niedziela, 7 lutego 2016

Too Faced Semi Sweet Chocolate Bar

Hej Misiaki!

     Bohaterką dzisiejszego wpisu jest druga w kolejności czekoladowa paleta marki Too Faced, Semi Sweet. Obiektywnie patrząc, to nie nowość, ponieważ jest dostępna na rynku od dawna (choć oczywiście w Polsce pojawiła się później). Z początku nie chciałam jej kupować. Uznałam, że wygląda pospolicie, że kolory nie są odkrywcze, przez co automatycznie nie warte mojej uwagi i pieniędzy. Moje nastawienie zmieniło się kiedy na horyzoncie pojawiła się trzecia z czekoladowych palet. Mniej-więcej wtedy podjęłam decyzję o zakupie.




Dostępność
Perfumerie Sephora

Cena
179,00zł

Pojemność
Paleta zawiera 16 cieni, przy czym dwa rozświetlające są znacznie większe od reszty. Dobre posunięcie, zważywszy na to, że sięgamy po nie każdorazowo wykonując makijaż, tym czasem reszta kolorów zazwyczaj pozostaje w rotacji.

Trwałość
Teoretycznie 12 miesięcy od otwarcia, ale... ile z nas wyrzuca pudrowe produkty po upływie roku? ;)





Opakowanie
     Paleta zapakowana jest w uroczy kartonik zawierający wszystkie niezbędne informacje, takie jak skład, właściwości, gramatura. Mamy tam również rozpiskę kolorów wraz z ich nazwami. Do zestawu dołączona jest mini ulotka z trzema przykładowymi makijażami, jakie można wykonać przy użyciu palety.





     Samo opakowanie jest metalowe, magnetyczne, z wytłoczeniami przywodzącymi na myśl tabliczkę czekolady. Ten design stał się w ostatnich latach jednym z najlepiej rozpoznawalnych projektów w świecie kosmetycznym. Jest nie tylko pomysłowy i estetyczny, ale wprost genialny w swej prostocie, ponadto spójny z ogólnym pomysłem na produkt.
     Opakowanie jest jaśniejsze niż w poprzedniej wersji, co jest o tyle ciekawe, że paleta reklamowana jako "półsłodka" przypomina bardziej mleczną czekoladę. Wewnątrz znajdziemy lusterko oraz - co stanowi duże ułatwienie w porównaniu z poprzednią paletą - nazwy każdego z cieni wypisane bezpośrednio powyżej niego. 



   
   Generalnie, widać że producent wziął pod uwagę niedopatrzenia, jakie popełnił przy okazji oryginalnej palety (folia z nazwami cieni oraz ciut lepszy kąt nachylenia lustra gdy paleta jest otwarta), warto jednak zwrócić uwagę na to, że oba rozświetlacze są mniejsze niż w pierwszej czekoladzie.    

Zapach
Czekoladoooowy! Dla wielu źródło wielkiej radości, dla mnie raczej miły dodatek do fajnego produktu. Zasługa pudru kakaowego w składzie.





Aplikacja i działanie
     Zacznę od tego, że ze zdziwieniem słucham opinii, wedle których Semi Sweet jest chłodniejsza od poprzedniczki. Z mojej perspektywy jest dokładnie odwrotnie! Większość cieni znajdujących się w palecie określiłabym jako zdecydowanie ciepłe, choć znajdziemy tu również kolory o chłodnej tonacji. Ogólnie całość jest ozłocona i zbrązowiała, nawet niebieski Blueberry Swirl łapie jakby "przybrudzone" brązem tony. Z mojej perspektywy, znajdziemy tutaj więcej cieni typowo dziennych, przez co jest to bardzo wygodna opcja w makijażu do pracy czy szkoły.
     Warto w tym miejscu wspomnieć o kilku kwestiach. Po pierwsze, czerń nie jest najgłębsza z głębokich, ale za to w pełni matowa i idealnie nadaje się do pogłębiania pozostałych kolorów. Po drugie, Pink Sugar to w zasadzie zbiór drobniutkich iskierek, nie daje jakiegokolwiek koloru i ma tendencję do kruszenia się. Za to Butter Pecan jest doskonałym rozświetlaczem nie tylko do oczu, ale i do twarzy. Jest pięknie perłowy, masełkowy w konsystencji i daje bardzo ładną, równą taflę. 
     Generalizując, Semi Sweet jest bardzo wygodna i bezproblemowa we współpracy.






Czy polecam
     Obiektywnie patrząc, Semi Sweet jest najmniej ekscytującą paletą ze wszystkich trzech czekolad. Czy jest niezbędna do życia? Nie jest. 
Czy jest odkrywcza? Nie.
Czy znajdziecie w niej coś, czego nie ma nigdzie indziej? W zasadzie nie.




     Mimo to, jest to bardzo poprawna, przyjemna w użytkowaniu paleta neutralnych cieni, która mimo braku ogólnego efektu WOW, jest w moich oczach i tak lepszą opcją niż Naked 2, 3, a nawet 1. Przede wszystkim jest niesamowicie łatwa w użytkowaniu. Kolory nie rozmywają się na powiece w jedną plamę (jak to miało często miejsce w przypadku Urban Decay). Mamy w niej drobne urozmaicenie kolorystyczne oraz "zgapę" dla tych, którym brak inspiracji. 
     To solidna podstawa dla tych, którzy dopiero zaczynają zabawę z makijażem, jak również dla tych, którzy zazwyczaj lubią szaleć a w ich kolekcji brakuje czegoś, co ugruntowałoby inne, bardziej zwariowane palety.


Pozdrawiam,
Katalina :*



18 komentarzy:

  1. ja ogladama te 2 i zdecydowalam sie na 1 :) dla mnie nie jest az tak brazowa :) bardzo ja lubie i niektore cienie dotknely juz denka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie 1 jest lepsza jeśli chodzi o kolorystykę i wszechstronność. SS też ma swoje zalety, ale jak wspomniałam wyżej, nie odkrywa Ameryki - to raczej przyzwoita baza dla innych kolorów.

      Usuń
  2. ładna, ale bons bons podoba mi się dużo bardziej, tamte kolorki są bardziej "moje" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Semi Sweet nie rzuca na kolana, jest przyzwoita itd, ale nie porywa. Bon Bons natomiast oferuje naprawdę piękne kolory, ciekawie skomponowane - wydaje mi się, że jest nawet lepsza od pierwszej czekolady :)

      Usuń
  3. Tej akurat nie mam, ale oryginalną wersję oraz od niedawna Bon Bons owszem. Kocham obydwie i zastanawiam sie nad zakupem Semi Sweet! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wszystkie trzy i powiem Ci szczerze, że jeśli masz pierwszą i trzecią, to drugą możesz sobie spokojnie podarować ;) Jak dla mnie jest najsłabsza z trójki.

      Usuń
  4. W ogóle nie przypuszczałam, że pomiędzy drogeryjnymi cieniami a Too Faced może być taka różnica. Jednak odkąd stałam się posiadaczką czekoladki, wykonanie makijażu nie stanowi dla mnie problemu. Cienie same się blendują, po prostu bajka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, różnica jest przeogromna! Na przestrzeni ostatnich lat sięgałam po drogeryjne cienie sporadycznie, ale w większości przypadków różnica w jakości była zauważalna od razu.

      Usuń
  5. Rzeczywiście na słoczach wygląda ciepło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jest ciepła. I mam wrażenie że najciekawiej te cienie by się prezentowały na dziewczynach, które mają ciut głębszy odcień skóry.

      Usuń
  6. Faktycznie semi sweet już tak nie porywa jak bons bons. Tam wybór kolorystyczny był zdecydowanie lepszy aczkolwiek jakości tego produktu nie umniejszam :) Nie mniej jednak raczej jej zakup sobie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakościowo jest bardzo dobrze, kolory to jak wiadomo indywidualna sprawa, ale też jestem zdania, że z wszystkich trzech ta konkretna najmniej kusi.

      Usuń
  7. Ja używam odpowiedników czekoladowych z Makeup Revolution i strasznie je lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I super :) Oglądałam kiedyś porównania wersji obu firm i wyglądały dość podobnie na oczach.

      Usuń
  8. Jest to ładna paletka ale niestety nawet gdybymmiała ogrom gotówki nie zdecydowałabym sie na nią :) moja karnacja typowej śniezki jest mega zimna, więc tak ciepłe tony nie prezentują się dobrze , nawet z zieloną tęczówką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Też jestem zdania, że Semi Sweet będzie wyglądała lepiej na dziewczynach o cieplejszym, ewentualnie neutralnym typie urody.

      Usuń
  9. Ooo, też całkiem fajna, ale różowiótka na razie zwycięża ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bon Bons jest ciekawsza, to prawda.

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.