niedziela, 25 lutego 2018

Urban Decay Naked Heat

     Paleta Naked Heat od Urban Decay nie jest już nowością. Pojawiła się wiele miesięcy temu i na pewien czas zmonopolizowała tematykę rozmów i publikacji blogerów / youtuberów. Trochę to trwało, ale i ja dałam się skusić machinie marketingowej, w efekcie czego kupiłam rzeczoną paletę.





Dostępność:
Sklepy internetowe, sieć Sephora

Cena:
249,00 zł

Pojemność:
12 cieni po 1,3 g każdy

Trwałość:
24 miesiące





Opakowanie:
     Gabarytowo odpowiada pozostałym klasycznym wariantom palet Naked. Jest wykonana z plastiku podobnie jak Naked Smoky, a jej wieczko wygląda niemal trójwymiarowo i bardzo efektownie. Wewnątrz znajdziemy tradycyjnie duże, bardzo dobrej jakości lusterko i dwustronny, całkiem przyzwoity pędzel. Na uwagę zasługuje również zewnętrzny kartonik - bardzo atrakcyjny wizualnie i dopracowany w najmniejszych detalach.





Wykończenie:

OUNCE - połyskująca kość słoniowa 
CHASER - jasny matowy beż 
SAUCED - delikatna matowa terrakota 
LOW BLOW - matowy brąz
LUMBRE - połyskująca miedź ze złoto-perłowym odcieniem 
HE DEVIL - matowa palona czerwień 
DIRTY TALK - metaliczna palona czerwień 
SCORCHED - metaliczna głęboka czerwień ze złotym mikrobrokatem 
CAYENNE - głęboka, matowa terrakota 
EN FUEGO - matowy burgund 
ASHES - głęboki, matowy czerwono-brązowy 
EMBER - głęboki, metaliczny miedziany burgund 




Aplikacja i działanie:
     Od pierwszego użycia byłam bardzo pozytywnie zaskoczona zarówno pigmentacją, jak i formułą cieni. 
     Maty w większości mają niesamowicie przyjemną, gładką konsystencję - wyjątek stanowią kolory En Fuego i Ashes, które okazały się niestety niesamowicie suche i kredowe, co niestety przekłada się na ich aplikację. 
     Najjaśniejszy Ounce daje piękny, subtelny połysk na skórze, Lumbre zaś oferuje delikatny efekt duochrome. Dirty Talk i Scorched są bardzo gładkie i przyjemne w aplikacji jak na cienie metaliczne. Ember również, choć odrobinę się osypuje, a na powiece wypada ciemniej niż na swatchach, stając się bardziej bury niż "burgundowy". 
     Odrobinę rozczarowuje fakt, że He Devil jest niemal identyczny jak Cayenne, podobnie różnica między Dirty Talk i Scorched jest minimalna. 





     Jak wspomniałam, cienie charakteryzują się wysoką pigmentacją, a praca z nimi to w większości przyjemność. Dobrze się ze sobą łączą i rozcierają (nie przecierając się, ani nie gubiąc koloru). Niechlubnymi wyjątkami są En Fuego i Ashes, które niestety nie nanoszą się zbyt równo z uwagi na suchą konsystencję.




Czy polecam:
     Najogólniej mówiąc: "tak, ale..." ;)

     Oczywiście wszystko zależy od tego czy lubicie taką kolorystykę, jak wiele macie w swoich zbiorach podobnych kolorów, jak bardzo zależy Wam na skompletowaniu Naked-Kolekcji (z tym bywa jak z Pokemonami - musisz złapać je wszystkie ;) ). 
     Obiektywnie patrząc, pod względem kolorystyki Naked Heat nie proponuje nam niczego nowego. Z dużym prawdopodobieństwem macie już przynajmniej jedną łudząco podobną paletę, co patrząc przez pryzmat ceny jest dobrym argumentem, dla którego warto rezygnować z zakupu...
     Z mojej perspektywy jest to paleta dobrej jakości, jednak za mało wszechstronna i skomponowana ze zbyt ciemnych jak na moje preferencje kolorów. Przyznaję, złowiono mnie na marketingowy haczyk, a rzeczywistość zweryfikowała moją fascynację, dlatego zdecydowałam się odstąpić paletę znajomej, która zrobi z niej lepszy użytek niż ja.



Ciekawa jestem jak wiele z Was również dało się przekonać do zakupu internetowym zachwytom.
Co sądzicie o Naked Heat z perspektywy użytkownika?

Pozdrawiam,
Kat :*

8 komentarzy:

  1. Akurat z wszystkich palet tej marki ta mnie najmniej kusi prawdę pisząc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie bardzo kusiła, jednak okazała się nieodpowiednia. Teraz wiem przynajmniej, że wolę jaśniejsze odcienie.

      Usuń
  2. chyba ultimate naked basics bardziej mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najchętniej pomieszałabym je ze sobą. Wybrała kilka odcieni z jednej, kilka z drugiej i połączyła w zupełnie nową paletę.

      Usuń
  3. Kolory są śliczne, aczkolwiek na pewno nie korzystałabym ze wszystkich. Ogólnie ciężko znaleźć paletę, która odpowiadałaby pod względem kolorów w 100%.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! Chyba nie trafiłam jeszcze na taką, w której korzystałabym ze wszystkich cieni...

      Usuń
  4. Opakowanie rzeczywiście dopracowane do perfekcji, ale trudno się z tobą nie zgodzić, kolorystyka dosyć monotonna, choć ja osobiście lubię takie kolory w makijażu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalnie to i ja lubię tego typu kolory, nawet bardzo. Problem tkwi w tym, że są ciemne. Ja ostatnio sięgam po coraz jaśniejsze cienie, zatem w tym przypadku połowa palety byłaby przeze mnie nieużywana przez większość czasu.

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.