niedziela, 8 maja 2016

Revlon Ultimate All-In-One Mascara

     Mam sentyment do marki Revlon. Wziął się stąd, że od wielu lat wracam do ichniego podkładu ColorStay, który mimo podejść do mnóstwa innych produktów wciąż pozostaje w ścisłej czołówce mojej listy ulubieńców. Kiedy w sklepach pojawiła się nowa linia tuszy do rzęs obiecująca wszystko co tylko tusz może obiecać, oczywiście zapragnęłam przekonać się osobiście ile w tym wszystkim prawdy.
     Sięgnęłam po tusz Revlon Ultimate All-In-One w kolorze 503 Blackened Brown.




Dostępność
Produkt ogólnodostępny w większości drogerii

Cena
59,99 zł

Pojemność
0,28 fl.oz. / 8,5 ml




Trwałość
6 miesięcy

Opakowanie
Jak dla mnie, jeden z głównych atutów. Opakowanie ma wyjątkowo ergonomiczny kształt, przez co fajnie leży w dłoni, a dodatkowo ułatwia otwieranie i zamykanie tuszu. Ponadto jest, jak to się mówi, dość atrakcyjne wizualnie. Nakrętka jest czerwona i lakierowana, zaś reszta tuby jest czarna i matowa. Wygląda nowocześnie, ale i klasycznie. Także design opakowania oceniam jak najbardziej na plus!





Szczoteczka
Interesująca. Wykonana jest z dość elastycznego tworzywa, jest malutka i ma kształt migdałka. W trzech miejscach ma coś w rodzaju "kieszeni" na tusz. Same wypustki szczoteczki są dość krótkie.

Zapach
Ledwie wyczuwalny, nie drażni

Aplikacja i działanie
I w tym miejscu się zawieszam... Mam z tym tuszem problem, ponieważ są dni gdy daje mi naprawdę bardzo przyzwoity efekt, jednak kiedy indziej kończę z mocno podkreślonymi, ale niestety posklejanymi nieciekawie rzęsami. Jestem w stanie poradzić z tym sobie w jakimś zakresie używając grzebyczka do rzęs, ale biorąc pod uwagę to jak wielki mamy wybór i jak wiele dużo tańszych tuszy daje lepszy efekt...
Od maskary, która kosztuje 60zł i obiecuje nam efekt "full wypas", tego właśnie oczekuję! Nie ukrywam, jestem nieco rozczarowana. Efekt końcowy odpowiada raczej przyzwoitej wersji dziennej, niż wielkiemu WOW, jakie sugeruje nazwa. 
Podsumowując mój wywód jednym zdaniem: jest OK, ale bywało dużo lepiej.




Czy polecam
Z mojej perspektywy, zawsze warto próbować. Jeśli lubicie testować maskary, są szanse że już wcześniej sprawdziłyście możliwości Revlona. Jeśli dążycie do względnie naturalnego efektu, myślę że będziecie zadowolone. Jeśli jednak jesteście fankami spektakularnego podkreślenia, to niestety tutaj go nie znajdziecie.


Pozdrawiam,
Kat :*

26 komentarzy:

  1. mój Revlon Ultimate All-In-One cały czas leży w opkowaniu i jakoś nie mam serce go otworzyć..
    obawiam się, że i u mnie nie będzie spektakularnego efektu, i że będę rozczarowana, zwłaszcza, że mój obecny tusz (Elizabeth Mott It"s so big) jest nie do pokonania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz już swój ulubiony tusz to wątpię że ten konkretny będzie w stanie go pokonać. Jest OK, ale nie ma zadatków na wybicie się ponad przeciętność.

      Usuń
  2. on sie u mnie kruszy i osypuje pod koniec dnia :/ nie lubię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na szczęście nie kruszy się, ani nie osypuje, nie mniej nie daje mi tak wyrazistego efektu, na jakim mi zależy.

      Usuń
  3. Polowałam na ten tusz w czasie promocji w Rossmannie, ale go nie było. Zainteresowała mnie tak mała szczoteczka. Po Twojej recenzji chyba już się na niego nie zdecyduję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli jesteś bardzo ciekawa, zawsze możesz poszukać go gdzieś przy okazji, ale nie spodziewaj się oszałamiających efektów ;) Jest wiele innych tuszy, które zachwycają dużo bardziej od tego :)

      Usuń
  4. Heh mam podobny sentyment do tej marki :)! Colorstay był chyba pierwszym bardziej świadomie zakupionym przeze mnie podkładem, było to jeszcze w czasach liceum kiedy wydawał mi się bardzo drogi i luksusowy ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze mną było podobnie. Nie pamiętam jak to się stało, że trafiłam na ten podkład, ale odkąd trafiłam - jestem mu wierna (z drobnymi skokami w bok) ;)

      Usuń
  5. z revlonu znam tylko ich szminki, które lubię. miałam kiedyś też lakier, ale nie grzeszył u mnie trwałością. a, znam też podkład, który wspominasz, i rzeczywiście jest bardzo dobry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szminkami i pomadkami tylko się miziałam po rękach. Lakiery lubiłam, choć nie zrewolucjonizowały mojego świata ;) Za to podkład jak najbardziej :)

      Usuń
  6. Oddałam w dobre ręce, kórey zamieniły szczoteczki i są zadowolone :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jaka przedziwna szczoteczka, a efekt mega! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest źle, ale żeby aż mega to raczej nie ;)

      Usuń
  8. Bardzo ciekawa ta szczoteczka. Dość krótka więc myślałam, że pozwoli na precyzyjne dotarcie do nawet najkrótszej rzęsy. Po Twojej opinii mam jednak mieszane uczucia. Rzęsy lubię mieć jednak bardzo mocno podkreślone jako, że mój cały makijaż jest minimalistyczny. Być może jednak kiedyś skuszę się na przetestowanie bo z czym jak z czym, ale z tuszami lubię eksperymentować i wyszukiwać swoje perełki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również stawiam na mocno podkreślone rzęsy, dlatego efekt jaki dał mi ten tusz odebrałam bez większego zachwytu. Szkoda, ale na szczęście są jeszcze inne :)

      Usuń
  9. Też miewałam takich gagatków, którzy sprawowali się raz lepiej, raz gorzej. No i wtedy się człowiek zastanawia, jak ma właściwie ocenić... :) Ta szczoteczka zupełnie do mnie nie przemawia, więc prawdopodobnie się jednak nie skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Ciebie prawdopodobnie wyglądałby super, ale nie sądzę byś coś traciła omijając go ;)

      Usuń
  10. Bardzo podoba mi się opakowanie tej maskary :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opakowanie jest interesujące, to prawda. Dobrze by było jednak, żeby i zawartość nadążała ;)

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Mi nie do końca odpowiada, dlatego nie wrócę do tego tuszu.

      Usuń
  12. Szczoteczka nie przypadła mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.