sobota, 30 sierpnia 2014

Roczny bilans...

Hej Misiaki!

     Rok temu obcięłam włosy. Była to decyzja spontaniczna i jak dla mnie ekstremalna. Czy jej żałowałam? Czasami tak, a czasami nie. Wciąż uważam, że tego potrzebowałam, choć z perspektywy czasu wiem, że lepiej się czuję z dłuższymi włosami.

     Tak było przed rokiem, tuż po cięciu:




     W tym czasie unikałam fryzjera. Z resztą dalej zamierzam go (jej) unikać, dopóki nie uznam że to absolutnie konieczne. Pewnie już niedługo nie będę miała wyboru, nie mniej póki co obstaję przy swoim. Inna sprawa, że pomijając włosy okalające twarz, które z zasady narażone są na większe uszkodzenia, reszta końcówek wygląda zadziwiająco poprawnie jak na roczną abstynencję od nożyczek. Nie jest doskonale, ale umówmy się - rok bez podcinania mało komu nie zrobiłby różnicy. W każdym razie obecnie moje włosy wyglądają tak:




     Co do ich kondycji, to przyznam, że bywało lepiej. Być może pamiętacie, że kilka miesięcy temu podjęłam decyzję o odstawieniu wszelkich wcierek olejowych. Znużyły mnie, a ich stosowanie okazało się dla mnie uciążliwym obowiązkiem. Nie miałam już ani czasu, ani ochoty paradować 3-4 razy w tygodniu, po 4h z tłustym koczkiem woniącym olejem Khadi, czy inną musztardą, choć niewątpliwie był to szalenie seksowny i nieodparcie pociągający widok.
     W efekcie powrócił mój problem wzmożonego wypadania włosów. Znów sypią się tak jak się sypały i nie działają na to żadne Radicale i Jantary. Wygląda na to, że mamy tu banalnie prostą zależność "coś za coś". 
 
Chcesz mieć spokój i nie rozsiewać kłaków na każdym kroku? Zaprzyjaźnij się z olejem.
 
     I powiem Wam, że rozważam to, bo niestety nie mogę pochwalić się bujną czupryną. Rozważam też udanie się do lekarza - dermatologa, a najlepiej trychologa. Problem w tym, że na wizytę u takowego trzeba czekać w dłuuuuuuugiej kolejce. Pół roku to minimum.
 
     To co zawsze powraca jak bumerang w podobnych sytuacjach to kwestia diety, stresu, odpowiedniej dawki snu, etc. Cóż mogę powiedzieć? Moja dieta nigdy zbilansowaną nie była i prawdopodobnie nie będzie. Jadam nieregularnie. Czasem zdrowiej, czasem daję się ponieść zachciankom. Stres to mój oswojony i wierny przyjaciel. Ze snem mi nie po drodze, choć spać uwielbiam, ale co poradzić, kiedy doba ma tylko 24h a jest tyle rzeczy, którymi można (lub trzeba) się w tym czasie zająć. Sypiam maksymalnie 5,5h na dobę. Dużo? Mało? Pewnie to pojęcie względne.

     Ok, skoro zrezygnowałam z olejów, co w takim razie ostało się na mojej półce? Pielęgnacyjnie przedstawia się to następująco:




     W bezimiennej butelce znajduje się Jantar, który jak wspomniałam nijak na mnie nie działa, ale jak już kupiłam, to zużyję. Przynajmniej mam już pewność, że nie ma sensu po niego sięgać, bo to strata pieniędzy.
     W półlitrowym pudle gigancie jest odżywka SERI, którą kupiłam jakiś czas temu w Naturze. Stosuję ją średnio 1-2 razy w tygodniu, jednak nie widzę jakichś większych efektów. Pięknie pachnie - to jej główna zaleta - jednak jak dotąd jej działanie mi nie zaimponowało. 
 
 
 
 
 
     Galaretkowaty, zielony szampon jest jednym z nowszych produktów Starej Mydlarni. Kupiłam z ciekawości, ale już wiem, że do niego nie wrócę. Nie odpowiada mi jego "zielskowaty" zapach i fakt, że mimo iż obiecuje zahamowanie wypadania włosów, nic takiego nie robi. Nie szkodzi, ale i nie pomaga, a to dla mnie za mało.
 
 
 
 
     To co lubię natomiast, to niewątpliwie kosmetyki z arganowej linii marki Cece. Odżywki używam od dawna i bardzo ją lubię! Serum jest OK, choć buteleczka nie należy do najpraktyczniejszych. Natrafiłam w sieci na opinie, że seria arganowa nie jest jakaś przesadnie fantastyczna, nie mniej u mnie sprawdza się całkiem nieźle.

     W temacie stylizacji jest u mnie bardzo skromnie. Poza lakierem do włosów używam 2-3 kosmetyków:




     Podstawę stanowi Wellaflex 2-Days-Volume. Czasami sięgałam również po inny wariant tego sprayu, mianowicie po Curls & Waves. Również daje radę i chyba nie skleja aż tak włosów. Mimo wszystko wciąż szukam produktu idealnego. Jak zawsze. Wspomagam się suchym szamponem z Dove, który moim skromnym zdaniem jest najlepszym produktem tego typu, z jakim miałam do czynienia. Robi co ma robić i nie bieli włosów, a to jest moją zmorą jeśli chodzi o suche szampony. Przetestowałam ich już sporo i nawet w Batiste znalazłam więcej wad niż zalet. Dove jest tutaj chlubnym wyjątkiem od reguły - bardzo go lubię i jak tylko się kończy kupuję kolejny.

     Słowem podsumowania... Patrząc obiektywnie, moje włosy nie zachwycają, jednak są w o wiele lepszym stanie niż mogłyby być biorąc pod uwagę to, że od roku nie widziały fryzjera. Nie jest źle, choć bywało lepiej ;) Obstawiam, że przetrzymam je jeszcze przez kilka miesięcy, po czym ponownie nawiedzę swoją fryzjerkę i poproszę ją o jakąś miłą dla oka i porannego zegarka fryzurę.
     A póki co będę dumnie nosiła swoje gniazdo takim jakie jest.

Pozdrawiam ciepło, na zakończenie wakacji.
Jak Wam minęły?

Katalina :*


19 komentarzy:

  1. wow, chyba bym długo nie pociągnęła na tak małej dawce snu... z drugiej strony może i śpię te dwie godziny więcej, ale budzę się kilka razy w nocy i sprawdzam co u Małej, więc jakość snu też trochę cierpi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram sobie odbić w weekendy :) Wtedy jeśli nie muszę to nie wstaję rano. W tygodniu jest jak jest... Szkoda mi dobry na sen ;) A Ty, jak napisałaś, wstajesz przecież do dziecka, więc też gdybyś odliczyła wszystkie te momenty wybudzenia, to musiałabyś zweryfikować czas snu.

      Usuń
  2. Ślicznie wyglądasz w tych delikatnych liczkach okalajacych twarz, masz rację w dłuższych jest Ci ładniej :) bardzo zalotnie i kobieco. SERI miałam, na moje włosy nie zadziałała zupełnie, żadnej pomocy w utrzymaniu ładu czy nawilżenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Chociaż tutaj zdania były podzielone. Dwóch moich kolegów zareagowało na tamto cięcie bardzo pozytywnie ;) W każdym razie ja siebie wolę z dłuższymi - wygodniej mi tak i łatwiej ogarnąć to co mam na głowie.
      SERI w zasadzie poza zapachem i ułatwianiem rozczesywania nic nie robi... Szkoda, bo pachnie bosko, ale to za mało, niestety.

      Usuń
  3. Ja z kolei chyba w krotkich wlosach czuje sie lepiej, ale ze styluzacja jest mi obca, to nie zawsze wygladaja one dobrze. Teraz jestem w trakcie dylematow wlosowych ;)

    Podobasz mi sie w krotkich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspominałaś, że wolisz krótkie fryzurki :) Ale masz to szczęście, że tych włosów masz masę i są one w świetnej kondycji, a fryzury które wybierasz bardzo Ci pasują :)
      Mogłabyś mi trochę swoich włosów odstąpić ;) hahah

      Usuń
    2. No popatrz, a niedawno wywaliłam trzy kitki obcięte za młodu :P

      Usuń
    3. Nieeeeeeee, jak mogłaś :P

      Usuń
  4. Gratuluje odwagi , że tak mocno obcięłaś wtedy włosy, ja nigdy bym się na to nie zdecydowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zawsze myślę podobnie gdy widzę jakąś długowłosą dziewczynę, która radykalnie skraca włosy :)
      Czasem tak już jest - coś przyjdzie do głowy nie wiadomo skąd i bum! ;)

      Usuń
  5. Mi się podobasz również w tych krótkich, ale rozumiem, że czujesz się lepiej w długich;) Jak na rok unikania fryzjera - są w bardzo ładnej kondycji!
    Mi również znudziło się aplikowanie śmierdzących olejków, teraz sięgnęłam po Rzepe - Joanny.
    Eh ciężko mi doradzić, trychologa niestety żadnego nie znam, a u mnie problem wypadania nawet jak się pojawiał to szybko (1-2 miesiące) i znikał po zastosowaniu szamponu (np. YR - z białym łubinem) czy po łykaniu skrzypovity.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, odnotowane: Rzepa i Skrzypowita - muszę kupić! :D

      Usuń
  6. Ładnie Ci było w krótkich. Ładnie Ci jest w długich. Twoja Twarz wyglądałaby świetnie nawet gdybyś ustroiła się w mopa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś cudowna :* ale wierz mi, że z mopem wyglądałabym tragicznie, heheh. Na dobrą sprawę nie uwierzyłabyś ile muszę ze sobą robić, żeby wyglądać reprezentacyjnie idąc do ludzi :D

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Przepraszam Kat, ale ani trochę Ci nie wierzę.
      Mam świadomość, ze dobrze wykonany makijaż zmienia twarz i mam też świadomośc tego, że masz niesamowity dar tworzenia nie tylko makijaży codziennych, ale też prawdziwych, ulotnych dzieł sztuki, ale widziałam Cię na wielu zdjęciach i jestem pewna, ze takiej twarzy nie da się "namalować" od podstaw. Jesteś jedną najśliczniejszych kobiet, jakie widziałam - podoba mi się Twój typ urody, delikatne, dziewczęce rysy, pogoda ducha odbijająca się na buzi, łagodny uśmiech, chochlik w oczach. To nie jest coś, co "zrobi" sam makijaż. Jesteś dla siebie bardzo surowa. Rozumiem to, bo sama jestem jedną wielką wiąchą kompleksów... Więc rozumiem, ale wiem też, że nie masz powodów.
      Howgh! Rzekłam!

      Usuń
    4. Chyba skopiuję sobie Twoje słowa i będę je czytać za każdym razem, gdy złapię doła :* Kobiety są dziwnymi istotami! Mamy niesamowity talent do wkręcania samych siebie w spiralę umniejszania swoich pozytywów, zamiast podkreślać to co w nas fajne i warte uwagi. Z drugiej strony jeśli nawet Ty piszesz, że masz kompleksy, to czuję się rozgrzeszona :D
      A tym "Howgh!" mnie ugotowałaś, hahah :D

      Usuń
  7. Katalinko, Tobie pasują zarówno krótkie jak i długie i też średniej długości włosy, nawet nie wiem - wyglądasz przepięknie, ale obecna długość chyba najbardziej mi podoba się :)
    Ten zielony " bąbelkowy " szampon wygląda ciekawie, lubię zielskowe zapachy, może wypróbuję go kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten szampon pachnie trawą i chwastami... Jeśli rzeczywiście lubisz podobne zapachy - próbuj śmiało ;)

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.