sobota, 27 grudnia 2014

Szczypta złota: łatwy i szybki makijaż imprezowy

Hej Misiaki!

     Święta już za nami, jednak wielkimi krokami zbliża się sylwester. Pomyślałam, że z tej okazji zaproponuję Wam coś kolorowego, jednak w odróżnieniu od mojej poprzedniej propozycji, pozbawionego elementu szaleństwa.




     Róż jest wdzięcznym kolorem, który daje wiele możliwości. Połączony ze złotem i pogłębiony burgundem staje się ciekawą propozycją na wieczór, choć oczywiście wszystko zależy od Waszej inwencji i preferencji. Jak zawsze, każdy z zaprezentowanych kolorów można zastąpić innym, dopasowując w ten sposób makijaż do siebie i własnych potrzeb.




     Makijaż sam w sobie jest prosty i szybki w wykonaniu. Poniżej znajdziecie szczegółową instrukcję jego wykonania. Zapraszam :)















     Jak mówiłam, makijaż nie jest skomplikowany. W dodatku można go łatwo dopasować do swojego typu urody. Złoto ładnie skomponuje się z ciepłymi typami kolorystycznymi, jednak wystarczy zamienić je na srebro, by pięknie podkreślił urodę subtelną urodę Pani Lata, czy wyrafinowaną Pani Zimy.






Użyte produkty:
Twarz
- Bourjois Healthy Mix #54 Beige
- Collection concealer #2 light
- Soap & Glory One Heck of a Blot Super-Translucent Mattifying Powder
- Sephora Shimmering bronzing powder #1 light
- MAC Bronzing Powder #Bronze
- Sephora Hydrating powder Bush #18 Rose Pop
Oczy
- baza Urban Decay #Eden
- Brwi: kredka Essence #05 soft blonde, cienie Inglot: #358M, #378M
- Hashmi Kajal (w kremie)
- kredka Bourjois Contour Clubbing Waterproof #58 pink about you
- kredka Sephora Contour eye pencil 12HR wear #09 girls night out
- Urban Decay Naked 2 – Half Baken
- Sephora Hydrating powder Bush #18 Rose Pop
- cień Inglot #452 pearl
- cień KOBO #102
- Sleek „OSS” #Gateau
- MAC fluidline #Past Twilight
- Bourjois Volume 1 seconde mascara Waterproof
Usta
- Sephora Glossy Lip Pencil #02 Glossy raspberry


Pozdrawiam ciepło!
Kat :*


czwartek, 25 grudnia 2014

Grudzień w obrazkach

Hej Wszystkim!

     Święta trwają w najlepsze. Moi sąsiedzi z góry doprowadzają mnie do szału. Czy tak ciężko jest zająć czymś dzieci, żeby nie biegały jak stado bizonów kilka godzin z rzędu? Historia powtarza się za każdym razem jak moich sąsiadów odwiedza ich stuknięta córuchna z dziećmi. To są te chwile, gdy wychodzi ze mnie to co najgorsze i mam ochotę "wypuścić krakena" i sprawdzić ile decybeli są w stanie jednym rzutem wyemitować moje płuca...

     W ramach odstresowania się postanowiłam zebrać kilka obrazków z ostatnich tygodni i podzielić się nimi z Wami. Bez zbędnego gadania, zapraszam wszystkich zainteresowanych:




     Pierniczki, herbata i pachnący świeć cieszą przez cały rok, ale najbardziej zimą! To obowiązkowy punkt chłodnych wieczorów, kiedy zmęczona wracam do domu. Niezawodnie poprawiają humor.




     Miodzio! Mimo, że zima jest łagodniejsza niż zwykle, nie udało mi się uniknąć choroby. Miód był jednym ze smaczniejszych środków, mających za zadanie postawienie mnie na nogi.




     Sezonowe czytadła. Lubię Vogue Accessory za piękne zdjęcia, które niesamowicie mnie inspirują i nastrajają pozytywnie. Owszem, tego typu prasa ma to do siebie, że bezwstydnie epatuje luksusem, jednak kiedy już odstawi się na bok wszystkie marki i loga, pozostają naprawdę dobre fotografie, piękne, soczyste kolory i niekończące się morze wszelakiej inspiracji.




     Sporym zaskoczeniem okazała się dla mnie świąteczna seria kosmetyków Yves Rocher z czerwonych owoców. Oprócz niej wypuścili jeszcze wersję z czarnych jagód i pomarańczę z czekoladą, jednak to właśnie czerwone owoce urzekły mnie najbardziej. Wspaniały zapach!




     Dwa produkty, które stosuję pod podkład: Sebo Vegetal z Yves Rocher, który w zasadzie nie robi ze skórą niczego specjalnego. Serum ma za zadanie  zmniejszać optycznie pory i przedłużać świeżość skóry ze skłonnością do przetłuszczania się. Owszem, odrobinę matuje, jednak produkt ten nie wywarł na mnie aż takiego wrażenia bym miała ponawiać w przyszłości zakup.
     Natomiast Superprimer od Clinique to coś, co kupiłam zaraz po tym, jak zużyłam próbkę otrzymaną pewnego razu do zakupów. Jeden z niewielu primerów, które przypadły mi do gustu. W zasadzie jedyny poza HD z Make Up For Ever. Bardzo fajnie wyrównuje powierzchnię skóry, zwiększa przyczepność podkładu, w pewnym stopniu przedłuża trwałość makijażu. Lubię!




     Coś co wpadło mi w oko pewnego dnia w czasie zakupów. Nigdy wcześniej nie widziałam Radicala w wersji MED. W składzie nie ma znienawidzonej przeze mnie hydantoiny, za co już na wstępie przyznaję mu plusa. Jestem ciekawa czy się sprawdzi w akcji - zobaczymy, kiedy już zużyję aktualnie stosowany przeze mnie specyfik.





     I znów pierniczki! Tym razem domowej roboty, w dodatku spersonalizowane ;) Autorstwa Pani i Pana Słomki. Dopowiem tylko, że... były pyszne!





     Oprócz pierniczków Państwo Słomka obdarowali mnie obłędnie pachnącym Midnight Oasis (ilekroć się zaciągam ze szkiełka, to sobie myślę, że tak właśnie mógłby pachnieć mój mężczyzna :D hahaha). Dostałam również lakier Essie, którego nazwa idealnie wpasowuje się w bieżący sezon. Ma barwę zgaszonego szarością fioletu i zadatki na stanie się jednym z moich lakierowych ulubieńców.





     Tutaj z kolei wspaniałości od Kingi. Lakier BarryM o bardzo adekwatnej nazwie Vintage Violet idealnie wpasowuje się w moje upodobania! Również w tym przypadku mamy do czynienia z fioletem złamanym szarością, z tym że w ciemniejszej tonacji. Coś pięknego! 
     Są też inne smakołyki: "skórzane" Color Tattoo w kolorach Creamy Beige i Vintage Plum. Oba cudowne! I nie mniej cudowna paletka Soap & Glory "Lid Stuff" w kolorze What's Nude, a w niej trzy maty i jedna satynowa perła. Idealny zestaw kolorystyczny do codziennego makijażu! Czuję, że będę miała z tych cieni masę frajdy.




     Na zakończenie podróż aleją wspomnień, czyli perfumy, które nosiłam za czasów studiów. Jeden z moich ulubionych zapachów: Angel Thierry'ego Muglera. Angela albo się uwielbia, albo nie znosi. Kiedyś na blogu Sabbath pojawiło się kilka niezmiernie malowniczych opisów wspomnianego zapachu (dla zainteresowanych KLIK i KLIK). Moim ulubionym do dziś porównaniem pozostał "trup w czekoladzie". W każdym razie perfumy te to prezent, który sprawiłam sobie z okazji zbliżających się urodzin. Pełne 100ml (tak, lubię te perfumy AŻ TAK BARDZO). Wybrałam flakon w wersji testerowej (regularny ma kształt gwiazdy i z tego co wiem może być ponownie napełniany), ponieważ nie uśmiechało mi się dokładać 50zł za samą buteleczkę.


     Tak oto wyglądał jak dotąd mój grudzień w obrazkach. Pozdrawiam Was serdecznie, mając nadzieję, że Wasi sąsiedzi są nieco bardziej cywilizowani niż moi i wykazują ciut więcej empatii i kultury. 


Ściskam,
Katalina :*


sobota, 20 grudnia 2014

Wielkie kolorowe zużywanie

Hej Misiaki!

     Kiedyś rozmawiałam z Kingą o moim nastawieniu do wpisów typu "denko". Sama je z reguły omijam na innych blogach, bo nie czuję się zafascynowana oglądaniem poprzecinanych tubek, pustych pudełek, czy butelek. W większości przypadków wpisy te wnoszą niewiele treści, czy też użytecznych z mojego punktu widzenia informacji.

     W każdym razie pewnego dnia rozmawiałyśmy z Kingą i powiedziałam wtedy, że jestem na etapie zużywania wielu kosmetyków, które mam aktualnie na podorędziu. Przestałam kupować na zapas, jak to miałam w zwyczaju w odniesieniu do balsamów do ciała. Denerwowało mnie coraz bardziej to, że w moich szafkach piętrzą się cienie, kredki i pomadki, których nie używam. Zdecydowałam zatem, że zacznę z większą uwagą i świadomością dobierać kolejne kosmetyki. I chodziło mi tutaj nie tyle o ich cenę, a o ilość i jakość.

     Kolejna decyzja dotyczyła wzmożonego zużywania tego co już miałam. Tym sposobem udało mi się rozpracować dwie w porywach do trzech palet Sleek. W tym miejscu muszę dodać, że miałam tylko te w neutralnych odcieniach: Respect, Oh So Special i Au Naturel. Mają one tę przewagę nad pozostałymi paletami Sleek, że ich kolorystyka umożliwia stosowanie cieni również do konturowania twarzy, w charakterze róży, czy linerów. Przez kilka kolejnych miesięcy używałam w zasadzie wyłącznie nich i wierzcie mi, da się je zużyć.
     Ale do rzeczy! Kinga wiedząc jaki jest mój stosunek do denek, poprosiła bym następnym razem kiedy zużyję coś z kolorówki zatrzymała opakowanie i mimo wszystko prezentowała cyklicznie swoje makijażowe zużycia na łamach bloga. 




     I tak zaczęłam je zbierać. Trochę ich już zgromadziłam, a ponieważ nie chcę by zalegały dłużej w mojej szufladzie, postanowiłam pożegnać się z nimi jeszcze przed świętami. Z czym rozstałam się w ostatnim czasie? Moja lista prezentuje się następująco:


❇ CC krem Violet Deoproce - RECENZJA
❇ Podkład Bourjois Healthy Mix - RECENZJA
❇ Collection Lasting Perfection Ultimate Wear Concealer - RECENZJA
❇ Soap & Glory One Heck of a Blot - RECENZJA
❇ MAC Bronzing Powder #Bronze - RECENZJA
❇ Sephora Shimmering Bronzing Powder #1 Light - RECENZJA
❇ Ołówek do brwi Essence
❇ Max Factor Kohl Kajal #090 Natural Glaze
❇ Sephora Contour eye pencil 12hr wear waterproof #32 Tango Night
❇ Sephora Rouge Infusion: # 06 Coral i #07 Strawberry - RECENZJA
❇ Lakier do paznokci Essie # Muchi, Muchi
❇ Próbka perfum JPG Classique Intense




     Jak widzicie, nie próżnuję. Mam w planach zużyć jeszcze kilka rzeczy, jednak zdecydowana większość zniknęła z moich zbiorów zanim rozmawiałam z Kingą, zatem nie mam możliwości pokazać Wam tamtych opakowań.

     Czy zastępuję zużyte kosmetyki nowymi? Czasami. Jak np w przypadku mojego ulubionego korektora z Collection, bez którego nie wyobrażam już sobie makijażu. Mam też jeszcze jeden bronzer z Sephory (choć w innym kolorze), bo wybitnie przypadł mi do gustu. Tak samo ołówek do brwi Essence. 
     Kredek/linerów z Sephory mam cały pęk więc póki co nie przewiduję kolejnych zakupów, ale zdecydowanie je Wam polecam - są rewelacyjne! Nie planuję wracać do płynnych pomadek Rouge Infusion Sephory. Mam obecnie satysfakcjonującą mnie ilość pomadek i błyszczyków.


A jak tam u Was? Wolicie kolekcjonować, czy zużywać?

Pozdrawiam serdecznie,
Kat :*


niedziela, 14 grudnia 2014

Jak to jest z tym MACiem?

Hej Misiaki!

     Jak to jest z tym MACiem? Marka ta znana jest w zasadzie każdemu entuzjaście makijażu, niezależnie od tego, czy jedynie podziwia pracę innych, czy też sam praktykuje. Marka, która wypłynęła na szerokie wody wraz z popularyzacją serwisu YouTube. Dam głowę, że wielu spośród Was ma, lub marzy o tym, by mieć choć jedną rzecz z "magicznym", trzyliterowym logo.




     Sama przez długi czas nie miałam dostępu do wspomnianych kosmetyków i mogłam co najwyżej popatrzeć sobie na nie, kiedy zagraniczne youtuberki używały ich w akcji. Było to z jednej strony frustrujące, z drugiej nieustannie budowało we mnie chęć posiadania. Nie zapominajmy też o całym marketingu konsekwentnie rozkręcanym wokół marki. MAC uchodzi w końcu za jedną z domyślnie wybieranych marek wśród profesjonalistów na całym świecie.




     Dla osoby, która nigdy nie miała okazji używać jakiegokolwiek kosmetyku MAC, moment pierwszego osobistego zetknięcia się z takowym z pewnością pozostanie w pamięci na długi czas. Wiem, bo sama pamiętam "swój pierwszy raz" ;).
     Kiedy już uda nam się zdobyć upragniony przedmiot, zaczynamy go używać, poznawać jego możliwości i porównywać z innymi produktami, którymi dysponujemy. I co się wtedy okazuje? 




     W moim przypadku konkluzja była taka, że owszem, MAC jest firmą dobrą, jednak z całą pewnością nie wybitną. Do tej pory przez moje ręce przewinęły się rozmaite kosmetyki tej firmy. Od Fix + i płynu dwufazowego do zmywania makijażu, przez Paint Poty, cienie do powiek, pigmenty, pomadki, błyszczyki, eyelinery w różnej postaci, sztuczne rzęsy, aż po kosmetyki podstawowe takie jak tusz do rzęs, korektor, róż, czy bronzer. Nie będę się rozpisywała szczegółowo na temat każdego z wymienionych produktów - poprzestanę na mało odkrywczym w gruncie rzeczy stwierdzeniu, że jak w przypadku każdej firmy kosmetycznej, tak i u MACa znaleźć można sztuki wybitne, jak i te całkiem przeciętne.




     Weźmy choćby taki Fix +, który jest w gruncie rzeczy niczym innym, jak sprayem odświeżająco-wykańczającym. Wbrew powszechnej opinii nie ma właściwości utrwalających makijaż, a jego główną zaletą, jak podkreśla wiele użytkowniczek, jest pozbawianie makijażu efektu pudrowości. Dość mało, jak na specyfik, za który trzeba zapłacić 90zł, a który z powodzeniem można zastąpić choćby wodą termalną w aerozolu.




     Cienie do powiek i pigmenty to temat nieco bardziej złożony. Oferta MAC jest przebogata, oferuje nie tylko wiele kolorów, ale i wykończeń. Jestem zdania, że po cienie i pigmenty warto sięgać... ale tylko wtedy gdy w grę wchodzi kolor, którego nie spotkamy nigdzie indziej. Cena cieni waha się od 50+ do 70+ złotych w zależności od serii, zaś pigment to wydatek rzędu niemal 100zł za fiolkę. Niemało. Jakościowo są dobre, jednak moim zdaniem nie aż tak dobre, by uzasadnić tak wysoką cenę. Zwłaszcza że mamy dostęp do równie dobrych, a niekiedy wręcz lepszych cieni kosztujących ułamek kwoty, jaką należałoby przeznaczyć na MACa.
     Z drugiej strony tym, w co zdecydowanie warto zainwestować są Paint Poty! Zwłaszcza te w podstawowych kolorach, ponieważ sprawdzają się idealnie nie tylko jako cienie w kremie, ale również jako baza pod cienie. Są niesamowicie trwałe - wytrzymują na powiekach calutki dzień. Zawsze jak któregoś użyję, mam pewność że choćby się waliło i paliło, mój makijaż oczu wytrwa aż do demakijażu.




     Spośród eyelinerów, zdecydowanie godnymi uwagi są żelowe Fluidline'y. Jak podkreślałam wielokrotnie, mam problem ze łzawiącymi oczyma, a przez to muszę liczyć się z tym, że to i owo spłynie mi w ciągu dnia. Fluidline'y są jednymi z trwalszych żelowych linerów, z jakimi miałam do czynienia. Owszem, one również w pewnym stopniu się wypłukują, jednak w porównaniu z innymi, których używałam wypadają bardzo dobrze.
     Z kolei płynne linery w kałamarzu są przeciętne i w moich oczach absolutnie zastępowalne. Świetną alternatywą będą tutaj produkty Sephory, czy nawet Manhattanu. Jakość jest bardzo porównywalna, zaś cena niewspółmiernie lepsza!




     Stosunkowo niewiele miałam do czynienia z pudrowymi kosmetykami do twarzy MAC. Jak dotąd wypróbowałam tylko bronzer i róż. Z pewnością kiedyś skuszę się w celach porównawczych na Mineralize Skinfinish Natural, jednak to co mogę powiedzieć w tym momencie na temat wspomnianego różu i bronzera, raz jeszcze sprowadziłoby się do krótkiego: "dobre, ale nie wybitne".
    Na korzyść tych kosmetyków przemawia ich tekstura - bardzo delikatna i przyjemna, umożliwiająca łatwą aplikację, nie nastręczająca kłopotów przy rozcieraniu. Pigmentacja jest przyzwoita, choć zaryzykuję stwierdzenie, że analogiczny produkt przykładowo od Sleeka wyprzedziłby pod tym względem MACa o kilka długości. Trwałością również nie porywają. O ile bronzer wytrzymuje na twarzy większość dnia, o tyle róż znika już po kilku godzinach. Mam swoich faworytów w obu tych kategoriach i MAC zdecydowanie nie jest w stanie im zagrozić.




     Z podkładami nie miałam przyjemności, ale i jakoś się nie rwę do testów, bo znalazłam już swój ideał. Natomiast korektory wzbudziły moje spore zainteresowanie. Zastanawiałam się nad Pro Longwear i prawdopodobnie kiedyś go wypróbuję, jednak póki co używam wersji Studio Finish. Jest to kosmetyk dobry, stosunkowo trwały i możliwy do stosowania również jako podkład, choć tutaj sporo zależy od wybranego koloru i kondycji Waszej skóry. Kosztuje 77zł. 
     W tej samej cenie mogłybyście kupić... 6 korektorów Catrice Camouflage Cream, które są bardzo podobne - tak pod względem opakowania, jak i w działaniu do Studio Finish MACa. Catrice jest odrobinę bardziej kremowy i minimalnie mniej trwały, jednak zupełnie szczerze, spośród tej dwójki wybrałabym korektor Catrice.




     Z pomadkami i błyszczykami jest jak z cieniami i pigmentami - mnogość kolorów i wykończeń może przyprawić o zawrót głowy. Te, których dotąd używałam okazały się naprawdę warte uwagi i nie mam im nic do zarzucenia... z wyjątkiem ceny ;). Jestem świadoma tego, że bez problemu dostanę szminkę porównywalnej jakości za mniejsze pieniądze, ale od czego jest program Back 2 MAC?

     Podsumowując cały powyższy wywód mogę powiedzieć, że lubię kosmetyki MAC. Żaden z nich jak dotąd mnie nie rozczarował, choć wiele z nich ma moim zdaniem zdecydowanie zawyżoną cenę. Wszystko jak zwykle sprowadza się do indywidualnych preferencji, tego ile jesteśmy skłonni przeznaczyć na kosmetyki oraz jak ważne jest dla nas logo. Z mojej perspektywy MAC to bardziej instytucja, prestiżowa marka. Oferuje kosmetyki dobrej jakości, jednak konkurencja nie śpi - wystarczy rozejrzeć się tu i tam, by w wielu przypadkach znaleźć równie dobre, jeśli nie lepsze alternatywy.


     Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii na temat kosmetyków MAC. Których używałyście? Jakie wrażenie na Was wywarły? Jak oceniacie stosunek ceny do jakości? Które spośród nich poleciłybyście innym?


Pozdrawiam serdecznie,
Katalina :*


piątek, 12 grudnia 2014

Kreatywny Kobalt

Hej Misiaki!

     Szybki rzut oka na daty publikacji uświadomił mi, że byłam cicho od niemal dwóch tygodni. Kompletnie "nie czułam" tego czasu, ale chyba nadeszła najwyższa pora, żeby jakoś przerwać tę ciszę. Może kolejnym makijażem? Co Wy na to?
 
 
 

     Tym razem postanowiłam skręcić w bardziej kreatywną ścieżkę, w efekcie czego powstał taki oto makijaż. Zapraszam!

















     Ciekawie było wrócić po dłuższej przerwie do nieco bardziej wymagających malowanek. Kiedyś tworzyłam w zasadzie tylko takie, ale teraz nie mam już na to wystarczająco dużo czasu, a i moje preferencje stopniowo się zmieniają. Tak czy inaczej, raz na jakiś czas warto wrócić na stare podwórko i odkurzyć zapomniane zabawki ;)






Użyte produkty:
Twarz
- Bourjois Healthy Mix #54 Beige
- Collection concealer #2 light
- Sephora Shimmering bronzing powder #1 light
- MAC Bronzing Powder #Bronze
- Bourjois Blusher #41 Healthy Mix
Oczy
- baza Urban Decay #Eden
- Brwi: kredka Essence #05 soft blonde, cień Sleek „Oh So Special”: Boxed
- Hashmi Kajal
- Blue Heaven Herbal Kajal
- Inglot Konturówka do powiek w żelu #77
- Sleek „Oh So Special”: Bow, The Mail, Wrapped Up, Noir
- kredka Rimmel Scandaleyes #014 Bright Blue
- kredka Sephora Contour eye pencil 12HR wear #28 Baby blues
- Yves Rocher 360 Length Mascara
Usta
- Astor Soft Sensation Lipcolor Butter #008 Hug Me


Pozdrawiam ciepło!
Katalina :*