niedziela, 22 czerwca 2014

Dietetyczny Arabic

Hej Misiaki!

     A jednak będzie jeszcze jeden wpis w czerwcu. Trochę z nudów, trochę z chwilowego nadmiaru wolnego czasu - taka cisza przed nadchodzącą burzą. W każdym razie oto jestem, co więcej, mam dla Was makijaż.




     Makijaż ten powstał na fali testów kohli. Eksperymentowałam z różnymi rodzajami czernideł, używając ich do wykonania zarówno lżejszych i bardziej odpowiednich do noszenia na co dzień makijaży, jak i tych bardziej dosłownie osadzonych w stylistyce Wschodu. 




     Dzisiaj zaprezentuję Wam wersję lżejszą, która bardzo luźno bazuje na oriencie i udowadnia, że nie trzeba bombardować oczu grubymi kreskami, aby nadać im odrobinę egzotycznego wyglądu. Arabic na diecie.
     Jednocześnie niejako wracam tym wpisem do korzeni, rezygnując z filmiku na rzecz instrukcji pisanej. Od tego zaczynałam lata temu i prawdę mówiąc zapomniałam już o ile wygodniejsza i szybsza w wykonaniu jest właśnie taka forma.












     A oto efekt końcowy:







Póki co to by było na tyle. Pozdrawiam Was serdecznie i... do usłyszenia w przyszłości.

Katalina :*


niedziela, 15 czerwca 2014

Kolejny Miszmasz

Hej! Jak się macie?

     Postanowiłam zajrzeć i zostawić po sobie choć jeden ślad w tym miesiącu. Jak dotąd mija mi on w szalonym tempie, jednak w tym konkretnym przypadku nie jest to tak fajne, jak mogłoby się zdawać. Ostatnie dwa tygodnie w pracy dostarczyły mi tyle stresu, ile nie doświadczyłam przez dwa minione lata z okładem. Uogólniając, niczego nie pragnę teraz tak bardzo, jak odrobiny spokoju od ciągłych nerwów, bo zaczynam się czuć jak Don Kichot walczący z wiatrakami.
     Na szczęście trafiło mi się również kilka miłych momentów, które sprawiły że ostatnie tygodnie nie były tak totalnie beznadziejne. 

     Jedną z takich miłych niespodzianek, był prezent w postaci ogromnego bukietu frezji. A frezje to jedne z moich ulubionych kwiatów. Przez pełny tydzień cieszyły moje oczy i nos.




     Inny prezent sprawiłam sobie sama. Na cieliste szpilki polowałam bardzo długo, bo w każdej parze coś mi nie pasowało. Ostatecznie zdecydowałam się na bardzo prosty model:




     Dodatkowo, robiąc zakupy w Lidlu trafiłam na świece zapachowe. Niedrogie, ale o bardzo intensywnych zapachach. Jeszcze żadnej nie zapaliłam, więc nie jestem w stanie jak na razie powiedzieć na ich temat nic więcej.




     Po długaśnej przerwie udało mi się wreszcie spotkać z wiecznie zapracowaną Maroccanmint. Wypiłyśmy wspólnie pyszną gorącą czekoladę, zjadłyśmy po deserze, ruszyłyśmy też na obchód okolicznych sklepów. W efekcie dałam się skusić w salonie Inglota na kilka drobiazgów...





     Wiedzieliście, że Inglot wypuścił na rynek perfumy w kremie? Dostępnych jest pięć zapachów, z czego wybrałam dla siebie aż trzy:




     Drugie przemiłe spotkanie miało miejsce wczoraj. Miałam okazję po raz kolejny spotkać się ze Słomką i Kingą. W spotkaniu brała również udział pewna prześliczna Młoda Dama, której Wam nie pokażę ;)




     Krążyłyśmy trochę po Gdyni, później spędziłyśmy miło czas na kawie i plotkach. Przy okazji okazało się, że na Świętojańskiej odbywał się tego dnia pokaz aut klasycznych. Zrobiłam zdjęcia dwóm, które zainteresowały mnie najbardziej:





     Przy okazji spotkania, Kinga obdarowała mnie tym oto cudem:




     Bardzo mnie zaskoczyła i sprawiła ogromną radość! Dziękuję jeszcze raz :*

     Kończąc ten wpis, cieszę się, że miałam tyle szczęścia, by znaleźć w minionych dniach/tygodniach kilka momentów, które uczyniły ten czas wartościowym. Dzięki nim choć przez parę chwil było miło :)


Pozdrawiam ciepło,
Katalina