czwartek, 1 maja 2014

Dramat, który trwa i trwa?

Hej Misiaki!

     Jak część z Was wie, jednym z głównych obiektów mojego kosmetycznego zainteresowania są eyelinery. Do niedawna wygłaszałam wszem i wobec opinię, wedle której makijaż oczu nie istnieje dla mnie bez eyelinera. Ostatnimi czasy moje podejście nieco się zmieniło, jednak w dalszym ciągu uważam, że mało który produkt jest w stanie tak diametralnie odmienić to jak wyglądam. 




     Przez moje ręce przewinęła się cała masa linerów w rozmaitych kolorach i formach, jednak żelowe zawsze były moimi ulubionymi. Tak się złożyło, że jakiś czas temu dostałam w prezencie od Simply żelowy liner Maybelline Lasting Drama z serii Eyestudio, w kolorze 10 Ultra Violet. Miałam okazję używać go przy różnych okazjach i w rozmaitych warunkach atmosferycznych, a dziś chciałabym podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami.




Co obiecuje producent?
✏ żelową formułę
✏ 24h trwałość bez przetarć, czy efektu "ksero"
✏ intensywny kolor
✏ łatwą aplikację niezależnie od grubości linii dzięki dołączonemu pędzelkowi
✏ 100% wodoodporność

     Jak na mój gust, są to bardzo odważne deklaracje, a moje kłopotliwe oczyska idealnie nadają się do ich weryfikacji.




Dostępność:
Drogerie typu Rossmann, Natura, Hebe...

Cena: 
 Około 27-30zł

Pojemność:
3g

Trwałość:
24 miesiące




Opakowanie:
Całkiem fajne. Słoiczek z mlecznego szkła zakręcany metalową nakrętką o wyglądzie przypominającym kapsel.

Konsystencja:
Bardziej przypomina gęsty krem niż żel.

Zapach:
W zasadzie niewyczuwalny.




Aplikacja i działanie:
     Z przyczyn oczywistych zacznę od pędzelka, który dołączony jest do opakowania. Owszem, da się nim zrobić kreskę, która nie straszy ludzi na ulicy. Jest to jednak dość kłopotliwe i wymaga więcej czasu niż użycie typowych dla żelowego linera pędzelków. Swojego użyłam kilka razy, po czym wróciłam do swojego regularnego.




     Bardzo spodobał mi się głęboki, fioletowy kolor linera. Ciężko przedstawić go na zdjęciach, zatem nie sugerujcie się słoiczkiem - bliższe prawdy są zdjęcia prezentujące produkt na oczach. 
     Wracając do konsystencji, jak wspomniałam bardziej przypomina gęsty krem. Ma niestety tę wadę, że szybko gęstnieje, w efekcie czego liner w stosunkowo krótkim czasie wysycha i staje się coraz trudniejszy w obsłudze. Obecnie reanimuję go płynem Duraline, bo w pojedynkę niestety nie daje już rady...





     OK, a co z trwałością? Niestety, eyeliner ten nie jest wodoodporny - zawsze gdy załzawiło mi oko, wypłukiwał się w zewnętrznym kąciku. Poza tym, jeśli macie tendencję do pocierania oczu, liczcie się z tym, że na zakończenie dnia może się okazać, iż po Waszym linerze nie pozostał nawet ślad... Wystarczy kilka razy przesunąć palcem po powiece, by zupełnie zetrzeć z niej kreskę.
     Z drugiej strony, jeśli nie macie problemów ze łzawiącymi oczyma i potraficie utrzymać w ciągu dnia dłonie z dala od oczu, wówczas będziecie mogły cieszyć się kreską przez długą część dnia. 


Zdjęcie bez lampy błyskowej

... i z lampa błyskową

      Wszystko zależy od tego jak uważne jesteście i w jakim stopniu jesteście w stanie kontrolować swoje odruchy ;). Na plus trzeba linerowi policzyć to, że nie odbija się dookoła oczu. Mówiąc krótko, jest to bardzo kłopotliwy zawodnik, ale da się z nim żyć. Wymaga jednak dużej ostrożności i kilku dodatkowych zabiegów po drodze. Waszej decyzji pozostawiam to, czy jesteście na nie gotowi :)




Pozdrawiam serdecznie, życząc udanej majówki!
Katalina 



33 komentarze:

  1. Wow, piękne kreski.Lasting Drama to jedyny eyeliner, który potrafię nałożyć w miarę równo. Ale pędzelek, tak jak piszesz, mało precyzyjny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale podobno są osoby, u których pędzelek okazał się hitem ;) U mnie w każdym razie lepiej sprawdza się tradycyjny :)

      Usuń
    2. Hitem to może nie, ale ja bardzo go lubię :)

      Usuń
    3. Da się go używać, choć sama bardziej widzę go w roli małego-precyzyjnego do cieni, ewentualnie pędzelka do ust ;)

      Usuń
  2. Piekne masz oczy, zazdroszczę :)
    Szkoda, że z tego eyelinera taki niewypał :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie :)
      Az takim niewypałem nie jest. Po prostu dostarcza pewnych nadprogramowych wrażeń ;)

      Usuń
  3. Cudowny fiolet! Krecha idealna! *.*
    Ja mam niestety syndrom łzawiących oczu ;) i muszę mieć coś co nie spłynie wraz z pierwszą łzą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja niestety też... Ech, ale u mnie i tak wszystko spływa. Wcześniej chociaż Inglot dawał radę, ale teraz już nie ma mocnych na moje łzy ;)

      Usuń
    2. Ja mam to samo... Łzawią na wietrze, jak się pomaluje, z jakiś pyłków i kto wie jeszcze dlaczego :/ Wczoraj właśnie sobie Inglota sprawiłam i mam nadzieje ze podoła :)

      Usuń
    3. Trzymam kciuki. Lata temu miałam jeden czarny żel Inglota - był nie do zdarcia. Potem kupiłam kolejny i tu niestety zadziało się coś dziwnego, bo okazał się dużo mniej trwały niz poprzednia sztuka. Oby u Ciebie sprawdził się lepiej.

      Usuń
    4. No tez mam taka nadzieje :)

      Usuń
  4. Mam czarny, wysechł mega szybko, pędzelek jest spoko, powinnam wyrzucić już ten liner.

    OdpowiedzUsuń
  5. ja nie wiem, po co producenci takie farmazony wypisują na opakowaniu w obecnych czasach, skoro: a) istnieje internet pełen opinii, b) istnieją testery, c) takie kłamstewka mogą po szybkiej weryfikacji jakości skutecznie zniechęcić potencjalną stałą klientkę do zostania z marką (brak zaufania). już lepiej by wyszli, gdyby chwalili się np. odjechanymi odcieniami. A tak już poza tematem konkretnie tego produktu: nie kumam, po co producenci linerów żelowych wsadzają tak dużo produktu do słoika, skoro nikomu nigdy nie udaje się zużyć całości, zanim wszystko nie wyschnie na wiór :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się często zastanawiałam nad sensem haseł marketingowych, które maja się nijak do rzeczywistości, ale jak dotąd nie umiem znaleźć na to jakiejkolwiek trzymającej się kupy odpowiedzi ;)
      A z ilością w słoiczku w tym przypadku nie jest jeszcze aż tak słabo - Inglot ma gorzej. Tam produktu jest 2-3 razy za dużo. Pewnie chodzi o to, że gdyby dawali mniej linera, musieliby obniżyć ceny licząc się z tym, że po jednym razie klient już nie wróci ;)

      Usuń
  6. Oglądałam filmik Red Lipstick Monster i mówiła, że ten eyeliner jest do kitu, że kolor piękny, ale obsługa...tragedia. Mi przypomina on Maybelline Color Tatto Endless Purple, który jest również koszmarny w obsłudze i używam go właśnie jako eyelinera. Z Lasting Drama mam czarnucha ponad rok i nadal spisuję się świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Endless Purple jest najtrudniejszym w obsłudze Color Tattoo, jaki mam - najpewniej dlatego że to mat. Perłowe tatuaże lepiej współpracują. Lasting Drama mam tylko w fiolecie. Czarnego mam z Inglota, ale jego z kolei muszę utrwalać, żeby się kserował nad okiem.

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie do końca. Potencjał jest, ale wciąż wymaga dopracowania ;)

      Usuń
  8. Mam, ale czarny. Odstawiłam go na bok, bo częściej sięgam po eyeliner ze Sleek'a, więc póki co nie wypowiem się jaki jest dla mnie :) Ale ten fiolet jest boski. Pędzelek tragedia, używam go czasami do nakładania pomadki na usta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, do ust ma szanse sprawdzić się całkiem nieźle :)

      Usuń
  9. No to dobrze, że go ostatnio nie kupiłam bo już prawie miałam go w koszyku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno czarna wersja jest lepsza ;)

      Usuń
  10. Nie przepadam za kolorowymi linerami, stawiam na klasyczną czerń, ale ten odcień wyjątkowo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię czerń, gdy robię np kolorowy makijaż, albo uderzam w klasykę. Ewentualnie gdy robię mocniejszy, rockowy makijaż. Ale kolorowe linery rewelacyjnie ożywiają proste, "nudne" makijaże i takie wersje też bardzo lubię. Mam kredki żelowe w różnych kolorach i czasem po nie sięgam.

      Usuń
  11. Kolor ma naprawdę piękny. Jednak tego typu linery dosyć szybko u mnie spływają, więc nawet nie będę robić do niego przymiarek. Widzę, że u Ciebie jest całkiem podobnie, co potwierdziło moje przypuszczenia. Kiedyś miałam podobny z Essence i zachowywał się tak samo ;)
    Pozostanę wierna Bobbi Brown. Jest drogi, ale mam pewność, że kreska wytrzyma nawet łzawiące oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bobbi Brown nie miałam, bo zawsze miałam obawy czy jest wart ceny. Może kiedyś sięgnę i po ten liner.

      Usuń
  12. Czytałam o nim wiele dobrego, ja jednak nie przepadam za takimi linerami i przerzuciłam się na kredki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kredki też są dobre! Po nie sięgam teraz najczęściej.

      Usuń
  13. Bardzo lubię czarną wersję, bo daje matowe wykończenie. Szkoda, że nie okazał się wodoodporny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety nie. Inna sprawa, że u mnie nic nie jest wodoodporne. Żaden liner, po którego sięgam nie wytrzymuje starcia ze łzami. No chyba że mi oczy kwasem lecą ;)

      Usuń
  14. też mam ten fioletowy eyeliner :) dawno go nie używałam, a teraz sobie przypomniałam jakie piękne są kreski jakie można nim wykonać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można, bo kolor wyjątkowo udany im wyszedł :)

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.