niedziela, 9 listopada 2014

Miszmasz listopadową porą

Hej Misiaki!

     Zacznę od banału. Nie mogę uwierzyć w to, że ten rok już prawie dobiega końca! To, co działo się do tej pory, było istnym wariactwem. Nie pamiętam już ile razy miałam o tak:





      Ten rok był szkołą. Uświadomił mi wiele. Lekcje, jakich mi udzielił często były gorzkie. I wiem, że to wciąż nie koniec. Wciąż wiele zmian przede mną. O niektórych wiem, inne wciąż stoją pod znakiem zapytania. Wiele ku mojemu zaskoczeniu udało mi się... przewidzieć? Czasem dochodzę do wniosku, że jestem jakąś wiedźmą. Gdyby jeszcze udało mi się wywróżyć jedną - dwie, mogłabym powiedzieć z pełnym przekonaniem, że było warto.

     Ale póki co przejdźmy do tego, co będzie dla Was ciekawsze od mojego ględzenia o trudach życia ;) Pora pomiksować. Moim mottem przewodnim w tym roku było (między innymi) rozpieszczać się. Dlatego ilekroć splot okoliczności zasadzał mi solidnego kopa, w moich rękach pojawiało się coś, co miało umilić mi żywot w taki lub inny sposób. Do tych najbardziej podstawowych umilaczy muszę zaliczyć Magnum Almond.




     Kolejnym niekwestionowanym ulubieńcem jest strona zalukaj.tv, dzięki której mogłam obejrzeć kilka zapomnianych filmów i odkurzyć fascynację niektórymi serialami.




     Kosmetycznie również działo się całkiem intensywnie. Miałam na przykład okazję wypróbować wreszcie słynne skarpetki złuszczające jednej z firm. Nie wiem czy jest sens rozpisywać się na ten temat. Zaspokoiłam ciekawość i przełamałam swoje obawy związane z nałożeniem owych. Ponosiłam, odczekałam przepisowy czas, zrzuciłam skórę jak jaszczurka. Coś zeszło i owszem, jednak miejsca wymagające najintensywniejszej uwagi odnotowały poprawę w zaledwie minimalnym stopniu. To potwierdza moją teorię, że bez konsekwencji i nieustannej uwagi, naszym stopom nie pomogą żadne magiczne skarpetki. Fajny z nich gadżet, jednak nie sprawią one że nasze stopy staną się gładkie jak pupa niemowlaka.




     Wykończyłam sporo kosmetyków kolorowych, jednak o tym też nie będę się rozpisywać, bo sama uważam denka za zbędne. Pochwalę się tylko, bom dumna, że w poczet chlubnych wykończeń wpisały się dwie palety Sleek, tusz do rzęs, kilka kredek, a nawet lakiery. A propos lakierów.

     Wiecie, że lakier jest dobry, jeśli zużyjecie go do cna, po czym... pójdziecie do sklepu po kolejną buteleczkę. Tak było z Golden Rose Holiday #63.




     Miałam również farta, bo udało mi się dopaść listkowy puder z ostatniej limitki Essence. Inne kosmetyki wchodzące w skład tej serii mnie nie zainteresowały, jednak ten puder chciałam ustrzelić i udało się.





     Powiększyłam również swoją kolekcję balsamów Baby Lips, które uwielbiam. Mam nadzieję, że ich nie wycofają, bo fajnie mi się ich używa. Są super praktyczne!




     Mam Wam do pokazania jeszcze jedną pomadkę, ale tutaj historia jest inna. MAC Pro Longwear w kolorze "Goes and Goes" posiadam od kilku dobrych lat i w tym czasie niemal po nią nie sięgałam. Jej kolor jest tak specyficzny i tak nie mój, że nie miałam jakiejkolwiek ochoty jej używać i trzymałam ją wyłącznie w celu wymiany w przyszłości w ramach programu Back 2 MAC.




     Ale ostatnio przyszło olśnienie. Przecież nie muszę jej stosować jako szminki! Mogę zrobić z niej róż w kremie! I tak właśnie zaczęłam jej używać i powiem Wam, że w tej formie sprawdza się fantastycznie. 

     Na deser zostawiłam sobie kilka perełek, ale zacznę od tego, czego nie polubiłam i czego się pozbędę:




     Postanowiłam odświeżyć swoje zbiory pędzli. Zastanawiając się nad markami najpierw zdecydowałam się na pędzle Kozłowskiego i... okazały się pomyłką. Nie przypominam sobie bym miała wcześniej do czynienia z pędzlami, które aż tak gubiły i łamały włosie. Od pierwszego użycia (a mam je już kilka miesięcy) starałam się wymyślić na nie jakiś sposób, jednak nie udało się. Ostatecznie doszłam do wniosku, że albo trafiłam na marne sztuki, albo po prostu renoma marki jest mocno przesadzona i sztucznie rozdmuchana. U mnie w każdym razie pędzle te się nie sprawdziły i nie zamierzam sprawdzać innych modeli.
     Po Kozłowskim sięgnęłam po Maestro. Tutaj było już lepiej. Jakość tych pędzli jest naprawdę wysoka, jednak... przyznać muszę, że nie okazały się dokładnie tym, co miałam na myśli dokonując zamówienia. 
     Wtedy podjęłam decyzję - chcę Zoevy! Zrobiłam szybkie rozpoznanie terenu i mój wybór padł na jeden z różowych zestawów. Nie chciałam różowego, broniłam się przed nim, ale tylko ten wariant miał w składzie dokładnie te modele, które chciałam sprawdzić. Dobrałam do nich jeszcze kulkę do korektora i... 




... Mam je od niedawna, ale z pełnym przekonaniem i świadomością powiadam, że to najlepsze pędzle jakich kiedykolwiek używałam! Najlepsze! I zdecydowanie zamówię kolejne. 

     Zamówiłam też dwa kosmetyki, na które od dawna miałam ochotę. Oba kultowe, doskonale znane entuzjastom makijażu na całym świecie. Pierwszym z nich jest podkład Estee Lauder Double Wear.




     Nosi się bardzo dobrze. Pod wieloma względami przypomina mi Revlon ColorStay, który uwielbiam. Denerwujący jest brak pompki, ale cóż.

     Wreszcie wisienka na czekoladowym torcie:






     Cóż mogę powiedzieć, lubię czekoladę. Jestem sroką na metalowe opakowania (metal jak wiadomo rządzi!). Czekoladowy zapach cieni jest odczuwalny, choć nie onieśmielający. Mi osobiście jest obojętny, jednak wiem, że wiele osób się nim mocno emocjonuje ;). Cienie są świetnej jakości - używa mi się ich fantastycznie. Odkąd mam tą paletę wszystkie inne poszły w odstawkę na pewien czas. Wespół z pędzlami Zoeva tworzą grupę trzymającą niepodzielną władzę w moich zbiorach.

Tyle w temacie. Pozdrawiam ciepło i do następnego!

Katalina :*

33 komentarze:

  1. paleeeeta <3 (please, please, zrób z nią jakiś makijaż *_*)
    pędzle <3
    wow wow wow

    które to paletki sleek zużyłaś? (nie wiedziałam, że to możliwe)

    ściskam kciuki, by przyszły rok nie był wariacki w negatywnym tego słowa znaczeniu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się coś zmalować - wszystko zależy od światła, bo w tygodniu nie mam możliwości go złapać.
      Pędzle są świetne. Idealne włosie, idealne cięcie, robią dokładnie to co mają robić. Jestem nimi zachwycona :)
      A palety Sleek można zużyć, jak najbardziej :) Oczywiście pod warunkiem, że zawierają noszalne cienie, a o takich tutaj właśnie pisałam. Zużyłam Respect i Au Naturel. Postanowiłam sobie używać wyłącznie nich i żadnych innych i stosowałam jako cienie, róż do policzków, nawet wypełniałam nimi brwi. Da się :) Ciemne kolory można na upartego stosować jako linery, choć to nie jest moja ulubiona metoda.

      A w temacie wariactwa - lubię je, pod warunkiem że mnie motywuje do działania. Tym razem bywało bardzo różnie. I tak jak napisałam, jeśli uda mi się zrealizować jeden mój pomysł, wówczas będę mogła zaliczyć go na plus. Walka trwa ;)

      Buziaki! :*

      Usuń
    2. w takim razie mam nadzieję, że uda Ci się zrealizować pomysł :)

      wracając do tematów kosmetycznych, wiem, że nie lubisz denek, ale to kolorówkowe chętnie bym zobaczyła. nie wiem czemu, ale kręci mnie widok pustych opakowań po cieniach, różach czy szminkach, ha ha

      ja lubię robić kreski cieniami :)

      Usuń
    3. Ok, w takim razie od tej pory, będę zbierała wszystkie swoje kolorowe zużycia i będę prezentowała takie kolorówkowe denka :) Bo faktycznie coś jest w pustych opakowaniach po kolorowych kosmetykach. Typowa "chemia" już mi nie imponuje, bo to się tak czy inaczej zużywa. Makijaż to inna bajka.

      Kreski cieniami bym lubiła, gdyby nie odbijały mi się nad okiem ;) Próbowałam nie raz kombinować, ale przy moim kształcie oczu to się nie sprawdza niestety.

      Trzymaj zatem kciuki za powodzenie tego mojego "pomysła" ;) Jeśli się uda będę szaleć z radości :D

      Usuń
    4. w takim razie mocno te kciuki ściskam :)

      Usuń
  2. Są skarpetki, są też chyba takie rękawiczki złuszczające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że są, jednak akurat rękawiczek z całą pewnością nie chciałabym użyć. Nie wyobrażam sobie normalnego funkcjonowania z liniejącymi dłońmi... Zwłaszcza w pracy, czy przy wykonywaniu normalnych czynności w domu.

      Usuń
  3. paleta, pędzle, róż, skarpetki i magnum. całkiem nieźle sobie umilasz, no i bardzo dobrze :) u mnie też trochę ekscytująco, ale chyba kupię sobie lampę i wtedy będę mogła robić zdjęcia w nocy ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umilam jak tylko mogę. Jeśli marzy Ci się lampa i masz możliwość ją kupić - czemu nie :)

      Usuń
  4. Marzą mi się pędzle Zoeva... może sprawię sobie kilka na święta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam :) Sama się wzbraniałam i chciałam za wszelką cenę "wspierać polski biznes", ale serio. Jak dla mnie nie ma teraz lepszych pędzli niż te z Zoevy. Kilka pojedynczych sztuk z innych firm ma w moich zbiorach status niezastąpionych, ale reszta - Zoeva!

      Usuń
  5. Ale marzą mi się taki perełki. Pędzelki Zoeva to po nocach mi się śnią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto w nie zainwestować :) Wykonywanie nimi makijażu to pestka :)

      Usuń
  6. Kupiłam właśnie dwa pędzelki Maestro do linera i jestem zadowolona, a po włosiu widzę, że na więcej się nie skuszę ;) Pędzle Zoeva bardzo lubię i cały czas mam na uwadze większy zestaw, szczególnie do twarzy. Po cichu liczę na znalezienie go pod choinką :P Czekam na makijaże z czekoladką w roli głównej. Też mnie kusiła, ale jest utrzymana w ciepłej tonacji, więc odpuściłam.
    Ten rok zdecydowanie zbyt szybko mija...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam Maestro do linera i jest dobry. Dlatego póki co nie kupowałam odpowiednika. Ale inne pędzle - głównie mam na myśli te do rozcierania i załamania powieki - są dla mnie za miękkie i niedokładne. Z biegiem lat staję się coraz bardziej czepialska i wybredna. W każdym pędzlu coś mi nie pasuje, a tu nagle sięgnęłam po Zoevę i poczułam że TO JEST TO :)

      Usuń
  7. ciekawa jestem jak sie spisza pedzle:)

    OdpowiedzUsuń
  8. ojej , podkład Estee Lauder przejełabym bardzo chętnie
    mogę?:))

    paletka wygląda bosko, cudnie i jestem nią oczarowana
    no i chętnie bym wypróbowała pomadkę Mac

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam pędzle z Zoevy i strasznie zazdroszcze Ci tego różowego zestawu :D A ten puder z Essence wyglada pięknie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że i Ty zdobędziesz swój wymarzony zestaw :)
      A puder (a właściwie bardziej rozświetlacz) również daje radę :)

      Usuń
  10. Trzymam kciuki za Twój pomysł :)śliczny kolorek tego lakieru z GR

    OdpowiedzUsuń
  11. Czasem dobrze być Wiedźmą Katalinko, płyną z tego chyba jedynie korzyści :)
    No cóż, postanowienie o rozpieszczaniu - to super pomysł, ja też lubię czasem sprawić sobie coś wyjątkowego, ale robię to rzadko, bo... mąż mnie zazwyczaj wyprzedza :)
    Dobrze wiedzieć, że pędzle Zoevy są tak dobre, zapisuję w takim razie " różowy " zestaw do listy chciejstw, jeśli mówisz że są najlepsze - to tak jest! Choć nie wiem, czy ja, amatorka, będę umiała nimi się posługiwać :)
    Czekoladkowa paletka świetna ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze mieć takiego rozpieszczającego męża :)
      Pędzle - wierz mi, są tak zrobione, że każdy będzie w stanie zrobić z nich należyty użytek :) To po prostu dobrze wykonane narzędzia :)

      Usuń
  12. Slkiczny kolor szminki i ta urocza paletka cieni;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Cieszę się, że Ci się spodobały ;)

      Usuń
  13. Czekoladowa paletka - ekstra! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. O, a ja z tej kolekcji essence chciałam kredkę i mam. Brązowo-miedzianą. Przyjemna.
    Pędzle w zabawnym kolorze i dobrze! Czy wszystko musi być żałobnie czarne? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli obie ustrzeliłyśmy co chciałyśmy ustrzelić :)

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.