środa, 10 stycznia 2018

Orgazmatycznie

     Kolejny wpis i kolejny produkt o statusie kultowego... Chyba każda z nas mniej lub bardziej otwarcie zastanawia się nad możliwością sprawdzenia kosmetyku, o którym słyszy raz po raz z każdej możliwej strony. Jednym z takich kosmetyków był dla mnie róż marki Nars o jakże chwytliwej nazwie Orgasm. Nawiasem mówiąc podejrzewam, że wspomniana nazwa miała niemały wpływ na sukces komercyjny tego różu.





Dostępność:
Perfumerie Sephora, drogerie internetowe.

Cena:
Rozpiętość cenowa jest spora, ale uśrednię ją do 150zł. Niemało jak a jeden róż, nieprawdaż?

Pojemność:
0,16 Oz. / 4,8 g

Trwałość:
24 miesiące




Opakowanie:
Określiłabym je mianem minimalistycznego, eleganckiego i funkcjonalnego. Jest wykonane z czarnego, jakby gumowanego plastiku, przy czym nie brudzi się jak inne mu podobne, a wszelkie napisy mimo upływu czasu pozostają nienaruszone. Swoją sztukę mam od wielu, wielu miesięcy i opakowanie wciąż wygląda niemal jak nowe. Zapięcie działa sprawnie, nie zacina się, nie odpina samo, nie łamie paznokci (jak sporo innych ma w zwyczaju). Wewnątrz znajdziemy także funkcjonalne lusterko. 




Formuła:
Jest to oczywiście puder prasowany o dość suchej konsystencji i jeśli mam być szczera, średniej pigmentacji. Jest to klasyczny duochrome w odcieniu rose-gold przetykany złotymi drobinkami. 




Aplikacja i wykończenie:
Aplikacja jest bezproblemowa. Jak wspomniałam, róż nie powala pigmentacją, zatem nawet początkująca osoba sobie z nim poradzi. Warto jednak trzymać rękę na pulsie, bo intensywność łatwo jest zbudować, a tym samym przesadzić z rumieńcami. Perłowe wykończenie z drobinkami może okazać się nieodpowiednie dla osób mających problemy z widocznymi porami skóry, lub fakturą. Odcień prawdopodobnie lepiej zgra się z ciepłymi typami urody. To co mnie osobiście rozczarowało to trwałość różu na twarzy. Po upływie jakichś 4 godzin od nałożenia praktycznie znika... Nie jest to najlepszy wynik, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę półkę cenową.

Skład:




Czy polecam:
Zupełnie szczerze jestem zdania, że Narsowy Orgasm jest przereklamowany. To w najlepszym razie orgazmik. Nie powalił mnie ani trwałością, ani wykończeniem, czy formułą. Nie jest zły, jednak zdecydowanie nie plasuje się w czołówce tego, co ma nam obecnie do zaoferowania rynek kosmetyczny (również drogeryjny!). Jeśli podobają się Wam odcienie w tym stylu, zdecydowanie bardziej polecam wypróbowanie Rose Gold marki Sleek. Odcienie nie są co prawda identyczne (Nars jest bardziej różowy, Sleek łapie więcej złotych tonów), jednak pigmentacja, trwałość, formuła i cena przechylają jak dla mnie szalę na korzyść marki Sleek.


Pozdrawiam,
Katalina :*

18 komentarzy:

  1. też uważam, że jest przereklamowany, i to mocno.
    a zważywszy na fakt, że mojej skóry w ogole nie chce się trzymać, nie jestem w stanie zbudować sobie nimm krycia ani tym bardziej przesadzić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat jestem w stanie zrobić nim sobie na twarzy niezłą matrioszkę, także u mnie się trzyma i buduje bardzo dobrze, tyle że szybko znika...

      Usuń
    2. u mnie też szybko znika jak już namęczę się z nakładnaniem wilgotnym beauty blenderem. jednym słowem - rozczarowanie

      Usuń
    3. Najbardziej boli świadomość wydanej kasy ;) Ja co prawda dorwałąm ten róż w jakiejś promocji, ale i tak był drogi. No ale przynajmniej teraz wiem, że nie warto :D

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Mam miniaturę i rzadko sięgam, ale cieszę się, że wpadła przy zakupach Sephory, bo inaczej pewnie też w końcu poleciałabym po pełnowymiarowe opakowanie i potem przeżyła swoje „łeeee”. Jest okej. Jak na róż za tyle kasy to zdecydowanie za mało. Podoba mi się na skórze, ale macie rację, złazi szybko (u mnie sporo różów słabo się trzyma, ale bywają i tak długotrwałe, więc da się).

    Ale ale: Kasiu, co Ty masz ślicznego na ustach? Wyglądają obłędnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, jest okej i to trochę mało ;)

      A co do ust, to jest to HUDA Beauty Metallic Lip Gloss w kolorze Angelic :) Niby błyszczyk, ale pigmentacją dorównuje pomadkom. I też duochrom ;)

      Usuń
  3. Aaaa, no widzisz - spodziewałam się orgazmu, wszechobecnego, a tu mały orgazmik :) Kolorystycznie jest bajeczny, tak świeżo i promiennie wyglądasz w nim Kat, ale szkoda, że trwałością nie dorównuje wizualności :) Dzięki za polecenie, chętnie się przyjrzę Sleekowym różom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest kilka różnych firm produkujących róże w podobnym klimacie, zatem mamy pewien wybór :) Nars niestety jest zbyt drogi w stosunku do oferowanej jakości.

      Usuń
    2. Od kilku lat! stosuję róż The Balm, konkretniej Frat Boy`a, i cenowo świetnie wypada i jakościowo też, trwałość ma bardzo wysoką, ściera się powoli i równomiernie, ciągle nadając twarzy świeżości :)

      Usuń
    3. Z The Balm miałam jeden z kolorów z serii In Stain, które jakoby mają być nie do zdarcia, niestety w moim przypadku po góra 5h znikał kompletnie. Stąd pewna moja rezerwa do innych róży tej marki. Ale może kiedyś sprawdzę.

      Usuń
    4. Dodam, że mam cerę mieszaną, na policzkach mi się też często przetłuszcza, tak że wynik czasem mnie aż zaskakuje ;) Warto wypróbować, a In Stain nie znam jeszcze, choć czytałam o nich wiele pozytywnych opinii.

      Usuń
    5. Też mam cerę mieszaną, przy czym policzki mam suche. Być może kiedyś wypróbuję, jednak póki co mi się nie śpieszy ;)

      Usuń
    6. mam ten róż w paletce Balm Jovi i... nie zachwyca calodniową trwałością, ale kolor i wykończenie są cudowne :)

      Usuń
    7. Ja mam problem z różami jako takimi, że żaden nie trzyma mi się policzków dłużej niż tych 5h. Nie miałam ani jednego, który by wytrzymał cały dzień na miejscu, także...

      Usuń
  4. świetnie wygląda na twarzy :) pozdrawiamy i zapraszamy :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.