wtorek, 20 maja 2014

Miszmasz ku pokrzepieniu...

Hej Misiaki!

     Nie wiem jak u Was, ale u mnie dzieje się dużo i intensywnie, w większości pozablogowo. Nie powiem, odpowiada mi to. Owszem, nie wszystko co się dzieje jest mi na rękę, mało tego, większość zmian, które zaszły w przeciągu ostatnich kilku tygodni solidnie dała mi po tyłku, nie mniej jednak wierzę, że w finalnym rozrachunku - jaki by on nie był - szczęście się do mnie uśmiechnie.
     Póki co odbieram kolejne lekcje od życia. Uczę się adaptować do nowych warunków. Uczę się ludzkich charakterów, niejednokrotnie okupując to gorzkim rozczarowaniem. Uczę się, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Uczę się uodparniać na egoizm, konformizm, stres... Uczę się ignorować to i myśleć więcej o sobie.

     W przeszłości pisałam Wam, że porządkuję przestrzeń wokół siebie. Tym razem poszłam na całość, to znaczy przejrzałam wszystko co mam i pozbyłam się tego co uznałam za zbędne. Na części nawet udało mi się zarobić ㋡ I wiecie co? To jedno z najbardziej wyzwalających doświadczeń, jakie ostatnio stały się moim udziałem!
     Postanowiłam również przestać odkładać na przyszłość realizację różnych swoich większych i mniejszych marzeń. W ten sposób kupiłam swoją wymarzoną toaletkę, a aktualnie czekam aż "zbuduje się" pasująca do niej szafka, którą sama zaprojektowałam ㋡ Póki co nie będę pokazywała co jak wygląda, bo to wciąż prowizorka. Dopiero kiedy odbiorę szafkę będzie czas na dumę z efektu. Dojrzałam też do decyzji by wymienić wreszcie swój stary komputer na laptopa. Z zakupem będę musiała jeszcze trochę poczekać, ale ten czas zbliża się wielkimi krokami.

     Nie zrezygnowałam również z innych form rozpieszczania się. Przykładowo dzisiaj pod wpływem impulsu kupiłam sobie jeden z lakierów Revlon z serii Perfumerie - Ginger Melon.




     Lakier ten jak widać ma kolor neonowego koralu - idealny na lato. Pachnie jak owocowe słodycze. Jeśli okaże się trwały - wrócę po więcej.

     Kolejny gwóźdź programu: puder Hourglass Ambient Lightning w kolorze Diffused Light. Produkt, na punkcie którego oszalało pół Youtube'a. Ujrzałam, zapragnęłam, poznałam cenę, zapłakałam. Potem przez pewien czas rozważałam wszystkie "za" i "przeciw", dochodząc ostatecznie do wniosku, że jeśli nie kupię tego teraz, prawdopodobnie nigdy tego nie zrobię. Kupiłam.




     Z innych kosmetycznych nowości, które ostatnio do mnie trafiły, warto wspomnieć o:
1) Tuszach. 
Ten z Yves Rocher dostałam gratis do zakupów, które zobaczycie niżej, zaś pozostałe dwa, marki Bourjois to zakup dokonany przy okazji niedawnych obniżek w Rossmannie.




2) Produktach do ust.
Revlona kupiłam bo chciałam. Ten odcień chodził za mną od dawna. A Tisane wzięłam przy okazji, żeby coś mieć (co z tego, że mam jeszcze trzy inne balsamy ochronne - tego nigdy za wiele).




3) Zakupach w Yves Rocher.
Musiałam kupić dwufazówkę, a że od ponad roku jestem wierna jednej, wiadomym było, że swoje kroki skieruję do Yves Rocher. Przy okazji kupiłam żel pod prysznic, bo poprzednie się skończyły. Na dokładkę do koszyka wpadł lekki zapach na lato - zielona herbata z werbeną. Bardzo chciałam coś zarówno świeżego, jak i lekko... może nie słodkawego, ale właśnie herbacianego. Wbiłam sobie do głowy tą herbatę, werbena też bardzo mi odpowiada, a mieszanka obu zapachów nie przypomina ogórko-podobnego killera. Zapach jest całkiem niezły, choć jak wiadomo nietrwały. 




4) Zakupach włosowych.
Pewnie najmniej ekscytująca część zakupów - wcierki Jantar, suchy szampon Dove i spray do stylizacji Wella. Jantara miałam już nie kupować, ale... co tam, stał na półce w sklepie, to wzięłam i postanowiłam dać mu drugą szansę. Szampon Dove ciężko u mnie ustrzelić, więc jak tylko go znalazłam, od razu capnęłam. W efekcie mam trzy suche szampony. Nic to, nie zmarnują się. Spray z Welli albo jest wycofywany, albo to sklepy oszalały kolektywnie. Znalazłam go dopiero w hipermarkecie. Żadna z drogerii, w których byłam nie miała go w ofercie... Nie podoba mi się to, bo to jeden z moich ulubieńców.




     Skoro o włosach mowa, muszę wspomnieć o tym, że zaczęłam regularnie pić pokrzywę. Czasem zdarza mi się jeszcze sięgać po wierzbownicę, jednak przyznaję, że rzadko. Zaczęłam też stosować pewien trick w ramach walki z nadmiernym przetłuszczaniem skóry głowy - dodaję do szamponu kilka kropli spirytusu salicylowego. Ma działanie wysuszające i odkażające. Oczywiście nie zapominam o utrzymywaniu równowagi i średnio dwa razy w tygodniu stosuję olej. 
     Ciekawostka przyrodnicza: na śmierć zapomniałam, że spirytus może rozjaśnić włosy... Cóż, przypomniałam sobie ㋡




     Na zakończenie coś, co stało się moją obsesją. Bardzo, ale to bardzo zapragnęłam mieć wisior z pszczołą. Nie ważką, motylkiem, czy inną fruwajką - miała być pszczoła i koniec! Szukałam, aż znalazłam idealny egzemplarz.




     Nie jest to biżuteria z gatunku ładnych i uroczych. Nie każdemu się spodoba. Jest duża i wygląda agresywnie, ale właśnie taka mi się podoba. Traktuję ją dość symbolicznie i osobiście.

     Tak, to w telegraficznym skrócie tyle jeśli chodzi o moje finansowe szaleństwa ostatniego czasu. A jednak wciąż obstaję przy tym, że najwięcej radości dało mi pozbycie się wszystkich zbędnych rzeczy. Patrzę na efekty i jest mi lżej, swobodniej, czuję się wolna i wyzwolona. Wspaniałe uczucie!


Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego!
Kat :*



28 komentarzy:

  1. Genialna pszczoła! uwielbiam taką biżuterię. Bardzo podoba mi sie lakier:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      A lakier ma chyba branie, bo pierwszy raz widzę ten kolor w szafie Revlona, zazwyczaj są mocno przebrane.

      Usuń
  2. Czy wierzbownica zastępuje Yerba Mate w kubeczku?
    Zmiany w życiu są ważne - bez odrobiny szaleństwa życie byłoby nudne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wierzbownica jest w kubku :)
      Co do zmian, jest takie fajne określenie w języku angielskim: creature of habit i ja właśnie zawsze taka byłam, stroniłam od zmian, trzymałam się tego co znam. Ale życie uczy, że lepiej jest liczyć się z tym, że nic nie trwa wiecznie ;)
      Czasem trzeba też zaszaleć, tak jest :)

      Usuń
  3. bardzo dobre podejście :)

    mam nadzieję, że kiedy dojdzie szafka, pokażesz toaletkę. u mnie ten sprzęt ciągle pozostaje niespełnionym marzeniem, ale na razie mam ważniejsze sprawy na głowie. trzeba skończyć remont i ruszyć z biznesem, a potem się zobaczy ;)

    mam nadzieję, że błyszczyk dobrze się sprawuje :) a pszczoła jest super, choć na zdjęciu ma gabaryty szerszenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szafka będzie za jakiś miesiąc, wtedy pokażę co i jak :) Niestety dopóki nie zastąpię komputera nie będzie to wyglądało zbyt malowniczo.
      Wiem, że masz masę rzeczy do zrobienia w związku z remontem i całą resztą - trzymam kciuki za to, by wszystko się udało bez kolejnych opóźnień :*

      Błyszczyk jest bardzo "na tak" :)

      A z szerszenia jest kawał mendy i w sumie to by się zgadzało ;) Za tym zakupem stoi pewna historia, nie nadająca się do publikacji na blogu, ale tak, szerszeń to odpowiednie porównanie :)

      Usuń
    2. zawsze można zrobić update po wymianie kompa na laptopa ;)

      mam nadzieję, że poznam tę historię. najlepiej przy dobrej kawie :*

      Usuń
    3. Można :)

      Tak, kameralnie mogę opowiedzieć o co chodzi :*

      Usuń
  4. Ciekawe rzeczy parę z nich miałam ;)
    Pszczoła urocza :D

    OdpowiedzUsuń
  5. ciekawa jestem trwałości tego lakieru ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również jestem ciekawa ile wytrzyma ;)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Lekko zmącony optymizm. Ale staram się trzymać fason.

      Usuń
  7. Ile ciekawych nabytków! Czekam na swatche błyszczyka Revlona na ustach.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniałe zakupy, ten puder tez mi krąży gdzieś w myślach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo on kusi. Zastanawiałam się też nad kupnem wersji potrójnej, ale to już by było za drogo.

      Usuń
  9. Kochana wisior z pszczołą byłby moim osobistym koszmarem xD tak boję się pszczół, że nie mogłabym na niego patrzeć ;) Natomiast na Hourglassa mogę patrzeć godzinami ;) !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, jestem w stanie to zrozumieć ;)
      A Hourglass czeka na swoją kolej - póki co użyłam go dwa razy i jest pozytywnie :)

      Usuń
  10. Same fajne rzeczy, pszczoła jest naprawdę fajna :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No tak, ludzie czasami rozczarowują. Zderzenie z ich prawdziwym obrazem bywa bolesne :) Fajny sposób sobie wybrałaś na poprawienie humoru. Chętnie zobaczę Twoją toaletkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, niestety.
      Pokażę toaletkę w przyszłości, jak wszystko poukładam jak należy :)

      Usuń
  12. No nie wiem czy agresywna jest ta pszczółka, mi się podoba - bardzo oryginalna i niespotykana :)
    Ciesze się Katalinko, że poczyniłaś trocha zmian, na lepsze z tego co czytam, w swoim życiu, czasami bywa to trudne, czasami mniej, ale wiesz... masz rację, nie ma co odkładać na jutro to, co można zrobić dziś i nie żałować sobie małych, i tych większych, przyjemności - w końcu żyje się tylko raz, i to nie wiadomo ile ;)
    Bardzo się ciesze razem z Tobą ;)
    Zakupki fajne, Tisane lubię, ale miałam jedynie w słoiczku, Kwiat wiśni u mnie gości w postaci wody toaletowej, uwielbiam zapach wiśni :) Ale żel i mleczko też sobie sprawię ;)
    Już nie mogę się doczekać Twoje toaletki!

    OdpowiedzUsuń
  13. Agresywna czy nie - jest taka jaką ją sobie wymyśliłam.
    Zamian zadziało się bardzo dużo i nie wszystkie były OK, ale cóż, życie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.