czwartek, 24 marca 2016

Marcowe zakupy kosmetyczne

Witajcie po krótkiej przerwie...

     Ciężko mi ostatnio zmobilizować się do blogowania, chociaż miałam kompletnie inny plan. Szalejąca za oknem pogoda postanowiła przetestować odporność mojego organizmu i okazało się, że nie najlepiej z tym u mnie. W efekcie ostatnie dwa tygodnie doświadczam po kolei coraz to nowych symptomów chorobowych i nic nie wskazuje na to by ów stan miał się w najbliższym czasie zmienić.

     Uznałam więc, że w pierwszej kolejności po przerwaniu milczenia podzielę się z Wami ostatnimi poczynionymi przeze mnie zakupami kosmetycznymi. Część z tych rzeczy miałam na oku od jakiegoś czasu, część "przytrafiła się" przypadkowo.


     Jednym z takich przypadków był cień Catrice #020 Gold n' Roses z serii Liquid Metal. Produkt, który już kiedyś miałam, zużyłam i później bezskutecznie poszukiwałam w drogeriach. Jest to chyba jedyny kolor z tej serii, który wpadł mi w oko - jeden z tych, który wszędzie rozchodził się na pniu i teraz zdobycie go niemal graniczy z cudem. Tak się złożyło że pewnego dnia robiłam na poczekaniu zakupy w jednej z "Natur" i przechodząc obok szafy Catrice rzuciłam okiem na to co znajduje się na samym tyle stojaków z cieniami. Dostrzegłam coś, co wyglądało jak rzeczony Gold n' Roses ale za nic nie mogłam tego "wytrząsnąć" - zaklinowało się! Z pomocą przyszła mi uczynna pani ekspedientka i wspólnymi siłami wydobyłyśmy gagatka, z czego bardzo się cieszę.




     Drugie w kolejności były zakupy w sklepie Cocolita. Wypatrzyłam... w zasadzie sama nie wiem co - chyba najbliżej temu do bazy rozświetlającej - Makeup Academy Undress Your Skin Illuminating Liquid Glow. Miałam nadzieję, że będzie to produkt, który będzie można stosować jako rozświetlacz w płynie, niestety pomyliłam się. Na szerszy opis tego kosmetyku jeszcze przyjdzie pora, w każdym razie nieco mnie ów rozczarował, bo nie tego się spodziewałam.




     Kupiłam również róż #937 Flamingo marki Sleek i już teraz wiem, że to będzie trudny zawodnik, bo zabija pigmentacją, przez co wymaga naprawdę lekkiej ręki i odpowiedniego pędzla. Tak czy inaczej spróbuję wydobyć z niego to co najlepsze.




     Wizyta w drogerii Hebe to był czysty przypadek, ale zaowocował takimi oto fantami: korektorem / kamuflażem Catrice, który od dłuższego czasu miałam ochotę przetestować, kolejnym balsamem do ust, tym razem od Nacomi, w kompletnie niepraktycznym, za to uroczym opakowaniu oraz olejem kokosowym, również marki Nacomi.




     Planowanym dla odmiany zakupem były dwa produkty od Zoevy: pędzel #116 Teardrop Cover oraz pomadka Luxe Cream w kolorze Faith & Love. Tak na marginesie, sklep Minti pakuje zakupy w absolutnie przeuroczy sposób!!!





     Na deser pozostały mi trzy lakiery Zoya, które zdecydowałam się kupić po przetestowaniu dwóch pierwszych. Obawiam się, że będzie z tego obsesja... 





     Znacie któryś z wymienionych produktów? A może i Wam wpadło ostatnio w ręce coś wartego polecenia?

Pozdrawiam ciepło,
Katalina :*



18 komentarzy:

  1. ojej, dużo zdrówka życzę :*

    ja poprszę Zoyki na paznokciach, chetnie zobaczę, jak się prezentują :)
    a z tym cieniem Catrice wow - przeznaczenie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrowie by się przydało :) Już mam dość chorowania.
      Postaram się pokazać Zoyki niebawem. Z z tym cieniem to rzeczywiście fajny przypadek :)

      Usuń
  2. Też mam mega ochotę przetestować kamuflaż Catrice, ale mam jeszcze kilka otwartych korektorów i powstrzymuję się przed zakupem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, trzeba mierzyć siły na zamiary :)

      Usuń
  3. Zazdroszczę lakierów zoya <3
    Poluję też na korektor w płynie Catrice. Na razie mam w słoiczku. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo przypadły mi do gustu! Polecam.
      Korektor Catrice w pojemniczku miałam w przeszłości - oba zachowują się na skórze zupełnie inaczej. Szkoda, że płynny dość ciężko teraz gdziekolwiek znaleźć.

      Usuń
  4. Baaardzo lubię ten cień z Catrice, takie połyskujące, złotawe cienie są dla mnie super na co dzień! Płynny kamuflaż też bardzo sobie chwalę:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cień to jeden z moich ulubieńców :) Korektor dopiero testuję, ale póki co go polubiłam.

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Używałam tylko kilku ale w większości były fajne :)

      Usuń
  6. No to teraz czekam na Twoją opinię o korektorze Catrice. Miałam go zamówić, ale ostatecznie zdecydowałam się na Urban Decay. Mam nadzieję, że nie będę żałować ;)
    Dużo zdrówka życzę i polecam pić ciepłą wodę z imbirem, cytryną oraz miodem codziennie rano.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za to, żeby korektor spełnił Twoje wymagania :)
      Dziękuję również za życzenia zdrowia - tego nigdy za wiele :)

      Usuń
  7. Ciekawa jestem tego "Undress Your Skin". Spodziewałabym się czegoś, co poprawi wygląd skóry na tyle, żeby chodzić sobie z gołą.
    W sumie i tak chodzę. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz piękną skórę, to możesz sobie na to pozwolić ;)
      A ten produkt to niestety coś w stylu bazy rozświetlającej z drobinkami.

      Usuń
  8. No ciężki róż, ale wydaje mi się, że może dawać super efekt. Ja sama mam róż Butterfly z wypukłym motylkiem takim- boski jest taki leciutki , idealny na wiosnę .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od pędzla i techniki - mocny pigment w różu też można oswoić.

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.