niedziela, 26 czerwca 2016

Zoya Chantal

     Tym razem mam do powiedzenia kilka słów na temat lakieru-pomyłki, bo tym pierwotnie była dla mnie Chantal marki Zoya. Szukałam kryjącego kremowego beżu, ale nie byłam pewna odcienia. Szczerze mówiąc liczyłam na to, że będzie jaśniejszy, dlatego jak go dostałam poczułam rozczarowanie, jednak...




Dostępność
Sklep internetowy marki

Cena
43 zł

Pojemność
15 ml




Trwałość
24 miesiące

Wykończenie i krycie
Wykończenie kremowe, kryje po nałożeniu dwóch warstw. 




Wysychanie
Około 10 minut per warstwa.

Aplikacja i zmywanie
Aplikacja jest stosunkowo prosta, chociaż pierwsza warstwa ma tendencje do smużenia. Na szczęście druga wszystko ratuje i wyrównuje. Osiągnęłam niechcący efekt porównywalny do "manequin hands", czyli kolorystyczne dopasowanie skóry i koloru na paznokciach. Zmywanie lakieru jest banalnie proste, zatem patrząc ogólnie jestem za.





Czy polecam
     Do tej pory zapewne większość z Was już wie, że zostałam fanką marki Zoya. Nie jestem bezkrytyczna, jednak muszę przyznać, że są to lakiery, które nie tylko świetnie wyglądają, ale niesamowicie długo trzymają się na paznokciach bez jakichkolwiek odprysków i przetarć. W moim przypadku Chantal wytrzymała 7-8 dni bez poprawek. Zmyłam ją nie z potrzeby, a z chęci zmiany - po prostu mam takie przyzwyczajenie, że każdej niedzieli zmieniam manicure.
     Jedno, co mnie zdziwiło, to fakt że za pierwszym razem gdy nałożyłam ten lakier, jego odcień zmienił się w ciągu tygodnia - ściemniał o jakieś dwa tony. Sytuacja nigdy się nie powtórzyła, więc prawdopodobnie winowajcą był inny środek, którego użyłam w tym czasie, nie mniej chciałam wspomnieć o tym na wszelki wypadek.
     Zasadniczo jestem zadowolona z Chantal i mogę ją polecić tym z Was, które szukają średniego  kryjącego beżu o kremowym wykończeniu.


Pozdrawiam,
Katalina :*


niedziela, 19 czerwca 2016

Zoeva #116 Teardrop Cover Face Brush

     W dobie niesłabnącej popularności Beauty Blendera i tym podobnych gąbek do nakładania makijażu, ja z uporem maniaka dochowuję wierności pędzlom. Próbowałam gąbeczek, nie mniej wolę pędzle właśnie. Przez długi czas używałam flat topów, by ostatecznie przyznać, że są dla mnie za duże, zbyt trudno je doczyścić i ogólnie wymagają więcej zachodu niż bym chciała. 
     Mniej-więcej wtedy w moich zbiorach pojawiła się Expert Face Brush z Real Techniques. Jej kształt był idealny, jednak do szału doprowadzało mnie to, że co chwila traci włosie. Nie znoszę tego w pędzlach i jak tylko to zaobserwuję - idą w odstawkę. Szukałam czegoś o podobnym kształcie i lepszej jakości i tak trafiłam na 116 teardrop cover marki Zoeva.




Dostępność
Sklepy internetowe oferujące produkty marki Zoeva

Cena
62,90zł




Kształt
Jak nazwa wskazuje, pędzel ma kształt kropli. Podoba mi się to, bo w ten sposób mamy dwie różne krawędzi, dzięki którym zyskujemy więcej sposobów na nałożenie i fachowe rozprowadzenie podkładu. 
Pędzel jest mniejszy i bardziej zbity niż jego poprzednik z Real Techniques. Jest też bardzo miękki i delikatny. Nie drapie twarzy, ani nie gubi włosia.




Czy polecam
Jest to jeden z tych zakupów, z których jestem naprawdę bardzo zadowolona! Nie jest to w żadnym razie kopia pędzla z RT, nie mniej kształt i wielkość są dla mnie idealne. Bardzo podoba mi się to, że nie ma równej powierzchni, że jest lekko zaokrąglony, bo dzięki temu dobrze rozprowadza podkład na twarzy. Doskonale mieści się we wszelkich zagłębieniach i nierównościach. Dzięki temu, że włosie jest zbite i gęste, podkład nakłada się równo, bez smug. Łatwiej też utrzymać sam pędzel w czystości.
Używam mojego "teardropa" zarówno do podkładu, jak i korektora - w obu przypadkach sprawdza się bez zarzutu. 

Jeśli nie miałyście okazji wypróbować go w akcji, serdecznie polecam :)


A jakie są Wasze ulubione pędzle do nakładania podkładu? A może mimo wszystko wolicie gąbki?


Pozdrawiam,
Kat :*


sobota, 11 czerwca 2016

Zoya Bela

     Jak już wcześniej pisałam, od pewnego czasu jestem coraz większą fanką lakierów marki Zoya. Mam obecnie siedem różnych kolorów. Dzisiaj chciałabym zaprezentować Wam najdelikatniejszy z nich - bladoróżowy, lekko kryjący lakier o nazwie Bela.




Dostępność
Sklep internetowy marki

Cena
43,00 zł

Pojemność
15ml




Trwałość
24 miesiące

Wykończenie i krycie
Lakier daje kremowe wykończenie. Jest półprzejrzysty. Nawet nałożony trzema warstwami nie daje pełnego krycia. I w tym konkretnym przypadku jest to dla mnie plus, bo takiego właśnie lakieru szukałam. Z mojej perspektywy tego typu odcień o nie do końca kryjącej formule sprawdza się idealnie w rozmaitych sytuacjach.




Wysychanie
Około 10 minut per warstwa.

Aplikacja i zmywanie
W obu przypadkach jest łatwo i szybko. Niewielkich rozmiarów pędzelek ułatwia aplikację. Formuła jest łatwa we współpracy, nie grożą nam smugi. Zmywanie jest bezproblemowe.




Czy polecam
Jeśli szukacie średnio-kryjącej formuły i delikatnego odcienia, mogę Wam śmiało polecić Belę. Kupując ją kierowałam się myślą o lakierze delikatnym, eleganckim, pasującym do wszystkiego, nie rzucającym się w oczy. To mój bezpieczny pewniak na każdą sytuację, gdy krzykliwe, odważne kolory są nie na miejscu, lub kiedy po prostu chcę by moje dłonie wyglądały czysto i schludnie. Tego typu kolor ma tę zaletę, że nadaje dłoniom bardzo eleganckiego charakteru. A że to Zoya, to i trwałość jest imponująca - lakier wytrzymuje na moich paznokciach cały tydzień. Nie odpryskuje, nie ściera się. Jestem z niego naprawdę bardzo zadowolona!


Pozdrawiam,
Katalina :*


sobota, 4 czerwca 2016

MannyMUA x Makeup Geek Palette

     W makijażu uwielbiam podkreślać oczy. Jestem wielbicielką cieni do powiek, zwłaszcza jeśli pojawiają się w moim życiu w postaci palety. Z tego powodu co jakiś czas moja silna wola zostaje wystawiona na dużą próbę. Oglądam również Youtuba, jak zapewne większość z Was, co dodatkowo komplikuje sprawę, bo mnogość pokazywanych tam kosmetyków przyprawia niekiedy o zawrót głowy.





     Kilka miesięcy temu gruchnęła wiadomość o palecie będącej efektem współpracy dwojga youtuberów: Makeup Geek i Manny MUA. Wystarczył rzut oka na rzeczoną paletę, bym przepadła. Nie z powodu twórców, bo Manny'ego nie lubię i nie oglądam, Marlenę natomiast przestałam oglądać stosunkowo niedawno znudzona powtarzalnością zamieszczanej przez nią treści i poirytowana jej cukierkowym świergotem. Zainteresowała mnie sama paleta. Słyszałam wiele pochlebnych opinii na temat cieni Makeup Geek, ale od ich zakupu zawsze odstraszały mnie absurdalne koszty wysyłki. Jednak tym razem, gdy zobaczyłam ten konkretny zestaw kolorów, skomponowany niemal idealnie "pode mnie", uznałam że to idealna okazja, by przekonać się osobiście czy całe to halo jest uzasadnione.





Dostępność
Sklep internetowy Makeup Geek

Cena
$45,00 + koszty wysyłki (nie pamiętam ile dokładnie mnie to wyniosło, ale łączna kwota przekroczyła 270 zł)

Pojemność
9 x 1,8 g / 0,064 oz




Opakowanie
Starają się, ale to jeszcze nie to. Paleta wygląda trochę... tanio. Owszem, podoba mi się kartonik, w który jest opakowana i znajdujące się na nim holograficzne detale. Podoba mi się również to, że podano na nim skład. Sama paletka jest zaskakująco ciężka jak na ilość cieni i ogólną jakość opakowania. Wykonana jest z tektury, do wieczka przytwierdzono odrobinę powiększające lusterko. Z przodu mamy niebrzydką grafikę o logo firmy, z tyłu naklejkę z rozpiską cieni. 

Na pierwszy rzut oka widać niestety taniość wykonania, bo paleta bardzo szybko wyciera się na kantach. Naklejka jest krzywo przyklejona. Lusterko może nie jest tragiczne, ale wpatrując się w nie dłuższą chwilę można dostać oczopląsu - wzrok się męczy. Dla porównania palety Zoevy są nie tylko dużo lepiej wykonane, ale również połowę lżejsze. Patrząc globalnie, rzuca mi się w oczy wiele drobiazgów, które zasadniczo dałoby się zignorować, ale płacąc za coś prawie 300 zł niestety będę się czepiała każdej drobnostki. Jestem czepialska - taka już moja natura nietoperza.




Wykończenie
Artemis - bladożółta perła o masełkowatej konsystencji i dużej pigmentacji
Beaches & Cream - średni beż o matowym wykończeniu, bardzo przyjemna konsystencja i pigmentacja
Luna - przybrudzony, morelowy róż o metalicznym, intensywnie perłowym wykończeniu, konsystencja niemal kremowa, niesamowita pigmentacja
Cosmopolitan - klasyczny "rosegold" o gładkiej, przyjemnej konsystencji i perłowym wykończeniu, piękny świetnie napigmentowany cień
Sora - herbatnikowy mat, gładka konsystencja, dobra pigmentacja, mocny kandydat na cień "przejściowy" do rozcierania w zagłębieniu powieki
Frappe - średni brązowy mat, nieco ciemniejszy i chłodniejszy niż Sora, odrobinę bardziej pudrowy, dobra pigmentacja
Insomnia - prawdziwy killer! Brązowo-zielony duochrome o zabójczej pigmentacji, idealnie masełkowej konsystencji... nie można powiedzieć o nim złego słowa.
Mars - przepiękna matowa czerwień wina, niestety konsystencję ma fatalną, niesamowicie suchą i kredową. Mimo to jest zaskakująco dobrze napigmentowany (duże niedomówienie) i świetnie trzyma się powieki.
Aphrodite - ciemny, chłodny brąz z nutką fioletu. Mat o przyjemnej, gładkiej konsystencji i świetnej pigmentacji.






Aplikacja i działanie
Powiedziałam już, że podoba mi się zestawienie kolorów. Jedyne co bym zmieniła, to zastąpiła Sorę lub Frappe matowym jasnym beżem. Generalnie jednak bardzo podoba mi się dobór odcieni i wykończeń. Nawet Mars, który mimo fatalnej tekstury zachowuje się na powiece zaskakująco wspaniale. Jakość cieni jest bez zarzutu. Jestem pod ogromnym wrażeniem cieni metalicznych, maty są OK - zdarzają się lepsze i gorsze sztuki i szczerze mówiąc mogłabym spokojnie zastąpić je innymi.
Poniżej możecie zobaczyć trzy przykładowe makijaże wykonane za pomocą tej palety:
















Czy polecam
Swoją opinię streściłabym zdaniem: "Paleta jest bardzo dobra, ale nie jest niezbędna". Zawiera kilka przepięknych cieni: Luna, Cosmopolitan, Insomnia i Mars - nawet mimo swojej kredowej faktury. Pozostałe kolory są przyjemne, ale bardzo łatwo zastąpić je innymi. Maty nie zaimponowały mi jakością aż tak, by przekonać mnie do powiększenia kolekcji o kolejne sztuki, zwłaszcza biorąc pod uwagę koszty przesyłki. Myślę, że to paleta głównie dla wielbicieli makijażu i fanatycznych oglądaczy youtuba, chcących pozostać na czasie z ofertą rynku.
Zakupu nie żałuję, ale nie sądzę, bym miała zaopatrywać się w kolejne cienie Makeup Geek. Ewentualnie mogłabym się zdecydować na kilka z serii Foiled, jednak generalnie mogę spokojnie żyć bez nich ;)


     Próbowaliście cieni Makup Geek? A może macie tę konkretną paletę? Jakie są Wasze wrażenia?

Pozdrawiam,
Katalina :*