę - wygląda bardzo ładnie, a na lekko opalonej skórze to już w ogóle bajka. Fiolet jest trudniejszy i niestety nie wygląda już tak dobrze.

      Usuń
  4. A u mnie cienie w kremie trzymają się zwykle zaskakująco długo, szczególnie zaskakujące, że trzymają się długo mimo opadającej powieki i wielkich możliwości do zbierania się w załamaniu ;)) Ale mimo, że lubię cienie w kremie na ten chyba się nie skuszę, oglądałam go już kilka razy i jakoś mnie nie przekonuje :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cienie kremowe są łatwiejsze w obsłudze od tych. Jak napisałam, jeśli zastanawiasz się nad którymś polecam raczej Rich Russet.

      Usuń
  5. miałam taki cień z avon i często go kiedyś uzywałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Avonowej kolorówki lubię tylko kredki żelowe. Do innych kosmetyków kolorowych nie mogę się przekonać, żaden mi nie odpowiada w 100%.

      Usuń
  6. Nie miałam z nimi do czynienia, jakoś mnie nie kuszą ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawy produkt nie powiem. Zastanawiam się jakby się u mnie sprawdził. Muszę się im przyjrzeć jak będzie promocja minus czterdzieści w Rossmanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Promocje to idealny moment by sprawdzić coś, co do czego nie jesteśmy w 100% przekonani ;)

      Usuń
    2. Dokładnie :) Niemniej jednak zaintrygowały mnie te cienie i na pewno zwrócę uwagę na nie przy najbliższej wizycie w drogerii :)

      Usuń
    3. Spróbować zawsze warto, ale nie nastawiaj się na wiele ;)

      Usuń
  8. od rimella nie spodziewam się za wiele, cienie zwykłe ma słabe... ale skory Ty polecasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca. Doczytaj dokładnie ;)

      Usuń
  9. Nie próbowałam. Stronię od tego typu kremów, bo nie przepadam za tym, że za szybko zastygają, a ja lubię sobie porozcierać. Niemniej ładne kolory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię rozcierać, stąd też najbardziej po drodze mi z Color Tattoo :)

      Usuń
  10. Nie lubię takiego aplikowania, choć Ania (45 stopni) pokazała mi coś podobnego z Oriflame (o ile dobrze kojarzę) i kojarzę też to, że mega mocno trzymało się toto powieki :) więc jak już to skuszę się na tamto coś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też trzyma się nieźle ;) Jak już się człowiek przegryzie przez fazę nakładania i dobrze wszystko rozetrze zanim to to ostygnie, to później jest już luzik :)

      Usuń
  11. Nie znam, ale podoba mi się forma aplikacji :) Brązik jest fajny, taki bezpieczny :) Fiolet też ładny, ale skoro bardziej kapryśny, to nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo bardziej kapryśny! Powiem szczerze, że fioletu nie lubię, za to brąz bardzo utrafił w mój gust :)

      Usuń
  12. Och, ja wciąż uciekam od takich "świecących" ale konsystencja rzeczywiście ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie lubisz świecących, to poleca Color Tattoo z Maybelline - wersję matową.

      Usuń
  13. Rich Russet bardzo mi podoba się, na fiolecie widać przy drugiej warstwie przetarcie, więc raczej sobie z nim nie poradziłabym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety fiolet bardzo się przeciera i nie ma na to rady :(. Z brązem jest dużo lepiej.

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.