sobota, 3 maja 2014

Sephora Rouge Infusion

Hej Misiaki!

     Podobno kobiety można podzielić na dwa podstawowe obozy makijażowe: te, które skupiają się na oczach i te, które wolą podkreślać usta. Jeśli podział ten nie jest kolejnym wymysłem nadgorliwego marketingowca, to dzisiaj będzie coś dla przedstawicielek drugiej grupy.

     Produkt, który chcę Wam przedstawić jest względnie nowy, choć można go nabyć już od ładnych kilku tygodni. Oto, co ma do powiedzenia na jego temat producent:

     Atrament do ust, czyli hybrydowe połączenie pomadki i błyszczyka. Dzięki zawartości 60% wody, pomadka pokrywa usta delikatnym i błyszczącym kolorem przez 10 godzin. Intensywność koloru zależy od ilości nałożonych warstw.




Dostępność:
Salony Sephora

Cena:
55zł

Pojemność:
0,152 fl.oz




Trwałość:
6 miesięcy

Opakowanie:
Dość interesujące - wygląda jak chemiczna... zlewka na próbki? Tak mi się kojarzy. Z uwagi na obłe kształty, wymaga jakiegoś stojaczka. Standardowo, napisy dość szybko ścierają się z gładkiej, czarnej powierzchni, jednak trójwymiarowa naklejka na  nakrętce - nie. Dzięki temu nawet po dłuższym czasie jesteśmy w stanie zidentyfikować numer i nazwę koloru.

Konsystencja:
Kremowa, ale bardzo lekka. Łatwo rozprowadza się na ustach, choć początkowo ma tendencje to smużenia. Trzeba odczekać kilka minut, aż wtopi się w usta.




Zapach:
Mnie osobiście przypomina zapachem krem Nivea Soft.

Aplikacja i działanie:
     Produkt nanosimy na usta wygodnym aplikatorem w kształcie "kopytka". Ponieważ jest to kosmetyk tinto-podobny, zachowuje się w zbliżony sposób, to znaczy po nałożeniu warto odczekać kilka chwil i dać mu się stopić z ustami, po czym jeśli macie takie życzenie, dołożyć kolejną warstwę.

     To, co odróżnia go od innych tintów, to kremowa konsystencja, która rzeczywiście przekłada się na późniejszy komfort noszenia. Wyżej wspomniałam o skojarzeniach z kremem Nivea Soft. Jeśli kiedykolwiek zdarzyło się Wam nałożyć go na usta, będziecie wiedziały jakie uczucie towarzyszy noszeniu Rouge Infusion. 

     Producent obiecuje trwałość do 10h. Jeśli tylko opanujecie się w początkowej fazie noszenia atramentu na ustach i ograniczycie oblizywanie ust, jedzenie i picie, wówczas macie szansę cieszyć się kolorem przez długie godziny. 10h to oczywiście przesada, jednak kolor spokojnie przetrwa pół dnia, albo i dłużej. Oczywiście wiele zależy od kondycji Waszych ust, tego czy i co jecie/pijecie. Mnie osobiście zdarzało się "zjeść" go bardzo szybko - właśnie wtedy gdy nie dałam mu zadomowić się na ustach po nałożeniu, ale zdarzało się też ze zdumieniem odkrywać na ustach jego całkiem imponujące pozostałości po wielu, wielu godzinach noszenia. Wziąwszy pod uwagę to wszystko, plus przyjemne kremo-podobne uczucie przy aplikacji (zapewne zasługa tych 60% wody w składzie), jestem z tych atramentów bardzo zadowolona!




     Warto w tym miejscu wspomnieć, że jasne kolory atramentów wypadają słabiej niż ciemne. Beige, który nabyłam jako ostatni, trochę mnie rozczarował ale pozostałe dwa, czyli Coral i Strawaberry są zachwycające, bez dwóch zdań. Warto nadmienić, że cała linia liczy sobie aż 14 odcieni, zatem jestem przekonana, że każda z nas znajdzie wśród nich przynajmniej jeden kolor, który ją zachwyci.

Czy kupię ponownie:
Póki co staram się ograniczyć swoje zapędy zakupowe, jednak nie ukrywam, że kusi mnie ta linia, zatem... ;)

Na zakończenie mała prezentacja każdego z kolorów na ustach
Jak wspomniałam, Beige nie prezentuje się aż tak fantastycznie, jednak to po części moja wina - za szybko zrobiłam zdjęcie i nie dałam mu stopić się ze skórą.






     Są wśród Was osoby, które próbowały Atramentów do ust z Sephory? Jak się Wam spodobały?

Pozdrawiam serdecznie,
Kat :*


12 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. W tej serii jest jeszcze wiele innych, równie ładnych :)

      Usuń
  2. Mam taką karnację, że lepiej wyglądam w odcieniach różowych, czerwonych, więc stawiam na Strawberry :)
    pozdrawiam!
    STYLONADA.PL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strawberry to bardzo uniwersalny odcień - będzie dobrze wyglądał na wielu odcieniach skóry. Również pozdrawiam.

      Usuń
  3. Niestety nie miałam z nimi styczności. Kolor Strawberry mi się podoba. No a opakowanie przywołuje mi na myśl lekcje chemii i probówki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobne opakowania ma też Inglot ;) Generalnie Strawberry, jak pisałam wyżej, jest bardzo uniwersalny i "noszalny" jak na czerwień. Polecam.

      Usuń
  4. Wyglądają super, nie próbowałam, ale może to się zmieni:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, Bogusiu, bo to jedne z fajniejszych maziajek to ust jakie ostatnio miałam :) I trwałe!

      Usuń
  5. swego czasu miałam w wyszukiwarce "atrament z sephory" i mówię WTF?! ;) a to takie buty hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marketingowcy wymyślają różne dziwne nazwy - im dziwniejsza, tym lepiej chwyta konsumentów ;)

      Usuń
  6. to jest efekt po 1 warstwie, prawda? chyba wolałam nieco lepsze krycie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jedna warstwa, ale można dołożyć kolejną i wtedy efekt jest lepszy. Ja akurat lubię takie pół-transparentne wykończenie, więc zazwyczaj kończę na jednej warstwie.

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.