czwartek, 25 grudnia 2014

Grudzień w obrazkach

Hej Wszystkim!

     Święta trwają w najlepsze. Moi sąsiedzi z góry doprowadzają mnie do szału. Czy tak ciężko jest zająć czymś dzieci, żeby nie biegały jak stado bizonów kilka godzin z rzędu? Historia powtarza się za każdym razem jak moich sąsiadów odwiedza ich stuknięta córuchna z dziećmi. To są te chwile, gdy wychodzi ze mnie to co najgorsze i mam ochotę "wypuścić krakena" i sprawdzić ile decybeli są w stanie jednym rzutem wyemitować moje płuca...

     W ramach odstresowania się postanowiłam zebrać kilka obrazków z ostatnich tygodni i podzielić się nimi z Wami. Bez zbędnego gadania, zapraszam wszystkich zainteresowanych:




     Pierniczki, herbata i pachnący świeć cieszą przez cały rok, ale najbardziej zimą! To obowiązkowy punkt chłodnych wieczorów, kiedy zmęczona wracam do domu. Niezawodnie poprawiają humor.




     Miodzio! Mimo, że zima jest łagodniejsza niż zwykle, nie udało mi się uniknąć choroby. Miód był jednym ze smaczniejszych środków, mających za zadanie postawienie mnie na nogi.




     Sezonowe czytadła. Lubię Vogue Accessory za piękne zdjęcia, które niesamowicie mnie inspirują i nastrajają pozytywnie. Owszem, tego typu prasa ma to do siebie, że bezwstydnie epatuje luksusem, jednak kiedy już odstawi się na bok wszystkie marki i loga, pozostają naprawdę dobre fotografie, piękne, soczyste kolory i niekończące się morze wszelakiej inspiracji.




     Sporym zaskoczeniem okazała się dla mnie świąteczna seria kosmetyków Yves Rocher z czerwonych owoców. Oprócz niej wypuścili jeszcze wersję z czarnych jagód i pomarańczę z czekoladą, jednak to właśnie czerwone owoce urzekły mnie najbardziej. Wspaniały zapach!




     Dwa produkty, które stosuję pod podkład: Sebo Vegetal z Yves Rocher, który w zasadzie nie robi ze skórą niczego specjalnego. Serum ma za zadanie  zmniejszać optycznie pory i przedłużać świeżość skóry ze skłonnością do przetłuszczania się. Owszem, odrobinę matuje, jednak produkt ten nie wywarł na mnie aż takiego wrażenia bym miała ponawiać w przyszłości zakup.
     Natomiast Superprimer od Clinique to coś, co kupiłam zaraz po tym, jak zużyłam próbkę otrzymaną pewnego razu do zakupów. Jeden z niewielu primerów, które przypadły mi do gustu. W zasadzie jedyny poza HD z Make Up For Ever. Bardzo fajnie wyrównuje powierzchnię skóry, zwiększa przyczepność podkładu, w pewnym stopniu przedłuża trwałość makijażu. Lubię!




     Coś co wpadło mi w oko pewnego dnia w czasie zakupów. Nigdy wcześniej nie widziałam Radicala w wersji MED. W składzie nie ma znienawidzonej przeze mnie hydantoiny, za co już na wstępie przyznaję mu plusa. Jestem ciekawa czy się sprawdzi w akcji - zobaczymy, kiedy już zużyję aktualnie stosowany przeze mnie specyfik.





     I znów pierniczki! Tym razem domowej roboty, w dodatku spersonalizowane ;) Autorstwa Pani i Pana Słomki. Dopowiem tylko, że... były pyszne!





     Oprócz pierniczków Państwo Słomka obdarowali mnie obłędnie pachnącym Midnight Oasis (ilekroć się zaciągam ze szkiełka, to sobie myślę, że tak właśnie mógłby pachnieć mój mężczyzna :D hahaha). Dostałam również lakier Essie, którego nazwa idealnie wpasowuje się w bieżący sezon. Ma barwę zgaszonego szarością fioletu i zadatki na stanie się jednym z moich lakierowych ulubieńców.





     Tutaj z kolei wspaniałości od Kingi. Lakier BarryM o bardzo adekwatnej nazwie Vintage Violet idealnie wpasowuje się w moje upodobania! Również w tym przypadku mamy do czynienia z fioletem złamanym szarością, z tym że w ciemniejszej tonacji. Coś pięknego! 
     Są też inne smakołyki: "skórzane" Color Tattoo w kolorach Creamy Beige i Vintage Plum. Oba cudowne! I nie mniej cudowna paletka Soap & Glory "Lid Stuff" w kolorze What's Nude, a w niej trzy maty i jedna satynowa perła. Idealny zestaw kolorystyczny do codziennego makijażu! Czuję, że będę miała z tych cieni masę frajdy.




     Na zakończenie podróż aleją wspomnień, czyli perfumy, które nosiłam za czasów studiów. Jeden z moich ulubionych zapachów: Angel Thierry'ego Muglera. Angela albo się uwielbia, albo nie znosi. Kiedyś na blogu Sabbath pojawiło się kilka niezmiernie malowniczych opisów wspomnianego zapachu (dla zainteresowanych KLIK i KLIK). Moim ulubionym do dziś porównaniem pozostał "trup w czekoladzie". W każdym razie perfumy te to prezent, który sprawiłam sobie z okazji zbliżających się urodzin. Pełne 100ml (tak, lubię te perfumy AŻ TAK BARDZO). Wybrałam flakon w wersji testerowej (regularny ma kształt gwiazdy i z tego co wiem może być ponownie napełniany), ponieważ nie uśmiechało mi się dokładać 50zł za samą buteleczkę.


     Tak oto wyglądał jak dotąd mój grudzień w obrazkach. Pozdrawiam Was serdecznie, mając nadzieję, że Wasi sąsiedzi są nieco bardziej cywilizowani niż moi i wykazują ciut więcej empatii i kultury. 


Ściskam,
Katalina :*


20 komentarzy:

  1. Ha!ciesze sie,ze trafilam z cieniami :)chcialam wlasnie sprawic Ci cos klasycznego do szybkiego makijazu :) a lakier sama mam i bardzo lubie :)

    Sliczny Essiak, nie dziwie sie, ze Ci sie podoba :)

    Swoje pierniczki tez juz zjadlam :) o dziwo,wiekszosc byla w calosci ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trafiłaś! Ostatnimi czasy po takie właśnie sięgam najczęściej :) Lakier szalenie mi się podoba. To jeden z takich kolorów, które będą pasowały do bardzo wielu rzeczy z mojej szafy. No i BarryM jako taki robi całkiem fajne lakiery :) Mam kilka i bardzo je lubię.

      Mówisz że pierniczki nie połamały się w zupełności? Aż dziwne biorąc pod uwagę jak intensywne zainteresowanie wzbudziły ;) hahah

      Usuń
    2. Pancerne pierniczki z niepancernym lukrem ;) Cieszymy się, że smakowały. Z tego wszystkiego nawet nie zauważyłam, że wpadłyśmy z Kingą na podobny kolor lakieru dla Ciebie :)

      BTW o co chodzi z tym skórzanym efektem Color Tattoo?

      Usuń
    3. Pancerne i smaczne! Kolory są podobne w tonacji, ale różnią się nasyceniem - fajnie się uzupełniają. Mam teraz zrobione nimi improwizowane ombre i efekt wyszedł bardzo zacny :)

      A skórzany efekt w CT zapewne odnosi się do innej tekstury cieni. A właściwie innego wykończenia, właśnie takiego "skórzanego".

      Usuń
    4. nie wiem, mam beż i dla mnie wygląda jak normalny mat. nie widzę tego skórzanego efektu...

      Usuń
    5. Ja też nie widzę, ale oficjalny opis tej linii produktów mówi o "efekcie skóry" ;) Pewnie to po prostu chwyt marketingowy.

      Usuń
    6. Jeszcze powinni napisać: "wyglądają jak nałożone na skórę".
      You don't say...

      Usuń
    7. Coś musieli wymyślić ;)

      Usuń
  2. Do Angel trzeba dojrzeć, jeszcze parę lat temu te perfumy kojarzyły mi się z trupem, ale ostatnio je polubiłam i zamierzam sprawić sobie pełnowymiarową buteleczkę.

    Lubię fiolety z domieszką szarości, Essiak świetnie prezentuje się na paznokciu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i tak, chociaż sama nosiłam je daaaawno temu i już wtedy był to dla mnie wyjątkowy zapach. Byłam szczerze zaskoczona, że komuś może kojarzyć się z kostnicą, aż tu okazało się, że to dość powszechne skojarzenie :D

      Usuń
  3. Angel używała namiętnie moja koleżanka. Ja mam w zasadzie do tego zapachu stosunek obojętny, ale zachwycać mnie nie zachwycają. Co do sąsiadów, ja mam na szczęście normalnych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Preferencje względem perfum są bardzo różne. Dlatego jestem tak zaskoczona tym, że wiele osób obdarowuje zapachami swoich znajomych, często nie wiedząc czy trafi on w ich gusta.
      A w temacie sąsiadów - normalność jest bardzo w cenie.

      Usuń
  4. Och, skórzane Color Tattoo! Bardzo jestem ich ciekawa, mam nadzieję że kiedyś pokażesz na oczku :).
    Lakier Essie bardzo "mój".
    Co do zapachów to mogłabym w ciemno obstawiać, że czerwone owoce YR przypadłyby mi do gustu :). A z Angel z kolei mam tak, że kiedyś ten zapach niezwykle mi się podobał, ale potem zaczął mi się źle kojarzyć, przez jedną osobę, która używała ich w nadmiarze. Teraz sama nie wiem czy mogłabym je nosić ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Color Tattoo z całą pewnością pokażę, tylko się trochę nimi pobawię.
      Jeśli chodzi o lakiery, to oba są super - wychodzi z nich piękne ombre :)
      Czerwone owoce z YR serdecznie polecam. A co do Angela, to znam ten ból gdy ktoś obrzydzi nam coś, co lubimy... Szkoda, ale wiadomo - nic na siłę :)

      Usuń
  5. Piękny Essiak od Państwa Słomków <3 Zapachu YC nie znam, ale musi pachnieć bosko, skoro jak mężczyzna marzeń i snów ;)
    Angela się uczę od niedawna. Ma w sobie coś co mocno intryguje i przyciąga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko udane :)
      Angel jest trudny w odbiorze, choć sama akurat nie mogłam w to początkowo uwierzyć, bo nie miałam z nim nigdy żadnych problemów - zarówno nosząc go, jak i wchodząc w kontakt z innymi. Jeden raz ktoś zwrócił uwagę na mój zapach - weszłam do pomieszczenia i pewien mężczyzna skomplementował moje perfumy, a nawet zgadł że noszę Angela :D

      Usuń
  6. Ale cuda dostałaś od Słomki i Kingi! :-) Bardzo mi się te kolory podobają.

    Z Angelem też mam trudną relację, choć z podobnie pachnącą wodą Tessori d'Oriente dogaduję się dobrze.

    Szczęśliwego Nowego Roku! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdziwe cuda :)
      Tessori d'Oriente nie znam, ale jeśli pachnie podobnie, prawdopodobnie byśmy się polubili.

      Tobie również pomyślności w Nowym Roku, droga Uno! :***

      Usuń
  7. Ojj, Alien.. kocham! Ma w sobie magiczną moc :) Haha, przed świętami podglądałam prezenty od Mikołaja i była tam ta seria YR - dziwnym trafem z braku laku trafiły do kuzynki mojego faceta, a miały do mnie, grr.. ;PP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest Angel, nie Alien. A prezenty... cóż, jak Mikołaj nie dopisał, zawsze można samemu go zastąpić ;)

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.