niedziela, 13 grudnia 2015

Czy warto inwestować w palety Urban Decay Naked 2 i Naked 3?

Hej Misiaki!

     Palety Naked firmy Urban Decay - zna je każdy entuzjasta makijażu, nawet jeśli nie miał z nimi do czynienia osobiście. To ta grupa produktów, o której w swoim czasie mówili wszyscy. Już sama liczba podróbek wypuszczonych na rynek najlepiej obrazuje to jak dużą popularnością cieszyły - i wciąż cieszą się - wspomniane palety. Firma Urban Decay swoimi "golasami" zapoczątkowała trend, który mimo upływu lat nie słabnie. Byłam jedną z tych osób, które obejrzawszy 1001 pełnych entuzjazmu recenzji zapałała żądzą posiadania i w efekcie jakieś 1,5 roku temu kupiłam Naked 2 i Naked 3. Jak z perspektywy czasu oceniam ten zakup?




     Zupełnie szczerze, myślę, że nie kupiłabym ponownie żadnej z tych palet. Pozwólcie, że wyjaśnię dlaczego. Najprościej będzie mi to zobrazować na przykładzie zestawienia argumentów 'za' i 'przeciw'.

Opakowania - Z mojej perspektywy jeden z głównych atutów wspomnianych palet, przynajmniej 2 i 3, które posiadam, jednak wiem skądinąd, że są osoby, które zdecydowanie wolą welurowe opakowanie oryginalnej Naked. 

Duży wybór odcieni neutralnych - Na tym opiera się cała idea: aby było neutralnie, bez "głośnych" kolorów, które nie każdemu nosi się komfortowo. To czyni każdą z palet Naked niezwykle uniwersalną. Każdy znajdzie wśród nich tę najwłaściwszą dla siebie. Ciepłą, chłodną, różowawą, matową, wieczorową... Cała kolekcja liczy sobie obecnie sześć palet, więc jest z czego wybierać.

Wygoda używania - Mój typowy poranek to taki mały wyścig z czasem. Zazwyczaj jestem niewyspana i ostatnie na co mam ochotę to kombinowanie z makijażem. Owszem, poświęcam mu chwilę każdego ranka, jednak skomplikowane cieniowanie powiek nie jest moim priorytetem. Neutralna paleta niesamowicie ułatwia zadanie w takich wypadkach. Jest idealna do codziennego makijażu.

Praktyczne w podróży - Prowadzę raczej "stacjonarny" tryb życia, jednak dla tych z Was, które często podróżują, zapewne nie bez znaczenia jest to jak zabezpieczyć kosmetyki, aby nie rozsypały się po drodze w drobny mak. Opakowania palet Naked - niezależnie od wariantu - są na tyle wytrzymałe i praktyczne, by spokojnie sprawdzić się w podróży.

Cena - Podstawowe kryterium dla wielu konsumentów. Ceny palet Naked wahają się w zależności od źródła, jednak zazwyczaj są odczuwalne dla portfela. Z mojego punktu widzenia, wcale nie są atrakcyjne, w dodatku nie bronią się - nie, skoro możemy bez problemu kupić tańszą, niekiedy lepszą paletę innej firmy.

Kolorystyka - To co dla jednych jest atutem, dla innych będzie wadą, wiadomo. Jednak w tym przypadku nie chodzi mi li tylko o brak kolorów jako takich. Mój główny "zarzut" to fakt umieszczenia w jednym zestawie cieni, które niemal nie różnią się między sobą po nałożeniu. Widać to zwłaszcza w przypadku Naked 3. W efekcie okazuje się, że przykładowo na 12 kolorów tak naprawdę używamy może z 6.

Wykończenia - Mogę wypowiadać się wyłącznie na temat palet, które posiadam i tym razem będzie to uwaga głównie do Naked 3. Firma Urban Decay znana jest ze świetnej jakości cieni do powiek, jednak nawet im zdarza się umieścić w zestawach "zonki". Mówię o dwóch cieniach: 'Dust' i 'Blackheart'. Oba są brokatowe, ciężkie we współpracy, osypują się, nie wyglądają po nałożeniu jakoś przesadnie fantastycznie... generalnie uważam że nie trzymają poziomu firmy i nie są warte swojej ceny. 

Konkurencja - Jak pisałam wcześniej, firma UD zapoczątkowała trend. Byli pionierami, ale rynek nie spał. W efekcie mamy ogromny wybór neutralnych palet w rozmaitych kategoriach cenowych. Porównując dostępną ofertę, uważam że w wielu przypadkach uczeń przerósł mistrza. Osobiście, z dużo większą przyjemnością sięgam po Warm Neutrals Sigmy, czy też Chocolate Bar marki Too Faced. Obie wymienione przeze mnie palety są w mojej ocenie lepszej jakości oraz zostały lepiej skomponowane kolorystycznie.


     Podsumowując, nie chcę w żadnym wypadku insynuować, że "golasy" od Urban Decay są złe. Wiele przemawia na ich korzyść, jednak z mojej perspektywy najbardziej miarodajnym kryterium jest przyjemność z użytkowania. Mam w obu paletach kilka kolorów, które naprawdę lubię i po które sięgam z przyjemnością, jednak patrząc na nie globalnie, nie są moim pierwszym wyborem. Mam je, więc ich używam, jednak zakupu nie ponowię. Tym bardziej mając możliwość samodzielnego skompletowania zestawu idealnego np w Inglocie, który moim zdaniem jakościowo kompletnie nie odbiega od UD.


     Jestem ciekawa Waszego zdania co do powszechnie reklamowanych palet, nie tylko tych od Urban Decay. Posiadacie którąś z nich? Jakie macie przemyślenia na ich temat? Uważacie że są warte swojej ceny? Kupiłybyście je ponownie?

Pozdrawiam,
Kat :*


12 komentarzy:

  1. jak wiesz, mam trójkę. i o ile kolorystyka palety jest ładna, nie kupiłabym jej ponownie. moim zdaniem cienie wcale nie są łatwe we współpracy a przy rozcieraniu często powstaje jedna plama koloru i nie widać, że nakładałyśmy kilka cieni.

    po Zoevę sięgam z dużo większą przyjemnością. myślę, że z ich paletki rose gold byłabym o niebo bardziej zadowolona niż z UD naked 3...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zlewanie się, o którym piszesz chyba w "Trójce" jest najbardziej widoczne, bo kolory w palecie są do siebie zbliżone. Dla mnie akurat nie są aż tak kłopotliwe we współpracy (za wyjątkiem brokatowych, których wprost nie cierpię), ale w porównaniu z cieniami Sigmy odpadają w przedbiegach niestety. Wcale mnie nie dziwi, że Zoevy używa Ci się przyjemniej - mam wrażenie że w tych paletach wszystko "spina się" w o wiele bardziej przemyślany sposób :)

      Usuń
  2. mnie jakos nigdy az tak bardzo nie kusily:) chocolate bar i sie z nia od 2 miesiecy nierozstaje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz Chocolate Bar, to spokojnie możesz sobie odpuścić wszystkie Naked :) Czekoladka zdecydowanie wygrywa w tym zestawieniu.

      Usuń
  3. czytałam ten post z dużym zaciekawieniem, bo mam podobne odczucia... co ciągle tudno mi przyznać, bo kiedyś, jak jeszcze nigdzie nie można było dostać w Polsce UD Naked 2, marzyłam o niej nieustannie! Po zakupie na stronie sephory i kilkukrotnym użytku byłam niestety zawiedziona... tak jak napisałaś, teraz można dostać wiele innych paletek o podobnych kolorach, jakości a jednak za znacznie mniejszą kwotę. Również zastanawiałabym się bardzo mocno nad ponownym zakupem, legenda tych paletek trochę jednak wyprzedza realia.
    zapraszamy w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdopodobnie chodzi o faktor niedostępności. Jeśli ciągle słyszy się o czymś, co jest na terenie Polski nieosiągalne i nagle sytuacja się odmienia - mamy przeogromny popyt. I to nawet nie chodzi o to, że uważam te palety za złe, po prostu przegrywają w porównaniu z innymi paletami, których miałam okazję używać. Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Miałam ochotę sięgnąć po te palety mimo ceny, ale w zasadzie powstrzymał mnie fakt, że ostatnio przestałam generalnie lubić palety - tzn te gotowe. Moim ulubieńcem jest za to paleta magnetyczna,którą samodzielnie uzupełniam cieniami. Mam dzięki temu gwarancję że wszystkie kolory mi się przydają i nie jestem ograniczona do jednej marki, mogę tez sobie dowolnie je wymieniać... generalnie stawiam na wolność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka opcja jest chyba najlepsza pod warunkiem że posiadacz palety wie dokładnie jakie kolory będą dla niego/niej odpowiednie :) Sama mam zarówno "gotowce" jak i własne zestawienia autorskie. Lubię wszystkie. W sumie największe zastrzeżenia mam właśnie do Urban Decay.

      Usuń
  5. mam dwójkę i ją bardzo lubię, nie raz szykowałam nią makijaż dzienny jak i wieczorowy, ale fakt, u mnie ze 2-3 kolory są kompletnie nietknięte...ale to chyba norma w przypadku palet, że nie zawsze znajdzie się idealnie taki dobór odcieni, jaki by się chciało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, trudno uniknąć sytuacji, by choćby jeden z cieni w palecie kompletnie nam nie leżał. Dwójka akurat wypada całkiem nieźle. Wolę ją od trójki, która kolorystycznie zlewa się w połowie przypadków w jednolitą plamę. Ale tak czy inaczej patrząc z perspektywy czasu nie kupiłabym żadnej z nich. Inne wolę bardziej.

      Usuń
  6. Swego czasu szalenie kusiły mnie te palety, ale z uwagi na zaporowe ceny na żadną się nie zdecydowałam. Kupiłam za to ich "odpowiedniki" nazwijmy to marki W7 i jestem bardzo zadowolona. Może nie są to cienie najwyzszych lotów, ale na moje potrzeby w zupełności wystarczające. I maja fantastyczne, aluminiowe opakowania. Kuszą mnie też palety czekoladowe, ale ponieważ mam spory zapas cieni chwilowo się nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Palety z W7 oglądałam i sprawiają wrażenie bardzo przyzwoitych. Miałam kiedyś jedną ogromniastą z W7 i jakościowo dawała radę :) Czekoladkę mam póki co tylko jedną, choć przymierzam się do pozostałych - zobaczymy jak to wyjdzie. Ta, którą mam jest zdecydowanie warta polecenia.

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.